Tsunami

Oceń stronę
Ocena: 4.8
fot. sxc.hu

Sonda

Jakie suplementy diety stosujesz najczęściej?

Katastrofa Fukushima Dai-ichi przypomniała ludzkości o istnieniu tsunami. Acz od grudnia 2004 r. minęło niewiele lat, to jednak niemal 300 tys. zabitych podczas ówczesnego kataklizmu na Oceanie Indyjskim uległo dziwnemu „przedawnieniu” w pamięci mieszkańców Ziemi.

O tsunami pisali już starożytni historycy. Zjawisko było i wówczas rzadkością, natomiast znane głownie z przekazów ustnych – tym bardziej przerażało mieszkańców ówczesnego świata.

Nazwę stworzyli Japończycy – w wolnym tłumaczeniu oznacza falę portową. Jej przyczyną bywa najczęściej trzęsienie ziemi – w tym przypadku dna oceanicznego lub terenu bliskiego oceanowi. Kolejnymi przyczynami powstawania tsunami są wybuchy wulkanów (także podmorskich) położonych w pobliżu akwenów oceanicznych, potężne usuwiska brzegów lub dna morskiego i upadek meteorytów o dużej masie. Na pewno energii, wystarczającej do powstania tego rodzaju fal, nie jest w stanie dostarczyć nawet najsilniejszy cyklon. W dodatku musiałby on przekazać wodzie energię w sposób gwałtowny, czego nie jest w stanie uczynić.

Naukowcy wyróżniają trzy rodzaje tsunami: pierwszy z nich ma zasięg lokalny, a miejsce wzbudzenia wody nie znajduje się zbyt daleko od linii brzegowej. Tu fala dociera najszybciej – na ewakuację musi wystarczyć około pól godziny. Groźniejszy typ określany jest jako regionalny – stanowi niebezpieczeństwo dla większego obszaru. Bywa, że od chwili wydarzenia, zapoczątkowującego tsunami do uderzenia o najbliższy brzeg mija ok. 5 godzin. Najtragiczniejsze w skutkach jest tsunami pacyficzne (ponadregionalne), docierające w ciągu kilkunastu godzin do rozległych obszarów, położonych nad oceanem. Takie właśnie miało miejsce 26 grudnia 2004 r., niszcząc setki kilometrów wybrzeży Azji i Afryki Wschodniej.

Charakterystyczne jest to, iż tsunami rozchodzi się w formie pierścieni wokół miejsca powstawania. Energia, zapoczątkowująca powstanie fali portowej musi zostać przekazana w sposób nagły i być naprawdę wielka. Musi też napotkać wystarczająco duży akwen wodny. Pacyfik, ze swymi wulkanami i uskokami tektonicznymi jest wymarzonym miejscem do powstawania tsunami, acz zdarzało się ono w czasach historycznych na Morzu Śródziemnym czy nawet na Bałtyku.

Tsunami, wedle symulacji komputerowych, przenosi co najwyżej 10% otrzymanej gwałtownie energii. Bywa to jednak od 10 tys. do... 100 tys. miliardów dżuli! Trudno porównać taki ogrom energii z czymkolwiek znanym człowiekowi.

Fala, przechodząca oceanem, nie działa niszcząco – po pierwsze jej długość wynosi często kilkaset kilometrów, po drugie jej wysokość osiąga kilkadziesiąt centymetrów, niekiedy nieco ponad metr. Za to prędkość posiada ogromną – do 900 km/h. Docierając do szelfów brzegowych, zgodnie z zasadą zachowania masy – fala ulega gwałtownemu spiętrzeniu. W strefie przybrzeżnej potrafi osiągnąć do 30 m wysokości, niekiedy więcej. Podczas iminami (wielkie tsunami) na Alasce 9 lipca 1958 r. fala nie przekroczyła 30 m, za to mierzone rozpryski sięgały 424 m. Tsunami atakuje ląd albo jako wysoka fala przypływu, albo jako łamiąca się fala, albo też - co najgorsze – jako pędząca ściana wody. Niszczy wszystko – urządzenia portowe, miejscowości, całe połacie brzegu pozbawia gleby i roślinności. Do oceny tsunami stworzono najpierw skalę Siebiega-Ambraseysa, obecnie używa się skali Sołowiowa-Imamury.

Zależnie od tego, czy tsunami zbliża się do brzegu grzbietem czy doliną – daje to większą szanse przeżycia lub nie daje niemal żadnej. Gdy atakuje grzbietem – jest za późno na ucieczkę. Kiedy jednak doliną – czego symptomem jest cofanie się wody od brzegu, niekiedy po horyzont - ludzie mają do 30 minut czasu na ewakuację. Trzeba jednak o tym wiedzieć. System ostrzegania przed falami portowymi zorganizowano po tsunami z roku 1946, które zaatakowało Alaskę i Hawaje. W USA za ostrzeganie ludności odpowiada NOAA – National Oceanic & Atmospheric Administration. Kraje, dotykane podobnymi katastrofami wypracowują własne systemy ratowania ludzi przed skutkami tsunami. Na ich rzecz pracuje sieć stacji naziemnych i satelity ziemi.

Na Hawajach powstało Pacific Tsunami Museum, będące placówką archiwalną, dydaktyczną i badawczą.