Sekrety pożółkłych kalendarzy. Czyli dawne polskie almanachy lekarskie i przyrodnicze

Fot.  Lin Pernille Photography/Flickr CCFot. Lin Pernille Photography/Flickr CC

Pewnego dnia roku 1844, ekipa remontowa, która zajmowała się wówczas renowacją gmachu Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, wkroczyła dziarsko do pomieszczeń tego leciwego budynku, użytkowanych wtedy przez Bibliotekę Jagiellońską. Muskularni robotnicy z trudem zaczęli odsuwać od ścian stare, masywne biblioteczne szafy. Za jedną z nich, pod warstwą kurzu i pajęczyn, dał się widzieć pożółkły, gęsto zadrukowany arkusz o wymiarach 370 x 262 m. Tym oto sposobem odnaleziono Astronomiczno-astrologiczny Kalendarz lekarski na rok 1474, wytłoczony w formie jednostronnie zapisanego druku ulotnego, przystosowanego do zawieszania na ścianie pomeszczenia. „Almanach Cracoviense ad annum 1474. Plano” wydał prawdopodobnie Kasper Straube pod koniec roku 1473. Tłoczenie wykonano w pierwszej, znanej nam drukarni krakowskiej. Jest on uważany za najstarszy druk powstały pod Wawelem.


Kalendarz, którego tekst napisano oczywiście w języku łacińskim, zawiera dane kalendarzowe, informacje o nowiach i pełniach księżyca oraz porady medyczne, sprowadzające się do podania dni sprzyjających phlebotomii, tj. poszczaniu krwi, czyli ówczesnej uniwersalnej metodzie leczenia wszelkich dolegliwości ludzkiego organizmu.

Z tekstu almanachu dowiadujemy się, że pory puszczania krwi uzależnione były w owych czasach od „...prawdziwego biegu Księżyca po kręgu znaków Zodiaku i dostosowane do samych pozornych położeń planet stosownie do wieku i kompleksji ludzi oraz członków zdatnych do puszczania krwi”.

Dla przykładu przytoczmy tego typu wskazania dla stycznia i grudnia (tekst na podstawie facsimile wydanego staraniem Oddziału Krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Książki, przy pomocy Biblioteki Jagiellońskiej i Drukarni Związkowej. Transkrypcji oryginału łacińskiego dokonał prof. Zbigniew Perzanowski, a tłumaczenia na język polski prof. Marian Plezia).

Tak więc XV-wieczny cyrulik albo jakiś domorosły medyk powinien wiedzieć, że w styczniu: Poniedziałek po Trzech Królach dobry dla wieku męskiego i starczego, dla melancholików, oprócz pośladków, przed południem. Piątek po oktawie Trzech Króli dobry dla wieku starczego, dla flegmatyków, oprócz lędźwi. Nazajutrz dzień średni dla tychże przed południem.

Czwartek dzień św. Fabiana i Sebastiana średni dla wieku młodzieńczego, dla choleryków, oprócz kostek. Nazajutrz dzień średni podobnie dla tychże. Niedziela nazajutrz po św. Wincentym dobra dla wieku młodzieńczego, dla flegmatyków oprócz żyły głównej i dla wieku męskiego, dla choleryków, oprócz żyły płucnej.

Odnośnie grudnia w Kalendarzu czytamy, co następuje: Poniedziałek przed św. Łucją bardzo dobry dla wieku młodzieńczego, dla melancholików, oprócz goleni. Nazajutrz dzień dobry dla tychże. Środa po św. Łucji dobra dla wieku młodzieńczego, dla choleryków, oprócz kostek. Nazajutrz dzień średni dla tychże. Piątek przed św. Tomaszem dobry dla wieku młodzieńczego i męskiego, dla flegmatyków, oprócz żyły głównej, zwłaszcza koło południa. Piątek po Bożym Narodzeniu dobry dla wieku starczego, dla melancholików, oprócz pośladków. Nazajutrz również dzień dobry dla tychże, zwłaszcza rano itd. I to jest Koniec.

Miejmy nadzieję, że ostatnie zdanie w cytowanym tekście odnosiło się do kalendarzowego
końca roku, a nie do kondycji pacjenta po zalecanej kuracji.

Kalendarz krakowski, który przez blisko 400 lat trwał sobie w całkowitym zapomnieniu za szafą, miał oczywiście swoich poprzedników i bardzo licznych następców.

Otóż przywożone z zachodniej Europy w XII i XIII wieku tablice świąt ruchomych – niezbędne w liturgii kościelnej – uzupełnione zostały w połowie wieku XIV o dane ściśle kalendarzowe i astronomiczno-astrologiczne. Można przypuszczać, iż z początkiem XV wieku almanachy astronomiczne zaczęły powstawać również w Polsce, co wiązało się z rozwojem Akademii Krakowskiej. Początkowo pisano je naturalnie po łacinie, czyli w uniwersalnym języku ówczesnego Kościoła i świata nauki. Opracowane w Krakowie kalendarze mogły więc już wkrótce po ułożeniu ukazywać się także np. w Heidelbergu, Lipsku, Rzymie lub Wiedniu.

W owych czasach dostrzegano, czy też raczej wierzono w bardzo ścisłe związki życia i zdrowia człowieka z układem gwiazd i planet, a zatem zwykłą koleją rzeczy zaczęły pojawiać się w almanachach rozmaite, wynikające z tej wiary porady i wskazówki medyczne, czego przykładem są zamieszczone powyżej cytaty.

Z czasem poczęto umieszczać na ich kartach także inne, już bardziej racjonalne informacje praktyczne, przydatne np. w rolnictwie i sadownictwie.

Wiele na ten temat powiedzieć nam może już sam tytuł bogato ilustrowanego rycinami i herbami krakowskiego kalendarza ściennego na rok 1525. A brzmi on tak: Naznamionowanie dzienne miesiąców nowych a przytym czasów dobrych ku krwie wypuszczeniu, baniek, lekarstwa, szczepienia i siania etc. mistrza Mikołaja Szadka.

Oprócz zatem podstawowych porad medycznych, z uwzględnieniem nawet stałej lub płynnej konsystencji podawanych lekarstw, czytelnik tego dzieła dowiedzieć się mógł ponadto, kiedy to należy odwiedzić łaźnię, ostrzyc włosy (najlepiej to czynić podczas nowiu, aby prawidłowo wzrastały wraz z powiększającą się tarczą księżyca), przywdziać nowe ubranie i odstawić dziecko od piersi. Rolnicy natomiast otrzymywali skrótową przepowiednię pogody oraz terminy siewów i szczepień drzew owocowych.

Kalendarz mistrza Mikołaja napisano w języku polskim, aby mógł dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców, a nie tylko do biegłych w łacinie uczonych.

Tenże autor znacznie więcej uwagi poświęcił z kolei zjawiskom atmosferycznym w swoim również po polsku napisanym kalendarzu na rok 1528, którego tytuł jest następujący: Wysłowienie znaków niebieskich przez Mistrza Mikołaja z Szadku pilnie na rok lata Bożego 1528 ułożone. Jupiter z planet w swym powyższeniu tego roku panuje, któremu Saturnus i Mars tak usiłują, że ledwie przez Jowisza złość ich pomnożona może być powstrzymana. Wybijano w Krakowie przez Hieronima Vietora.

Czytamy tam takie oto słowa prognozy: Nów kwietnia w piątek przed św. Benedyktem po 19 i 20 suche da dni a wietrzne. Tylko aż z pyrwa małe chmury jasne ciało przerwą. W niedzielę rozjemną rano mróz, potem dzień wczesny a w poniedziałek na deszcz zawiedzie."

Dodajmy tu, że Mikołaj z Szadka Prokopowicz był filozofem, teologiem, profesorem astrologii, kustoszem biblioteki i rektorem Akademii Krakowskiej.

Byli oczywiście i inni znani w XVI- i XVII-wiecznej Polsce autorzy kalendarzy. Wymieńmy tu wybitnego działacza polskiej reformacji Jakuba z Iłży, a także Stanisława Jakobensa z Kurzelowa, Jerzego Lemka z Lublina (w roku 1636 wydał on pierwszy w tym mieście polski kalendarz, wytłoczony w drukarni Pawła Konrada) oraz matematyka Jana Musceniusa, czyli Jana Muchę z Kurzelowa, który wielokrotnie sprawował godność rektora Akademii Krakowskiej. Był on autorem kalendarza na rok 1566 pt. „Praktyka z Biegów Niebieskich...” i „Kalendarza Świąt dorocznych i biegów Niebieskich z wyborem czasów, na Rok Pański 1569, pierwszy po Przestępym”. Oczywiście nie wypada nam pominąć Stanisława Jana Niewieskiego, lekarza, astrologa i rektora Akademii Zamojskiej, jak i też Mateusza Orlińskiego, Damiana Pajeckiego, Adama Rózgę oraz Andrzeja Rymszę, polskiego i ruskiego pisarza i poetę oraz tłumacza z łaciny. Przypomnijmy również Sebastiana Fabiana Stryjewicza, astronoma Akademii Krakowskiej, który pisał o zaćmieniach słońca w Polsce, Macieja Kazimierza Tretera, burmistrza Krakowa, Mikołaja z Tuliszkowa oraz Mikołaja Żórawskiego, medyka, matematyka, astronoma i astrologa na dworze Władysława IV i Jana Kazimierza.

To doborowe grono uczonych usilnie dbało – zgodnie z ówczesnym stanem wiedzy o rzetelność wyliczeń astronomicznych i poprawność danych astrologicznych. O te ostatnie, wróżbiarskie przekazy bardzo zabiegali liczni czytelnicy kalendarzy – zwłaszcza wielce przesądne panie.

Wraz ze wzrostem zainteresowania kalendarzami, co wiązało się ze wzbogacaniem ich treści o rozmaite szczegółowe prognostyki, działać zaczęły nowe oficyny wydawnicze. Almanachy powstawały już nie tylko w Krakowie, ale również w Zamościu, a także w Berdyczowie, Białej Podlaskiej, Częstochowie, Grodnie, Kaliszu, Lublinie, Lwowie, Łowiczu, Mohylowie, Połocku, Poznaniu, Przemyślu, Supraślu, Toruniu, Warszawie i Wilnie. Powstające tam almanachy stopniowo powiększały swoją objętość, przy jednoczesnym znacznym uproszczeniu języka, którym były pisane. Zawarte w nich treści musiały bowiem docierać bez większych oporów nawet do niezbyt rozgarnięytch umysłów. Ściśle kalendarzowa część stawała się powoli jedynie skromnym dodatkiem do rozbudowanych „załączników” z przepowiedniami. Wkrótce jednak miały zaistnieć jeszcze dalej idące zmiany – tym razem raczej na lepsze.

Prawdziwy „wysyp” rozmaitych nowych kalendarzy – tzw. politycznych i historycznych – nastąpił w XVIII wieku, co nie oznacza wcale, iż zaprzestano drukowania almanachów ze zdumiewającymi poradami i dziwacznymi przepowiedniami, wzbogaconymi ponadto zestawieniem dni feralnych, czyli pechowych, kiedy to nie należało podejmować istotnych dla egzystencji człowieka działań, jak np. daleka podróż, ślub, transakcja handlowa itp. Stopniowo jednak prognostyki te usiłowano niekiedy poddawać racjonalnej ocenie w nowocześniejszych i poważniejszych drukach periodycznych, które miały nadać odmienny format szerzącym ciemnotę kalendarzom starego typu.

Istotną rolę w ich wydawaniu miały m.in. zgromadzenia zakonne. Wspomnijmy tu chociażby jezuitów z Lublina, wydających od 1741 do 1760 roku „Kalendarz historyczno-polityczny”, który to tytuł wcale nie przeszkadzał w zamieszczaniu tam wskazówek tyczących np. leczniczego puszczania krwi lub artykułów z zakresu geografii Polski. Karmelici wydawali swój kalendarz w Berdyczowie, pijarzy w Warszawie, a jezuici poznańscy mogli się poszczyci się wychodzącym od 1740 roku „Kalendarzem politycznym”.

Trzeba wszakże pamiętać, iż wydawnictwa tworzone zgodnie z nowoczesną formułą, a więc pozbawione bałamutnych prognostyków, bardzo długo pozostawały w ogromnej mniejszości.

Swoją różnorodność zawdzięczały kalendarze owych czasów wybitnym postaciom życia naukowego i publicznego. Do tego kręgu należał chociażby jezuita Wojciech Bystrzonowski (Bystrzanowski), prowincjał małopolski, który był filozofem, teologiem i matematykiem, a także sprawował funkcję rektora kolegiów jezuickich w Poznaniu, Lwowie, Lublinie i Jarosławiu. Koniecznie wymienić też trzeba raczej mało postępowego, ale popularnego Stanisława Józefa z Łazów Duńczewskiego, filozofa, prawnika, matematyka i profesora astronomii w Akademii Zamojskiej. W Warszawie natomiast działał Michał Grell, drukarz i księgarz, wydawca sławnych „Zabaw przyjemnych i pożytecznych”, którego nakładem w latach 1771-1794 wychodził „Kalendarz polityczny dla Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego”.

Wspomnijmy również rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego Antoniego Krzanowskiego oraz uczonego Jana Kulmiusza, a także księdza i wydawcę Karola Malinowskiego, edytora wychodzącego od roku 1776 „Kalendarza grodzieńskiego”, który polemizował ze straszącymi współczesnych mu ludzi katastroficznymi wizjami wielkiego trzęsienia ziemi w Europie, mającego jakoby doprowadzić do pęknięcia i podziału całego kontynentu.

Pominąć tu nie można Ignacego Michałowskiego z Krakowa, jak i dziekana-infułata kolegiaty zamojskiej i profesora medycyny Tomasza Ormińskiego. A do nich dołączmy jezuitę i historyka Franciszka Paprockiego z Wilna i także jezuitę Jana Poszakowskiego, który wydał w Wilnie przeznaczony na rok 1737 pierwszy polski kalendarz polityczny.

Doceńmy również Jana Józefa Przypkowskiego, profesora matematyki i astronomii w Akademii Krakowskiej, krakowskiego uczonego Józefa Putanowicza, astronoma, matematyka, geografa i filozofa Jana Śniadeckiego, Józefa Więczkiewicza, no i oczywiście pijara - prowincjała zakonu - Antoniego Jakuba Wiśniewskiego (Wiśniowskiego) z Warszawy, teologa, fizyka, matematyka, wykładowcę i rektora Collegium Nobilium, który współpracował ze Stanisławem Konarskim przy reformie szkolnictwa pijarskiego i uważany jest za prekursora myśli oświeceniowej w Polsce. Przypomnijmy też postać wielce zasłużonego dla oświaty jezuity, geografa i historyka Karola Wyrwicza, który od 1760 roku wydawał niewielki, ale racjonalnie redagowany "Kalendarz warszawski", w którym zajęto się m.in. problemami zacofanego rolnictwa.  

Jaka zatem była zawartość tradycyjnych i nowych almanachów w XVIII wieku? Otóż w dalszym ciągu w interesującym nas zakresie tematycznym dominowały domowe porady medyczne i proste wskazówki tyczące się rolnictwa. Wciąż też dowodzono wpływu gwiazd, planet, komet oraz zaćmień słońca i księżyca na samopoczucie i zdrowie człowieka. Utrzymywano mianowicie, że istnieją planety męskie (suche), tj. Saturn i Mars oraz planety żeńskie (wilgotne), czyli Księżyc i Wenus. To właśnie od ich położenia w danym dniu miał zależeć stan zdrowia przedstawiciela określonej płci. Dowodzono ponadto, iż przepowiedni charakter ma kolor światła przelatujących komet. Tak więc światło blade miało oznaczać czas zachorowań na suchoty i letargi, światło czerwonawe zapowiadało nadejście gorączki i wojny, zaś światło złotawego koloru źle wróżyło panującym monarchom.

Bywały zamieszczane w kalendarzach również rozmaite przepowiednie dla Polski i obcych krajów, a nawet opisy czynności magicznych. Ale coraz częściej pojawiać się też w nich zaczęły rzeczowe wiadomości z dziedziny geografii i historii naturalnej (przyrodoznawstwo z uwzględnieniem przyrody ożywionej i nieożywionej z dodatkiem wiedzy z zakresu fizyki, chemii, geologii, geografii i astronomii). Oto na przykład Stanisław Duńczewski, w swoim „Kalendarzu polskim i ruskim”, który od 1725 roku zaczął wychodzić w Krakowie, a następnie ukazywał się w Zamościu i Lwowie, zamieścił radę dla wierzących w czary, wg której urok rzucony przez wiedźmę można zwalczyć okadzeniem zębem trupim lub włożeniem do prawego buta ekskrementów czarownicy. Tłumaczył on także medyczne znaczenie białych plamek na paznokciach poszczególnych palców. W innym jednak miejscu bardziej wyrobiony czytelnik mógł przeczytać o zasadach poprawnego gospodarowania i o postępach w poszukiwaniu cennych kruszców na terenie kraju.

Wydawana od 1752 roku przez Antoniego Wiśniewskiego „Kolęda warszawska” zawierała ciekawe informacje o polskich osobliwościach przyrodniczych, opisując m.in. podkarpackie źródła ropy naftowej. W kolejnych wydaniach pisano m.in. o pożytkach płynących z hodowli jedwabników i uprawy drzewek morwowych, a także o leczniczych właściwościach zimnej wody i sposobach pozbycia się z domu pcheł i much. Było też tam miejsce na poważniejsze rozważania, dotyczące np. najnowszych odkryć w naukach ścisłych, popularyzacji teorii Mikołaja Kopernika czy prawdopodobieństwa życia na innych planetach. W 1754 roku Józef Putanowicz zapoczątkował wydawanie "Kolędy krakowskiej albo kalendarza astronomiczno i geograficzno-chronologicznego", w którym zrezygnował z wróżbiarstwa na rzecz konkretnych, popartych naukowymi dowodami informacji. Z kolei Franciszek Paprocki od 1759 roku opracowywał "Kalendarzyk polityczny", który od roku 1768 ukazywał się jako „Kalendarz wileński”. Chętnie publikowano w nim wiadomości tyczące postępu w medycynie, fizyce, mechanice, astronomii i geografii.

W drugiej połowie XVIII wieku mamy więc już wyraźną próbę zwalczania w publikacjach kalendarzowych ciemnoty i zabobonu, przy jednoczesnym propagowaniu nauk przyrodniczych. W tym właśnie kierunku działał Paprocki i Wiśniewski, a na gruncie krakowskim starał się tego dokonać Jan Śniadecki, profesor matematyki w Akademii Krakowskiej i zwolennik empiryzmu, co zresztą związane było z przeprowadzaną właśnie gruntowną reformą najstarszej polskiej uczelni.

Problem w istocie stawał się coraz poważniejszy, gdyż kręgi oświeceniowe właśnie w wydawnictwach kalendarzowych widziały doskonały środek służący szerzeniu wiedzy i propagowaniu racjonalnego stylu życia wśród najszerszych kręgów społeczeństwa polskiego. Już wtedy bowiem czyniono wysiłki, aby zawartość danego kalendarza dostosowana była do określonego kręgu odbiorców. Po prostu nadchodził czas specjalizacji. Wydawano zatem almanachy poświęcone wyłącznie sprawom krajowym lub zagranicznym albo zagadnieniom ekonomicznym, historycznym i politycznym.

Powstawały kalendarze mówiące o pracach gospodarskich i czynnościach domowych, a obok nich wychodziły dziełka rozrywkowe i zbiory ciekawostek z różnych dziedzin. Swoje oddzielne kalendarze miały też damy i panowie. Wiadomości naukowe i porady uzupełniały utwory prozatorskie i poetyckie. Z takim bagażem doświadczeń wydawnictwa kalendarzowe nieoczekiwanie weszły w okres zaborów, kiedy to zadania edukacyjne trzeba było dodatkowo wzmocnić treściami patriotycznymi, umiejętnie przemycanymi pod okiem cenzorów. Przyszła więc pora na opiewanie ojczystej przyrody, opisywanie krain utraconych, przypominanie skazanych na zapomnienie dat z dziejów podzielonego kordonami kraju. Ale - jak powiadają – to już zupełnie inna historia...

Nam wypada na koniec tylko wspomnieć, że wiek XIX – zwłaszcza jego druga połowa – jak i pierwsze lata XX wieku obfitowały w przebogatą ofertę kalendarzy o różnorakim poziomie merytorycznym i edytorskim. Swoje almanachy miali ziemianie i włościanie, kupcy, lekarze i rzemieślnicy, literaci i artyści, urzędnicy, panny i kawalerowie, wyznawcy różnych religii, członkowie towarzystw sportowych i stowarzyszeń oraz politykierzy wszelkiej maści. Publikacje te stanowią kopalnię wiadomości o zdarzeniach umykających uwadze poważnych dziejopisów, gdyż traktują o codziennym życiu, problemach i troskach minionych pokoleń zwykłych ludzi. Później kalendarze wydawano coraz bardziej masowo, kolorowo, różnorodnie, czasami artystycznie i interesująco, z przydatną i pożyteczną treścią, częściej jednak dość niedbale, ale przecież ciągle podobnie, jak przed wiekami.

I tym oto sposobem niepostrzeżenie dobrnęliśmy do tzw. naszych czasów, kiedy to na ilustrowanych stronicach kalendarzy można zobaczyć wszystko, a nawet jeszcze więcej. Podobnie rzecz się ma odnośnie ich zawartości tekstowej, gdzie obok przepisów kulinarnych mamy horoskopy, które z kolei sąsiadują z poradami z zakresu ziołolecznictwa, mechaniki samochodowej, szydełkowania lub ogrodnictwa. A zresztą – parafrazując słynne zdanie z "Nowych Aten" ks. Benedykta Chmielowskiego – kalendarze współczesne jakie są, każdy widzi!
Marek Żukow-Karczewski
Ocena (3.8) Oceń:

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy