Czym grozi wprowadzenie GMO w Polsce?

fot. dreamstimefot., dreamstime

 Według części naukowców podpisanie przez Bronisława Komorowskiego ustawy o nasiennictwie otworzy drogę do upraw roślin modyfikowanych genetycznie w Polsce. O tym, czym grozi wprowadzenie GMO, jakich konsekwencji możemy się spodziewać z emerytowanym profesorem Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, Stanisławem Wiąckowskim, rozmawia Joanna Szubierajska z Ekologia.pl



Joanna Szubierajska: Produkcja żywności ekologicznej w Polsce rośnie, jednak w głównej mierze jest one eksportowana na zachód. Zatem co jemy? W jakich produktach można głównie znaleźć GMO?

Prof. dr hab. inż. Stanisław Wiąckowski: Opierając się na opracowaniu Greenpeace są to przede wszystkim produkty z soją. My sprowadzamy bardzo dużo soi – parę milionów ton, rzekomo jako paszę. Jest ona wszechobecna. W parówkach, które mamy kupują dzieciom, nie ma mięsa, jest tylko soja. A nie sądzę, żeby była to inna soja niż ta genetycznie modyfikowana.

Jak kiedyś krowy pasły się wiosną, to jadły trawę, w związku z tym przyswajały z pokarmem kwasy tłuszczowe omega-3 – czyli ten najważniejszy i najzdrowszy kwas tłuszczowy. Natomiast teraz karmione są śrutą modyfikowanej soi lub kukurydzy, więc ta proporcja kwasów tłuszczowych, która kiedyś była 1:1 zmienia się w skrajnych przypadkach nawet na 1:50, czyli praktycznie kwasów omega-3 nie ma, a jest w zamian omega-6.

Jaki wpływ mają na nasze zdrowie kwasy omega-6?

Bardzo negatywny. Otóż przyczyniają się one do stanów zapalnych, a od stanów zapalnych zaczynają się zawsze najgroźniejsze schorzenia, takie jak choroby nowotworowe i choroby serca.

Czy można już zauważyć efekty wprowadzenia do naszego jadłospisu produktów zawierających organizmy modyfikowane genetycznie?

Takich badań nikt nie prowadzi. Medycyna jest posłuszna i bardzo uprzejma w stosunku do farmacji, z której zresztą efektów też częściowo żyje. Nie angażuje się kompletnie. Jest bardzo wiele książek na ten temat, m. in. „Nasiona kłamstwa”, którą napisał Jeffrey M. Smith.

Czyli jesteśmy królikami doświadczalnymi?


Oczywiście, jesteśmy klasycznymi królikami doświadczalnymi.

Czy istnieje taka możliwość, że koncerny biotechnologiczne blokują niezależne badania nad uprawami GMO?

Nie tylko blokują, ale zwalczają wszelkimi możliwymi sposobami. Nawet czasami kupują analizy od pracowników naukowych, którzy napiszą, że GMO jest świetne.

Skoro Światowa Organizacja Zdrowia dopuściła żywność genetycznie modyfijkowaną do spożycia, znaczy to, że taka żywność powinna być bezpieczna dla naszego zdrowia.

Właściciele wielkiego przemysłu rządzą światem m. in. Światową Organizacją Zdrowia (WHO - World Health Organization). Większość członków rządów Stanów
Naiwnie nie wierzymy, że jest jakiś światowy układ, który pragnie ograniczyć liczbę ludzi na świecie.
Zjednoczonych należy do takich organizacji, które istnieją już od 53 lat. My jeszcze wciąż naiwnie nie wierzymy, że jest jakiś światowy układ, który pragnie ograniczyć liczbę ludzi na świecie, bo jest nas za dużo. Między innymi GMO temu sprzyja, dlatego, że uderza w rozrodczość.

„Globalna walka z głodem” – koncerny biotechnologiczne często powołują się na ten argument.

Tu jest ogromna manipulacja. Przede wszystkim mówi się, że zginiemy z głodu na świecie, a równocześnie likwiduje się rolnictwo indywidualne. W zamian wprowadza się rolnictwo wielkoprzemysłowe, którego właścicielami są panowie, którzy będą uprawiali głównie genetycznie modyfikowane rośliny. To jest potworne zagrożenie. Dali się na to nabrać rolnicy indyjscy – skuszeni obietnicami zaczęli uprawiać rośliny genetycznie modyfikowane. Okazało się, że w warunkach indyjskich plony nie dawały takich samych efektów, a tym samym takich samych plonów i zysków, więc ludzie się zadłużali – w wyniku tego mamy w tej chwili ćwierć miliona samobójstw. Czy to nie jest dostateczna wykładnia?

A co z ochroną roślin? Sposób, który stosuje biotechnologia, wykorzystuje totalny pestycyd Roundup. Czy to jest dobre rozwiązanie?

Roundup niszczy wszystkie organizmy, a pozostawia tylko roślinę, która jest celem produkcji. Likwiduje w ten sposób także pożyteczne organizmy, w tym pszczoły. Kto wymyśla takie rzeczy? Finansiści, ludzie, którzy chcą zarabiać. Pracowałem kilkadziesiąt lat nad ochroną roślin i wiem, że każda roślina przemysłowa ma nie jednego szkodnika, ale ma ich kilkadziesiąt, a co najmniej kilkanaście, które ze sobą rywalizują. Jeżeli się jednego zniszczy, to natychmiast przejmuje jego miejsce inny szkodnik. Zwalczanie jednego problemu to jest po prostu głupota. Trzeba mieć cały system, który w sposób selektywny oddziałuje na szkodniki, niszczy najgroźniejsze z nich, a selektywnie działa na naszych sojuszników (oszczędza ich). Przecież mamy mnóstwo sojuszników roślin. Ja na przykład uzyskałem poprawę stanu zagrożenia 30 hektarowego sadu śliwowego, który w 90 proc. był robaczywy. Zamiast chemicznych środków ochrony roślin wprowadziłem owadypasożyty jaj – w jednym gramie było 80 tysięcy sztuk. I zmniejszyłem to porażenie do 1 procentu z tych 80. To jest właściwa metoda, bo jest bezpieczne i nie zagraża człowiekowi.

Głosami PO i PSL Sejm przyjął nową Ustawę o Nasiennictwie. Co się stanie jeżeli Polska otworzy drzwi na GMO?

Grozi nam, prędzej czy później, zagłada polskiego rolnictwa. Tak jak w Indiach będzie się wypierało rolników tradycyjnych, będzie się im obiecywało fantastyczne rzeczy, oni wezmą z banku kredyt, by odbić się od dna. Ponieważ te obietnice były tylko pułapką,
Bardzo niebezpieczna jest niewiedza posłów, więc trzeba o tym pamiętać przy najbliższych wyborach.
inwestycja się nie powiodła, a kredyt trzeba było spłacać. Tylko z czego? Wtedy banki przejmują gospodarstwo, potem ktoś je wykupuje i przekształca na gospodarstwo jakie chce koncern. A nam się podyktuje co mamy jeść. To uderza we wszystkich, bo nie tylko w rolników, ale i w konsumentów. Nasz rząd jest rządem UE, który Polskę kolonizuje, zwłaszcza Tusk. Posłowie PSL głosują za GMO, a pan Kłopotek najgłośniej krzyczy, a guzik kompletnie wie na ten temat. Rozdałem część swoich książek posłom i senatorom, by wreszcie coś do tych pustych głów weszło, bo jak decydują o czymś to muszą coś wiedzieć, a nie patrzeć jak lider podnosi rękę. Byłem posłem, więc wiem jak to się dzieje. Bardzo niebezpieczna jest niewiedza posłów, więc trzeba o tym pamiętać przy najbliższych wyborach.

Dziękuję za rozmowę


Prof. dr hab. inż. Stanisław Wiąckowski
Emerytowany profesor Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Do niedawna kierownik Katedry Ekologii i Ochrony Środowiska na Uniwersytecie im Jana Kochanowskiego w Kielcach. W 10 kadencji Sejmu był posłem i przewodniczącym Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Był również członkiem Komisji Zdrowia i Łączności z Polonią. Od 26 lat posiada stopień profesora zwyczajnego nauk przyrodniczych i dorobek około 550 publikacji oraz ponad 40 książek.





Moim zdaniem
Czy masz świadomość, że w Twojej żywności może znajdować się GMO?
Ocena (3.7) Oceń:
Pasaż zakupowy