Owady, algi, a może mięso z probówki. Co będziemy jeść za 20 lat?

fot. erix/Flickr CCfot. erix/Flickr CC

Żywność drożeje. Zwiększa się także konsumpcja w krajach rozwijających się. Prawdopodobnie za kilkadziesiąt lat przyjdzie nam zmienić nasze nawyki żywieniowe. Jak będzie wyglądała kuchnia przyszłości? Już teraz wielu specjalistów prowadzi badania nad jedzeniem, którego produkcja rozwiązałaby sporo problemów, z jakim boryka się współczesny świat.


Ostatnio coraz częściej mówi się o tym, że tzw. produkcja zwierzęca jest nieopłacalna ekonomicznie i szkodliwa dla środowiska – pochłania dużo energii, wody, zabiera miejsca na polach uprawnych, a także zwiększa produkcję zanieczyszczeń (m.in. metanu czy dwutlenku węgla). – Na Zachodzie wielu z nas dorastało wychowywało się ze świadomością, że mięso to tani, pożywny i ogólnodostępny produkt – powiedziała BBC News futurolog Morgaine Gaye. Jej zdaniem rosnące ceny mięsa sprawiają, że w przyszłości mięso będzie luksusem. Zatem co zamiast mięsa?

Zostań owadożercą

Naukowcy przekonują: owadzie białko! Za jadalne uznaje się ponad 2000 gatunków owadów – mieszkańcy Meksyku zjadają około 500 różnych rodzajów insektów, a w Afryce spożywanych jest ponad 250 odmian. W południowo-wschodniej Azji, owady są ważnym elementem codziennej diety dla milionów ludzi. Świerszcze, karaluchy i robaki sprzedawane są w całym regionie zarówno na przydrożnych straganach, jak i w eleganckich restauracji. W Tajlandii, na bazarze można dostać na wagę jedwabniki, koniki polne czy wodne pluskwiaki. Natomiast kina w Ameryce Południowej serwują pieczone mrówki zamiast popcornu. Czy Europejczycy przekonają się do robaczywych dań? Możliwe, że nie będziemy mieć wyboru. „(…) Nadejdzie dzień, kiedy Big Mac będzie kosztował 120 euro, a „Big Bug”(Owadoburger) 12 euro – alarmuje holenderski entomolog i Konsultant ds. żywności w FAO, profesor Arnold van Huis. Według szacunków naukowców, kryzys żywnościowy sprawi, że za 40 lat więcej ludzi będzie jadało owady niż wołowinę.
fot. star5112/Flickr CC


Do promocji jedzenia owadów przymierza się także Unia Europejska. Zatrudnieni przez UE eksperci uważają, że owady mogą stanowić cenne źródło pożywienia i idealną alternatywę dla mięsa. Dlatego władze uruchomiły w projekt promujący jedzenie owadów. Także holenderski rząd zainwestował pieniądze w kampanię popularyzującą jedzenie owadów. Na badania i odpowiednie przygotowanie gruntu prawnego wydał do tej pory milion euro.

Jednak problem z jedzeniem insektów leży w psychice. Widok karalucha czy konika polnego na talerzu dla przeciętnego Europejczyka, może być barierą nie do przejścia. Dlatego Morgaine Gaye radzi, by insekty mielić i podawać w postaci burgerów lub kiełbasek, które w smaku i wyglądzie przypominałyby swoje mięsne odpowiedniki.

Mięso z probówki


W lutym tego roku zespół holenderskich naukowców wyhodował w laboratorium mięso. Jak? Wykorzystując metodę „in-vitro”. Sztuczne mięso powstaje przez ekstrakcję komórek macierzystych z tkanki mięśniowej krowy. Komórki hodowane są w pożywce zawierającej cukry, lipidy, aminokwasy, minerały, a także surowicę z cielęcego płodu. By komórki produkowały więcej białka naukowcy stymulują dodatkowo próbkę prądem elektrycznym. Co ważne, żadne zwierze nie traci przy tym życia.

Założeniem produkcji mięsa z komórek macierzystych zwierząt hodowlanych jest zmniejszeniem emisji gazów cieplarnianych oraz rozwiązanie głodu na świecie. Zdaniem holenderskich badaczy takie laboratoryjne mięso ma wiele zalet. – Za pomocą metody in vitro możemy stworzyć produkt, który wygląda i smakuje jak prawdziwe mięso – przekonuje Mark Post z Uniwersytetu w Maastrich. Ze względu na szczegółową kontrolę procesu powstawania można uzyskać mięso zdrowsze niż oryginalne. – Można zmienić zawartość szkodliwego tłuszczu. Do mięsa będzie też można dodać cenne kwasy tłuszczowe omega-3. – zachwala Post.

Zatem w czym problem? Póki co, proces produkcji jednego burgera trwa mniej więcej 8 miesięcy i kosztuje 250 tys. euro. Jednak naukowcy mają nadzieję, że za 10, 20 lat postęp technologiczny pozwoli wytwarzać tanią wieprzowinę, wołowinę czy baraninę na skalę przemysłową.

Kiełbasa z algami

Algi – jeden z podstawowych składników kuchni azjatyckiej – można wykorzystać do produkcji m.in. biopaliw, kosmetyków, leków, zastosować w procesie utylizacji ścieków przemysłowych i komunalnych. Algi można także zjeść, ba nawet powinno się je jeść, bo zawierają tak dużą koncentrację substancji odżywczych, że nie można porównać jej z żadną inną rośliną. To co wyróżnia algi, to przede wszystkim zawartość kwasu tłuszczowego z grupy omega – 3 dokozaheksaenowego (DHA), występującego w produktach pochodzenia zwierzęcego, szczególnie w rybach.

– Niesamowite jest to, że algi rosną w niespotykanym tempie. Jest to najszybciej rosnąca roślina na Ziemi – powiedział dr Craig Rose z Seaweed Health Foundation.

BBC News zwraca uwagę, że glony, tak jak owady, mogłyby wkroczyć do naszej diety praktycznie niezauważalne. Naukowcy z Sheffield Hallam University używali suszonych i sproszkowanych alg zamiast soli w produkcji chleba i żywności przetworzonej. Granulki o intensywnym smaku mają mało soli, która jest główną przyczyną nadciśnienia, zawałów i przedwczesnych zgonów. Poza tym japońskie badania wskazują, że regularne spożycie wodorostów obniża zachorowanie na raka piersi, jelita grubego i prostaty. Dlatego badacze mają nadzieję, iż sproszkowane glony staną się nieodzownym składnikiem przetworzonego jedzenia, kiełbasy, a nawet żółtego sera.
fot. jlastras/Flickr CC
Ekologia.pl, źródło: BBC News
Ocena (3.9) Oceń:

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy