Urynoterapia - właściwości, działanie i zastosowanie urynoterapii

Niewiele spośród alternatywnych metod leczenia jest tak kontrowersyjnych jak urynoterapia. Mocz u większości ludzi wywołuje bowiem negatywne skojarzenia – pomysł, aby go pić może wydawać się wręcz niesmaczny. A jednak, jak zapewniają zwolennicy, urynoterapia ma za sobą setki lat tradycji i leczniczych sukcesów.



Urynoterapia to picie własnego moczu w celach zdrowotnych. Źródło: shutterstockUrynoterapia to picie własnego moczu w celach zdrowotnych. Źródło: shutterstock
  1. Historia urynoterapii
  2. Wskazania do urynoterapii
  3. Słynne przypadki urynoterapii
  4. Jak przeprowadza się urynoterapię
  5. Czy urynoterapia jest skuteczna?
  6. Czy urynoterapia może szkodzić?
  7. Czy warto wypróbować urynoterapię?
Urynoterapia to nie tylko picie własnego moczu, ale również wykorzystywanie go do masażu skóry czy dziąseł. Przypomnijmy, że mocz z naukowego punktu widzenia, jest fizjologiczną wydzieliną produkowaną przez nerki i składającą się z wody (95%), soli chloru, sodu i potasu, kwasów, kreatyniny oraz mocznika. U zdrowego człowieka, nie cierpiącego na infekcje dróg moczowych, jest to początkowo płyn sterylny, który jednak ulega zanieczyszczeniu przy wydalaniu wskutek stałej obecności bakterii w cewce moczowej.

Wygląd i zapach moczu mogą wskazywać na zmiany zachodzące w organizmie, m.in. odwodnienie, kwasicę ketonową czy cukrzycę. W badaniach laboratoryjnych oznacza się zazwyczaj również pH moczu, jego przejrzystość, gęstość, a także ewentualną obecność krwinek czy białka. Prawidłowy, świeży mocz ma delikatną woń, kolor słomkowy do żółtego, pH ok. 6 i gęstość w przedziale 0.001 to 0.035.

Historia urynoterapii


Mocz fascynował człowieka od zarania naszych czasów. Źródła historyczne wskazują, że pojawiał się kontekście religijnym, ezoterycznym, a także diagnostycznym. Już starożytni Chińczycy opracowali najprostszy test na cukrzycę, który polegał na rozlewaniu moczu na ziemi i obserwacji, czy skusi on mrówki swoją słodyczą. Egipcjanie w ten sam sposób, ale z gorszym rezultatami, próbowali testować ciążę – za wynik pozytywny określano sytuację, kiedy nasionko rośliny podlane moczem kobiety wykiełkowało.

Korzeni samej urynoterapii szukać należy w starożytnych hinduskich praktykach liczących sobie nawet 5 tysięcy lat. Rytuał konsumowania moczu nosił wówczas nazwę Shivambu i został zaanektowany przez medycynę ajurwedyjską. Także greccy i rzymscy lekarze byli pozytywnie nastawieni do idei wykorzystania własnych płynów fizjologicznych do wspomagania regeneracji ciała – Galen i Pliniusz Starszy polecali obmywać moczem oparzenia i stany zapalne skóry. Podobne praktyki przetrwały i w średniowieczu. Renesansowy niemiecki biolog Burk sugerował, że na raka skóry pomaga wyleczyć mocz ludzi, którzy jedli wcześniej kapustę, zaś w Japonii w XIV w. urynoterapią leczono nadciśnienie, cukrzycę i astmę.

Największy przełom w urynoterapii nastąpił jednak dopiero w XX w., kiedy to brytyjski naturopata, John W. Armstrong, połączył praktyki stosowane od pokoleń w jego rodzinie z cytatami z Biblii („Pij wodę z własnej cysterny, tę, która płynie z twej studni”). Armstrong sam ponoć w chorobie poddał się 45-dniowej głodówce, w czasie której pił tylko wodę i własny mocz, a następnie zaczął leczyć urynoterapią rzesze własnych pacjentów. Książka Armstronga „Woda Życia” do dnia dzisiejszego ma sporą grupę fanów na całym świecie.

Wskazania do urynoterapii


Gdyby historycznie wymienić wszystkie dolegliwości, na które mocz miałby być lekarstwem, okazałoby się, że nie ma problemu, którego urynoterapia nie rozwiąże. Zdaniem zwolenników właściwości zdrowotne moczu wynikają z jego składu – mocznik ma właściwości moczopędne, zaś oprócz niego faktycznie znaleźć można śladowe ilości witamin, minerałów, enzymów i przeciwciał.

W ludowej medycynie istnieje przekonanie, że przykładanie kompresów z moczu łagodzi dolegliwości bólowe i obrzęk w przypadku ugryzień i ukąszeń owadów, meduz i trujących ryb, jak również poparzeń słonecznych i ran ciętych. Na Półwyspie Arabskim sprzedaje się nawet butelkowany mocz wielbłądów jako wszechstronny lek. Ponadto urynoterapia w różnych źródłach polecana jest jako środek zaradczy na alergie, trądzik, klasyczne infekcje, choroby serca, rany, zatkany nos, migreny, niestrawność, a także wysypki i różne stany zapalne skóry.

Z bardziej współczesnych doniesień urynoterapia promowana jest jako sposób na walkę z rakiem. Można spotkać się pseudo-naukowymi studiami rzekomo dokumentującymi przypadki wyleczenia nowotworu jajników, pęcherze moczowego, a nawet metastaz raka piersi. W badaniach na myszach z rozwiniętym rakiem skóry udowodniono, że wstrzykiwanie im pod skórę moczu redukowało wielkość guzów, choć nie przyczyniało się wcale do zwiększenia oczekiwanej długości życia.

Sama idea moczu jako leku na nowotwór polega na teorii, że mocz pacjentów onkologicznych zawiera określone białka będące antygenami danego raka, a po spożyciu wywołuje w organizmie reakcję obronną, która ma prowadzić do zniszczenia nowotworu. Choć pierwsza część tej tezy wydaje się prawdziwa, wpływ owych antygenów na organizm jest już szeroko podważany.
Mocz może mieć różną barwę, zapach, gęstość i poziom kwaśności. Źródło: shutterstock

Słynne przypadki urynoterapii


Wbrew pozorom i zdrowemu rozsądkowi, pomysł na picie moczu nie ogranicza się do dawnych rytuałów i miłośników książki Armstronga. W Nigerii do dnia dzisiejszego urynoterapia jest popularnym domowym środkiem leczniczym na wiele różnych dolegliwości, zaś w latach 70-tych była w Indiach promowana w telewizji jako tani i ogólnodostępny lek dla mas.

Także niektórzy celebryci głośno afiszowali się ze swoimi pozytywnymi doświadczeniami z urynoterapią. Brytyjska aktorka Sarah Miller ponoć przez 30 lat piła własny mocz dwa razy dziennie. W wywiadach twierdziła, że rozwiązało to u niej problem chronicznego zapalenia zatok oraz szeregu nasilonych alergii. Były amerykański bejsbolista Moisés Alou utrzymywał z kolei, że mocz utrzymywał w dobrej kondycji jego dłonie, obciążone ciągłym trzymaniem kija w dłoniach. Bokser Juan Manuel Márquez publicznie twierdził zaś, że picie moczu poprawia jego kondycję i wytrzymałość w czasie intensywnych treningów.

Jak przeprowadza się urynoterapię


Armstrong jako prekursor urynoterapii polecał wszystkim swoim pacjentom, nawet tym w finalnych fazach śmiertelnych chorób, powstrzymywanie się od jakichkolwiek pokarmów i napojów i przez kilka tygodni picie wyłącznie swojego moczu oraz wmasowywanie go we skórę kilka razy dziennie.

Klasyczna współczesna urynoterapia przeprowadzona jest zwykle pod kontrolą lekarza medycyny naturalnej bądź znachora. Pacjent zostaje poinstruowany jak często i jakie ilości moczu spożywać, a także w jakiej formie. I tak na przykład we wspomnianych wyżej eksperymentalnych próbach leczenia raka jajników terapia polegała na piciu 5 razy dziennie 15-30 ml własnego filtrowanego moczu. W bardziej drastycznym przypadku przedstawionym w jednym z reality show uczestniczka w ramach terapii raka nie tylko piła mocz, ale także stosowała go do płukania zatok i spojówek, wcierania w skórę oraz szczotkowania zębów
Diagram podsumowujący skuteczność urynoterapii; opracowanie własne

Czy urynoterapia jest skuteczna?


Mimo gorących proklamacji i życzeniowych teorii, na dzień dzisiejszy nie ma żadnych naukowych dowodów na to, aby urynoterapia przynosiła jakiekolwiek korzyści zdrowotne. Owszem sam mocznik posiada właściwości lecznicze, a konkretnie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne. Wyizolowany jako substancja jest dziś popularnym składnikiem wielu maści i kremów.

Czy urynoterapia może szkodzić?


Jak już wyżej wspomniano, w przeciwieństwie do zapewnień zwolenników urynoterapii, mocz nie jest sterylny. Owszem, u zdrowego człowieka nie można w nim znaleźć drobnoustrojów wywołujących zakażenia dróg moczowych, ale znajduje się w nim nawet trzydzieści różnych szczepów bakterii (Hilt, 2014) łącznie z Enteroccocus faecalis, Staphylococcus aureus oraz Staphylococcus epidermis. Podkreśla się, że niektóre z nich mogą być szkodliwe dla zdrowia ludzkiego, o ile byłyby konsumowane w większych ilościach.

Ponadto, naukowcy podkreślają fakt, że mocz, jako produkt wydalany przez ciało, zawierać może spore ilości toksyn oraz resztek leków odfiltrowanych przez nerki z krwi. Zostały one wydalone z organizmu umyślnie, a ponowna ich konsumpcja niepotrzebnie obciąża nerki. Picie moczu innej osoby może w tym kontekście więc być nawet szkodliwe, zwłaszcza, jeśli przyjmuje ona substancje nieobojętne dla zdrowia.
Maście z mocznikiem (składnikiem moczu) polecane są przez dermatologów jako lek na popękaną skórę. Źródło: shutterstock

Czy warto wypróbować urynoterapię?


Można wyobrazić sobie rzadkie sytuacje, w których mocz jest jedyną czystą cieczą w zasięgu ręki i jako taki może skutecznie posłużyć do przemycia świeżej rany. Przy absolutnym braku płynów do picia byłby to również racjonalny sposób na tymczasową ochronę przed odwodnieniem.
Leczenie raka czy innych poważnych chorób za pomocą urynoterapii jest w świetle współczesnego stanu wiedzy jednak nieracjonalne, a wręcz groźne, jeśli zaniechamy przy tym klasycznej terapii. Owszem jednak, miłośnicy naturalnych lub ekscentrycznych technik uzdrawiających mogą prawdopodobnie bez negatywnych konsekwencji konsumować małe ilości własnego moczu – efekt placebo jest wszak poważną bronią psychosomatyki. Należy jednak liczyć się z faktem, że intensywna urynoterapia w dłuższym okresie czasu może obrócić się przeciwko nam!
Ekologia.pl (Agata Pavlinec)

Bibliografia

  1. Loeffler Jutta M; “The Golden Fountain - Is urine the miracle drug no one told you about?”; ncbi.nlm.nih.gov; 2020-11-18
  2. Ashok D.B. Vaidya; “Urine therapy in Ayurveda: Ancient insights to modern discoveries for cancer regression ”; ncbi.nlm.nih.gov;
  3. Corinne O'Keefe Osborn; “What Are the Risks and Benefits of Drinking Urine?”; healthline.com; 2020-11-18
  4. Melissa Conrad Stöppler; “Urine Therapy”; medicinenet.com; 2020-11-18
  5. Vincenzo Savica i in.; “Urine therapy through centuries”; researchgate.net; 2020-11-18
  6. Winchester Hospital; “True or False: It’s Safe to Drink Your Urine”; winchesterhospital.org; 2020-11-18
Ocena (3.9) Oceń: