Bierzmy odpowiedzialność za tych, których oswoiliśmy

Trafiają do nas konie, które całe swoje życie ciężko pracowały w szkółkach jeździeckich. Trafiają i te, które były spełnieniem marzeń sportowców, konie bryczkowe i te, które urodziły się z piętnem konia rzeźnego. (…) Każdy ocalony zwierz ma swoją historię i tożsamość. Ma różny bagaż doświadczeń ‒ mówi w wywiadzie dla Ekologia.pl Weronika Nieborak z Fundacji Centaurus.



Beściak, jeden z podopiecznych Fundacji CentaurusBeściak, jeden z podopiecznych Fundacji Centaurus

Joanna Szubierajska: Deklarujemy przywiązanie i szacunek do koni, które towarzyszyły od wieków naszym przodkom, ale nie przywiązujemy wagi do tego, co się z nimi dzieje. Konie wybrakowane czy to ze względu na wiek, czy konie posiadające wrodzone lub nabyte wady lub choroby ‒ czeka raczej marny los.

Weronika Nieborak, Fundacja Centaurus: Tak właśnie jest. Deklaracje mają to do siebie, że nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Marny los dotyka nie tylko konie "wybrakowane", stare lub z wadami wrodzonymi. Spotyka to również te, które nabawiły się kontuzji przez nadmierne przeciążanie, czyli sportowe, „szkółkowe” i oczywiście bryczkowe. Nie można zapomnieć o koniach, które znudziły się właścicielom (najczęściej powtarzającym się scenariuszem jest oczywiście koń jako prezent dla nastoletniego dziecka), czy kucach mających nie ten kolor czy charakter (kolejna powtarzalność przypadków ‒ jak choćby nietrafiony prezent dla dziecka).

Utrzymanie konia jest kosztowne. Dlatego niewielu zasłużonym koniom pozwala się dożyć naturalnej śmierci… Co się zatem z nimi dzieje?

Niestety, taka jest smutna codzienność koni ‒ co odbywa się na skalę światową. Niechlubnym dla nas  ‒ dla Polski ‒ jest tytuł jednego z największych eksporterów koni przeznaczonych do konsumpcji na włoskich, francuskich, ale i japońskich talerzach.

Konie trafiają na targowiska lub tzw. spędy (niektóre odbywają się co tydzień, to na nich znajdzie się najwięcej tirów i kierowców włoskich, którzy mają kontrakty z ubojniami na określone ilości koni), lub do handlarzy, bezpośrednio ze stajni, podwórza, poprzez ogłoszenia on-line.

Wasza Fundacja ratuje takie konie…

Centaurus koncentruje się na koniach, które są już u handlarzy, które są już tuczone przed ostatnią podróżą do ubojni (tak, w Polsce również są ubojnie, nie wszystkie konie jadą do Włoch). Ich los wydaje się już przypieczętowany i nikt się nimi nie interesuje. Jeśli tylko mamy możliwości finansowe, dzięki wsparciu ludzi dobrej woli, wykupujemy również konie na targowiskach i spędach. Jednak w ciągu roku nie ustajemy w działaniach i dzięki wieloletniej działalności mamy możliwość szybkiego dotarcia do najbardziej potrzebujących koni, kucy, osłów czekających na tyłach stajni handlarskich, w ciemnych pomieszczeniach, za to z pełnymi żłobami - aby jak najszybciej były jak najcięższe. Skupiamy się na koniach, których los wydaje się już przypieczętowany.

Jakie konie trafiają do Centaurusa? Z jakim bagażem i życiowym doświadczeniem?

Trafiają do nas konie, które całe swoje życie ciężko pracowały w szkółkach jeździeckich ‒ czyli tzw. posezonowce. Trafiają i te, które były spełnieniem marzeń sportowców, ale nie spełniły ich oczekiwań: konie wycofane z torów wyścigowych, takie, dla których wieloletnie skoki przez przeszkody skończyły się kalectwem. Konie bryczkowe i te, które urodziły się z piętnem konia rzeźnego. Dotyczy to nie tylko tych starych ‒ nawet młode konie lub ze sławnymi przodkami nie mają żadnej gwarancji na świetlaną przyszłość.

Do tego kuce, jako niesprawdzone prezenty, ale i osły z wszelkich mini zoo. Praktycznie jest to pełne spektrum, cały zasięg ‒ wszędzie tam, gdzie są konie ‒ jest również wysoce prawdopodobne, że prędzej czy później zainteresuje się nimi handlarz. Czyściciel sumień ludzkich. Właściciel nie powie, że jego koń, wieloletni przyjaciel lub źródło zarobku, trafił na rzeź ‒ powie, że sprzedał. A co nowy właściciel zrobi, to już nie jest jego problem.

Każdy ocalony zwierz ma swoją historię i tożsamość. Ma różny bagaż doświadczeń, jednak zdecydowana większość unika kontaktu z człowiekiem i szuka wsparcia u swoich przyjaciół w stadzie.
Centaurus opiekuje się nie tylko końmi.
Podopieczni Fundacji Centaurus


Ile koni macie pod swoją opieką?

W sumie mamy na koncie ponad 1000 ocalonych końskich żyć na przestrzeni 12 lat.

Pod naszą bezpośrednią opieką, nie licząc koni, które przebywają w tzw. adopcjach realnych, przebywa 400 kopytnych. Warto tu dodać, że oprócz nich opiekujemy się stadem kóz, świnek maści i wieku różnistego (np. Zuzu, która zyskała swego czasu miano najmniejszej świnki w Polsce), kurami, gęsiami a nawet czterema lamami i jednym kaczorem. Nie licząc oczywiście psiaków i wylegującej się na sianie kociarni.

Ile kosztuje utrzymanie zwierząt?

Średni koszt utrzymania jednego konia (a także kuca czy osła) waha się od 300 zł do nawet 2000 zł miesięcznie. Wszystko zależy od stanu zdrowia danego zwierzęcia. Potrzebne są fundusze na leki, specjalistyczną paszę, owies, siano, słomę, suplementy dla staruszków, końskich astmatyków czy koni ze zwyrodnieniami. Można wymieniać potrzeby i końca nie będzie widać. Miesięcznie koszty to kwota ruchoma, zależna od potrzeb zwierzyńca.

Jesteście organizacją non-profit. Skąd bierzecie fundusze na działanie Fundacji?

Ponieważ nasi podopieczni to konie, które mają status zwierzęcia rzeźnego, nie możemy liczyć na dotacje. Takowe najbardziej przydałyby się do zakupu pożywienia i ściółki dla tak wielkiej ilości koni. Ale niestety, nie ma dofinansowań do owsa.

Otrzymujemy wsparcie przede wszystkim od osób prywatnych, firm, instytucji. Zawsze powtarzamy, że jesteśmy jedynie narzędziem w rękach Darczyńców, a w naszym słowniku nie ma określenia ‒ mała pomoc. Zależy nam także, aby okazać wdzięczność Sponsorom, bo to dzięki nim prowadzimy największy azyl dla ocalonych kopytnych w Europie. To ogromna odpowiedzialność, dlatego prowadzimy liczne projekty fundraisingowe, a każdy nasz apel jest kampanią informacyjną o losie koni w Polsce.

Koncentrujemy się na działaniach typu sklep charytatywny ‒ dobroczynny.pl i Eko Klub ‒ klubeko.pl. Dysponujemy pełnym wachlarzem różnych inicjatyw. Świąteczną jest ‒ listodrenifera.pl, a noworoczną ‒ kalendarze na 2019 w pełni naszego autorstwa. Tworzymy również kwartalnik Bądź Bio! dostępny w naszym sklepie dobroczynny.pl. Chcemy naszymi projektami pokazać, że można pomagać z uśmiechem i czerpać radość z nieograniczonego źródła jakim jest filantropia. Kluczowym dla naszych podopiecznych jest stałe wsparcie, więc mamy również program Adopcji Wirtualnych, gdzie można wybrać konkretnego konia lub osiołka i odbierać od nas najnowsze zdjęcia swojego ulubieńca.

Co zrobić, żeby coraz mniej zwierząt trafiało do Fundacji? Jakie zmiany w prawie albo może w ludzkiej mentalności są potrzebne?

Naszym marzeniem jest czas, w którym nie będziemy już potrzebni. Same zmiany w prawie, które przecież mają miejsce, to za mało. Równolegle powinna być wprowadzana zmiana w mentalności. Jednak musimy mieć świadomość, że to zmiany długotrwałe i pokoleniowe. Należy skupić się na najmłodszych i w ten sposób dotrzeć do dorosłych, którzy mają zakodowane takie, a nie inne traktowanie zwierząt „z dziada pradziada”. Przedmiotowość w traktowaniu naszych braci mniejszych jest naszym największym problemem.

Parafrazując „Małego Księcia” Antoine St. Exuperego ‒ bądźmy odpowiedzialni za tych, których oswoiliśmy. Dlatego prowadzimy też projekt edukacyjny ‒ „Edukowanie poprzez pomaganie”.

Przed nami wszystkimi jeszcze daleka droga. Ale jest nadzieja, ponieważ są widoczne zmiany w traktowaniu zwierząt. Nie są one spektakularne, jednakże to właśnie te małe kamyki są pierwszymi w lawinie ewolucji w podejściu ludzkości do reszty mieszkańców naszej planety.

Dziękuję za rozmowę


Pod opieką Fundacji znajduje się również świnka Halinka


Joanna Szubierajska, Ekologia.pl
Ocena (5.0) Oceń:

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy