Zając szarak w Polsce - barwy zwierz naszych łąk i lasów

Zając szarak, fot. Kacper Kowalczyk Zając szarak, fot. Kacper Kowalczyk

Chociaż został nazwany szarakiem, do szaraków raczej się nie zalicza. Nie mam na myśli ubarwienia futra, bo to rzeczywiście jest przeważnie szare. Złożony zespół różnego rodzaju zachowań, rytuałów, obyczajów sprawia, że to jedno z najbardziej barwnych zwierząt zamieszkujących nasz kraj. Chociaż widujemy go często na polach, miedzach czy łąkach, to jednak woli trzymać się od nas z daleka. W końcu przezorny zawsze ubezpieczony i takim też mieni nam się zając szarak.



Wojna!

Ciekawe jak w zajęczym języku brzmi słowo „wojna”? Zwłaszcza kiedy nadchodzi wiosna i przed samcami stoi nie lada wyzwanie. Przecież muszą przypodobać się samicy, ba nie tylko przypodobać, ale zdobyć jej serce, by móc puścić w obieg dalej swoje niepowtarzalne geny.

Czas szczególny w życiu tych zajęczaków nazywany jest parkotami. Wtedy właśnie narządy rozrodcze zaczynają się uwidaczniać, i to dosłownie. Zimą samce swoje jądra trzymają w jamie brzusznej, natomiast kiedy tylko rozpocznie się parkanie jądra niepostrzeżenie spływają do worka mosznowego. To znak, że dany osobnik może stawić się na placu boju. Chociaż plac boju naszych szaraków jest czynny od stycznia do sierpnia, to te pierwsze pojedynki są najbardziej spektakularne. Jedna z przyczyn to dość ubogi wówczas w przyrodnicze nowości świat. Ptaków właściwie jeszcze nie ma, albo jak są to zajęte przetrwaniem i zdobyciem jak największej ilości pokarmu. Owady jeszcze śpią, płazy dopiero co przeciągają się z zimowej atonii. Ogólnie panuje cisza. Gdzieniegdzie tylko słychać jakieś niezbyt okazałe symptomy nadchodzącej wiosny. Patrzymy zatem z zainteresowaniem na zające. Dwa osobniki stają naprzeciw siebie. Najpierw chodzą w tą, tamtą, jeszcze inną, wodzą wzrokiem. Patrzą i patrzą, prowokując siebie nawzajem do wykonania pierwszego ruchu. Czekają dopóki któryś z nich ruszy i przypuści atak. Zaczęło się. Idą, a raczej dobiegają do siebie. Wreszcie stają na obu tylnych łapach i zaczynają walkę. Przypomina to bokserski pojedynek, a tak bardziej z natury, można pójść w stronę kangurów, które okładają się ciosami tak mocnymi, że nie jeden bokser zwijałby się z bólu leżąc na deskach. Zające robią podobnie. Okładają się nawzajem ciosami, toczą bój na śmierć i życie, a w tym świecie ta granica jest zdecydowanie bardziej cienka. Raz szala zwycięstwa przechyla się na jedną stronę, raz na drugą. Samce wojują aż do upadłego. Powtarzają sesję bokserską co jakiś czas dopóty, dopóki nie wyłoniony zostanie zwycięzca. Przegrany osuwa się w cień i odchodzi. Godzinami można by oglądać ten mrożący krew w żyłach pojedynek, który każdego roku odbywa się na żywo. Wystarczy wyjść na jakąś łąkę czy pole uprawne. Taki obraz jest zdecydowanie bardziej przyjazny naszym oczom, a radość i satysfakcja o wiele większa, niż po obejrzeniu filmów (nomen omen najlepszych na świecie) sir Davida Attenborough’a czy Bożeny i Jana Walencików.

Fot. Martin Hefner[CC BY 2.0 ], Flickr.com
wykop.pltwitter.plfacebook.pl
Oceń: Drukuj

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy