Gra w kości – pierwsze spotkania z człowiekiem kopalnym

źródło: newsdesk.si.eduźródło: Karen Carr, Karen Carr Studio, Inc. źródło: newsdesk.si.eduźródło: Karen Carr, Karen Carr Studio, Inc.

Na przestrzeni wieków niejednokrotnie zdarzało się, że grzebiący w ziemi ludzie znajdowali jakieś tajemnicze kości, które trudno im było przyporządkować znanym współcześnie stworzeniom. Owe stare gnaty niepokojąco przypominały niekiedy szczątki ludzkie. Znaleziska te nie wzbudzały jednak większego zainteresowania w sensie naukowym, stanowiąc jedynie wywołującą sensację i chętnie podziwianą rzadkość, eksponowaną zazwyczaj w tzw. gabinetach osobliwości. Bardziej przedsiębiorczy przedstawiciele rodzaju ludzkiego, do których niewątpliwie zaliczali się Chińczycy, przez setki lat używali zmielonych kopalnych kości (zwłaszcza zębów) do wyrobu medykamentów.

Wszystko uległo zasadniczej zmianie w drugiej połowie XIX wieku, m.in. pod wpływem teorii Karola Darwina. Raptem na wagę złota cenić zaczęto każdy skamieniały fragment czaszki, ułamek szczęki, odprysk kości lub nawet pojedynczy ząb. Mogły bowiem te odkrycia okazać się decydującym argumentem w naukowym i ideologicznym sporze ewolucjonistów z kreacjonistami.

Pierwszym znaleziskiem, które wywołało pewne zaniepokojenie w naukowych kręgach i pobudziło wyobraźnię, był niekompletny szkielet, a zwłaszcza słynna czaszka człowieka neandertalskiego (Homo neanderthalensis), wykopana w niemieckim Neanderthalu – stąd nazwa – w roku 1856. Istoty te, żyjące od 400 do 24,5 tys. lat temu, zyskały później szczytne miano „Homo sapiens neanderthaliensis”.

Grube, masywne kości, wysunięte wały nadoczodołowe, długi i prosty szew łuskowy oraz spłaszczenie pionowe i załamanie kości potylicznej, to cechy, które – zdaniem wielu – miały dyskwalifikować właściciela tej głowy, jako potencjalnego kandydata na „brakujące ogniwo” w drzewie genealogicznym człowieka. Takie zdanie wyraził m.in. Thomas Henry Huxley w wydanej w roku 1863 książce pt. „Man's Place in Nature”. Zresztą nawet sam Darwin wypowiadał się na ten temat bardzo powściągliwie.

Chociaż nie chciano widzieć neandertalczyka w kręgu przodków, to jednak dość chętnie umieszczano go w grupie współczesnych współplemieńców-degeneratów. Dowodzono mianowicie, że czaszka należała do osobnika dotkniętego niedorozwojem umysłowym i cierpiącego dodatkowo na krzywicę. Komuś innemu przypominała ona głowę nieszczęśnika ze zniekształceniem przerostowym. Francuskiemu antropologowi przywodziła na myśl Irlandczyka, pozostającego na bardzo niskim poziomie rozwoju umysłowego.

Dopatrywano się w niej cech anatomicznych Celta lub też chciano w niej widzieć doczesny szczątek jakiegoś kozaka, przybyłego z dalekiej Rosji w pogoni za napoleońską armią. Sławny patolog Rudolf Virchov orzekł na koniec, iż mamy tu po prostu do czynienia z niewątpliwym okazem patologicznym.

Tak więc to sensacyjne odkrycie wywołało dyskusję i namiętne spory wśród specjalistów i ignorantów, ale przez następnych kilkadziesiąt lat – mimo wielu kolejnych znalezisk – mglisty i kontrowersyjny problem bezpośredniego przodka człowieka myślącego pozostawał niejako w zawieszeniu. Czekano wciąż na nowe, niepodważalne dowody jego istnienia. Niemiecki uczony Ernst Haeckel wymyślił nawet nazwę dla takiej hipotetycznej istoty. Miała ona mianowicie nosić wdzięczne imię „pitekantrop”, czyli małpolud.

Prawdziwym wstrząsem miało okazać się znalezisko pochodzące z odległego od Europy rejonu świata. A było to tak: Wychodząc z założenia, iż najbardziej obiecujące pod względem wykopaliskowym są tereny nie dotknięte niszczycielskim zlodowaceniem, lekarz Królewskiej Armii Holenderskiej Eugene Dubois, uniwersytecki wykładowca anatomii, wybrał się w listopadzie 1887 roku do Padang na Sumatrze, gdzie przystąpił do penetracji tamtejszych jaskiń. No i owszem, znalazł... zęby wymarłego orangutana.
wykop.pltwitter.plfacebook.pl
Oceń: Drukuj

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy