Na ratunek przyrodzie. Od węgla do atomu (cz.1)

Image
Na ratunek przyrodzie. Od węgla do atomu (cz.1)

discovery.com/o/47a8b7760fc46e56/497ed2c280bbb148/47d7f92ec64613dd/a037dbf/-cpid/4cf9204f8d76310f" id="W47a8b7760fc46e56497ed2c280bbb148" width="304" height="254">

         Rozwój ludzkiej cywilizacji jest nieuchronnym procesem. Zjawisko to, u swojego zarania pozytywne, przyniosło ze sobą szereg zagrożeń dla środowiska naturalnego, których skala i natężenie są obecnie tak wielkie, iż wymuszają działania zaradcze na skalę ogólnoświatową. Kryzys ekologiczny, z jakim mamy dziś do czynienia jest przy tym przejawem poważnego kryzysu wewnętrznego człowieka, który gotów jest poświęcić piękno i zasobność Ziemi oraz egzystencję tysięcy gatunków roślin i zwierząt, a nawet zdrowie innych ludzi – dla zysku materialnego.



W Polsce, jak i w większości krajów świata głównym dostarczycielem energii elektrycznej są elektrownie węglowe. I choć zasoby tego surowca wystarczą nam jeszcze na dosyć długo, to – podobnie jak ropa naftowa – wyczerpują się i ich wydobycie staje się coraz droższe. Jednak tym, co najbardziej wpływa na złą ostatnio opinię o węglu jest jego uciążliwość dla środowiska.


Brudne, ale co w zamian?






       Dziś już nawet zdecydowani zwolennicy energetyki węglowej – wskazujący, że przynajmniej na razie nie ma dla węgla liczącej się alternatywy - przyznają, że jest to paliwo brudne. Naukowcy idą w ocenie dalej – to spalanie węgla w największym stopniu przyczynia się do zatrucia powietrza pyłami, siarką, tlenkami azotu. Przede wszystkim zaś, elektrownie węglowe odpowiadają za wypuszczanie do atmosfery miliardów ton dwutlenku węgla, czyli efekt cieplarniany, zmieniający klimat na całym świecie.


Co gorsza, nie zanosi się, by udział węgla w energetyce miał zmaleć, wręcz przeciwnie uwidacznia się tendencja wzrostowa, spowodowana gwałtownym rozwojem takich krajów jak Chiny, gdzie rosnące zapotrzebowanie na energię zaspokajane jest właśnie przez elektrownie węglowe. Choć kraje bogate nadal zużywają ponad 20 razy więcej energii niż te biedniejsze, to – jak widać, świat „goni” bogaty Zachód i aż strach pomyśleć, jak może się ten wyścig skończyć dla ziemskiej atmosfery.

Potrzeba współpracy


       Stąd coraz intensywniejsze zabiegi już nie tylko ekologów, ale i władz wielu państw o stworzenie alternatywnej drogi energetycznej, która nie oznaczałaby powrotu do ciemności, ale jednocześnie stanowiłaby odejście od tradycyjnej, brudnej energetyki. Aby się to udało potrzebne jest współdziałanie zarówno naukowców, jak i polityków, bo tak ogromnych zmian nie da się przeprowadzić bez wsparcia (również finansowego i prawnego) rządów i organizacji międzynarodowych.


       Z pewnością nie uda się zastąpić węgla i ropy naftowej tylko jednym źródłem energii. Będą więc kraje, które z racji usytuowania geograficznego będą mogły niemal całkowicie korzystać np. z energii geotermalnej czy z elektrowni wodnych, ale będzie i sporo takich, które będą musiały szukać wielu źródeł energii – od tradycyjnych i elektrowni atomowych aż po energię pływów morskich.


Atomowe nadzieje

 




       Stałe grono zwolenników i zagorzałych przeciwników ma energetyka oparta na uranie, czyli elektrownie atomowe. Ocena bezpieczeństwa korzystania z tego typu energii jest tak zróżnicowana, jak tylko mogą być rozbieżne zdania na jakiś temat. I to niezależnie czy mowa jest o sporach ekologów z koncernami energetycznymi, czy zapoznajemy się z opiniami naukowców (w literaturze można znaleźć liczne publikacje naukowe dowodzące dokładnie przeciwstawnych opinii na temat energetyki jądrowej).


Na początek więc fakty nie budzące kontrowersji. Na świecie pracuje dziś 443 reaktory jądrowe (z czego 150 w Europie – najwięcej we Francji). Z oficjalnych danych dostępnych na stronie internetowej Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej wynika, że z tej liczby tylko 27 liczy sobie mniej niż 10 lat, z kolei „staruszków”, które przekroczyły już 30 rok życia jest aż 106.

Na emeryturę...?


Są to bardzo ważne dane, jeśli zestawić je z informacją, że średni czas „życia” reaktora wynosi 40 lat (potem taki reaktor musi zostać wygaszony). A gdy dodamy do tego kolejne statystyki, informujące, że z pozostałej liczby reaktorów ponad dwieście jest w użytku już od 20 lat (co oznacza, że będą musiały być wyłączone w dekadę po pierwszej setce najstarszych), to wyraźnie widać, że już niebawem trzysta z czterystu istniejących reaktorów przestanie dostarczać prąd. Można więc z pełnym przekonaniem powiedzieć, że tak czy inaczej - energetyka jądrowa w obecnym kształcie, już za dwie dekady przestanie istnieć.


Oczywiście prowadzone są prace nad nowoczesnymi reaktorami, które mają być uruchomione m.in. w USA, Japonii i Europie, ale to wciąż „pieśń przyszłości”. Wszyscy zdają sobie również sprawę, że przy stale rosnącym zużyciu energii elektrycznej (przewiduje się, że w ciągu 25 lat zapotrzebowanie na energię na świecie podwoi się), elektrownie atomowe na pewno tego „głodu” nie zaspokoją.


Co więcej - gdyby miały zastąpić tylko część tradycyjnych elektrowni, korzystających z „brudnych” surowców, to już trzeba by budować tysiące reaktorów jądrowych. Nie jest to realne i ze względów finansowych, i bezpieczeństwa, i ekologii, no i oznaczałoby z kolei szybkie wyczerpanie zasobów uranu (czyli powrót do punktu wyjścia, z „bagażem” nie tylko doświadczeń, ale tysięcy ton radioaktywnych odpadów i nieczynnych elektrowni).


Marek Belec , „Zielona liga”


Ocena (2.3) Oceń: