Era, w której pies był żywym dzwonkiem, dawno minęła. Wywiad z posłanką Małgorzatą Tracz - Ekologia.pl
Ekologia.pl Środowisko Era, w której pies był żywym dzwonkiem, dawno minęła. Wywiad z posłanką Małgorzatą Tracz

Era, w której pies był żywym dzwonkiem, dawno minęła. Wywiad z posłanką Małgorzatą Tracz

„Zakaz trzymania psów na łańcuchach to nie kwestia wyboru, lecz odpowiedzialności” – podkreśla posłanka Małgorzata Tracz. Od lat zaangażowana w ochronę zwierząt, w wywiadzie dla Ekologia.pl opowiada o kulisach legislacyjnego sukcesu, wieloletnich przeszkodach i tym, jak zmienia się podejście do dobrostanu zwierząt w Polsce.

Małgorzata Tracz - posłanka IX i X kadencji z Wrocławia, członkini Stowarzyszenia Naprzód! i Koalicji Obywatelskiej. Przewodnicząca Podkomisji ds. Dobrostanu Zwierząt Gospodarskich, autorka ustawy o zakazie hodowli zwierząt na futra.

Małgorzata Tracz – posłanka IX i X kadencji z Wrocławia, członkini Stowarzyszenia Naprzód! i Koalicji Obywatelskiej. Przewodnicząca Podkomisji ds. Dobrostanu Zwierząt Gospodarskich, autorka ustawy o zakazie hodowli zwierząt na futra.

Joanna Szubierajska: Rok 2025 rzeczywiście przyniósł przełom w ochronie zwierząt. Jednym z najważniejszych wydarzeń był zakaz hodowli zwierząt na futra. Dlaczego właśnie ten temat okazał się możliwy do „domknięcia” po tylu latach politycznych porażek?

Małgorzata Tracz: Uważam, że to jest sukces wszystkich osób, które przez 30 lat walczyły o zakaz hodowli zwierząt na futra. Ja włączyłam się w to aktywnie 10 lat temu, podczas pierwszej kampanii wyborczej do Sejmu w 2015 roku. Wtedy do Sejmu nie weszłam, bo Zjednoczona Lewica nie przekroczyła koalicyjnego progu wyborczego, ale ten temat pozostał dla mnie bardzo ważny. Uczestniczyłam w protestach, byłam w kontakcie z organizacjami takimi jak Otwarte Klatki czy Fundacja Viva!.

Zakaz hodowli zwierząt na futra obiecałam także w kampanii w 2019 roku. Wtedy do Sejmu weszłam, ale byliśmy w opozycji. Po „Piątce dla zwierząt”, w której znajdowały się również zapisy dotyczące futer, ustawa utknęła i nie wróciła z Sejmu do Senatu. Wtedy spróbowałam jeszcze raz wprowadzić ten zakaz – złożyłam projekt ustawy przygotowany wspólnie z mecenas Andżeliką Kimbort-Stępniak oraz Maciejem Słobodzianem. Projekt wraz z uzasadnieniem został napisany przez bardzo wiele osób z Fundacji Viva! i Fundacji Otwarte Klatki. Złożyliśmy go w 2022 roku, ale marszałek Witek, która wtedy zarządzała Sejmem, zdecydowała, że nie będzie on procedowany – nie nadała mu nawet numeru druku.

Z racji tego, że był to dla mnie najważniejszy temat, złożyłam projekt ponownie po wygranych przez partie demokratyczne wyborach w 2023 roku. Projekt zaktualizowaliśmy i złożyliśmy w czerwcu 2024 roku. Następnie został on skierowany do Nadzwyczajnej Komisji ds. Ochrony Zwierząt, gdzie był procedowany. Oczywiście był to długi proces – dużo rozmów, prac komisji, także tych mniej oficjalnych – ale udało nam się wypracować takie założenia, by projekt znalazł szerokie poparcie. Co ważne, uzyskał on również poparcie Prezydenta, co było kluczowe.

Poparcie społeczne dla zakazu było wysokie od lat. Co realnie blokowało tę ustawę na poziomie politycznym – interesy branży, brak danych czy brak woli politycznej?

Małgorzata Tracz: To była już siódma próba. Wcześniej pojawiały się projekty poselskie, które miały to regulować, ale narracja branży hodowlanej była wtedy zbyt silna. Nie zawsze podawano rzetelne dane – często mówiono, że branża zatrudnia kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy osób, że bez zwierząt futerkowych wzrośnie cena mięsa. Przez lata przedstawiano bardzo wiele mitów.

To było jednym z powodów fiaska „Piątki dla zwierząt”. My jednak podeszliśmy do sprawy bardzo poważnie. Nawet jeśli sam projekt był krótki – miał zaledwie trzy strony – zawierał dobrze przemyślane rozwiązania, takie jak system degresywny odszkodowań. Uzasadnienie natomiast liczyło ponad 90 stron. Chcieliśmy rozbroić wszystkie mity powtarzane przez hodowców.

Pisałam do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, by dowiedzieć się, ile osób faktycznie jest zatrudnionych w branży. Pisałam do Głównego Lekarza Weterynarii o najnowsze dane dotyczące liczby ferm oraz o to, jakie uboczne produkty pochodzenia zwierzęcego są utylizowane przez zwierzęta futerkowe. Chodzi o mięso nienadające się do spożycia przez ludzi, będące głównie produktem ubocznym produkcji drobiu, wołowiny czy wieprzowiny.

Zgromadziliśmy ogrom rzetelnych danych, które jasno pokazały, że to, co przez lata mówiła branża – o zatrudnieniu, znaczeniu dla gospodarki, PKB czy eksporcie – nie było prawdą. Mam wrażenie, że to był jeden z kluczowych czynników sukcesu tej ustawy. W końcu przemówiły fakty, a nie narracje hodowców często niezgodne z rzeczywistością

Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów przeciwników zakazu była teza, że produkcja po prostu „wyjedzie” za granicę. Na ile ten argument był oparty na faktach, a na ile był straszakiem?

Małgorzata Tracz: Nie tylko w Europie fermy się zamykają – to światowy trend. Z roku na rok spada liczba produkowanych i eksportowanych skór. Trend spadkowy widoczny jest także w Rosji, Chinach i Ukrainie. Argument, że produkcja przeniesie się na Wschód, jest więc fałszywy.

Ci wielcy hodowcy już tam są. Na przykład imperium Szczepana Wójcika ma fermy w Rosji, korzystało z dotacji od Putina, a jego brat został zatrzymany pod zarzutem korupcji związanej z tą działalnością. Duzi hodowcy od dawna funkcjonują w Ukrainie i w Rosji.
Z kolei mali przedsiębiorcy, którzy odziedziczyli fermy po rodzicach czy dziadkach, widzą trend spadkowy i sami przyznają, że hodowla przestaje się opłacać. Do mojego biura dzwoniły osoby pytające o wysokość odszkodowań, bo chciały odejść od tej działalności i mieć środki na przebranżowienie. Pamiętam też kobietę, która dzwoniła z osobistą tragedią – odziedziczyła niewielką fermę, a z powodu braku społecznej akceptacji wnuki nie chciały jej odwiedzać, dzieci się od niej odsunęły. Chciała godnie zamknąć działalność i zmienić zawód.

Wkrótce po sukcesie ustawy futerkowej pojawiło się weto prezydenta wobec tzw. ustawy łańcuchowej. Dlaczego ten temat wywołał znacznie większe emocje i społeczne napięcia niż zakaz futer?

Małgorzata Tracz: Tak, uważam całą tę kłótnię za niepotrzebną, bo – podobnie jak przy zakazie hodowli zwierząt na futra – staraliśmy się pracować ponad politycznymi podziałami. Uwzględnialiśmy w projekcie ustawy uwagi PSL-u oraz Prawa i Sprawiedliwości, negocjowaliśmy termin wejścia ustawy w życie. Analogicznie wyglądał proces w przypadku zakazu trzymania psów na łańcuchach.
Odbyło się wysłuchanie publiczne dotyczące dużego projektu obywatelskiego „Stop łańcuchom, pseudochodowlom i bezdomności zwierząt”. Kwestia ta była również poruszana podczas posiedzeń Nadzwyczajnej Komisji ds. Ochrony Zwierząt. Gdy rozpoczęliśmy procedowanie poselskiego projektu posłanki Katarzyny Piekarskiej, dotyczącego wyłącznie zakazu trzymania psów na łańcuchach, odbyło się kilka godzin dyskusji. Każdy – zarówno zaproszeni goście, hodowcy, jak i przedstawiciele organizacji pozarządowych – mógł się wypowiedzieć.

Później miało miejsce drugie posiedzenie, poświęcone kwestiom prawnym. Jeszcze na etapie drugiego czytania w Senacie zgłaszane były poprawki. Ten proces wyglądał więc bardzo podobnie jak w przypadku ustawy futerkowej. Poparcie społeczne dla zerwania z łańcuchami również jest wysokie.

Niestety to, co zauważyłam – i co jest moją interpretacją, bo nie jestem w głowie Pana Prezydenta – problem polega na tym, że o ile zakaz hodowli zwierząt na futra uderza w grupę hodowców, których jest coraz mniej, bo i ferm jest coraz mniej, o tyle trzymanie psów na łańcuchach jest zjawiskiem znacznie bardziej powszechnym. To nie jest kilkaset czy kilkadziesiąt osób, jak w przypadku hodowli zwierząt na futra.

Być może to były przesłanki, którymi kierował się Prezydent. Mam też wrażenie, że został on częściowo wprowadzony w błąd przez Konfederację, jeśli chodzi o kwestie wielkości kojców. Po drugie, postawiono na oś konfliktu miasto–wieś, co jest po prostu nieuczciwe. Ustawa dotyczy bowiem zarówno miast, przedmieść, jak i wsi – dotyczy trzymania psów na łańcuchach niezależnie od miejsca. W efekcie powstała niepotrzebna polaryzacja, a najbardziej cierpieć będą psy, które nadal są trzymane na łańcuchach.

Kluczowym punktem sporu okazały się kojce. Dlaczego właśnie definicja i wymiary kojca stały się osią konfliktu, a nie sam zakaz trzymania psów na łańcuchach?

Małgorzata Tracz: są tu dwie kwestie. Po pierwsze zdecydowaliśmy się wprowadzić definicję kojca, czyli opisać, czym kojec ma być. Musi to być teren częściowo utwardzony, żeby pies nie biegał w błocie, częściowo zadaszony – by chronić przed słońcem i deszczem – oraz ażurowy. Nie może to być ciemne pudełko zbite z desek albo betonowy bunkier, w którym pies nie widzi światła.
Te elementy były dla nas kluczowe, by doprecyzować, czym jest kojec i wprowadzić jego definicję do polskiego prawa. Jest to tym bardziej istotne, że już teraz psy są trzymane nie tylko na łańcuchach, ale także w bardzo małych kojcach, będących de facto ciemnymi bunkrami, w których pies ledwo widzi światło dzienne.

Chcieliśmy więc wprowadzić zarówno zakaz łańcuchów, jak i zakaz trzymania psów w nieodpowiednich warunkach, czyli w nieodpowiednich kojcach. Jak mówią przedstawicielki i przedstawiciele organizacji pozarządowych, z którymi współpracuję i którzy prowadzą interwencje, jest to ogromny problem. Odbierali oni psy, które mieszkały w pralce albo były trzymane w kojcu o powierzchni czterech metrów kwadratowych, w samym błocie.

Dlatego chcieliśmy wprowadzić definicję kojca, by takie sytuacje przestały się zdarzać. Oprócz tego zaproponowaliśmy wymiary kojca dostosowane do potrzeb gatunkowych, przede wszystkim do wielkości zwierzęcia. Zostało to wyrażone w kilogramach, ponieważ tak funkcjonuje to w prawodawstwie europejskim.

Jeśli ktoś nie chce trzymać psa w domu – a pies nie może już być trzymany na łańcuchu – i nie ma ogrodzonego terenu, to alternatywą jest kojec. Chcę jednak jasno podkreślić, że kojec nie jest obowiązkowy. Jeśli ktoś ma ogrodzony teren, pies może po nim swobodnie przebywać, o ile nie wychodzi poza posesję i nie stanowi zagrożenia dla innych. Logika podpowiada, że jeśli ktoś dotąd trzymał psa na łańcuchu, to mało prawdopodobne, by nagle ogrodził duży teren albo wprowadził psa do domu, tak jak powinno być w idealnym modelu.

Pies to zwierzę domowe – nikt nie jest zmuszany do jego posiadania, a minimalne standardy dobrostanu są kwestią odpowiedzialności, a nie wyboru?

Małgorzata Tracz: Era, w której pies był „żywym dzwonkiem”, dawno minęła. Dziś można niedrogo zainstalować kamery lub ogrodzić teren. Wprowadziliśmy zarówno definicję kojca, jak i jego minimalne wymiary. Uważam, że te rozwiązania są konieczne. Co więcej, uważam, że Prawo i Sprawiedliwość również zdaje sobie z tego sprawę, ponieważ w zapisach „Piątki dla zwierząt” z 2020 roku – gdzie znalazły się zarówno futra, jak i zerwanie z łańcuchami – również była wprowadzona definicja kojca oraz jego wymiary.

Nie rozumiem więc, dlaczego posłowie Prawa i Sprawiedliwości w 2020 [MT1.1]roku poparli te zapisy i definicję kojca, a teraz – z powodów politycznych – oprotestowują dokładnie to samo rozwiązanie.

Czym w praktyce różni się ustawa uchwalona przez Sejm od projektu prezydenckiego i jakie są konsekwencje tych różnic dla realnej ochrony psów?

Małgorzata Tracz: Projekt prezydencki to w praktyce ustawa łańcuchowa, z której usunięto zapisy dotyczące definicji kojca oraz jego wymiarów. Co więcej, w tym projekcie i tak pojawia się odwołanie do kojca, co jest dość dziwne.

Projekt zawiera bowiem regulacje dotyczące budy – osoba utrzymująca psa w nieogrzewanym pomieszczeniu, na terenie posesji lub właśnie w kojcu ma obowiązek zapewnić psu budę. Opis tej budy był zresztą także w naszym projekcie. Mamy więc do czynienia z niekonsekwencją: prezydent dopuszcza kojec jako miejsce trzymania psa, ale nie definiuje, czym ten kojec ma być ani jakie powinien mieć wymiary. W praktyce oznacza to, że kojcem może być wszystko: betonowe bloki, niezadaszony wybieg bez ażurowości, teren nieutwardzony, który podczas burzy czy długotrwałego deszczu zamienia się w błoto, w którym pies musi żyć.
Joanna Szubierajska: Czy po prezydenckim wecie realnie widzi Pani jeszcze szansę na ustawę ponad politycznymi podziałami?

Małgorzata Tracz: Po pierwsze, przypomnę, że ten projekt już powstał ponad podziałami, bo posłowie Prawa i Sprawiedliwości częściowo za nim głosowali. Jedynie Konfederacja była w całości przeciwna.

Naprawdę rozmawialiśmy i dyskutowaliśmy. Zmniejszyliśmy wymiary kojców w stosunku do pierwotnych propozycji, wydłużyliśmy okres wejścia ustawy w życie do roku – był to postulat posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy argumentowali, że ludzie potrzebują czasu na wybudowanie kojców. To był kompromis ponad podziałami. Tym bardziej zaskakująca jest decyzja Pana Prezydenta, ale na pewno się nie poddamy.

Jakie są najbliższe scenariusze legislacyjne – czy projekt wróci w tej samej formie, czy będzie próbą kompromisu z Pałacem Prezydenckim?

Małgorzata Tracz: Jako posłowie i posłanki KO, PSL-TD, Polska2050 i Lewicy wspólnie złożyliśmy ponownie projekt ustawy. Prawdopodobnie będzie procedowany równolegle z projektem prezydenckim.

Z naszej strony jesteśmy otwarci na rozmowy – mówię to w imieniu członków i członkiń Komisji ds. Ochrony Zwierząt. Wicemarszałkini Sejmu Dorota Niedziela wielokrotnie podkreślała, zarówno podczas posiedzeń komisji, jak i z mównicy sejmowej, że jesteśmy gotowi do dialogu. Już wcześniej zwracała się do Prezydenta Nawrockiego z propozycją spotkania i myślę, że tę propozycję podtrzymamy, bo jakieś rozwiązanie musimy wypracować.

Dla mnie istotnym argumentem pozostaje „Piątka dla zwierząt” – projekt poparty przez większość posłów Prawa i Sprawiedliwości w poprzedniej kadencji, w którym również znalazły się zapisy dotyczące kojców.

Mam nadzieję, że Pan Prezydent będzie chciał spotkać się z posłami i posłankami Nadzwyczajnej Komisji ds. Ochrony Zwierząt (NOZ) oraz z przedstawicielkami i przedstawicielami organizacji pozarządowych – praktykami, którzy na co dzień odbierają psy z łańcuchów i doskonale wiedzą, jakie zapisy są niezbędne, by interwencje były możliwe.

Projekt prezydencki w praktyce dopuszcza kojec o powierzchni czterech metrów kwadratowych. Pies, który zostałby w nim zamknięty, początkowo nie byłby jeszcze w stanie skrajnego zaniedbania, ale cierpiałby. I cierpiałby tak długo, aż jego stan stałby się na tyle zły, że organizacja – wspólnie z przedstawicielem gminy i inspekcji weterynaryjnej – mogłaby go odebrać.

Bez jasnych regulacji nie ma podstaw do interwencji. Lekarz weterynarii nie może stwierdzić, że pies jest zaniedbany, skoro „ma jeszcze ładną sierść” i „wydaje się w porządku”, bo dopiero co został zamknięty w kojcu. I co wtedy – mamy czekać dwa, trzy lata, aż pies będzie na skraju wyczerpania? To jest po prostu nieludzkie.

Jeśli temat łańcuchów uda się domknąć, jakie kolejne obszary ochrony zwierząt są dziś najbardziej zaniedbane i politycznie najtrudniejsze do ruszenia?

Małgorzata Tracz: W Nadzwyczajnej Komisji ds. Ochrony Zwierząt mamy jeszcze wiele projektów ustaw, którymi nie zdążyliśmy się zająć. Staramy się jednak wypracowywać rozwiązania w ramach konsensusu – z organizacjami pozarządowymi, branżowymi oraz z posłami i posłankami różnych opcji politycznych.

Mamy dwa projekty poselskie dotyczące zakazu fajerwerków. Plan zakładał zajęcie się nimi jeszcze w 2025 roku, ale ze względu na prezydenckie weto i konieczność ponownego procedowania zakazu trzymania psów na łańcuchach nie zdążyliśmy. To jednak temat, którym bezwzględnie trzeba się zająć. Mamy również obywatelski projekt „STOP łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności zwierząt”, który reguluje bardzo wiele kwestii: zwiększenie kar za znęcanie się nad zwierzętami, zerwanie z łańcuchami, regulacje dotyczące schronisk, obowiązek czipowania oraz kastracji psów i kotów. Jest to projekt szeroki, ale wiemy też, że w międzyczasie pojawi się projekt rządowy – Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK). Do jego wdrożenia jesteśmy zobowiązani również prawem europejskim, więc gdy tylko trafi do Sejmu, zajmiemy się nim w pierwszej kolejności.

Są także projekty poselskie dotyczące hodowli i schronisk, częściowo pokrywające się z dużym projektem obywatelskim. To wymaga od nas pewnej dyscypliny legislacyjnej – projekty o tożsamej treści powinny być procedowane łącznie. Tak było w przypadku zakazu hodowli zwierząt na futra. Kilka tygodni po złożeniu mojego projektu swoje propozycje złożyli także posłowie PiS-u i Konfederacji – był to projekt posła Jarosława Sachajki, zakładający wieloletnie funkcjonowanie ferm. Porównując oba projekty, wybraliśmy mój jako wiodący, ponieważ zawierał więcej elementów: odszkodowania dla hodowców, odprawy dla pracowników oraz konkretne rozwiązania prawne.

Pracy w komisji jest więc bardzo dużo. Mam nadzieję, że uda się ją wykonać w tej kadencji. Jako Nadzwyczajna Komisja ds. Ochrony Zwierząt ściśle współpracujemy z organizacjami pozarządowymi, informujemy je o posiedzeniach komisji, umożliwiamy zabieranie głosu. Co więcej, uwzględniamy ich poprawki do projektów ustaw – na przykład przy zakazie hodowli zwierząt na futra wprowadziliśmy dwie poprawki doprecyzowujące, zaproponowane przez organizację „Prawnicy na Rzecz Zwierząt”.

Dziękuję za rozmowę

Małgorzata Tracz – posłanka na Sejm IX i X kadencji z Wrocławia ze Stowarzyszenia Naprzód!, Klub Parlamentarny Koalicji Obywatelskiej. W Sejmie pracuje w Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Komisji Spraw Zagranicznych oraz Komisji Nadzwyczajnej do spraw Ochrony Zwierząt, jest przewodniczącą Podkomisji ds. Dobrostanu Zwierząt Gospodarskich. Autorka uchwalonej przez Sejm RP i podpisanej przez Prezydenta RP w 2025 roku ustawy o zakazie hodowli zwierząt na futra. Od lat działa społecznie we wrocławskim Stowarzyszeniu Ekologicznym EKO-UNIA oraz w Dolnośląskim Stowarzyszeniu Kongres Kobiet. Jedna z liderek europejskiego programu European Young Leaders 2020 oraz francuskiego Future Leaders Invitation Programme. Przez 11 lata zawiązana z Partią Zieloni, przez 7 lat jako jej współprzewodnicząca. Pracowała także w Komitecie Europejskiej Partii Zielonych (European Greens). Od września 2025 roku jest w zarządzie Stowarzyszenia Naprzód!


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

5/5 - (8 votes)
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments