Mysz domowa - opis, występowanie i zdjęcia. Zwierzę mysz domowa ciekawostki

Mysz domowa ‒ można spotkać ją wszędzie tam, gdzie żyje człowiek. Buduje gniazda w każdej szczelinie, szparze, dziurze, do której tylko może się wcisnąć, a wcisnąć może się niemal wszędzie. Mysz domowa nie należy do dużych zwierząt, ani też jaskrawo ubarwionych. Nie bez powodu w społeczeństwie utarły się takie powiedzenia jak: „szara myszka” czy „siedź jak mysz pod miotłą”. Co stoi za tak ogromnym, wręcz na skalę światową sukcesem myszy domowej?



Mysz domowa, fot. Kacper KowalczykMysz domowa, fot. Kacper Kowalczyk

„Szara myszka”

Mysz domowa (Mus musculus) jest niepozornym zwierzęciem, które raczej unika wzroku człowieka. Kiedy tylko zda sobie sprawę, że została spostrzeżona, wówczas w momencie ucieka do pierwszej lepszej skrytki, gdzie może uniknąć kontaktu z kimkolwiek. Ma opływowy kształt ciała, które dorasta 7 – 12 cm z czego ponad połowę niekiedy zajmuje ogon. Wierzch jest szarobrązowo ubarwiony, a w kontrze do niego biały brzuch. Pyszczek wysmukły zakończony włosami czuciowymi, które bywają także nazywane wąsami. Z pewnością dodają one uroku myszom, ale pełnią również bardzo ważną funkcję. Pozwalają myszy poruszać się w nocy, kiedy jej wzrok nie jest w stanie pomóc zwierzęciu w ustaleniu jej aktualnego położenia. Kolejny element budowy ciała to ogon. Prążkowany, niepokryty łuskami, całkiem elastyczny. Dzięki niemu zwierzę znajdujące się w trudnej sytuacji, np. chodząc po krawędzi albo kiedy ma do pokonania jakąś przeszkodę i musi się wspiąć, wtedy posiłkuje się tym niezastąpionym narzędziem. Ogon umożliwia utrzymanie równowagi, a także w krytycznych sytuacjach pozwala zwierzęciu wspinać się szczebelek, po szczebelku, krok po kroku, aby mogła dojść do obranego celu. Oczami swojej wyobraźni sięgam po własne wspomnienia związane właśnie z niezwykłymi umiejętnościami mysiego ogona. Wiwaria na mojej macierzystej uczelni są do dzisiaj pełne wszelakich zwierząt. Nie mogło zabraknąć także myszy. Te klatki wypełnione trocinami, w których ssaki zakopywały się drążyły korytarze. Działały jak takie zaprogramowane robociki. Kiedy tylko podawaliśmy im jedzenie, klatkę trzeba było otworzyć. Wtedy można było dostrzec ich zwinność. Myszy zawieszały się na ogonie na szczebelkach klatki. To było coś niezwykłego. Móc podpatrywać tak małe organizmy i te ich niepozorne ogony. Prawda okazywała się jednak inna. Niepozorne ogony są bardzo silnymi ogonami. Może ciężar ciała nie powala – zwierzę waży zaledwie 15 – 25 gramów – ale biorąc pod uwagę, że ogon mierzy powiedzmy 5-7 cm i jest cienką strukturą, przebiegają tam stosunkowo niewielkie włókienka mięśniowe, jakieś naczynka krwionośne oraz nerwy – czapki z głów wypadało by zdjąć. I niby mamy do czynienia z „szarą myszką”, a to zwierzę całkiem niezwykłe.
Mysz domowa, fot. Kacper Kowalczyk
Mysz domowa - kolonizator świata

Czy mysz domowa wzięła przykład z większego kuzyna – szczura wędrownego? Spójrzmy na mapę występowania jednego i drugiego. Oba te gatunki funkcjonują wszędzie tam, gdzie jest człowiek, ale jego wzrok nie sięga. Dzięki temu ssaki te można spotkać na każdym kontynencie świata, chyba poza Antarktydą. Wszędzie tam, gdzie jest trochę pokarmu, gdzie chociaż najmniejsza kryjówka mysz domowa się zadomowi.
Co stoi za jej siedliskowym sukcesem? Duża plastyczność oraz zdolność dostosowania się do warunków środowiska. Fakt, że obecność człowieka jest tutaj kluczowa. Bo przetrwanie zimy chociażby ma łatwiejszy wymiar niż, gdyby zwierzę musiało na własną łapkę zdobywać pokarm w naturze. Będąc „dzikim” lokatorem ludzkich osad ssak ma pełen wachlarz różnego rodzaju pokarmów, często wysokoenergetycznych, których próżno szukać poza ludzkim domem. Ten urodzaj pokarmów przekłada się także na możliwości rozrodu.

Poliestralność – znaczy mniej więcej tyle, że mysz domowa podobnie jak ludzie, może być w ciąży wiele razy w ciągu roku, jeśli tylko zaistnieją ku temu odpowiednie warunki. Zatem to kolejny czynnik, który spowodował że gatunek ten stał się kolonizatorem świata. I to jest to miejsce, w którym pochylmy się nad samym zjawiskiem rozrodu tych zwierząt, bo wokół tego narosło wiele różnych mitów. Ruja, czyli tzw. „dni płodne”, trwa kilkanaście godzin. W tym przypadku lepszym powiedzeniem byłoby określenie „godziny płodne”. W tym czasie samiec musi załatwić sprawę zapłodnienia samicy. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, po 21 dniach na świat przychodzą młode. Średnio jedna samica rodzi 4 – 9 osesków. Rekordzistki potrafią rodzić mioty liczące nawet 19 osobników! Liczba miotów w ciągu tylko jednego sezonu wynosi od 5 do 9, a noworodki ważą od 0,9 do 1,5 gramów, są ślepe i głuche, ale ten stan nie trwa zbyt długo. Zwierzęta już w wieku 14 dni mają wyrżnięte siekacze, potrafią patrzeć na świat, a po 25 dniach przestają się odżywiać mlekiem matki. Tak intensywny rozród sprawia, że populacja rozrasta się w błyskawicznym tempie. W połączeniu z dużą plastycznością oraz zdolnościami przystosowawczymi, ssak ten osiągnął niewątpliwy sukces. Mimo drapieżnictwa oraz silnej presji z wielu stron, tak duża rozrodczość pozwala myszom domowym przetrwać nawet najtrudniejsze warunki. Jednak taki stan rzeczy jest także podyktowany stosunkowo krótkim czasem życia, bowiem w naturze gryzonie średnio przeżywają zaledwie 1,5 roku.
Odmiany barwne myszy domowej. Fibius [CC BY-SA 4.0], from Wikimedia Commons
Mysz domowa - uciążliwy sąsiad

O myszach domowych mówi się wiele złego. Zawsze przy okazji rozmów o tym zwierzęciu pada hasło, że to szkodnik. Zjada plony, niszczy uprawy, a gdy wedrze się w jakiś sposób do magazynu ze zbożem, wtedy rolnik ma ogromny problem. Do tego dochodzą jeszcze choroby, i to nie tylko te zagrażające naszym zwierzęcym podopiecznym, ale także nam.
Same minusy z sąsiedztwa tych zwierząt wydawałoby się. Problem z tym zwierzęciem tkwi w ilości. Pojedyncza mysz to całkiem sympatyczne zwierzę, z którym można się nawet zaprzyjaźnić. Ale kiedy dojdzie do rozrodu, i nagle z jednej „myszki” robi się 10, a potem tylko więcej, i więcej, wtedy zaczynamy odczuwać skutki tego sąsiedztwa. Można rzec, że te ssaki to istni desperaci. Jak wpadną całą grupą do czyjegoś domu, nie można się od nich odpędzić. Wszędzie ich pełno! Myszy domowe nadgryzają wszystko co tylko mogą. Pudełka z jedzeniem, nie ważne czy puste, czy pełne, grzebią w śmieciach, wspinają się po meblach, no i chyba dla nas najgorsze, zostawiają wszędzie odchody. Odchody w tym wypadku stanowią ogromny problem. Nie dość, że wyglądają niezbyt estetycznie, to jeszcze zawierają wszystko to, co siedzi w przewodzie pokarmowym ssaka, czyli resztki po pokarmie, ale także bakterie. Jak powszechnie wiadomo jelita wszystkich zwierząt są miejscem bytowania wielu mikroorganizmów. I tutaj zaczyna się poważny problem w koegzystencji z tymi zwierzętami. Pozwolić im chociaż trochę współżyć z nami, czy jednak całkowicie od nich odciąć?

Według badaczy zajmujących się zdrowiem, ta druga opcja jest bardzo racjonalnym posunięciem. O ile z odchodami jesteśmy w stanie coś zrobić, o tyle dużo trudniej sprawa się ma, jeśli chodzi o mocz. Ciecz jako taka odparuje, ale zawarte w niej bakterie, jeśli mogą przetrwać poza takim środowiskiem, zostaną. W takiej sytuacji trudno przerwać łańcuch epizootyczny, a problem rośnie jeszcze bardziej niż mogłoby się to wydawać. Drobne gryzonie przenoszą drobnoustroje z rodzaju Leptospira spp. Niewielkie krętki, które mogą zniszczyć nerki, wątrobę, a także układ pokarmowy. Objawy zakażenia nimi to m.in. krwiomocz, wysoka temperatura ciała, przyspieszone oddechy, krwawa biegunka. Do tego dochodzi jeszcze bardzo duża bolesność brzucha. Jaka rada? Starać się utrzymać myszy domowe poza domem!
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/1e/Large_Siamese_cat_tosses_a_mouse.jpg
Trutka rozwiązaniem na wszystko?

Wszędzie reklamowane trutki na gryzonie wydają się w obecnych czasach panaceum na „gryzoniowy” problem. Ale na to zjawisko trzeba by spojrzeć szerzej, tzn. dobra trutka to taka, która jest selektywna, czyli działa tylko na wybrany organizm, po drugie szybko się rozkłada i nie zostaje w środowisku zbyt długo, również działa szybko, tak żeby zwierzak zanadto się nie męczył. Tak powinna wyglądać idealna trutka.
Niestety większość produktów oferowanych na rynku niesie za sobą skutki również dla wielu innych gatunków zwierząt, które niekoniecznie są celem naszego działania. Dobrym przykładem mogą być trucizny zawierające w sobie substancje antykoagulacyjne, czyli takie które zapobiegają krzepnięciu krwi. Nietrudno zatem się domyślić, że zjedzenie takiej przynęty przez psa, kota lub innego drapieżnika polującego w środowisku, gdzie trutki zostały „rozsiane” nie jest obojętne. Objawia się przyspieszeniem oddechów, licznymi wybroczynami na błonach śluzowych, oraz krwotokami. Dodatkowo powoduje silny ból, a zwierzę mocno cierpi.

Jak pogodzić ludzi z gryzoniami? To trudne, a w tym momencie nawet lekko absurdalne pytanie. Zawsze warto próbować. Zatem, jak? Chyba najlepszym sposobem na zachowanie dobrych relacji sąsiedzkich będzie utrzymywanie czystości w naszym najbliższym otoczeniu. Higiena, higiena, jeszcze raz higiena i wiele razy higiena. Myszy domowe lubią miejsca, w których jest pełno zakamarków służących za kryjówki, jest także mnóstwo łatwo dostępnego jedzenia, jest wreszcie sucho, bo mokrego futerka bez powodu to nikt nie chce mieć, prawda? Dlatego trzeba zrobić wszystko, by nie spełnić tych warunków. Jedzenie w miarę możliwości przechowywać w taki sposób, by zwierzęta miały ograniczony dostęp. Sprzątać oraz starać się tak ustawiać meble w domu, by tworzyły jak najmniej kryjówek. Ogółem nie należy stwarzać dogodnych do życia warunków, a wtedy myszy domowe będziemy podziwiać tylko w ich naturalnym środowisku...
Kacper Kowalczyk – przyrodnik, dziennikarz radiowy i telewizyjny, obecnie prowadzący audycje o zwierzętach w radiowej Czwórce, a także autor felietonów o przyrodzie w radiowej Jedynce. Twórca oraz współautor kilkuset artykułów naukowych oraz popularnonaukowych o zwierzętach publikowanych między innymi w Focusie, Gościu Niedzielnym czy Expressie Ilustrowanym
Ocena (4.0) Oceń:
Pasaż zakupowy