Bażant ‒ opis, występowanie i zdjęcia. Ptak bażant ciekawostki

Bażant zwyczajny, nazywany również łownym, albo po prostu bażantem, stał się nieodłącznym elementem naszych miedz i jemu z tym dobrze, a nam chyba również, mimo że to gatunek obcy. Gdyby nie możni ówczesnego świata, próżno byłoby szukać dziś na naszych ziemiach tego jegomościa. Został sztucznie wprowadzony do naszego środowiska, ale jak czas pokazał sam nikomu nazbyt nie wadzi, a i inni traktują go tak samo, jak pozostałych mieszkańców skrajów lasów czy pól oraz łąk.



Para bażantów - samiec i samica. Źródło: shutterstockPara bażantów - samiec i samica. Źródło: shutterstock
  1. Bażant pokaż rogi
  2. Tu szop, tam lis, a jeszcze dalej jenot
  3. Czym skorupka bażanta nasiąknie…

Bażant pokaż rogi

Bażant (Phasianus colchicus) to całkiem duży ptak, bo dorastający nawet do 90 cm długości, z czego aż 40 przypada na ogon. To u samców, natomiast samice są nieco mniejsze, bowiem osiągają 70 cm a ogon zabiera z tego około 25 cm. Według autorów jednego z najlepszych przewodników do oznaczania ptaków Europy oraz obszaru Morza Śródziemnego, nie da się go pomylić z innym ptakiem. I każdy kto bażanta widział, ten o tym wie.

Nie sposób nie zwrócić uwagi na rdzawobrązową pierś oraz tułowie pomarańczowo połyskujące w promieniach słońca, zieloną głowę z garnatowofioletowym połyskiem, a także charakterystycznymi rogami u jej szczytu i czerwonymi dzwonkami, czyli nieopierzonymi, ozdobnymi elementami skóry. Niektóre samce mają białą obrożę na szyi oraz szary kuper, natomiast u niektórych osobników obroży brak. Z kolei kuper, podobnie jak pozostałe części upierzenia, jest rdzawobrązowy. O co chodzi? Otóż mamy do czynienia z dwoma podgatunkami Ph. c. torquatus to ten pierwszy opisany, natomiast nominatywny Ph. c. colchicus to ten drugi. „Torquatus” pochodzi z Chin, natomiast „colchicus” to mieszkaniec południowo – zachodniej Azji. Obecnie jednak można spotkać wiele mieszańców wykazujących cechy pośrednie, co wynika z wypuszczania do środowiska ptaków o różnych cechach przez myśliwych, ponieważ nie jest to tajemnicą poliszynela, że właśnie z pobudek łowieckich, bażant trafił do Polski już w czasach średniowiecza, ale o tym będzie później.

Teraz samica. Ta ma zdecydowanie bardziej stonowane upierzenie. Szarobrązowe, również z długim ogonem, ale krótszym niż u samca. Wokół oka biała obwódka, na piersi i brzuchu brązowe kropkowanie, a na nogach brak ostrogi, czyli tego elementu, który dla samców ma bardzo ważne znaczenie, zwłaszcza podczas wiosennych bójek o partnerki. Ogólnie rzecz biorąc samica ma za zadanie rozpłynąć się w środowisku i dzięki ubarwieniu upierzenia wykonuje to zadania wyśmienicie, szczególnie w okresie lęgów, kiedy to przychodzi jej niekiedy zajmować się gromadką piskląt liczącą nawet kilkanaście ptaków. Niestety tak już jest u bażantów urządzone, że pisklętami zajmuje się tylko samica, natomiast samce przez cały okres godowy tokują, toczą boje z innymi kogutami, prężą muskuły i próbują podobać się jak największej liczbie samic. Walki między jednymi, a drugimi wyglądają niezwykle spektakularnie. Koguty są tak oszołomione hormonami, że nic nie jest w stanie im przeszkodzić. Ptaki wyskakują w powietrze, przechylając się do tyłu wyciągają do siebie nogi, którymi próbują zrobić sobie krzywdę. Czasami rozlewa się krew, ale prawie zawsze sypią pióra, bowiem przegrany wcale nie odchodzi w spokoju, tylko zostaje przegoniony z pola bitwy. Po udanym pojedynku wygrany samiec wydaje z siebie niezbyt piękny, aczkolwiek donośny głos, który również, jak jego właściciel, jest nie do pomylenia z innymi ptakami. Głos ten można zsylabizować „kookok-koookok-kookok” i tak parę razy, nawet przez kilka minut. Chociaż repertuar, z pozoru skąpy, wcale takim nie jest. Emocji, oprócz doznań wytwarzanych przez aparat głosu, zapewniają także skrzydła. Zwłaszcza podczas nagłego startu, bowiem bażanty do ostatniego możliwego momentu zastygają w bezruchu, tak aby być niezauważonym przez potencjalnego wroga, a tych im nie brakuje. Dopiero kiedy uznają, że nie mają możliwości już dłużej się ukrywać w taki sposób, w ostatniej chwili z przyprawiającym dreszczyk emocji furkotem startują i przelatują w inne miejsce. Ich lot jest ciężki, krótki, osobniki szybko opadają pośród gąszczu traw.
Samiec bażanta, fot. shutterstock
 

Tu szop, tam lis, a jeszcze dalej jenot

Niektórzy pewnie teraz się odezwą, że skoro bażant został sztucznie wprowadzony do naszego środowiska, to nie powinniśmy się przejmować faktem, że polują na niego drapieżniki. Jak wynika z badań nie tylko rodzime, ale także te uznane za przedstawicieli gatunków inwazyjnych. Czy to dobrze, czy źle?
Najważniejsze, że funkcjonuje tutaj pewien łańcuch zależności, któremu teraz postaramy się przyjrzeć. Jednak zanim o drapieżnikach, to zaczniemy od przyczyn związanych z człowiekiem, bo nie bez znaczenia jest tutaj intensyfikacja rolnictwa. Niewątpliwie używanie pestycydów w uprawach roślin ma ogromne znaczenie dla niedawno wyklutych piskląt, których głównym składnikiem dietyowady powszechnie uważane za szkodniki. Pestycydy zabijają je, a brak tego pokarmu ogranicza znacząco menu piskląt oraz dostępny dlań pokarm. Mniej pokarmu to mniej ptaków. Świadczy o tym m.in. porównanie populacji z roku 2005 oraz 2014. W 2005 liczebność grzebiących, w tym bażantów, wynosiła 347 000 osobników, natomiast już 9 lat później 282 000 ptaków. Włączając w to tzw. pozyskanie łowieckie, które jednak jest uzupełniane przez myśliwych, mamy ogólny trend spadkowy. Otóż myśliwi w sezonie 2014/2015 na terenie całej Polski upolowali ponad 129 000 bażantów! Oczywiście te liczby robią wrażenie, ale „ubytek” ten został „uzupełniony” przez myśliwych, a zatem powinno się wszystko wyrównać. Jednak wcale nie jest to takie proste, jak się wielu wydaje. Nie dość, że intensyfikacja rolnictwa, to jeszcze musimy wziąć pod uwagę fakt, jak bardzo przystosowane do życia w środowisku naturalnym osobniki są do niego wprowadzane. I w tym momencie warto poruszyć wątek drapieżników. Owszem wśród osobników, które dorastały w środowisku naturalnych również i na tym tle zdarzają się upadki. Jednak te, które przetrwały, nauczone doświadczeniami, starają się unikać sytuacji niebezpiecznych. Natomiast osobniki wyhodowane w niewoli, nie miały okazji być narażonymi na atak ze strony drapieżnika i spojrzeć mu w oczy. One spokojnie rosną na fermach, gdzie mają jedzenia pod dostatkiem, jest bezpiecznie, są odgrodzone od środowiska zewnętrznego, a drapieżniki muszą się natrudzić, by chwycić takiego ptaka. Zazwyczaj tego nie robią, bo są to dla nich zbyt duże koszty, a ryzyko zdaje się być mało opłacalne. Wpuszczając do środowiska takie ptaki, dajemy drapieżnikom jak lisy, szopy pracze, jastrzębie i inne łatwy pokarm na tacy. Owszem bażanty mają pewną wrodzoną zdolność do reagowania w sytuacji zagrożenia, ale jeśli brakuje im pewnej empirycznej wiedzy, to stoją na z góry przegranej pozycji. Do tego trzeba jeszcze dołożyć fakt, że od wielu już lat lisy są szczepione na wściekliznę, a co za tym idzie nie ma czynnika limitującego ich populację, dlatego mamy dużo tych zwierząt. Jeżeli jednak nie zaszczepimy ich przeciwko tej niebezpiecznej chorobie, wówczas zaczniemy borykać się z ogromnym problemem, jaki dotknie każdego z nas. I w ten sposób koło się zamyka.
Walczące bażanty. Źródło: shutterstock

Czym skorupka bażanta nasiąknie…

Dzięki temu zmieni kolor można by rzec. Ale nie chodzi tutaj o wiedzę, czy też zanurzenie w jakimś roztworze, a raczej o to co się znajduje na powierzchni skorupki jaja bażanta. Otóż nie od dziś wiadomo, że skorupa stanowi bardzo dobrą powierzchnię do kolonizacji dla wielu różnych drobnoustrojów. Tym niemniej skupimy się na grzybach. Bo ilość tych zależy od koloru jaja. Dziwne? Otóż wcale nie! Ale zacznijmy od genetyki, bo to ona odpowiada za kolor skorupki i wśród bażantów wyróżniamy jaja o ciemnobrązowej, jasnobrązowej, oliwkowej oraz jasnoniebieskiej barwie. Jednak grzyby upodobały sobie tylko wybrane jaja o określonej brawie, dlaczego? Między innymi za sprawą poziomu ergosterolu, który może być dla nich dobrą pożywką. Z czym to powiązano? Jaja o skorupkach jasnobrązowych oraz niebieskich mają więcej porów, a co za tym idzie w tych właśnie skorupkach było więcej ergosterolu. I właśnie na tych stwierdzano największą ilość grzybów. A jakie grzyby zasiedlają skorupki jaj bażantów? Penicillium, Apsergillus, Rhodothorula, a także Rhizopus.
Bażant chociaż jest gatunkiem obcym w naszej awifaunie, to dobrze się w nią wkomponował. Mimo „zasilania” jego populacji przez myśliwych, on tak samo jak inne gatunki grzebiących, boryka się z wieloma problemami środowiska, takimi jak nadmierna liczebność populacji lisów czy obecność nowych, inwazyjnych gatunków drapieżnych, a także intensyfikacja rolnictwa. Czy mamy go chronić? Z empatycznego punktu widzenia, owszem tak, bo przecież to także istota żywa, która zasługuje na ochronę i szacunek
Ekologia.pl (Kacper Kowalczyk)
.


Bibliografia

  1. Kosiński K., 2017.; “Intensive agriculture and high predation pressure that negatively affects the Galliformes population in Poland”; World Scientific News 76, str. 118 – 122 ;
  2. S. Nowaczewski, K. Stuper, T. Szablewski, H. Kontecka, 2011; “Microscopic fungi in eggs of ring-necked pheasants kept in aviaries”; Poultry Science, Volume 90, Issue 11;
  3. Svensson L., Mullarney K., Zetterstroem D., 2017. ; “Przewodnik Collinsa Ptaki, wyd. II, str. 58 – 59 ”; ;
  4. IOP PAN 2008-2014; “Phasianus colchicus Linnaeus, 1758”; data dostępu: 2021-03-01
  5. Kokoszyński, Dariusz & Bernacki, Zenon & Cisowska, Agnieszka. (2011).; “Growth and development of young game pheasants (Phasianus colchicus). ”; Archiv fur Tierzucht. 54. 10.5194/aab-54-83-2011. ;
Ocena (5.0) Oceń:
Pasaż zakupowy