Zapomniane oblicze Świętego Mikołaja

Odmawiano mu prawa do świętości, kwestionowano jego historyczność, zmieniano mu imiona oraz wciągano w ideologiczne i polityczne spory. Po wiekach stał się zakładnikiem komercji i postacią z wszechobecnych reklam. W najlepszym razie jego rolę ogranicza się obecnie do funkcji dostarczyciela prezentów. A jak było dawniej?



fot. dreamstimefot. dreamstime

Roku Pańskiego 1748 w krakowskiej Drukarni Akademickiej wydana została książka księdza Macieja Frączkiewicza z kościoła Św. Mikołaja pt. „Delicje dziecinne. Św. Mikołaj biskup mirenski i jedyna ich pociecha. Kolęda duchowa pod postacią łagodnych podarunków, dobrą, pobożną a łatwą do pojęcia różnym latom ich dziecinnym edukacją daiąca...”. Czytamy tam, co następuje: Rodzice na oną pamiątkę szczodrobliwości świętego Mikołaja, że w nocy ubogiemu szlachcicowi na posag trzech córek złoto oknem wrzucił, zwykli co rok na wigilię święta jego dla zachęcania do nabożeństwa dziatkom swoim śpiącym różne podarunki zawiązować i podrzucać, powiadając to, że im to św. Mikołaj przyniósł...
Za czasów poczciwego księdza najczęściej obdarowywano dzieci chlebem, orzechami, pieniędzmi na słodycze i książki, krzyżykami, świętymi obrazkami, tabliczkami, ptaszkami w klatce lub... rózgą. Już w pierwszych dniach grudnia sklepy i stragany pełne były „bawidełek” i pierników „św. Mikołaja”, czyli tzw. mikołajek. Nazwa ta z czasem została przeniesiona na wszystkie prezenty wręczane w okresie świątecznym.

W Krakowie 3 grudnia wieczorem na Rynku Głównym wzdłuż Sukiennic od strony Kościoła Mariackiego starzy handlarze ustawiali swoje kramy, na których obok wspomnianych pierników wykładano figurki z waty, diabły, rózgi i zabawki ludowe, Stragany te usuwano 6 grudnia rano. W naszych czasach takie samoograniczenie w handlu doprawdy trudno sobie nawet wyobrazić. Wywodzące się z reklamy pewnego znanego napoju, a następnie utrwalone w kulturze masowej brodate postacie w czerwonych czapkach i kubrakach, równie ochoczo namawiają do zakupów już w listopadzie, przez cały grudzień, a nawet część stycznia!

Hagiograficzna legenda św. Mikołaja – obok niesienia radości dzieciom – przyczyniła się także do powstania niezwykle interesującej fundacji, której zadaniem było popieranie cnoty, rodziny i prokreacji.

Otóż wojewoda Mikołaj Zebrzydowski – znany jako założyciel Kalwarii Zebrzydowskiej – w roku 1602 zapisał na dobrach Książnice w województwie sandomierskim sumę 3 tys. zł polskich na "...skrzynkę św. Mikołaja jako skarb wiekuisty dla tych osobliwych panienek, które będąc uczciwie wychowane, z ubóstwa i niedostatków posagów przychodzą w niebezpieczeństwo utracenia cnoty i czystości swojej".

Zapis Zebrzydowskiego, funkcjonujący w ramach założonego przez ks. Piotra Skargę w roku 1584 Arcybractwa Miłosierdzia i Banku Pobożnego, był niejako kontynuacją dzieła krakowskiego złotnika Grzegorza Przybyły, który w testamencie z dnia 19 maja 1546 roku przekazał starszym cechu złotniczego obowiązek dawania posagu w kwocie 50 złp. biednym, ale uczciwym dziewczętom. Na ten szlachetny czyn Przybyły miał podobno wpłynąć fakt, iż był on dzieckiem z nieprawego łoża.

Nieco później, w roku 1588, patrycjuszka krakowska Magdalena Wonzamowa uczyniła zapis na rzecz Arcybractwa Miłosierdzia, w którym to dokumencie przeznaczyła pewien procent od sumy 700 złp. na rzecz ubogich dziewcząt, pragnących zawrzeć związek małżeński, ale nie posiadających posagu.

Ostateczny kształt „skrzynka św. Mikołaja” uzyskała dzięki wspomnianemu już Zebrzydowskiemu, a i w następnych latach nie brakowało hojnych dobrodziejów, gdyż – jak pisał ksiądz Skarga – w każdym czasie można znaleźć „...takich rodziców, co sami córki swe popychają i zaprzedają, drugich niewinne oczy i uszy wszystkie się złego napatrzą i nasłuchają; mieszkania między ludźmi tak się pomieszały, że trudno ujdzie, coby się nie pogorszył”.
fot. shutterstock
Tak więc – idąc za tym głosem – kanonik katedry krakowskiej ks. Andrzej Łukomski zapisał w dniu 21 lutego 1634 roku swoje dziedziczne dobra Bobrowniki, Pojałowice i Sączów w księstwie siewierskim kapitule krakowskiej, zobowiązując ją jednocześnie, aby 3/4 dochodu z tych majątków przekazywała Arcybractwu Miłosierdzia na fundusz "skrzynki św. Mikołaja". Ksiądz kanonik zastrzegł sobie ponadto, „...aby pannom cnotliwego życia a ubogim, idącym za mąż, albo do klasztoru wstępującym, najmniej 60 złp., a najwięcej 300 złp. Wydawać”. Kwotę przeznaczoną na posag wyznaczano jeszcze przed ślubem, ale wypłacano ją dopiero po zamążpójściu lub po wstąpieniu do zakonu.
W roku 1786 pierwotna nazwa fundacji, tj. „skrzynka św. Mikołaja”, została z polecenia prymasa Poniatowskiego zmieniona na "Fundatio pro dotibus virginum", czyli fundusz posagowy dla panien.

Autorytet św. Mikołaja wykorzystywano niegdyś również w szlachetnym celu pobudzenia uczuć patriotycznych. Było tak jeszcze w okresie międzywojennym.

Oto w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym” z dn. 7 grudnia 1925 roku Adam Chmiel wspomina obchody Dnia Św. Mikołaja w siedzibie krakowskiego "Sokoła" w roku minionym. Osoba wcielająca się w postać świętego wygłosiła wtedy do zgromadzonych tam dzieci taki oto wierszyk:

     Więc chcę zobaczyć, czyli w was płonie
                                                            serce do męstwa tężyzny
                                                            i czy dla waszej Ojczyzny
                                                            w obronie krzepną tu wasze dłonie.
                                                            (...)
                                                            Bo oto z ciebie, mała dziewczyno,
                                                            coś jest jak wiotka topolka,
                                                            kobieta ma wyróść Polka,
                                                            gdy twoje siły tutaj rozwiną.
 
                                                            Bo oto z ciebie, mój chłopcze mały,
                                                            kiedyś zuch będzie nie lada:
                                                            może ktoś taki, co włada,
                                                            lub mężny rycerz na polu chwały!
 
                                                            Dlatego dziatki w waszej zabawie
                                                            wy Polskę też budujcie.
                                                            Więc ćwicz się wytrwale me dziecię,
                                                            ja wszystkim tutaj wam błogosławię.


W dzisiejszych czasach takie strofy wzbudzą zapewne u wielu czytelników rozbawienie. Może i słusznie, ale zadajmy sobie następujące pytanie: Czy obecnie wystąpienie w podobnym duchu przebierańca z telewizyjnego okienka lub sklepowej wystawy jest w ogóle możliwe? Czy od brodatego starca z workiem na plecach ktokolwiek oczekuje jeszcze choćby słowa pouczenia, przestrogi, napomnienia? Na samą myśl o tym wybuchamy przecież śmiechem! A śmiech ten jest niestety wyrazem postępującej destrukcji naszej świadomości.

I tak oto niepostrzeżenie z solidnego fundamentu tradycji wypadła kolejna cegiełka. Ile ich jeszcze pozostało? Ile będzie w stanie utrzymać ściany nośne potężnego gmachu, w którym mieszkamy? Któż to wie...
Ekologia.pl (Marek Żukow-Karczewski)
Ocena (4.1) Oceń:
Pasaż zakupowy