Elon Musk usuwa „zrównoważenie” z misji Tesli. Co to oznacza?
Ekologia.pl Bez kategorii Elon Musk usuwa „zrównoważenie” z misji Tesli. Co to oznacza?

Elon Musk usuwa „zrównoważenie” z misji Tesli. Co to oznacza?

„Przyszłość będzie niesamowita” – ogłosił Elon Musk w Wigilię, publikując na platformie X informację, że zmienia sformułowanie misji Tesli. Zamiast dotychczasowej „zrównoważonej obfitości” firma ma teraz dążyć do „niesamowitej obfitości”. Powód? Nowe hasło jest, jak stwierdził miliarder, „bardziej radosne”.

To pozornie drobna korekta językowa. W rzeczywistości jednak kolejny sygnał głębszego przesunięcia ideologicznego – odejścia Muska od narracji klimatycznej, którą jeszcze kilka lat temu sam współtworzył.

Zmiana dotyczy dokumentu określanego jako Master Plan Part 4, opublikowanego przez Teslę na początku roku. W tekście tym pojęcie „zrównoważonej obfitości” pojawia się wielokrotnie, ale… nigdy nie zostaje jasno zdefiniowane. Najbliżej definicji jest fragment mówiący o: łączeniu zdolności produkcyjnych z autonomią i nowymi technologiami w celu przyspieszenia globalnego dobrobytu i rozwoju ludzkości.

To opis na tyle ogólny, że właściwie pozbawiony treści operacyjnej. Nic dziwnego, że dokument spotkał się z krytyką – również ze strony zwolenników Tesli. Inwestor i youtuber Dave Lee napisał wprost, że „prawdziwy plan generalny powinien zawierać więcej szczegółów”. Musk odpowiedział, że je doda.

Zamiast tego… wykreślił słowo „zrównoważony”.

Trudno uznać, by zastąpienie niejasnego pojęcia innym, jeszcze bardziej pustym („niesamowity”) było krokiem w stronę większej przejrzystości. To raczej retoryczna ucieczka: skoro nie potrafimy zdefiniować, czym jest zrównoważenie, po prostu przestańmy o nim mówić.

Problem polega na tym, że Musk nie zawsze tak mówił. W 2017 roku zrezygnował z doradzania administracji Donalda Trumpa po decyzji o wycofaniu USA z Porozumienia Paryskiego. Wprost stwierdził wtedy, że zmiany klimatu są realne i że odejście od globalnej współpracy „nie jest dobre ani dla Ameryki, ani dla świata”.

W tym samym roku w rozmowie z Rolling Stone mówił jeszcze mocniej: „Zmiany klimatu są największym zagrożeniem, przed jakim stoi ludzkość w tym stuleciu – z wyjątkiem sztucznej inteligencji”.

Rok później przedstawiał Teslę jako projekt niemal misyjny, twierdząc, że firma „nie może upaść”, ponieważ jej podstawowym celem jest przyspieszenie przejścia na zrównoważony transport i energetykę. To był spójny przekaz: technologia jako narzędzie walki z kryzysem klimatycznym.

Dziś ten wątek niemal zniknął.

W ostatnich latach Musk coraz częściej bagatelizuje problem globalnego ocieplenia. Twierdzi, że „nie musimy się spieszyć” z reakcją oraz że realne zagrożenie dla ludzi pojawi się dopiero przy stężeniu CO₂ rzędu 1000 ppm, kiedy – jak mówi – zaczęłyby występować bóle głowy i nudności.

To twierdzenie jest nie tylko redukcjonistyczne, ale zwyczajnie mylące.

Po pierwsze: skutki zmian klimatu nie zaczynają się w momencie fizjologicznego zatrucia CO₂. Już dziś – przy ok. 420 ppm – obserwujemy wzrost liczby ekstremalnych zjawisk pogodowych, susze, fale upałów, powodzie i migracje klimatyczne. Giną ludzie, a miliony tracą domy i źródła utrzymania.

Po drugie: ostatni raz, gdy stężenie CO₂ zbliżało się do 1000 ppm, był to eocen – około 50 milionów lat temu. Zgodnie z danymi m.in. Royal Society średnia temperatura Ziemi była wtedy o ok. 10°C wyższa niż obecnie, niemal nie istniał lód na biegunach, a poziom mórz był co najmniej 60 metrów wyższy.

To nie jest warunek „dyskomfortu”. To świat fundamentalnie niekompatybilny z dzisiejszą cywilizacją.

Coraz wyraźniej widać, że centrum narracji Muska przesunęło się z transformacji energetycznej na sztuczną inteligencję. To AI ma być dziś „największym wyzwaniem” i jednocześnie największą szansą. Klimat zostaje zredukowany do problemu odłożonego na później.

W tym kontekście porzucenie słowa „zrównoważony” nie wygląda na przypadek stylistyczny, lecz na symboliczny gest: zerwanie z odpowiedzialnością, którą to pojęcie implikuje. „Niesamowitość” niczego nie zobowiązuje. Nie wymaga mierników, harmonogramów ani odpowiedzialności za skutki uboczne.

Najbardziej ironiczne w tej zmianie jest to, że Tesla nadal funkcjonuje jako firma, której wizerunek opiera się na ekologicznej rewolucji. Elektryczne samochody, magazyny energii, panele słoneczne – wszystko to miało być elementem większej układanki prowadzącej do stabilniejszej przyszłości.

Tymczasem narracja przesuwa się w stronę marketingowego sloganu, który można interpretować dowolnie. Jeśli przyszłość okaże się chaotyczna, gorętsza, bardziej nierówna i mniej bezpieczna – zawsze będzie można powiedzieć, że nikt nie obiecywał, iż będzie „zrównoważona”. Jedynie „niesamowita”.

Brzmi to jak retoryczna furtka bezpieczeństwa dla miliardera, który coraz rzadziej chce być rozliczany z wcześniejszych deklaracji.


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

Oceń artykuł
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments