Lin ‒ opis, występowanie i zdjęcia. Ryba lin ciekawostki

W przeciwieństwie do innych karpiowatych, lin unika kontaktów z innymi przedstawicielami swojego gatunku, o innych już nie wspominając. Ryba ta skrywa przed nami swoje oblicze na dnie, pośród gęstych zarośli podwodnych oraz wszechobecnego mułu. Mimo swojej ostrożnej natury, potrafi kolonizować nowe, dotąd sobie nieznane wody, oczywiście za sprawą człowieka i nie sposób, nie odnieść wrażenia, że czuje się tam, jak ryba w wodzie. Lin to gatunek typowo eurazjatycki, ale za sprawą europejskich kolonistów można go spotkać na każdym kontynencie poza Antarktydą. Czy jednak jest to dobre zjawisko?



Lin, fot. shutterstockLin, fot. shutterstock
  1. Lin - ryba przydenna
  2. Lin to kolonizator Kanady
  3. Odpowiednie warunki dla lina

Lin - ryba przydenna

Lin (Tinca tinca) należy do zbieraczy. Zjada to, co znajdzie na dnie, czyli skorupiaki, ślimaki oraz inne drobne organizmy znajdujące się w mule. Właśnie z tego powodu badacze w ich przewodach pokarmowych znajdują bardzo dużo piasku i innych elementów podłoża. Aż trudno uwierzyć, że tylko na takiej diecie ryba ta może osiągać niemal 70 cm długości ciała! Jednak ten wymiar jest niczym przy osiąganej masie.

Lin potrafi ważyć nawet 7,5 kg. Wyobraźcie sobie mając 70 cm długości, wagę 7,5 kg przy zjadaniu czasami nawet mikroskopijnych żyjątek? Jak widać jest to jak najbardziej możliwe. Należy do płochych zwierząt, i jak tylko może, unika kontaktu z innymi istotami. Znika w czeluściach wód, kiedy ma tylko ku temu sposobność. W przeciwieństwie do innych gatunków, woli wieść samotniczy tryb życia. W wieku ok. 4 – 6 lat osiąga dojrzałość płciową. Wtedy zaczyna się prawdziwa pogoń za przekazaniem swoich genów dalej. Tarło – okres rozrodu ryb – zaczyna się maju oraz czerwcu, czyli stosunkowo późno. Wtedy liny łączą się w stada, w których samce walczą o dostęp do samic, a raczej do ikry, by móc ją zewnętrznie zapłodnić. A robić jest co, bo samica może złożyć nawet 400 000 jaj! Taki wynik robi wrażenie. A jeszcze należy pomnożyć go przez 9, bowiem tyle razy w ciągu sezonu jest zdolna składać ikrę. Jak na rybę stroniącą od kontaktów z innymi przystało, zjawisko odbywa się w miejscach, gdzie rośnie bardzo dużo gęstej roślinności, tak aby można było w odpowiedni sposób zabezpieczyć potomstwo przed ewentualnymi zagrożeniami, a tych czyha na nie sporo. Od innych ryb, które pokuszą się o zjedzenie młodego narybku, poprzez pozostałe organizmy wodne, czy żyjące nad wodą ssaki lub płazy – w końcu to także drapieżniki, a narybek, mający na dodatek pełen substancji odżywczych woreczek żółtkowy, stanowi smakowity kąsek dla tych zwierząt. Zatem bronić jest co. Jednak gatunek ma wpisane w swoją naturę pewne ubytki w początkowych stadiach rozwoju, stąd właśnie tak ogromna wielkość jednorazowego zniesienia. Jak z kolei wygląda sam lin? Otóż ciało ma bocznie spłaszczone, stosunkowo wysokie, wygrzbiecone na wysokości płetwy grzbietowej u ryb dzikich bardziej, u ryb hodowlanych mniej. Trzon ogona krótki i gruby, natomiast głowa mała, trójkątna. Tęczówka najczęściej pomarańczowa. Otwór gębowy również mały z wąsami w kącikach. Dymorfizm płciowy zaznacza się po drugim roku życia, a samca od samicy można rozróżnić poprzez długość płetw brzusznych. U samicy krótkie, u samców są długie. Grzbiet ciała zielonoszary, zlewający się z podłożem, natomiast boki oliwkowozielone, brzuch żółtawobiaławy, całe ciało ma złocisty połysk.
Lin zjada to, co znajdzie na dnie, fot. shutterstock

Lin to kolonizator Kanady

W niektórych krajach lina uznano za gatunek inwazyjny. Kolonizatorzy z Europy lubili przywozić ze sobą znane gatunki zwierząt, po to żeby na nie polować, wykorzystywać ich futra, mięso, tłuszcz, ogólnie korzystać z ich tzw. walorów użytkowych. Kierowali się często zasadą „lepsze wrogiem dobrego” i to z kolei pozwoliło im osiągnąć sukces, jednak z pewną niedogodnością dla środowiska. Nowe gatunki wprowadzane do nowego środowiska, chociaż na pozór podobnego do tego, znanego ze Starego Kontynentu, zaczęły sobie dobrze radzić. Jednak w wielu przypadkach nie obeszło się bez oddziaływania na inne zwierzęta, rośliny oraz elementy przyrody.
Sprowadzanie jednych gatunków prowadziło do wyniszczenia innych, a potem populacja tych sprowadzonych urosła do takich rozmiarów, że potrzebne były rządowe programy ich zwalczania. A jak to było z linem? Weźmy pod lupę Kanadę, gdzie bardzo dobrze opisano zjawisko kolonizacji nowego lądu przez lina. Odnoszę się do tej historii, ponieważ działo się to wszystko stosunkowo niedawno, bo na początku lat 90. ub. wieku. Wtedy to jeden z właścicieli dużych stawów w Quebecu sprowadził 30 osobników do swojego gospodarstwa. Właściciel hodował ryby z myślą o sprzedaży ich na kanadyjskim rynku, chciał wprowadzić nowy produkt. Jednak mimo jego oczekiwań oraz szeroko zakrojonych planów Kanadyjczycy nie wykazywali zainteresowania tym mięsem. Zrozpaczony hodowca postanowił dłużej już nie utrzymywać ryb, które miały przecież przynieść mu pieniądze, i wypuścił je do pobliskiej rzeki Richelieu. Miało to miejsce w 1991 roku. Jednak pierwsze liny złapano dopiero trzy lata później, co świadczyło o tym, że gatunek ten w warunkach jakie zapewniała wówczas rzeka, mógł się rozwijać. W roku 2000 schwytano osobniki dorosłe, a także zaobserwowano narybek oraz samice, które miały w sobie ikrę, co stanowiło niepodważalny już dowód na to, że ryby te z powodzeniem rozmnażają się w rzece Richelieu. W 2002 roku gatunek stwierdzono w jeziorze Champlain, a w 2006 złowiono przedstawicieli gatunku w rzece św. Wawrzyńca poniżej Montrealu na obu brzegach jeziora Saint Pierre będącego rozszerzeniem wspomnianej rzeki. Dalsze rozszerzanie zasięgu występowania lina w Kanadzie zdaje się być nieuniknione. Mimo, że minister ds. środowiska Quebecu podjął kroki w kierunku zatrzymania tej ekspansji, jednak zdaje się, że ryba nic sobie z tego nie robi i latem 2016 roku schwytano jednego osobnika w jeziorze św. Franciszka – czyli kolejnym rozszerzeniu rzeki św. Wawrzyńca, tym razem bliżej jeziora Ontario.
Lin należy do gatunków szeroko rozpowszechnionych, fot. shutterstock

Odpowiednie warunki dla lina

Chociaż lin należy do gatunków, które potrafią dostosować się do różnych warunków środowiska, to jednak w pewnych biotopach będzie rozwijał się lepiej, a w innych gorzej. Tak samo jak każdy z organizmów, preferuje pewne warunki bardziej, a inne mniej. Co zatem najbardziej sprzyja linowi?

Na to pytanie próbowali odpowiedzieć polscy naukowcy i chyba się to im udało. Problemem, a może jednak błogosławieństwem dla tego gatunku jest stosunkowo wolny wzrost w porównaniu z innymi rybami. Dlatego właśnie utrzymywanie ich w warunkach sztucznych, hodowlanych, stanowi ogromne wyzwanie, to też nie jest to nazbyt popularna ryba wśród właścicieli stawów. Poza tym nałożyła się na to jeszcze jedna trudność, mianowicie karmienie ryb samą, zbilansowaną suchą paszą komercyjną, prowadzi do licznych deformacji i to już na wczesnych etapach rozwoju, co eliminuje te osobniki z dalszej hodowli, a także dodatkowo spowalnia ich wzrost. Poza tym negatywnie wpływa na układ odpornościowy, tym samym prowadząc do bardzo dużej inwazji pasożytniczej organizmu. Oprócz tego doszły jeszcze problemy związane z odpowiednią temperaturą. Bo jak się okazało, ryby w zbyt niskich albo w zbyt wysokich temperaturach nie były w stanie przyswajać substancji odżywczych zawartych w karmie. Nieodpowiednia temperatura pogłębiała dodatkowo pojawiające się deformacje, które utrudniały, i tak już problematyczny, rozwój. Pozyskano zatem narybek ze środowiska, a następnie w kontrolowanych warunkach sprawdzano, która dieta jest najbardziej odpowiednia dla ryby, a także w jakiej temperaturze rośnie ona najlepiej. Co ważne, i z powinności kronikarskiej należy to odnotować, podczas badań wszystkie osobniki przeżyły. Ryby utrzymywano w wodzie o temperaturze 20, 23 oraz 26oC. I co się okazało? Otóż w temperaturze 26oC, ryby żywione komercyjnymi paszami, niemal wszystkie miały deformacje. Aż 89,5% osobników wykazywało większe bądź mniejsze zmiany w ukształtowaniu swojego ciała. Natomiast już w tej samej temperaturze, ale zwierzęta żywione dietą bardzo zbliżoną do tej, jaką miały w naturze, praktycznie w ogóle nie wykazywały jakichkolwiek deformacji. Obserwowano dosłownie pojedyncze osobniki. Co naturalne to jednak najlepsze!
Lin należy do ryb, które niezbyt rzucają się nam w oczy. Zapewne wielu z nas nawet nie wie o istnieniu takiego stworzenia, a nawet jeśli wie, to i tak go nie widziało. Nawet wędkarze rzadko się z nim spotykają. Chociaż należy do gatunków szeroko rozpowszechnionych, to pewne behawioralne uwarunkowania sprawiają, że na wędkę trudno go złapać. Trzeba by ją głęboko zanurzyć, a to często zdaje się być niemożliwe.
Ekologia.pl (Urszula Ziniewicz, Kacper Kowalczyk)

Bibliografia

  1. Avlijaš S., Ricciardi A., Mandra, N. E. 2018. ; “Eurasian tench (Tinca tinca): the next Great Lakes invader. ”; Canadian Journal of Fisheries and Aquatic Sciences, 75(2), 169–179.;
  2. Freyhof J., Kottelat M. 2008; “Tinca tinca”; The IUCN Red List of Threatened Species 2008;
  3. Fritz T., Claus M. 1997. ; “Ryby słodkowodne”; Świat Książki, s. 92, seria: Leksykon przyrodniczy.;
  4. Kamiński R., Sikorska J., Wolnicki, J. 2017. ; “Diet and water temperature affect growth and body deformities in juvenile tench Tinca tinca (L.) reared under controlled conditions. ”; Aquac Res, 48: 1327-1337.;
  5. Nikolski G. 1970. ; “Ichtiologia szczegółowa. ”; Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, s. 275–277.;
Ocena (5.0) Oceń:
Pasaż zakupowy