Po katastrofie elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Uczeń czarnoksiężnika – ciągle w akcji

Czarnobyl, 2009 rok, Autor: Wanrouter/ Wikipedia CC Czarnobyl, 2009 rok, Autor: Wanrouter/ Wikipedia CC

Jak przed 26 laty (Czarnobyl 26 kwietnia 1986 r.), nad jądrową Japonią zawisła mgła przemilczeń i dezinformacji. Fakt, że Japonia leży na terenach aktywnych sejsmicznie, znany był od zawsze. Przez wieki budownictwo w Japonii charakteryzowała lekkość bambusa i mat. Ponieważ jest to naród rozsądny, a elity działają racjonalnie, cywilizację pochodzącą z Europy, a szczególnie budownictwo, dostosowano do specyfiki sejsmicznej wysp. To, że wyspy te co sto czy trzysta lat doświadczają ogromnych, katastrofalnych wstrząsów, zostało uwzględnione. Również, a zapewne szczególnie, przy budowie reaktorów jądrowych.



Ta zależność dalekowzrocznego przewidywania i projektowania odróżnia ich np. od budowniczych socjalizmu ze Związku Sowieckiego, którzy na polecenie partii i rządu zbudowali takie monstrum technologiczne, jak reaktory serii RBMK (Rieaktor Bolszoj Moszcznosti Kanalnyj). Zaprojektowane tak, by były tanie i umożliwiały ciągłą produkcje plutonu 239 (Pu239), tak potrzebnego kompleksowi militarnemu Kraju Rad. W Japonii budowano zgodnie ze standardami cywilizowanymi. Skąd więc rezultaty, które ze zgrozą śledzimy od tygodni?

Gęstość energii i gęstość mocy

Przyczyna takich absurdalnie patetycznych katastrof, którą chcę tu opisać i jej rezultaty uzmysłowić, jest dziecinnie prosta. Chce przez to powiedzieć, że potrafię ją wytłumaczyć inteligentnemu kilkunastoletniemu chłopcu. Chodzi o gęstość energii i gęstość mocy.

Przed 26 laty starannie przestudiowałem artykuł znanego sowieckiego akadiemika na temat znaczenia gęstości mocy w ocenie nowoczesności i przyszłości źródeł energii. Akadiemik to w Sojuzie coś w rodzaju „profesora do kwadratu”. Wielkie, często nieograniczone kredyty w banku na badania, a prywatnie splendory dacze, kawiory ze spec-sklepów. Drukowane, a więc wcześniej zatwierdzone, poglądy wyrażane przez akadiemików zostawały uznawane w Sojuzie za oficjalne stanowisko KC czy Biura Politycznego (to jest wyżej). A może było odwrotnie? Akadiemik formułował poglądy Partii, ale językiem, którego członkowie KC nie umieli użyć?

W wymienionym artykule chodziło o porównanie gęstości energii i mocy w różnych procesach przetwarzania energii: m.in. w fotosyntezie, spalaniu węgla, ropy czy gazu, i w rozszczepieniu jąder ciężkich. Energetyka rozszczepieniowa  wg akadiemika wygrywała: rzeczywiście, w reaktorach energetycznych w walcu o średnicy 4-6 metrów i o podobnej wysokości mogą być generowane moce rzędu 1 GW (miliarda watów). A takie rośliny (tu pogarda Akadiemika) przy dobrym nasłonecznieniu wykorzystują parę watów na metr kwadratowy. Dla wodzów ENERGETYKI (nie tylko komunistycznych!) był to najmocniejszy, decydujący argument za Energetyką Jądrową (dalej będę używał skrótu EJ) i jej nowoczesnością, a przeciw energetyce odnawialnej (EO) czy poszanowaniu energii. W podświadomości wielu decydentów argument ten ciągle jeszcze jest ważny.

Jeśli przy jakiejś katastrofie (potop, huragan.. itp.) zerwą się czy zniszczą baterie fotowoltaiczne, lub padnie cały las służący do produkowania biomasy, to będzie przykrość, kłopot gospodarczy, wreszcie njus dla TV. Ale katastrofy nie będzie! Sytuacji groźnej, pozostającej poza kontrolą specjalistów przez miesiące - nie będzie. Nie będzie Bhopalu, Czarnobyla, Fukushima, pęknięcia tamy, czy... ew. następnych katastrof, związanych właśnie z KONCENTRACJĄ ENERGII. Bo gęstość mocy przy wykorzystywaniu energii słonecznej jest miliony razy mniejsza, niż przy EJ!

Energetyka, MOC a impotencja

W wielu artykułach, wreszcie w książce „O energetyce dla użytkowników i sceptyków” (napisanej wspólnie z prof. Wiąckowskim) wyliczyłem, że (str. 220) nawet przy obecnych technologiach i ich sprawnościach wystarczyłoby sześć okręgów (o promieniu po 100 km każdy, po jednym na kontynent) by przy pomocy energii płynącej ze Słońca zaspokoić rosnące potrzeby gospodarek Świata. Pustyń mamy ciągle dość. W Polsce zmniejszamy horrendalnie dużą energochłonność i budujemy energetykę rozproszoną, lokalną. Mamy duże osiągnięcia. Ale niechciane i niedostrzegane przez Władzę. Bo... nie zaspokaja to żądzy siły i władzy u decydentów! Któryś mi szczerze, jak sądzę, wyznał: to mnie nie rajcuje! Poczucie potęgi władzy podobno kompensuje inne impotencje, o mniejszej skali. Tak twierdzą psychologowie (i doświadczone panie). Gdy Hitler w czasie swych Parteitag’ów przemawiał, nieświadomie w momentach kluczowych łapał się za krocze. Doświadczeni i wierni filmowcy robili MU więc ujęcia od pasa (w górę). Zachowały się jednak filmy archiwalne.

Również stąd takie parcie na technologie przestarzałe, drogie i niebezpieczne, jak np. „ujarzmienie” rozszczepienia. Orgazm Władzy, orgazm MOCY. I to sztuczne. Duzi, mali chłopcy!

Zarządzanie energetyką a PYCHA

fot. Timm Suess/ Flickr CC
Druga cecha tych ludzi jest podobnie niebezpieczna: „JA jestem mądry (zobaczcie moje IQ !!), JA wszystko przewidzę!”

A przyroda nie jest może złośliwa, ale jest o wiele bardziej złożona, bardziej nieprzewidywalna, niż wymyślić potrafi mózg „dużego chłopczyka”.

Już widzę i słyszę, jak przedstawiciele energetyki jądrowej uczenie tłumaczą w TV, że EO to nienowoczesne, że w Polsce nie ma trzęsień ziemi, nie ma przecież tsunami! Premier Polski dalej propaguje EJ argumentując, że u nas takich trzęsień ziemi nie ma. A spadające samoloty, a kradziony beton jądrowy? Pod Wejherowem powstały miasteczka z tego betonu, a 8-metrowej grubości fundament reaktora WWER popękał - i „musieliśmy” te szczeliny zalewać ciastem cementowym, bo przyjeżdżała inspekcja z Wiednia (MAEA). Dyrektor K.T.: „To staruszkowie, nie zauważą...”. Pamięta pan? Pana (wtedy) koledzy ten kradziony beton rozwozili...

Poraża bezczelność „polityków z całego spektrum partii” (PR1, 13 III, 22-ga) wygłaszających jakieś zasłyszane slogany o „dywersyfikacji źródeł energii”, w której to dywersyfikacji „nie może zabraknąć tej tak nowoczesnej gałęzi, jak EJ”. Już musieli te prowizje zainkasować...

Czytałem, że w starych kronikach są materiały świadczące, iż na Bałtyku co kilkaset lat pojawiają się tsunami o niejasnych przyczynach. Zapewne jakieś obsunięcia brzegów Skandynawii. Ale taką wiadomość tutejsi eksperci dyżurni EJ starannie zamiatają pod dywan.

Mnie chodzi jednak głównie o coś innego. Możliwości zaskakiwania nas, ludzi (przecież Misiów o bardzo małym rozumku...) przez naturę na Ziemi i w bliskim jej sąsiedztwie (np. oddziaływania burz słonecznych czy wiatru słonecznego) są ogromne, na pewno nie zostały wyczerpane. A wszelkie zabezpieczenia, w tym wypadku EJ, robiliśmy zawsze post factum, po kolejnych („niespodzianych”) pożarach, trzęsieniach ziemi, czy rozkazach pijanych generałów. Natykamy się na brak wyobraźni! Zawsze.

Koszt EJ

W połowie latach 80., jeszcze przed wybuchem w Czarnobylu, nastąpił zmierzch energetyki jądrowej. Wcześniej wydawała się być ona optymalnym rozwiązaniem dla świata. Okazało się, że staje się ona coraz droższa i coraz bardziej niebezpieczna. Prowadziło to w krajach wysoko rozwiniętych do odwrotu od tej formy energii i prób eksportowania technologii z nią związanej do krajów słabych politycznie i ekonomicznie. Z tych pierwszych - rozwijały ją jeszcze kraje potrzebujące plutonu do celów militarnych, tj. ZSRR i Francja. W ZSRR, kosztem bezpieczeństwa, stawiano na możliwie najtańsze rozwiązania, we Francji zaś pompowano w ten przemysł ogromne pieniądze, w wyniku czego zadłużenie jednego tylko przedsiębiorstwa Electricité de France stało się porównywalne z naszym zadłużeniem otrzymanym w spadku po PRL (wtedy ok. 42 miliardy dolarów). We Francji wejście na tę ścieżkę wiązało się też ze strategiczną decyzją de Gaulle’a, dotyczącą uniezależnienia się od ponad-narodowych karteli naftowych (tzw. Seven Sisters), sprzedających ropę po cenach wielokrotnie przewyższających koszty jej uzyskania. Zbudowano przeszło 40 reaktorów energetycznych. To z kolei doprowadziło do ... okresowej konieczności sprzedawania przez Francję energii do Niemiec poniżej kosztów jej uzyskania. Specyfika EJ jest taka, że nie da się zmieniać mocy nagle czy na życzenie. Reaktory są urządzeniami o ogromnej bezwładności czasowej.

Od dziesięcioleci kolejne, nowe zabezpieczenia podwyższają koszty EJ. Konwulsje w Fukushima I pokazują jedynie, jak groźne są już zatrzymane reaktory i już zużyte, odłożone „do magazynu” wypalone paliwo, jeśli z jakichś przyczyn nie można ich dalej chłodzić.

Energetyka jądrowa dawała nadzieje na tanią energię w latach 60. ubiegłego stulecia, czyli przed pół wiekiem. Okazało się natomiast, że jest kosztowna, niebezpieczna, i nie wiadomo, jak poradzić sobie np. z jej odpadami. Jest więc przeżytkiem. Istnieje jednak silne lobby łapówkarskie w krajach zachodnich (Francja, USA, nawet Belgia), które wciska energię jądrową do krajów słabych politycznie i gospodarczo. Po Fukushima takie lobby ujawniono też w Japonii (por. Ministerstwo, Nuclear and Industrial Safety Agency oraz TEPCO są częściami tego samego gangu ). O co w tym chodzi? Przede wszystkim o eksport bezrobocia w dziedzinie high technology. W tych państwach od ćwierć wieku trwa zastój, a starzy inżynierowie chcą sobie jeszcze dobrze zarobić. Więc łapówki płyną szerokim strumieniem. W Polsce lat 90. były takie wielkie łapówki (pardon, to się nazywa teraz prowizje). Z trudem, niechętnie, po rozłożeniu na raty, tutejsi "łapówkarze u władzy" musieli je oddawać. Część umorzono.

Sytuacja w Fukushima, tj. katastrofy RÓWNOLEGLE I RÓWNOCZEŚNIE w sześciu reaktorach i wielu „ciągle chłodzonych” zbiornikach z wypalonym paliwem w kompleksie Fukushima I jest ciągle (po sześciu tygodniach!) nieopanowana, a może nawet nieprzewidywalna. Następstwa cenowe tej sytuacji są porażające.

Według wstępnych ocen fachowców, następne zabezpieczenia technologiczne, jakie wymusi Fukushima, podwyższą koszt kolejnych elektrowni o kolejne 30 - 40proc..

Propagandyści, pycha a prowizje

Teraz, w czasie trwającej tragedii jądrowej Japonii, odezwali się obrońcy i zwolennicy energii jądrowej w Polsce. I maja przewagę, a właściwie MONOPOL w mediach! Jest skandaliczne, że wypowiada się Donald Tusk, z zawodu zdaje się historyk, lub prof. Łukasz Turski - co prawda fizyk, ale w dziedzinie energetyki jądrowej jego wiedza nie jest chyba większa niż premiera. Dlaczego ignorowane są od lat opinie specjalistów, jest już jasne: za wprowadzeniem energii jądrowej stoją ogromne pieniądze. Korumpują więc też wójtów gmin, w których mają powstać elektrownie. „Dostaniecie ogromne pieniądze w formie podatków lokalnych, a ile miejsc pracy”.. I zagrożeni nędzą i bezrobociem ludzie to „kupują”. Musimy temu zapobiec.

Ale fakt, że ośmielają się prowadzić namolną propagandę energii nuklearnej w chwili jądrowych konwulsji Japonii świadczy, że utracili nie tylko poczucie smaku, ale i instynkt samozachowawczy. Zadziwia poczucie bezkarności osób decydujących o sprawach strategicznych.

Przypomina ono myślątka łobuza, który włamał się do hurtowni alkoholu, pół litry wypił, drugie pół - złapał pod pachę, w hurtowni na rozbite butelki wrzucił zapalona zapałkę - i pewien jest, że ucieknie.

Ale zawsze znajdą się jacyś panowie, kolejny Jacek Merkel (podobno obecnie tajny doradca Tuska), prof. Łukasz Turski czy (przed paru laty) Ludwik Dorn, którzy mówią swoje nie zwracając uwagi na ograniczenia naturalne. Charakterystyczna była rozmowa w TV tuż po Fukushima: W dyskusji wzięli udział prof. Łukasz Turski i prof. dr hab. Władysław Mielczarski (elektroenergetyk z Politechniki Łódzkiej). http://www.tvn24.pl/12690,1695677,0,1,kto-panu-dal-tytul--wiesniakowi-jednemu,wiadomosc.html.

Namolne, pełne przeinaczania prawdy slogany prof. Turskiego tak oburzyły specjalistę energetyka prof. Mielczarskiego, że musiał przerwać „dyskusję” i opuścić studio. Innym razem bywalec TV, prof. Turski, stojąc na tle zdjęcia wybuchu wodoru w Fukushima zapewniał „publikę”, że EJ jest najnowocześniejszym i najbezpieczniejszym ze źródeł energii. Stał się on (Ł.T.) w oczach i umysłach Polaków symbolem niewyleczalnej bezczelności i hucpy propagatorów EJ. , jak po Czarnobylu była takim symbolem wspomniana poniżej profesorka medycyny.

Przed ćwierć wiekiem w telewizji królowały oświadczenia rzecznika rządu J. Urbana, pewnego pijaczka Agenta od atomów (p. S.) i profesorki zdrowotnej (pani B.) szydzącej w TV z ludzi (taaa…. można dziecku włoski wymyć, przyda się do ogólnej higieny…). Było to uspokajanie, w które większość ludzi oczywiście nie wierzyła. A swoim, tj. ubekom, policjantom, czy uświadomionym lekarzom rządowym i ich dzieciom w tajemnicy wydawano płyn Lugola w sobotę i niedzielę ( wybuch miał miejsce w nocy z piątku na sobotę). Pod warunkiem, że nie powiedzą innym (!!). Działo się to w sytuacji, gdy nad Eurazją przewalały się radioaktywne chmury, w Czarnobylu bez sensu ginęli strażacy oraz górnicy z Donbasu, likwidatorzy i „chroniący tajemnice” młodzi KGB-sznicy ustawieni w upiorne w swym bezsensie kordony. Napromieniowywali się ludzie mieszkający w otoczeniu, drużyny i kibice piłki nożnej w są-siedniej Prypeci. Wtedy jeden z głównych projektantów BRMK (Akadiemik Walerij Legasow, pierwszy zastępca dyrektora Instytutu im. I. Kurczatowa ) popełnił samobójstwo zostawiając dramatyczny list o swej - i kolegów - winie.

Jestem fizykiem, który wiele lat zajmował się fizyką rozszczepienia. W związku z tym znam energię jądrową od strony procesów ją zapewniających. Nie tyle więc jestem sceptyczny, co znam prawdę. W dalszej kolejności zapoznałem się z tematem również od strony ekonomicznej i politycznej. Ośmielam się mówić prawdę, a ta jest niewygodna dla kręgów starających się wepchnąć energetykę jądrową do różnych krajów podatnych na manipulację.

Początkowo wydawało się, że kolejne ekipy rządzące w Polsce można przekonać za pomocą racjonalnych argumentów do nie wchodzenia na tę błędną ścieżkę. Muszę powtórzyć: Od początku lat 90-tych do Polski wchodzi jednak ogromna korupcja w formie np. tak zwanych prowizji, mająca na celu eksportowanie do nas tej, gdzie indziej już nie rozwijanej, technologii.

„Rozbieżności” czy kłamstwa

Od katastrofy w Czarnobylu mija właśnie 26 lat, a nadal nie ma zgody co do oceny jej skali i skutków. Z jednej strony raporty specjalistów, niezależnie od urzędów jądrowych, np. Greenpeace mówi o dziesiątkach tysięcy ofiar, z drugiej zaś agendy ONZ ograniczają tę liczbę do ledwie kilkudziesięciu. Czym podyktowane są tak wielkie rozbieżności?

Musimy wspomnieć o takich agendach ONZ jak Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej w Wiedniu Jest to instytucja mocno skorumpowana, co więcej, w 1986 roku opierała się ona głównie na raporcie sowieckim, podającym rażąco nieprawdziwe informacje. Powtarzanie jeszcze dziś kłamstw o zaledwie kilkudziesięciu ofiarach jest dla mnie skandaliczne. Według bardziej współczesnych raportów, choćby białoruskich, liczba ta jest wielokrotnie większa. Powtórzę: Ogromne dawki promieniowania dostali, nie zdając sobie sprawy ze skali zagrożenia, choćby tzw. likwidatorzy, t.j. młodzi żołnierze ściągnięci z różnych części ZSRR do usuwania skutków awarii, funkcjonariusze KGB pilnujący terenu (razem ponad 600 tysięcy ludzi!) czy wreszcie lotnicy gaszący z góry pożar. Wielu z nich po powrocie do swych republik, do swych wiosek, umierało według oficjalnych statystyk na rozmaite choroby, gdyż nie wolno było wpisać w dokumentacji leczenia, że jest to choroba popromienna, ani że pacjent pracował i był naświetlony w Czarnobylu. Warto też dodać, że dane dotyczące poziomu napromieniowania w wyniku tej awarii oficjalnie uśredniano na cały, ogromny przecież, obszar Związku Radzieckiego. Zaniżało to pojęcie o realnym skażeniu danej okolicy dziesiątki tysięcy, a nawet miliony razy.

Grupy lobbystyczne lansują od pewnego czasu tezę, iż małe dawki promieniowania są nieszkodliwe, a nawet mogą być korzystne dla zdrowia. Lobbyści owi biorą tę tezę od jednego człowieka - prof. Zbigniewa Jaworowskiego, który kiedyś uparcie głosił ją pracując w Centralnym Laboratorium Ochrony Radiologicznej. Jest to teza niesprawdzona. W kontekście zaś Czarnobyla czy Fukushima mówimy o raczej dużych dawkach.

Propagandziści energetyki jądrowej, w tym szczególnie A. Strupczewski lubią w swoich wywiadach podkreślać, że reaktory nowego typu, w przeciwieństwie do tych typu czarnobylskiego, są bardzo bezpieczne, „praktycznie bezawaryjne”. Mówią to w TV, często stojąc na tle zdjęć wybuchów wodoru w Fukushima... To jest najlepszy komentarz na temat bezpieczeństwa energetyki jądrowej. Dowiedzieliśmy się, jak wygląda „absolutne bezpieczeństwo reaktorów” w cywilizowanych krajach: W Japonii, gdzie przecież projektuje się i buduje się pod trzęsienia ziemi, wybuchły reaktory Fukushima I. Na skutek awarii systemu chłodzenia mogła rozpocząć się częściowa reakcja topienia rdzenia reaktora, piszą japońskie źródła rządowe. A przedstawiciele Agencji Atomistyki umniejszają zagrożenie i tygodnie całe mówią takim językiem, jak ich poprzednicy po Czarnobylu.

Czas zadać pytanie: Czy lobby atomowemu uda się przeforsować swoje projekty, czy raczej zostanie ono, jak ponad 20 lat temu, powstrzymane przez protesty społeczne?

W ciągu ostatnich 20 lat nastąpiła silna atrofia opinii społecznej. Ludzie są zbyt biedni i zastraszani widmem bezrobocia oraz zmanipulowani przez media głównego nurtu, aby się tak masowo sprzeciwić budowie elektrowni jądrowej jak to miało miejsce niegdyś. Zamiast tego, gminy łatwo mogą dać się skusić obietnicami inwestycji na ich terenie, choćby i takich, jak elektrownia jądrowa. Co zaś do polskich lobbystów jądrowych, to jest to w tej chwili grupa geriatryczna, będąca w gruncie rzeczy na wymarciu, jednak za nimi stoją ogromne zagraniczne pieniądze. Wiele zależy od tego, czy uda się nam dotrzeć ze swym przesłaniem, z informacją o FAKTACH do szerokiego ogółu.
Mirosław Dakowski
Moim zdaniem
Czy Polska powinna kontynuować program atomowy?
wykop.pltwitter.plfacebook.pl
Oceń: Drukuj

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy