Orkany

Oceń stronę
Ocena: 5.0
Hal Pierce & Steve Lang (SSAI/NASA GSFC)

Sonda

Jakie suplementy diety stosujesz najczęściej?

Silne wiatry to do niedawna „specjalność” głównie Azji i Ameryki Północnej. W Europie zdarzały się na tyle rzadko, iż pamiętano je latami. A jednak i Stary Kontynent odwiedzają coraz częściej huraganowe podmuchy powietrza, również w okresie jesienno-zimowym. O ile jednak wcześniej nie zdarzało się to częściej, niż co kilka, a nawet kilkanaście lat, to od chwili przejścia orkanu „Pia” (18 listopada 2004 r.) praktycznie co roku nad Europą przetaczają się zimą wiatry o wielkiej sile niszczycielskiej.

Sam termin zapożyczono od boga burzy, wiatru i ognia w religii Majów - Huracána (Caculhá Huracán) – obie, stosowane niekiedy wymiennie nazwy – orkan i huragan – mają tu swój źródłosłów. Słowniki rozróżniają orkany, formujące się nad Pacyfikiem (znaczenie węższe, kojarzone z przekroczeniem 12 stopnia skali Beauforta) i silne wiatry w ogóle. Przyjęto, iż z orkanem mamy do czynienia, gdy średnia siła podmuchów przekracza nad powierzchnią Ziemi 33 m/s.). Orkany powstają na skutek dużej różnicy temperatur, skutkującej ogromnymi różnicami ciśnienia, między powietrzem nad Atlantykiem a Azją. Formują się zazwyczaj od listopada do lutego nad północnym i zachodnim Atlantykiem (często nad Wyspami Owczymi), wędrując potem nad północno-zachodnią Europą. Niestety, docierają również nad Polskę.

Siłę tych wiatrów ocenia się w 5-stopniowej skali, opracowanej w 1969 r. przez inżyniera Herberta Saffira i szefa National Hurricane Center w USA – Boba Simpsona. Najwyższy stopień to prędkość wiatru ponad 250 km/h, fale powodziowe przekraczające 5 metrów, siła zdolna zrywać całe dachy i przewracać budynki.

Początkowo orkany oznaczano literami greckiego alfabetu. Kiedy jednak liter zabrakło zaczęto nadawać im imiona ludzkie. Zwyczaj ten zapoczątkował australijski meteorolog Clement Wragge w ostatniej dekadzie XIX w. Wpadł on na pomysł nazywania huraganów imionami polinezyjskich bogów, potem zaś sławnych postaci życia politycznego. Były więc orkany o imionach „Xerxes”, „Hannibal”, „James Drake” czy „Edmund Burton”. Zmarli nie protestowali, żywi skierowali sprawę do sądu i Wragge musiał zrezygnować ze swej nomenklatury huraganów. Zwyczaj nadawania huraganom ludzkich imion utrwalił się właściwie po zakończeniu II wojny (meteorolodzy USA używali ich podczas walk z Japonią na wyspach Pacyfiku) – były „medialne” – i został z nami na dłużej.

Jednym z najgroźniejszych orkanów nad Europą był „Kyrill”, który dotarł nad Stary Kontynent 17 stycznia 2007 r. (W Polsce nazwano go „Cyrylem”). Wiał przez dwa dni, ale szkody oszacowano na ponad 1 mld euro. Maksimum osiągnął nad Szwajcarią (225 km/h), a nad Karkonoszami zanotowano 212 km/h, w porywach ok. 250 km/h. Zgodnie ze skalą Saffira-Simpsona „Kyrill” miał więc IV stopień natężenia. Dodatkowo np. nad gminą Andrespol na wschód od Łodzi przeszła trąba powietrzna, powodując zerwanie dachów z kilkunastu budynków. Orkan zabił wtedy 6 osób.

Zimą 2011/2012 nad Europą i terytorium RP przeszły cztery orkany, którym towarzyszyły wyładowania atmosferyczne. Do niedawna burzom towarzyszyły tylko deszcz, czasem grad. Od dekady mamy do czynienia z większą ilością groźnych zjawisk, występujących równocześnie. Burze przynieść mogą opady gradu o niespotykanej wcześniej wielkości i trąby powietrzne. W dodatku niemal każdy „zwykły” front burzowy pozostawia po sobie znaczne szkody: zerwane dachy, powalone drzewa, podtopione ulice i piwnice, powodzie i – coraz częściej - ofiary w ludziach. A nie zawsze i nie wszyscy mogą pozwolić sobie na to, by podczas zagrożenia pogodowego przebywać w domu.