Co stosować na drogach zamiast soli. Chlorek sodu szkodliwy dla środowiska

Fot. Jeroen Kransen, Netherlands, Wikipedia CCFot. Jeroen Kransen, Netherlands, Wikipedia CC

Scenariusz znają wszyscy. Najpierw opady śniegu zmieniające się szybko w ohydną breję niezależnie od temperatury. Potem białe ślady na butach i spodniach, które trudno usunąć. Ale najgorsze efekty widać dopiero wiosną bezlitośnie obnażającą uschnięte drzewa. Oto skutki nadmiernego stosowania soli na drogach.


Pozornie cel jest słuszny – w końcu bezpieczeństwo to sprawa najwyższej wagi. Śliskie nawierzchnie powodują wzmożoną liczbę wypadków, stłuczek, są przyczyną złamanych rąk, nóg, żeber... Wymieniać można bez końca. Potrzeba dbania o bezpieczną nawierzchnię jest bezdyskusyjna. Najczęściej stosowany w tym celu środek to sól drogowa.

„Biała śmierć”?
Sól obniża temperaturę topnienia śniegu, więc wysypywana na drogi i chodniki zapobiega oblodzeniu. Efekty są widoczne bardzo szybko – śnieg i lód znika, jezdnia staje się czarna. Jednak sól, likwidując jeden problem, powoduje przy tym drugi. Mokra nawierzchnia także jest śliska i niebezpieczna (chociaż w mniejszym stopniu), a topniejący śnieg szybko zamienia się w kałuże lub tzw. błoto pośniegowe. Najbardziej cierpią na tym piesi, którzy muszą na chodnikach brodzić w wodzie po kostki, a przechodząc przez jezdnię przeskakują wielkie jeziora. Często są też ochlapywani przez pędzące samochody.

Stosowanie soli bardzo mocno daje się odczuć mieszkańcom nie tylko na drodze. Nieodłącznym elementem każdej śnieżnej zimy są buty pokryte białymi plamami, przez co obuwie szybciej się niszczy. Podobna sytuacja pojawia się też w przypadku odzieży (spodni, długich płaszczy i kurtek). Sól wpływa też bardzo mocno na estetykę otoczenia – zamiast pięknego i cieszącego oczy zimowego krajobrazu mamy wszędobylską wodę i błoto. O jej szkodliwości wiedzą też właściciele samochodów obserwując każdej zimy postęp korozji w swoich pojazdach.

Najbardziej podstępnym i wyniszczającym działaniem soli drogowej jest negatywny wpływ na przyrodę. Co roku media bombardują kolejnymi doniesieniami o usychających drzewach i krzewach z powodu nadmiernego zakwaszenia gleby. Sól nie wyparowuje z drogi – razem z wodą wnika w ziemię, spływa do kanalizacji a potem do rzek, dostaje się też do wody pitnej. Wzrastające zasolenie ma ogromny wpływ na florę i faunę. Zmienia strukturę gleby, przez co blokuje przyswajalność składników mineralnych. Utrudnia roślinom pobieranie wody powodująch ich obumieranie. Ponadto zwierzęta mogą nadmiernie zlizywać sól z nawierzchni. Spróbujmy się też postawić na miejscu zranionego zwierzęcia, który musi poruszać się dotykając raną nawierzchni. Każdego roku na ulicach pojawiają się kolejne porcje białych ziarenek, ich zawartość wciąż się kumuluje.

Konieczność czy wygoda
Czy istnieją jakieś alternatywy dla soli? Jak powiedział PAP ekspert z Zakładu Systemów Zarządzania i Telematyki IBDiM Tadeusz Godlewski, alternatywy dla soli nie ma, zwłaszcza, gdy chcemy poruszać się zimą komfortowo po drogach.

Możliwe jest stosowanie chlorku wapnia wymieszanego z substancjami zapobiegającymi korozji oraz utrzymującymi prawidłowe zakwaszenie gleby lub pochodnych kwasów octowego i mrówkowego. Ich zaletą jest to, że nie powodują korozji w takim stopniu jak chlorek sodu. Według eksperta jest to ekonomiczne nieopłacalne, bo takie środki są kilkanaście razy droższe od chlorku sodu, przez co w całej Europie używa się ich sporadycznie.

Można też stosować piasek na szerszą skalę. Posypywanie nawierzchni piaskiem lub żwirem nie szkodzi środowisku. Ta opcja jest jednak bardziej uciążliwa dla kierowców, ponieważ nie usuwa śniegu i lodu. Poruszają się przez to wolniej i muszą być bardziej ostrożni, a zważywszy na pęd rodzimych posiadaczy czterech kółek do szybkiej jazdy, może okazać się to wręcz niebezpieczne. Jednak piasek znakomicie sprawdza się do wysypywania chodników i deptaków. Z tym że i tak w te miejsca sól może być przenoszona z ulic przez pługi śnieżne. Piasek niestety szpeci wygląd ulic i niesprzątnięty na czas zalega na chodnikach. Innym rozwiązaniem może być sposób wykorzystywany na wsiach, czyli posypywanie popiołem. Taki materiał jest także przyjazny środowisku (o ile oczywiście w piecu nie były palone śmieci) i jednocześnie rozwiązuje problem pozostałości ze spalania.

Niedawno w mediach pojawiła się informacja, że prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, by zmniejszyć koszty odśnieżania Warszawy zastanawia się nad posypywaniem ulic żwirem, jak to się odbywa w Skandynawii.

Według  Godlewskiego posypywanie ulic piaskiem nie przyczyni się to do polepszenia warunków jazdy, bo efekt jest znikomy, a posypywanie trzeba powtarzać wielokrotnie. Ekspert zwrócił uwagę, że w Skandynawii łatwiej jest utrzymać nawierzchnie jezdni w dobrym stanie, bo mimo tego, iż zimy są ostrzejsze, to temperatura utrzymuje się na w miarę stabilnym poziomie. Dzięki czemu posypywanie ulic piaskiem w Skandynawii ma większy sens niż w Polsce.

Na razie nie ma co liczyć na całkowitą rezygnację z używania soli na drodze. Jak dotąd kwestia bezpieczeństwa przeważają nad ochroną środowiska. Jednak zawsze można ograniczyć ilość wysypywanej soli do wymaganego minimum oraz używać więcej piasku. Obfite opady śniegu na razie nie odpuszczają, więc „słony problem” staje się jak najbardziej palący.
Ekologia na podstawie PAP – Nauka w Polsce

Ocena (3.9) Oceń:
Pasaż zakupowy