Kwiatowy biznes. Skąd pochodzą kwiaty?

Kupuje się je w marcu i kwietniu, żeby poczuć wiosnę. Zyskują popularność na Dzień Kobiet czy Walentynki. Są piękne i kolorowe, dlatego stanowią idealną ozdobę naszego domu czy mieszkania. Jednak czy zdajemy sobie sprawę skąd pochodzi coraz więcej importowanych do nas kwiatów?



fot. dreamstimeFot dreamstime

Międzynarodowy handel kwiatami jest jednym z fenomenów kulturowych współczesnych czasów. Dlaczego? Bowiem w ciągu ostatnich 50 lat wartość tego rynku wzrosła z 3 do 40 mld dolarów rocznie. No i jesteśmy pierwszy pokoleniem, które ma dostęp do świeżych, egzotycznych kwiatów, niezależnie od pory roku.
Co właściwie oznacza termin „świeże”? Istotę pojęcia dobrze wyjaśniła Joanna Bończyk w artykule „Skąd biorą się ładne kwiatki”, który pojawił się na łamach „Rzeczpospolitej”:

„Moja róża rozpoczęła swoją wędrówkę jakiś czas temu, gdy ścięto ją z krzaka w Holandii, w Ameryce Południowej lub w Afryce. Posortowana spędziła dwa dni w chłodni w temperaturze około 2 stopni (…) Po zimnej kąpieli rozpoczyna pierwszy etap podróży – do Holandii. Tam trafia na jedną z 11 giełd, gdzie prawdopodobnie nazajutrz lub najdalej za kilka dni (ale kiedy naprawdę, tego się nie dowiemy) zostaje kupiona przez jednego z hurtowników. Następnego dnia wsiądzie do samolotu, pociągu lub tira i podąży do kraju przeznaczenia. Tam znowu trafi do hurtu, na jedną z giełd krajowych. Takich jak na przykład ta w Broniszach pod Warszawą, gdzie zaczeka na polskiego odbiorcę. Stamtąd odbędzie przedostatnią trasę – do kwiaciarni. Mój wazon będzie punktem docelowym jej podróży”

Jest to bardzo cenne spostrzeżenie, biorąc pod uwagę, że w Europie codziennie sprzedaje się miliony ciętych kwiatów. Zanim trafią do naszych wazonów, pokonują samolotami, tirami i pociągami tysiące kilometrów. Okazuje się, że róże – które można kupić w naszych kwiaciarniach przez cały rok – pochodzą z Etiopii, Ugandy, Zimbabwe albo Tanzanii, storczyki z Tajlandii i Australii, a goździki z Kolumbii. Trzeba też nadmienić iż jeden z największych producentów i dystrybutorów kwiatów – Holandia – większość, bo aż 80 proc. róż sprzedawanych w Europie sprowadza właśnie z Afryki i Ameryki Południowej.

Dlaczego kwiaty muszą pokonywać tak duże odległości, zanim trafią do nas? Bo bardziej opłaca się hodować kwiaty tam, gdzie jest naturalnie ciepło i nie potrzeba drogiej energii do ogrzania szklarni. W Afryce rosną one w naturalnym środowisku i nie wymagają tworzenia dla nich sztucznego mikroklimatu w szklarniach. Decydującym czynnikiem jest także siła robocza, które jak wiemy, w krajach Trzeciego Świata jest po prostu tania.

„Całoroczna uprawa kwiatów w krajach o naszym klimacie wiąże się z dużym wydatkiem energetycznym a większość energii pozyskujemy z paliw kopalnych – wyjaśnia Andrzej Żwawa z Fundacji Wspierania Inicjatyw Ekologicznych. – Z drugiej strony importowanie kwiatów z krajów o cieplejszym klimacie wiąże się z ich nieekologicznym transportem, ale też z „wyciąganiem” wody z krajów w których jest jej zwykle mniej niż u nas: każda róża czy tulipan zawiera jej pewną ilość więc w efekcie przyczyniamy się do problemów z wodą w krajach Południa – dodaje.

Przykładem może być jezioro Naivasha w Kenii, wokół którego rozlewają się różane plantacje. W konsekwencji jezioro – które jest często jedynym źródłem wody pitnej dla mieszkańców pobliskich miejscowości – od lat powoli umiera. Obniża się poziom wody, znikają ryby i inne zwierzęta. Do wód jeziora trafiają także ogromne ilości chemikaliów wykorzystywanych przy nawożeniu plantacji.
fot. shutterstock
Nowa forma niewolnictwa

Produkcja kwiatów przez Kenię i inne kraje afrykańskie jest czasem podawana jako przykład sukcesu tych krajów: dochody z eksportu są imponujące, wzrasta liczba zatrudnionych, rozwija się lokalna gospodarka. A z drugiej strony....
Hodowle są obietnicą zatrudnienia, co zwiększa migrację w te rejony. Nie wszyscy jednak znajdują zatrudnienie. Dodatkowo brak infrastruktury powoduje powstawanie slamsów, które nie tylko nie zapewniają odpowiednich warunków mieszkaniowych, ale w których obserwuje się nasilenie przestępczości, rozpad tradycyjnych więzi rodzinnych i inne problemy społeczne. Slamsy i potrzeby w nich mieszkających są także dodatkowym olbrzymim obciążeniem dla środowiska.” czytamy na stronie Afryka.org.

„Uprawa kwiatów ciętych egzotycznych to również nadużycia społeczne" – uważa Magda Noszczyk z Polskiej Zielonej Sieci. Jako przykład podaje wspomniany już region Naivasha w Kenii, gdzie pracownicy nie dostają godziwej zapłaty za swoją ciężką pracę. Jej zdaniem nawet w tak cywilizowanym kraju, jak Holandia dochodzi do nadużyć: – Uprawy holenderskie czy niemieckie to również niebezpieczne warunki pracy narażające pracowników na uczulenia, podrażnienia skóry, oraz rozpylane środki utrzymujące świeżość (fitohormony) nieobojętne dla naszych organizmów – przestrzega Noszczyk.

Holenderski filmowiec, Ton van Zantvoosrt nakręcił w 2009 roku dokument pod tytułem „A Blooming Business” („Kwitnący interes”), w którym pokazał, w jakich warunkach pracują ludzie na afrykańskich plantacjach róż. Z filmu dowiadujemy się m. in. o niskich płacach, łamaniu praw pracowniczych, wykorzystywaniu seksualnym pracownic, pracy ze szkodliwymi chemikaliami bez użycia masek i odzieży ochronnej oraz – jak można się domyśleć – nieustannie poranionych dłoniach.

Dlatego warto zadać sobie pytanie: Kto zyskuje na kwiatowym biznesie? Afrykańczycy pracujący na plantacjach, Europejskie koncerny, a może supermarkety i kwiaciarnie w naszej okolicy?
Ekologia.pl (JSz)

Bibliografia

  1. Joanna Bończyk; “Skąd się biorą ładne kwiatki”; data dostępu: 2016-03-08
  2. “https://zielonyogrodek.pl/ogrod/zakladanie-ogrodu/6531-niezwykla-historia-tulipanow-skad-sie-wziela-moda-na-te-kwiaty”; data dostępu: 2019-03-04
Ocena (4.2) Oceń: