„Fuck For Forest”. Ratowanie świata za wszelką cenę?

źródło: www.againstgravity.plźródło: www.againstgravity.pl

Jeden z największych talentów polskiego kina, zdobywca Nagrody Magicznej Godziny na PLANETE+ DOC FILM FESTIVAL za „Koniec Rosji”, powraca z kontrowersyjnym filmem „Fuck For Forest”.



Czy ekologiczny aktywizm można połączyć z porno-biznesem? Okazuje się, że tak. Czego dowodzi najnowszy film Michała Marczaka „Fuck For Forest”.

Dla lasu!

Młody Norweg Danny pochodzi z zamożnej, konserwatywnej rodziny. Zawsze miał trudności ze znalezieniem wspólnego języka z bliskimi. Po raz kolejny próbuje odnaleźć miejsce dla siebie. W Berlinie spotyka ludzi z grupy Fuck For Forest, którzy gromadzą pieniądze na ratowanie przyrody, sprzedając amatorskie porno w Internecie. Wszystkie filmy są własnej produkcji, do której czasami zapraszani są również przechodnie na ulicy. Dostęp do porno jest nieograniczony, a cena wynosi 15 dolarów miesięcznie. Lider grupy Tommy wraz z partnerkami Leoną i Natty stworzyli organizację z nadzieją uratowania choćby małej części amazońskiej dżungli. Jednocześnie głeboko wierzą w to, że wyzwolą świat z seksualnych zahamowań.

Atmosfera panująca w Fuck For Forest całkowicie odpowiada Danny’emu: wolny seks w komunie, szczytny cel ratowania świata i wolność od burżuazyjnych wartości. Odmawiając dostosowania się do obowiązujących norm, grupa skryła się w bajkowej krainie, przedziwnie łączącej odpowiedzialność społeczną z hedonizmem. Członkowie komuny są jedynymi osobami, wśród których Danny
może zaspokoić swoje ekshibicjonistyczne potrzeby. Fuck For Forest udaje się zebrać olbrzymie fundusze, głównie dzięki entuzjastom wolnego seksu dla ekologii, żyjącym na całym świecie. Grupa wybiera się do Amazonii, aby zbawiać świat: kupić ziemię i oddać ją Indianom za darmo. Wspólna podróż w głąb Amazonii nie jest jednak wolna od konfliktów. Ideowy i praktyczny sens przedsięwzięcia staje pod znakiem zapytania w zetknięciu z rzeczywistością Amazonii.

Fuck For Forest to najnowszy film Michała Marczaka – laureata Nagrody Magicznej Godziny za Koniec Rosji na 7. PLANETE+ DOC FILM FESTIVA


WYWIAD KAROLINY PASTERNAK (STOPKLATKA.PL) Z MICHAŁEM MARCZAKIEM:

Uprawiałeś seks dla dobra amazońskich lasów?

Członkowie Fuck for Forest nagabywali nas, tzn. mnie oraz mojego przyjaciela Łukasza Grudzińskiego, z którym realizowaliśmy zdjęcia do filmu,  ale od początku wiedzieliśmy, że musimy zachować dystans.

Rozebranie się przed kamerami tej organizacji to często coś w rodzaju przepustki do ich świata.

Byłem świadkiem sytuacji, w których dziennikarze faktycznie dawali się fotografować nago, robili nawet więcej. Ja nie lubię spoufalania się. Czasem przychodziliśmy na zdjęcia pod krawatem, żeby jeszcze mocniej zaznaczyć granicę między bohaterami a ekipą.

Niektórzy dziennikarze się jednak rozbierali. Członkowie Fuck for Forest są tak świetnymi manipulatorami?

To byli często ludzie z „Hustlera”, „Playboya”, z telewizyjnych programów o seksie. Albo identyfikowali się z ideą Fuck for Forest, albo potrzebowali pójść na całość, żeby później opisać to w materiale prasowym. Inni po prostu bali się, że nie dostaną tematu.

Dlaczego ty go dostałeś? Byłeś nachalny?

Byłem szczery. Powiedziałem wprost, że robię film dokumentalny i że nie wiem tak naprawdę, jak długo mi to zajmie, o czym będzie film, jakie wyciągnę wnioski. Że musimy sobie zaufać.

Myślisz, że zgodzili się ze względów promocyjnych? Bo wyczuli, że dzięki twojemu filmowi dotrą z informacją o swojej działalności do nowych odbiorców?

Wokół nich jest już naprawdę wystarczająco dużo szumu, przez prasę przetoczyło się mnóstwo artykułów o nich. Chciałbym wierzyć, że zrobili to nie tylko dla kolejnego rozgłosu. Choć, jak twierdził Warhol, „all news is good news”... na pewno chcieli się pokazać.

Twój poprzedni dokument Koniec Rosji zrobiłeś na temat, w pewnym sensie, z góry nadany – w ramach projektu Polska-Rosja. Nowe spojrzenie...

Niezupełnie. Zrezygnowałem z tamtego programu. Ale faktycznie brałem w nim udział i poznałem dzięki niemu dziewczynę, która przekazała mi domowe wideo rosyjskich żołnierzy z malutkiej, odosobnionej bazy wojskowej. Zobaczyłem na nim piekielnie inteligentne twarze ludzi i to przerażające „nic” wokół. Tak urodził się pomysł na Koniec Rosji – dzięki zbiegowi okoliczności. Z Fuck For Forest było podobnie. Znajomy kierownik produkcji Michał Białożej podszedł do mnie na jakimś festiwalu i powiedział, że przeczytał w „Przekroju” notkę o Fuck for Forest – grupie, która sprzedaje w sieci dostęp do własnej produkcji porno, a zarobione w ten sposób pieniądze przeznacza na ratowanie lasów amazońskich.

Po powrocie do domu wstukałem nazwę w Internecie, zacząłem przeglądać ich stronę. Wtedy mijało już bodaj pięć lat od założenia FFF, a portal wciąż był robiony bardzo amatorsko. Widniała na nim jednocześnie informacja, że grupie udało się już zebrać 300 tysięcy euro. Spora kasa, pomyślałem, jak na materiały tej jakości. Zacząłem się zastanawiać...

...czy nie defraudują pieniędzy?

Nie. Raczej nad tym, o co właściwie w tym wszystkim chodzi. Zacząłem oglądać te filmiki, fatalnie nakręcone i skadrowane, wulgarne, brudne...

Twój research do Fuck for Forest polegał na tym, że oglądałeś porno.

Tak, sporo tego musiałem się naoglądać się. Taka praca. Okazało się, że osoby, które biorą w nich udział – poza członkami FFF oczywiście – są kompletnie przypadkowe, że pojawiają się na tych filmach coraz to nowe twarze. Czasami wideo nie kończyło się zaraz po stosunku, więc można było posłuchać strzępków rozmów bohaterów. Zaciekawiło mnie to, kim są ci ludzie. Co mają do powiedzenia. Kto i dlaczego chce w tym projekcie brać udział i czemu te pornosy są nadal takie pokraczne i potworne.

Twój film jest jednak głównie o założycielach Fuck for Forest, a nie o ludziach zafascynowanych ideą. Poza Dannym, który dopiero co do nich dołącza, oglądamy głównie Tommy’ego i Leonę.

Ale Danny jest właśnie archetypem osoby, która do nich trafia.

Da się ludzi uwiedzionych tą ideą sprowadzić do jednego wzorca?

Nie da się, ale gdybym chciał opowiedzieć w Fuck For Forest o wszystkich ścieżkach, którymi ludzie trafiają do tej grupy, wyszedłby mi bardzo socjologiczny film. Pobudki zawsze są jakieś. W przypadku Danny’ego, była nią chęć akceptacji, znalezienia ludzi, z którymi będzie się mógł czuć bezpiecznie, którzy nie będą go oceniać. Być może to, w czym uczestniczy, jest mniej ważne, niż to, żeby uczestniczyć, być zaakceptowanym. Wiele osób, które trafiają do FFF, ma podobnie. Chcą poczuć, że należą do czegoś większego, choć z drugiej strony nie należą do niczego.

To znaczy?

Fuck for Forest nie jest subkulturą, ale łączy w sobie elementy z wielu. Tommy (lider grupy – przyp. red.) powiedział mi kiedyś, że FFF to grupa sprzyjająca dzieciakom, które były szykanowane w dzieciństwie. „Safe heaven for bullied kids” – dokładnie takiego sformułowała użył.

To wyrachowane z jego strony. Określa target, do którego chce trafić. A wydawałoby się, że jego grupa działa poza drapieżnym rynkiem.

Oni naprawdę stworzyli sobie odrębny świat. Nie są częścią niczego. Nie są hippisami, bo nie mają żadnych postulatów hippisowskich. Są połączeniem wielu ideologii, które były albo nadal są obecne. To pokraczny produkt naszych czasów. Nic by nie zrobili, gdyby nie cyfryzacja, Internet.

Jednocześnie żyją kompletnie poza czasem. Nigdzie im się nie spieszy, nic ich nie goni. Co czułeś, przebywając z nimi? Zazdrość, że tak potrafią? Tęsknotę za takim modelem życia?

Faktycznie, członkowie Fuck for Forest żyją, jakby nie musieli nic. Nawet te projekty ratowania lasów, których się podejmują, traktują tak, jakby mogli je zrealizować za miesiąc albo za trzy miesiące. Update’owanie strony internetowej zajęło im rok! W tym czasie stracili większość użytkowników i jakieś 100 tysięcy euro – bo tyle szacunkowo mogliby zarobić, gdyby ich portal w tym czasie funkcjonował.

Myślisz, że się oszukują?

To jest kolejny temat, który mnie w tym wszystkim najbardziej zainteresował, a którego jest w filmie najmniej, bo jest bardzo subtelny. Członkowie FFF żyją w przeświadczeniu, że świat się za chwilę skończy, że jesteśmy w przededniu gigantycznej katastrofy. Choć, według wszystkich statystyk, żyjemy w najbardziej pokojowych czasach w historii. Ludzie nigdy nie mieli takiego bezpieczeństwa, dobrobytu, dostępu do medycyny, edukacji. Dostępu do szczęścia – w przeciągu ostatnich 100 lat wzrósł on o parę tysięcy procent. Świat jest bezpieczniejszy, lepszy. To widać na każdym kroku. Ludzki umysł zbudowany jest jednak w taki sposób, że wyszukuje w otoczeniu rzeczy złe. Jesteśmy lokalnymi optymistami, a globalnymi pesymistami. Dokładnie na tym polega błąd w myśleniu członków FFF. M.in. uważają, że ludzie tam, w Amazonii, mają się tak strasznie źle, że trzeba ich ratować. A ratunek to, ich zdaniem, powrót do przeszłości. To jest kolejna iluzja – powrót do czasów przeszłych jest przecież zaprzeczeniem rozwiązania problemów. Ale oni robią to z przekonania. A dla mnie nie ma nic tak inspirującego, jak marzycielstwo. Nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy wiąże się z walką z wiatrakami.

Kategorycznie stwierdziłeś kiedyś, że nie znosisz filmów, w których pokazuje się wyłącznie „gadające głowy”.

Nie znoszę takich robić, ale np. Mgły wojny Erolla Morrisa uważam za świetny film. Można by nawet wyciąć wstawki wojenne i archiwalia, i zostawić samą gadającą głowę McNamary.

Najważniejsze w dokumencie jest…

Przeżycie przygody. Obopólne. Ja i bohaterowie godzimy się na coś, nie mamy pojęcia na co, ani czym to się skończy.

Z takim założeniem bardzo trudno jest chyba dostać dofinansowanie. Instytucje wymagają dokładnego opisania projektu. 

Robię to. Przedstawiam bohaterów, ich dylematy. Nakreślam co, jak mi się wydaje, może się wydarzyć. Oczywiście zaznaczając pod koniec, że to są tylko założenia. Z Fuck For Forest początki nie były łatwe, musieliśmy wspólnie z moim przyjacielem Mikołajem Pokromskim (producentem) wyłożyć własne pieniądze. Po pierwszej turze zdjęć wsparł nas Artur Liebhart (koproducent) oferując „pre sale” za prawa do dystrybucji w Polsce.

Problemy z domknięciem budżetu szybko się nie skończyły.

PISF za pierwszym razem, według opinii ekspertów, odmówił nam dofinansowania. Ostatecznie dostaliśmy 100 tysięcy złotych z puli dyrektor Instytutu Agnieszki Odorowicz. Za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni. Bez jej wsparcia stracilibyśmy również całość dofinansowania, które dostaliśmy wcześniej od strony niemieckiej. Chcieli nam dać do 300 tysięcy złotych, ale wymogiem był równomierny wkład obu państw. Dlatego nasz budżet zamknął się w 220 tysiącach. Aby skończyć film musieliśmy się nieźle zapożyczyć.

Wiesz, kto był w komisji eksperckiej, która negatywnie oceniła Fuck For Forest?

M.in: Marcel Łoziński i Maciej Drygas.

Łozińskiego znałeś ze Szkoły Wajdy. To był cios?

Łoziński jest ekstremalny, ma swoje poglądy. Zresztą zawsze za to go ceniłem. Byłem i nadal jestem pod dużym wrażeniem jego twórczości i nie odbieram jego decyzji jako ciosu. Wiem, że nie jest łatwo oceniać projekty robione z inną wrażliwością. Właściwie to się z tej decyzji cieszę, oznacza to chyba, że idę własną drogą. W Polsce wciąż za mało się pielęgnuje inność.

Masz kontakt z członkami FFF?

Jasne, robimy właśnie w Berlinie postprodukcję dźwięku. Byli w studiu dogrywać fragmenty dialogów.

Widzieli film?

Tak.

Podobał im się?

Chyba nie będą protestować.


Michał Marczak – reżyser

– urodzony w Warszawie w 1982 roku. Studiował reżyserię filmową i multimedia w CaliforniaInstitute of Arts w Los Angeles (2000-2003), filozofię na Uniwersytecie Warszawskim (2004-2006) oraz fotografię na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu (2004-2007). Ukończył kurs dokumentalnyw Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy (obecnie Szkoła Wajdy) w Warszawie (2006-2007). Za swój debiut dokumentalny Koniec Rosji otrzymał wiele nagród i wyróżnień, w tym Nagrodę Magicznej Godziny na 7. PLANETE+ DOC FILM FESTIVAL w 2010 roku.
Ocena (3.7) Oceń:

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy