Grzybobranie napędza turystykę. Polacy ruszają po grzyby nawet za granicę- Ekologia.pl
Ekologia.pl Środowisko Grzybobranie napędza turystykę. Polacy ruszają po grzyby nawet za granicę

Grzybobranie napędza turystykę. Polacy ruszają po grzyby nawet za granicę

Jesienny wyjazd nie musi oznaczać zwiedzania zabytków ani weekendu w hotelowym spa. Coraz ciekawszą alternatywą staje się wyprawa do lasu z koszykiem w ręku. Mykoturystyka, czyli podróżowanie z myślą o grzybach, łączy kontakt z naturą, lokalną kuchnię i możliwość odkrywania nowych miejsc. Co ciekawe, Polacy nie tylko mają warunki do jej rozwoju, ale coraz częściej wybierają się na grzybobranie również poza granicami kraju.

Zamiast na city break, jadą na grzyby. Ten trend nabiera rozpęd

Fot. vankmit/envato
Spis treści

Jesienią tysiące Polaków wstają o świcie, pakują koszyki i ruszają do lasów. Niektórzy mają swoje sprawdzone miejsca, których pilnują niemal jak rodzinnego skarbu. Inni przeglądają mapy, pytają o wysyp grzybów i śledzą prognozy pogody. Okazuje się jednak, że grzybobranie może być nie tylko sposobem na spędzenie soboty, lecz także głównym celem całego wyjazdu.

Taką formę podróżowania określa się mianem mykoturystyki, a w mediach społecznościowych i branży turystycznej pojawia się również angielski termin mushroomcation. To połączenie wakacyjnego wyjazdu z pasją do grzybów. Zamiast zwiedzać kolejne muzeum, turyści przemierzają leśne ścieżki, poznają lokalne gatunki, próbują regionalnych potraw i odkrywają przyrodę odwiedzanego kraju. Polska od dawna ma niemal wszystkie kulturowe i przyrodnicze podstawy do rozwoju takiej turystyki. Teraz okazuje się, że część miłośników grzybów jest gotowa wyjechać w poszukiwaniu leśnych zbiorów także do innych państw.

Polacy jadą na grzyby do Czech, na Litwę i do Estonii

Zainteresowanie grzybobraniem jako motywem podróży zwróciło uwagę branży turystycznej. Powołując się na dane internetowego biura podróży eSky.pl, w okresie od połowy września do połowy listopada liczba rezerwacji pakietów Lot+Hotel do Czech wzrosła o blisko 79 proc., a na Litwę – o 60 proc. rok do roku. Estonia miała natomiast stać się najchętniej wybieranym krajem bałtyckim w ofercie tego biura. Dane te pokazują wzrost zainteresowania wyjazdami do tych krajów, ale wymagają ostrożnej interpretacji. Nie wiadomo, jaka część rezerwacji została dokonana specjalnie z myślą o grzybobraniu. Nie można więc na ich podstawie stwierdzić, że liczba Polaków podróżujących za granicę po grzyby wzrosła dokładnie o 79 proc. czy 60 proc.

Mimo tego kierunek jest interesujący. Czechy, Litwa i Estonia dysponują rozległymi obszarami leśnymi, a w wielu regionach zbieranie grzybów jest dobrze znaną formą rekreacji. W zależności od lokalizacji i pogody sezon może trwać od późnego lata do jesieni.

– Jesień jest okresem, w którym sposób podróżowania wyraźnie się zmienia. Coraz większe znaczenie mają doświadczenia, zainteresowania i możliwość spędzenia czasu w sposób zgodny z własną pasją. Grzybobranie świetnie wpisuje się w ten trend. Podróż w stylu mushroomcation może być jednocześnie odpoczynkiem, aktywnością na świeżym powietrzu i okazją do poznania przyrody w innym kraju – mówi Marcin Starkowski, Group PR Manager w eSky.pl, cytowany przez Portal Spożywczy.

Polska jest rajem dla mykoturystyki

Choć termin mykoturystyka może brzmieć dla wielu osób obco, sama aktywność nie jest w Polsce niczym nowym. Grzybobranie od pokoleń stanowi część naszej kultury, a jesienne wyprawy do lasu są dla wielu rodzin stałym elementem roku. Polskie lasy, bogactwo gatunków grzybów i powszechna dostępność wielu terenów leśnych sprzyjają rozwojowi tego rodzaju rekreacji. Wyprawy organizowane są zarówno spontanicznie, jak i w ramach pobytów agroturystycznych, wyjazdów rodzinnych czy lokalnych wydarzeń poświęconych grzybom.

Różnica polega przede wszystkim na sposobie opisywania i organizowania tej aktywności. Tradycyjne grzybobranie staje się mykoturystyką wówczas, gdy grzyby są głównym motywem podróży, a wyjazd obejmuje zaplanowane doświadczenia związane z ich poszukiwaniem, poznawaniem lub wykorzystaniem.

Może to być weekend w gospodarstwie położonym w pobliżu lasu, wyprawa z przewodnikiem, warsztaty rozpoznawania gatunków, udział w regionalnym festiwalu albo kulinarna podróż śladami lokalnych potraw z grzybami. Potencjał mają zwłaszcza regiony, w których lasy są ważnym elementem krajobrazu, a turystyka przyrodnicza już stanowi część lokalnej oferty. Grzybobranie może wówczas uzupełniać istniejące atrakcje i przyciągać gości również jesienią.

Nie trzeba przy tym budować wielkich obiektów turystycznych. Wystarczającą podstawą mogą być lokalna wiedza, dobrze przygotowane wycieczki, noclegi, regionalna gastronomia i edukacja przyrodnicza.

Litwa pokazuje, jak z grzybów zrobić atrakcję turystyczną

Ciekawym przykładem jest Litwa, gdzie zbieranie grzybów jest nie tylko popularną aktywnością, lecz także częścią dziedzictwa kulturowego. Jak opisuje MICHELIN Guide w artykule „From Forest to Fork: The Ancient Lithuanian Art of Foraging for Mushrooms”, wiedza o grzybach jest tam przekazywana z pokolenia na pokolenie i mocno związana z lokalną kuchnią.

Szczególnie interesujący jest region Dzukii, znany z rozległych lasów sosnowych i bogactwa runa leśnego. W miejscowości Varėna organizowany jest festiwal grzybów, podczas którego odbywają się między innymi mistrzostwa w ich zbieraniu. Wydarzeniu towarzyszą stoiska z regionalną żywnością, rękodziełem i występy.

Grzyby trafiają także do nowoczesnych restauracji, gdzie stają się składnikiem dań wykraczających poza tradycyjne zupy czy sosy. Turyści mogą w ten sposób poznawać lokalną kulturę nie tylko podczas wypraw do lasu, ale również przy stole.

To przykład modelu, w którym jeden zasób przyrodniczy łączy kilka obszarów działalności: rekreację, edukację, gastronomię i promocję regionu.

Mykoturystyka może wspierać lokalną gospodarkę

Czy grzyby mogą pomóc małym miejscowościom zarabiać na turystyce? Taką możliwość analizują naukowcy.

W 2017 r. w czasopiśmie Ecosphere ukazała się publikacja „Socio-economic, scientific, and political benefits of mycotourism”. Jej autorzy omawiają potencjalne korzyści związane z turystyką mykologiczną, w tym możliwości rozwoju lokalnych przedsiębiorstw, wspierania zatrudnienia na obszarach wiejskich oraz łączenia działalności turystycznej z badaniami naukowymi i ochroną przyrody.

Przykładem jest hiszpański sektor trufli. Pozyskiwanie i uprawa tych grzybów mogą stanowić podstawę nie tylko działalności handlowej, lecz także oferty gastronomicznej i turystycznej. Wizyta w regionie może obejmować poznawanie metod uprawy, wyprawy w poszukiwaniu trufli i degustację lokalnych produktów.

Z kolei badanie opublikowane w Journal of Ecotourism w 2025 r., poświęcone inicjatywom mykoturystycznym w kanadyjskim Quebecu, pokazuje różnorodność przedsięwzięć związanych z grzybami. Autorzy analizują istniejącą ofertę i wskazują, jak wiele różnych usług może mieścić się w tej kategorii.

Dla lokalnej gospodarki oznacza to możliwość tworzenia sieci powiązanych usług. Turysta korzysta z noclegu, zamawia posiłek, kupuje regionalne produkty, bierze udział w wycieczce lub warsztatach. Korzyści mogą więc trafiać do wielu niewielkich przedsiębiorstw, a nie tylko do jednego organizatora.

Nie oznacza to jednak, że każda miejscowość bogata w grzyby automatycznie stanie się turystycznym hitem. Potrzebne są promocja, infrastruktura, odpowiednia organizacja i rzeczywiste zainteresowanie odwiedzających. Badania wskazują na potencjał tej działalności, ale nie gwarantują jednakowych rezultatów w każdym regionie.

Grzybfluencerzy zmieniają sposób, w jaki patrzymy na grzybobranie

W rozwoju mykoturystyki swoją rolę mogą odgrywać także media społecznościowe. Grzybfluencerzy publikują zdjęcia pełnych koszy, pokazują leśne wyprawy i dzielą się wiedzą o rozpoznawaniu gatunków. W ten sposób grzybobranie staje się atrakcyjnym tematem dla osób, które wcześniej nie traktowały go jako pomysłu na wyjazd. W mediach społecznościowych można obserwować nie tylko same znaleziska, ale też przygotowania do wyprawy, wybór regionu, pobyt na wsi i przyrządzanie zebranych grzybów. Powstaje z tego opowieść o spędzaniu czasu blisko natury.

Nie ma jednak wystarczających podstaw, by stwierdzić, że to właśnie grzybfluencerzy odpowiadają za wzrost zagranicznych rezerwacji. Można raczej uznać, że wpisują się w szersze zainteresowanie podróżami opartymi na konkretnych pasjach i doświadczeniach.

Jest jeden warunek: las nie może zapłacić za popularność

Rozwój mykoturystyki nie powinien oznaczać nieograniczonego kierowania kolejnych osób do tych samych lasów. Grzyby pełnią istotne funkcje ekologiczne – uczestniczą między innymi w rozkładzie materii organicznej, a wiele gatunków tworzy mikoryzę z roślinami.

Większa liczba odwiedzających może oznaczać większą presję na siedliska, zwłaszcza jeśli ruch turystyczny nie jest odpowiednio organizowany. Dlatego ważne są edukacja, przestrzeganie lokalnych przepisów, poszanowanie obszarów chronionych oraz unikanie nadmiernej koncentracji turystów w najpopularniejszych miejscach.

Na razie trudno mówić o masowym, globalnym trendzie. Widać jednak, że grzyby coraz częściej stają się czymś więcej niż celem spaceru. Czasem potrafią wyznaczyć kierunek całej podróży.


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

Oceń artykuł
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy