Błotniak stawowy - opis, występowanie i zdjęcia. Ptak błotniak stawowy ciekawostki

Błotniak od razu na myśl przywodzi kogoś żyjącego w błotnym środowisku. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że większość gatunków ptaków z grupy błotniaków zamieszkujących Polskę, raczej od błota stroni. Wolą łąki bądź pola uprawne traktować jako swoje „posiadłości”, pośród których budują gniazdo. Błotniak stawowy zdaje się wyłamywać z tego schematu. On pozostaje wierny swojej nazwie i jego środowisko życia bez chociażby niewielkiego stawku z trzcinami się nie obejdzie.



Błotniak stawowy - samica. Fot. Kacper KowalczykBłotniak stawowy - samica. Fot. Kacper Kowalczyk

W trzcinowisku

Błotniak stawowy dla mieszkańców swojego stawu jest sąsiadem bezkonfliktowym. Owszem nie pogardzi drobnymi ptakami, a zwłaszcza tym, co w ich gniazdach się znajduje, ale zdecydowanie woli zajadać się gryzoniami buszującymi pośród łąk i pól, to też obok jego stawu najlepiej gdyby była jakaś większa przestrzeń otwarta, która pozwoliłaby błotniakowi na polowanie. Trzcinowisko z kolei stanowi coś w rodzaju działki otoczonej drzewami, na której znajduje się dom, gdzieś po środku, w takim miejscu by inni nie połasili się przypadkiem na małe błotniaki. Z góry niewidoczny, z dołu również, a i żeby ciężko było dotrzeć, to trochę wody wokół gniazda być musi. Tak zabezpieczona posiadłość nie ma szans być znienacka napadnięta, a do tego jeszcze dochodzi ochrona ze strony troskliwej samicy, która cały czas spędza w gnieździe od momentu, kiedy złoży jaja, aż do czasu gdy młode osiągną lotność. Trwa to około 2-óch miesięcy. Najpierw przez miesiąc samica wysiaduje jaja (30 – 33 dni), a później przez następne 1,5 miesiąca (5 – 6 tygodni) wychowuje pisklęta dopóki nie osiągną lotności. Zaraz po wylocie z gniazda, rodzice przez kilka dni dokarmiają młodociane ptaki. One przez następne 2, 3 lata koczują z miejsca na miejsce, jesienią odlatując na zimowiska, a wiosną wracając tam, gdzie niegdyś się wykluły zanim osiągną dojrzałość płciową. W wieku trzech lat są zdolne do rozrodu, zarówno samce jak i samice, mimo że ci pierwsi jeszcze nie mają upierzenia wskazującego na dorosły wiek. Samo gniazdo to konstrukcja zbudowana z materiału znalezionego w okolicach trzcinowiska. Są i trawy, są fragmenty trzciny, a nawet tataraku oraz inne części innych gatunków roślin. To wszystko jest położone na ziemi, tuż przy granicy lądu i wody, chociaż widziałem takie gniazda, które niemal całkowicie znajdowały się na wodzie. Jeśli trzcinowisko jest stosunkowo duże, może je zamieszkiwać większa liczba błotniaków, natomiast gdy jest małe, żeby nie powiedzieć malutkie, zajmujące brzegi niezbyt dużego stawu, wówczas jest twierdzą jednej pary. Takie gniazdowanie to wyraźny dowód, że błotniak stawowy jest najbardziej błotny z błotniaków. Podczas gdy błotniak zbożowy woli gniazdować na łąkach, a łąkowy na miejsce gniazdowania wybiera pola uprawne (to nie jest żadna pomyłka), trudno nie odnieść wrażenia, że pewną regułą u tych ptaków jest unikanie błota. Należy jeszcze do tego zestawu dołożyć błotniaka stepowego. Ten co prawda w Polsce bywa przelotem, ale gniazda zakłada na stepach, a step to przecież nic innego jak morze zielonej trawy aż po horyzont. Gdzie tutaj błoto? A no brak, chociaż pozostałe błotniaki od błota nie stronią, to nie są od niego aż tak uzależnione jak błotniaki stawowe. Najważniejszymi cechami siedliska wydają się być: dostęp do odpowiedniego żerowiska, bogatego w smaczne gryzonie lub też owady. Wiele razy widziałem, głównie w sierpniu lub na początku września tuż po żniwach, przesiadujące na belach słomy błotniaki, które w dziobie trzymały bardzo duże pasikoniki zielone. Jednak co dobra mysz, to dobra mysz i takiego pokarmu nic nie zastąpi, a tych po żniwach też jest dużo. Z trzcinowiska, kiedy młode już odchowane, ptaki wędrują na rżyska, by nabrać nieco energii przed zbliżającą się jesienną wędrówką.
Błotniak stawowy. Fot. Kacper Kowalczyk
Akrobata od pisklaka

Gody tych ptaków należą do jednych z najbardziej spektakularnych pośród innych członków awifauny. Może to nie jest żurawiowy ring, ani też wrzosowisko pełne cietrzewi, ale wygląda równie ciekawie. Lot tokowy samca błotniaka stawowego, to jest coś. Odbywa się dość wysoko nad miejscem przyszłego gniazdowania, a temu wszystkiemu przygląda się samica. Samiec wzlatuje wysoko do góry, po czym chwilę krąży przy tym odzywając się charakterystycznym głosem, bardzo wysokim i donośnym, bowiem słyszanym z dalekich odległości, jeszcze zanim zostanie zauważony na nieboskłonie. Niektórzy przyrównują ten głos do głosu czajki, ale czy on rzeczywiście jest aż tak podobny? Po przebywaniu w przestworzach błotniak nagle decyduje się na gwałtowne opadanie w trzciny, w których prawdopodobnie przebywa samica. Czy będzie zauroczona tą godową gimnastyką? Czy samiec wykona taki taniec, który się jej spodoba? To zależy od wykonawcy zadania. Gorzej jak samica nie będzie mieć zbyt dużego wyboru, bo okaże się, że w okolicy nie ma zbyt wielu innych samców, a przecież ona też ma duże parcie na to, by dalej przekazać swoje geny. Gatunek musi trwać i nie ma zmiłuj, żadne wymówki nie pomogą, zwłaszcza wtedy jak jest się już dorosłym. Każdy sezon musi być odpowiednio zagospodarowany. Załóżmy jednak, że się udało. Są młode, jest już lęg, samica sprawuje pieczę nad najdroższym skarbem błotniakowej pary, a samiec w tym czasie szuka właściwego pokarmu. Kiedy znajdzie jedzenie, wtedy zbliżając się do gniazda nawołuje samicę. Daje znak swojego powrotu z pełnymi szponami. Samica słysząc go wylatuje z gniazda, wznosi się na odpowiednią wysokość i… Samiec zrzuca jedzenie, a samica odwraca się na plecy, otwiera swoje szpony, po czym chwyta to, co jej rzucił i wraca do gniazda. Widok naprawdę niesamowity! Kolejną sytuacją z życia błotniaków są spotkania z innymi przedstawicielami swojego gatunku lub rodzaju. Kiedy tylko jakiś inny błotniak zawieruszy się nad rewirem już zajętym, wówczas dochodzi do spięcia pomiędzy nim, a samcem będącym „właścicielem” danego terenu. Te walki również należą do niezwykle imponujących. Błotniak najpierw podlatuje do przeciwnika, chwyta go za kark, jakby próbował wyrzucić ze swojego terenu. Chwytany z kolei nie odpuszcza. Odwraca się na plecy i broni robiąc figurę przypominającą rowerek, licząc że swoimi długimi szponami dziabnie wroga. Niekiedy oba ptaki chwytają się nawzajem za szpony, machają skrzydłami i pikują w dół, a dalsza część walki ma miejsce już na dole. Ten, który naruszył przestrzeń powietrzną terytorium już zajętego, zazwyczaj przegrywa potyczkę. Wynika to z wieku. Z reguły ptaki młode nie mające własnego terenu lęgowego wlatują na obszary zajęte. Mając mniejsze doświadczenie w bójkach, przegrywają z osobnikami starszymi, a zarazem bardziej doświadczonymi. Trzeba przyznać, że błotniak stawowy to prawdziwy akrobata. I nie tylko w wieku dorosłym. Wszystko zaczyna się już w gnieździe! Ten kto natknął się na błotniakowe gniazdo, wie jaki opór potrafią stawiać młode ptaki. Najpierw nadymają się, rozkładają skrzydła i syczą. Próbują sprawiać wrażenie większych, a także groźniejszych niż są w rzeczywistości. Im bliższy dystans do gniazda, ba im bliższy dystans do pisklaka, wówczas bez żadnego zastanowienia mały błotniak rzuca się na plecy, a swoimi długimi nogami kopie chcąc ranić napastnika, który przecież śmiał natknąć się na błotniakowe gniazdo.
By J.M.Garg (Own work) [GFDL or CC BY-SA 3.0], via Wikimedia Commons
Błotniak w regresie?

Populacja tych ptaków szponiastych zdaje się być w dość dobrej kondycji, ale bywało lepiej. Prześledziłem źródła, które posiadam, począwszy od informacji z lat 50. ub. wieku. Wtedy to uznawany był za tak pospolicie występującego drapieżnika jak myszołów. Nawet nazywany był wówczas myszołowem trzcinowym, co nie jest bez znaczenia. Bardziej dokładnych danych z tamtego okresu próżno szukać. Na podstawie lakonicznych informacji można się tylko domyślać, jak wówczas sytuacja wyglądała. Zajrzyjmy w dane z późniejszych lat. Rok 1995/96, wtedy już naukowcy pisali o liczebności błotniaka stawowego na poziomie 6,5 tys. osobników, co daje nam bardziej dokładny obraz populacji w latach ’90. XX wieku. Ciekawostką może być fakt, że błotniak stawowy był wówczas drugim, zaraz po myszołowie, najliczniejszym drapieżnikiem dziennym. W roku 2006 musiało nastąpić załamanie populacji, bowiem publikacje z tamtego okresu mówią o 4,5 tys. osobników regularnie wyprowadzających w Polsce lęgi i rzeczywiście tak było. Wskazują na to także dane pochodzące z Monitoringu Pospolitych Ptaków Lęgowych. W roku 2012 z kolei oszacowano liczebność błotniaka stawowego na około 7,7 tys. osobników. Trendy populacji również są zadowalające. Od roku 2006 w Polsce odnotowujemy stabilny wzrost na poziomie 7,1% rocznie, a średnia dla Unii Europejskiej wynosi – 1,4% i charakteryzuje się stabilnym…spadkiem! Trzeba przyznać, że ptakom w Polsce musi się dość dobrze żyć, bo błotniak to kolejny gatunek, którego liczebność na terenie naszego kraju wzrasta mimo ogólnego spadku liczebności w Unii Europejskiej.  
Fot. Kacper Kowalczyk
Kacper Kowalczyk
 
Ocena (5.0) Oceń:
Pasaż zakupowy