Chiny budują tajemniczy system hydroenergetyczny w Himalajach – nie chodzi tylko o wodę
Ekologia.pl Środowisko Chiny budują tajemniczy system hydroenergetyczny w Himalajach – nie chodzi tylko o wodę

Chiny budują tajemniczy system hydroenergetyczny w Himalajach – nie chodzi tylko o wodę

Głęboko w Himalajach, z dala od metropolii i głównych centrów przemysłowych Chin, powstaje projekt, który może odmienić energetyczny krajobraz Azji – lub stać się jednym z najbardziej kontrowersyjnych przedsięwzięć infrastrukturalnych XXI wieku. Pekin rozpoczął budowę systemu hydroenergetycznego na tybetańskiej rzece Yarlung Tsangpo. Choć oficjalne przekazy podkreślają „zieloną transformację” i korzyści dla klimatu, projekt wciąż spowija mgła tajemnicy.

Chiny budują megazaporę w Himalajach – stawka jest większa niż woda

Fot. chuyu2014/envato
Spis treści

Energetyczny gigant o niejasnych granicach

Szacowany na 168 mld dolarów system ma generować więcej energii elektrycznej niż jakikolwiek inny na świecie. Ma być czterokrotnie większy niż poprzedni flagowy chiński projekt hydroenergetyczny, Zapora Trzech Przełomów, która przecina rzekę Jangcy w środkowych Chinach. Klucz tkwi w wyjątkowej geologii: w miejscu tzw. Wielkiego Zakola rzeka wykonuje gwałtowny skręt i traci około 2000 metrów wysokości na dystansie zaledwie 50 km. To potencjał, którego dotąd nikt nie próbował wykorzystać na taką skalę.

Według analiz niezależnych badaczy, projekt może obejmować pięć kaskadowych elektrowni, rozległy system tuneli i kilka tam oraz zbiorników wodnych ciągnących się na około 150 km. Problem w tym, że Chiny oficjalnie ujawniły jedynie szczątkowe informacje. Eksperci powtarzają, że w obecnym stanie wiedzy nie da się rzetelnie ocenić ani skali systemu, ani jego skutków ekologicznych i społecznych.

Strategia Pekinu: energia, bezpieczeństwo i kontrola

Władze przedstawiają projekt jako krok w stronę czystej energii i sposób na ograniczenie emisji CO₂. Jednocześnie trudno pominąć fakt, że inwestycja powstaje w kluczowym regionie geopolitycznym: Tybet od dekad jest obszarem strategicznym dla Pekinu, zarówno ze względu na granicę z Indiami, jak i obecność mniejszości etnicznych.

Budowa hydroelektrowni Motuo ma w tym kontekście także wymiar historyczny – kontynuację chińskiej tradycji kontrolowania rzek jako fundamentu władzy państwowej i rozwoju cywilizacyjnego. Energia wodna, oprócz utrzymania lokalnej populacji, wzmacnia samowystarczalność kraju i umożliwia produkcję taniej energii elektrycznej na potrzeby przemysłu i nowych technologii.

Wypowiedzi chińskich urzędników z ostatnich lat sugerują, że cele energetyczne to tylko część układanki. Hydroelektrownia ma zwiększyć bezpieczeństwo wodne i terytorialne kraju – a jednocześnie umocnić faktyczną kontrolę nad Tybetem. Z perspektywy Delhi projekt budzi obawy: indyjskie media określają go nawet mianem „bomby wodnej”, która w razie napięć mogłaby stać się narzędziem nacisku. Tama będzie bowiem zlokalizowana w dolnym biegu rzeki Yarlung Zangbo, na wschodnim krańcu Wyżyny Tybetańskiej. Jest ona połączona z rzeką Brahmaputra, która wpływa do indyjskiego stanu granicznego Arunachal Pradesh, a także do Bangladeszu. Jest ważnym źródłem wody dla Bangladeszu i Indii. Jednocześnie tama daje Pekinowi potencjalnie potężne narzędzie geopolityczne w kontaktach z rządem Indii. Lokalizacja tamy oznacza, że ​​Pekin może ograniczyć dostawy wody do Indii.

Wyjątkowe środowisko pod presją

Wielkie Zakole to jedno z najbardziej spektakularnych miejsc na Ziemi – połączenie stromych kanionów, lasów deszczowych i gór o wysokości zbliżonej do Himalajskich ośmiotysięczników. To habitat tygrysa bengalskiego, pandy rudej, pantery mglistej i wielu endemicznych gatunków. Równocześnie to obszar sejsmicznie aktywny, podatny na osuwiska i powodzie związane z topniejącymi lodowcami.

Budowa megaprojektu w takim miejscu automatycznie rodzi pytania o wpływ na bioróżnorodność i stabilność geologiczną. Chińscy naukowcy sami apelowali w prestiżowych czasopismach o szczegółowe badania środowiskowe – lecz ich wyniki nie zostały upublicznione. Oficjalne zapewnienia o „zaawansowanych systemach monitoringu” pozostają więc nieweryfikowalne.

Ludzie w cieniu wielkiej inwestycji

W regionie żyją m.in. Monpa i Lhoba – niewielkie etniczne grupy z unikatową kulturą i tradycjami. Lokalne władze potwierdzają, że przesiedlenia już trwają, a mieszkańców przewozi się do nowych osiedli wraz z obiektami religijnymi, aby „zachować ciągłość kulturową”. Trudno jednak ocenić, na ile przeprowadzki są dobrowolne i jak głęboko zmienią codzienne życie społeczności, które z naturą były splecione od pokoleń. W mediach społecznościowych pojawiają się nagrania przedstawiające całe kolumny ciężarówek i autobusów transportujących ludzi w stronę granicy chińsko-indyjskiej. Relacje są mieszane – od ostrożnego optymizmu po poczucie straty i zagubienia.

Wąwóz Yarlung Tsangpo

Potężna rzeka widoczna na zdjęciu nosi nazwę Yarlung Tsangpo, przepływając przez Tybetański Region Autonomiczny Chin, a następnie Dikrong, gdy przepływa przez indyjski stan Arunachal Pradesh. Dalej w dół rzeka rozszerza się i przechodzi w Brahmaputrę. Jej wody ostatecznie wpadają do Zatoki Bengalskiej. Źródło: Bởi NASA – http://photojournal.jpl.nasa.gov/catalog/PIA03708, Phạm vi công cộng, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4229722

Technologiczna ambicja kontra realne ryzyko

Chiny mają długą historię budowy wielkich zapór, często okupioną kosztami środowiskowymi i społecznymi. Tym razem gra toczy się na poziomie wyjątkowo wysokim: teren jest niestabilny, trudno dostępny i geopolitycznie wrażliwy. Inżynierowie deklarują pełne przygotowanie, ale nigdy wcześniej nie testowano podobnych technologii w tak ekstremalnych warunkach.

Krytycy podkreślają, że kombinacja aktywnych uskoków, zmiany klimatu i skali ingerencji w krajobraz stwarza ryzyko, którego nie da się całkowicie wyeliminować. A ewentualne konsekwencje błędów – od lokalnych katastrof, po wpływ na przepływ w dół rzeki – mogą sięgać Indii i Bangladeszu, gdzie setki milionów ludzi zależy od stabilności tego systemu rzecznego.

Między innowacją a tajemnicą

Pekin przekonuje, że projekt jest przejrzysty i konsultowany z krajami niżej położonymi w dorzeczu. Jednocześnie na miejscu wprowadzono ograniczenia w dostępie do dróg, wzmożono kontrolę, a dokumentacja techniczna pozostaje w dużej mierze niedostępna dla opinii publicznej.

Nie sposób więc ocenić, czy mówimy o przełomie na miarę epoki, czy o przedsięwzięciu, którego skala może przerosnąć nawet chińskie możliwości. Pewne jest jedno: w Himalajach powstaje konstrukcja, która wpłynie na relacje międzynarodowe, lokalne społeczności, środowisko naturalne i całą przyszłą architekturę energetyczną Azji. Dopóki jednak szczegóły pozostają tajne, reszta świata może jedynie zgadywać, czy przewaga Chin będzie zbudowana na zrównoważonym rozwoju – czy na ryzykownej grze, której stawką jest woda, energia i władza.


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

Bibliografia
  1. https://theconversation.com/by-building-the-worlds-biggest-dam-china-hopes-to-control-more-than-just-its-water-supply-261984;
  2. https://www.ourchinastory.com/en/15283/Behind-world%27s-largest-hydropower-project:-How-abundant-are-Yarlung-Zangpo-River%27s-water-resources?;
  3. https://edition.cnn.com/2025/12/17/china/china-largest-hydropower-dam-intl-hnk-dst;
5/5 - (1 vote)
Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments

Przeciwż to niesie ryko katastrofalnej powodzi. Awaria lub zniszczenie tamy (np. w wyniku trzęsienia ziemi, sabotażu, wojny) mogłaby spowodować gigantyczną falę powodziową