Czy zwierzęta popełniają samobójstwa?

pixabay.com pixabay.com

Dnia 14 grudnia 1978 roku z okolic północnych – włoskiego miasta Reggio Emilia wpłynął meldunek o „masowym samobójstwie” dwustu owiec. Z całkiem niezrozumiałych przyczyn zwierzęta te jak na komendę wypadły z bezpiecznego pastwiska, pognały prosto do potoku Crostolo, zamienionego po silnych deszczach w rwącą rzekę, i tam wszystkie zginęły.



Coś podobnego zdarzyło się już 17 maja 1965 roku. Wówczas w Szwajcarii pod miastem Chur aż pięćset owiec opuściło gwałtownie zieloną łąkę i rzuciło się w wezbrane powodzią wody Renu, gdzie także potopiły się wszystkie bez wyjątku.

W listopadzie i grudniu 1976 roku liczba zwierząt dopuszczających się samobójstwa na północno – amerykańskim wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego w okolicach Przylądka Cod pod Bostonem przekroczyła milion. Dzień w dzień plaża była pokryta długimi na łokieć ciałami głowonogów.

Większość tych małych ośmiornic przez jakiś czas żyła jeszcze na lądzie i posuwała się po piasku wężowymi ślizgającymi ruchami swych macek – wszystkie co do jednej w kierunku od wody ku wydmom. Życzliwi ludzie chwytali je i wrzucali z powrotem do wody. W tym zbawczym dla nich – jakby się zdawało – żywiole głowonogi natychmiast znowu brały kurs na plażę i ponownie swymi ośmioma odnóżami wypełzały z wody w ramiona śmierci.

Niektórzy zoologowie podejrzewają, że zanieczyszczenie wody morskiej ściekami przemysłowymi pchnęło tą milionową chmarę do samobójstwa. Rankiem 8 stycznia 1979 roku rybacy małego miasteczka portowego Mulege, położonego nad zatoką Kalifornijską, szeroko rozwarli oczy ze zdumienia: na plaży leżało pięćdziesiąt sześć kaszalotów. Długie do dwudziestu metrów i ważące pięćdziesiąt ton ułożyły się tam same, jeden przy drugim. Trudno uwierzyć, aby te ssaki morskie, uchodzące za wyjątkowo inteligentne, nie wiedziały, co czynią.

Dnia 14 stycznia 1970 roku nie mniej niż sto pięćdziesiąt orek, czyli mieczników o długości do dziesięciu metrów wylądowało na wybrzeżu Florydy. I tutaj znowu ten sam obraz: przyjaźni ludzie wielokrążkami i mechanicznymi podnośnikami ściągają umierające olbrzymy do wody. Uratowane zwierzęta natychmiast pchają się znowu ku plaży na nieuchronną śmierć. Czyżby ci groźni zabójcy zamienili się w samobójców?

Czy w opisanych przykładach ze świata zwierząt natrafiliśmy na analogię do w gruncie rzeczy równie niezrozumiałych „ludzkich” samobójstw masowych, chociażby tych, które wydarzyły się jesienią 1978 roku wśród członków sekty Johusa w Gujanie, kiedy to dziewięćset osób z tego zrzeszenia zadało sobie śmierć przez zażycie trucizny?
wykop.pltwitter.plfacebook.pl
Oceń: Drukuj

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy