Szprot ‒ opis, występowanie i zdjęcia. Ryba szprot ciekawostki

Szprot jest chyba najbardziej znany nam pod postacią wędzonek w sosie pomidorowym. Stanowią również bardzo ważną część połowów bałtyckich rybaków. Wyglądem ryby te przypominają małe śledzie, to też przez laików, często są z nimi mylone, ale jak się okazuje nie tylko z nimi. Szprot  wykazuje także bardzo bliskie pokrewieństwo z sardynkami, a same nazywane są sardynką norweską. Tym razem opowiemy Wam o popularnej szprotce.



Szprot w przeręblu, fot. shutterstockSzprot w przeręblu, fot. shutterstock
  1. Szprot, inaczej sardynka norweska
  2. Szprot to prawdziwy kanibal
  3. Taniej w szprocim stadzie
  4. Zimowe wędrówki szprota

Szprot, inaczej sardynka norweska

Szprot (Sprattus sprattus), inaczej sardynka norweska, to niewielka ryba zamieszkująca wody wschodniego Atlantyku. Można ją spotkać w Morzu Północnym, Bałtyku, Morzu Czarnym, Morzu Śródziemnym oraz wielu innych akwenach Europy. Dorasta do rozmiarów 10-20 cm długości ciała w zależności od podgatunku lub powierzchni zbiornika, jaki zajmują poszczególne populacje. Z wyglądu przypomina małego śledzia, ale można zauważyć kilka subtelnych cech, które pozwalają odróżnić nam te dwa gatunki. Otóż szprot ma bardzo szorstką krawędź brzucha, a łuski na grzbiecie mienią się niebieskawą barwą. Wiosną oraz na początku lata przychodzi czas na tarło, które trwa w okresie od stycznia do sierpnia, w zależności od akwenu, w temperaturze wody pomiędzy 8oC a 15oC. Samica składa wtedy do 40000 ziaren ikry, a po 3-4 dniach wykluwają się zeń larwy unoszone w otwartej toni wodnej.

Dorosłość osiągają w wieku dwóch lat, a średnia długość życia wynosi około pięciu lat. Szprot zamieszkuje przede wszystkim strefę pelagiczną, czyli otwarte wody oceanów oraz mórz. Tzw. pelagial dzieli się na kilka stref – epipelagial (od powierzchni do 200 m głębokości), mezopelagial (od 200 m do 1000 m głębokości), batypelagial (od 1000 m – 4000 m głębokości) i abisal (od 4000 m – 6000 m). W tych ostatnich strefach warunki do przeżycia są bardzo surowe, dociera tam mało lub w ogóle brak światła. Dlatego nasz bohater zamieszkuje głębokości do 150 m (tj. epipelagial), czyli tam, gdzie jeszcze docierają promienie słoneczne, a także gdzie pływa pełno pokarmu, jakim żywi się ten gatunek. Główną część ich diety stanowi zooplankton. Wielkość populacji szprotów jest bardzo trudna do oszacowania, to też nie możemy nic powiedzieć o trendach populacji. Z pewnością nie bez znaczenia dla nich są połowy. Natomiast jeśli popatrzymy na analizę materiału genetycznego, obecnie jesteśmy w stanie powiedzieć, że występują istotne różnice pomiędzy wschodnią a zachodnią populacją szprota. Ryby te tworzą tzw. dwie grupy filogenetyczne – filogrupę I, czyli ryby z zachodniego basenu Morza Śródziemnego oraz Atlantyku, i filogrupę II – tj. populacja ze wschodniego basenu Morza Śródziemnego, a także Morza Czarnego. Ze względu na ważne znaczenie gospodarcze, szprot jest poławiany razem ze śledziem i wykorzystywany później nie tylko do produkcji konserw, ale także jako pasza dla innych zwierząt. Na szczęście sposób połowów, w bardzo małym stopniu oddziałuje na środowisko. Używa się do tego włok pelagicznych, dzięki czemu mamy do czynienia ze stosunkowo małym przyłowem, tj. złowionymi w sieci gatunków zwierząt, których znaczenie gospodarcze jest małe lub żadne. Sam włok pelagiczny to nic innego jak sieć w kształcie stożka ciągnięta przez dwa statki, która nie zahacza od dno, dzięki czemu oszczędzane są organizmy zamieszkujące właśnie tę strefę mórz i oceanów.
Sardynki w oleju, fot. shutterstock

Szprot to prawdziwy kanibal

Kanibalizm nie jest jakimś szczególnym zjawiskiem w przyrodzie. Występuje, jakby na to spojrzeć z pewnej perspektywy, nawet nie tak rzadko, jakby nam się to wydawało. Ma swoje różne odmiany, wśród nich „kainizm” znany u ptaków szponiastych, kiedy to silniejsze pisklę zabija i zjada słabsze, lub nekrofagia obserwowana u ślimaków, a polegająca na zjadaniu ciał martwych osobników tego samego gatunku. Szproty wykazują jeszcze inny rodzaj kanibalizmu. Ryby zjadają własną ikrę. Na pierwszy rzut oka takie zachowanie zdaje się być głupie.

Powstrzymywanie rozwoju własnego gatunku. Całkowicie nieracjonalne, nieprawdaż? Otóż okazuje się, że wcale tak nie jest, i ma to swoje uzasadnienie. W latach 1988 – 1992 niemieccy naukowcy z Wydziały Biologii Ryb Instytutu Nauk Morskich w Kilonii zajęli się tym zjawiskiem w wodach Bałtyku. Sprawdzano szproty pływające w okolicach Bornholmu. W przewodach pokarmowych ryb regularnie znajdowano jajeczka, dokładnie takie jak te, które są przez szproty znoszone. Z czym to powiązano? Otóż okazało się, że presja drapieżnicza na nie spadła, m.in. ze względu na spadek wielkości populacji dorsza, czyli głównego wroga szprotów. Mniej dorszy, to więcej żywych przedstawicieli potencjalnych ofiar. W związku z tym, aby populacja nie rozrosła się nadmiernie, gatunek zjadając własną ikrę, limitował swoją liczebność. I wcale nie jest tak, że taki stan rzeczy nie ma sensu. Otóż, gdyby liczba szprotów w wodach Bałtyku gwałtownie wzrosła, groziłoby to ich samozagładzie. Dużo organizmów tego samego gatunku równa się mało pokarmu dla tych już istniejących. Zatem szproty „wiedziały” co robią i absolutnie takie postępowanie, w cieniu powyższych argumentów, wcale nie jest nieracjonalne.

Taniej w szprocim stadzie

Wcale nie chodzi tutaj o pieniądze, bo o tych w przypadku ryb trudno mówić. One nie wydają ich na stacjach paliw, i nie wydają ich tym bardziej, jeśli płyną szybciej. Koszt w tym wypadku odnosi się do zużycia tlenu przez te zwierzęta. A stężenie tego gazu jest bardzo różne w zależności od temperatury wody w zbiorniku, ilości roślin oraz innych organizmów żywych. Od tego pierwszego czynnika, zależy rozpuszczalność tlenu. Dostępność tlenu z kolei terminuje zachowania zwierząt. Naukowcy z Hamburga sprawdzali, jakie koszty metaboliczne ponosi szprot w określonej temperaturze płynąc z prędkościami od 0,28 długości ciała do 0,84 długości ciała. Aby tego się dowiedzieć, ryby utrzymywali w zamkniętych zbiornikach wodnych, gdzie ustalano parametry środowiska, ze specjalnie skonstruowanym pulsoksymetrem, który mierzył ilość tlenu oraz dwutlenku węgla w wodzie. Na tej podstawie oceniano zużycie energii przez ryby. I co się okazało? Między innymi to, że najbardziej optymalną prędkością dla szprotów jest 0,4 długości ciała. Właśnie w tej prędkości ich organizmy zużywają najmniej tlenu, niezależnie od tego jaka panuje temperatura w wodzie. Poza tym szproty mają jeszcze jeden atut, który pozwala im oszczędzać energię. Żyją w ogromnych stadach, które oddziałują na środowisko i w związku z tym ławica ryb, w przeliczeniu na pojedynczych przedstawicieli ją tworzących, zużywa zdecydowanie mniej tlenu w stosunku do prędkości z jaką płynie, a także względem poszukiwanego pokarmu. Szprotom najzwyczajniej w świecie opłaca się żyć w stadzie, bo jest to dla nich korzystne. Każdy, pojedynczy osobnik wówczas, w pewnym sensie, zostaje zwycięzcą.
Świeżo złowione sardynki, fot. shutterstock

Zimowe wędrówki szprota

Zimą w środowisku zmienia się wszystko, a to za sprawą zupełnie innych warunków klimatycznych, niż te panujące w innych porach roku. Jest to nie bez znaczenia dla organizmów, także tych zamieszkujących pod wodą. Również szproty muszą wykonywać pewne ruchy, żeby mogły przetrwać ten czas. Czy wędrują? Owszem. Pływają tam, gdzie mają lepsze warunki, tam gdzie mają dostęp do większej ilości lepszej jakości pokarmu, wreszcie pływają tam, gdzie łatwiej jest im schronić się przed drapieżnikami. Ich cykl życiowy bowiem jest silnie uzależniony od zooplanktonu, a ten z kolei w dużej mierze zależy od fitoplanktonu. Zimą krócej świeci słońce, w związku z tym w ciągu dnia do toni wodnej dociera mniej promieni słonecznych, a co za tym idzie fitoplankton gorzej się rozwija. To prowadzi do ograniczenia ilości pokarmu dla zooplanktonu, czyli jednocześnie mniejsza ilość zooplanktonu skutkuje mniejszą ilością drapieżników nim się żywiących. Właśnie z tego powodu szproty muszą wędrować, by przetrwać. A ich życie w tym okresie łatwe nie jest, nie tylko ze względu na czyhające nań drapieżniki, ale także z powodu silnej konkurencji o pokarm, którego w środowisku jest wtedy mało.
Niewielka ryba, ale radzi sobie świetnie. Fakt połowów owszem ogranicza ich populację, ale jak widać na szprotach nie robi to większego wrażenia, pytanie jak długo? Miejmy nadzieję, że długo. Podobnie, jak na inne organizmy, tak i na tę rybę wpływa wiele czynników. Wśród nich zmiany klimatyczne. Ciekawe w jaki sposób. Być może już niebawem dowiemy się tego.
Ekologia.pl (Kacper Kowalczyk)

Bibliografia

  1. Solberg I., 2017; “Behaviour and ecology of overwintering sprat (Sprattus sprattus)”; Department of Biosciences Faculty of Mathematics and Natural Sciences University of Oslo;
  2. Nedreaas K., Florin A.-B., Cook R., Fernandes P. 2018. ; “Sprattus sprattus (errata version published in 2019). ”; The IUCN Red List of Threatened Species 2018: e.T198583A143833310. ;
  3. Meskendahl L., Fontes R. P., Herrmann J-P., Temming A. 2019. ; “Metabolic costs of spontaneous swimming in Sprattus sprattus L., at different water temperatures. ”; PLoS ONE 14(11): e0225568;
  4. Köster W. F., Möllmann Ch., 2000; “Egg cannibalism in Baltic sprat Sprattus sprattus”; MEPS 196:269-277;
  5. “https://www.msc.org/pl/narzedzia-i-metody-polowowe/wloki-pelagiczne”; data dostępu: 2021-04-11
  6. “https://ryby.wwf.pl/species/sprattus-sprattus/”; data dostępu: 2021-04-11
Ocena (5.0) Oceń:
Pasaż zakupowy