Kto zyskuje na klimatycznej dezinformacji? Wywiad z prof. Zbigniewem Karaczunem - Ekologia.pl
Ekologia.pl Środowisko Kto zyskuje na klimatycznej dezinformacji? Wywiad z prof. Zbigniewem Karaczunem

Kto zyskuje na klimatycznej dezinformacji? Wywiad z prof. Zbigniewem Karaczunem

„Nie budujemy wiedzy naukowej na podstawie pojedynczych zjawisk” – mówi dr hab. inż. Zbigniew Karaczun, ekspert ds. polityki klimatycznej. Jak podkreśla, mroźna zima wcale nie przeczy globalnemu ociepleniu, a w przestrzeni publicznej często pojawia się dezinformacja finansowana zarówno przez wielkie koncerny, jak i zagraniczne podmioty, które mają interes w podważaniu nauki o klimacie.

Dr hab. inż. Zbigniew Karaczun, profesor w Katedrze Ochrony Środowiska i Dendrologii SGGW

Dr hab. inż. Zbigniew Karaczun, profesor w Katedrze Ochrony Środowiska i Dendrologii SGGW, fot. SGGW

Joanna Szubierajska: W przestrzeni publicznej często słyszymy argument: „skoro jest mroźna zima, to nie ma zmiany klimatu”. Jak naukowo odpowiadać na takie twierdzenia?

Zbigniew Karaczun: Mam takie wieloletnie doświadczenie, że gdy przychodzi zima, pojawia się mróz i – na dodatek – spada śnieg, dostaję telefony od dziennikarzy, którzy pytają, czy te zjawiska meteorologiczne „odwołują” zmianę klimatu i problem globalnego ocieplenia. Moja odpowiedź zawsze brzmi: nie. To nie unieważnia tego, co złego dzieje się z klimatem.

W nauce nie posługujemy się jednostkowymi wydarzeniami. Nie budujemy teorii czy wiedzy naukowej na podstawie pojedynczych zjawisk. Klimat jest zjawiskiem długoterminowym, a zmiana klimatu zachodzi w długiej skali czasu. Patrzymy na trendy – na to, jak w ciągu kilkudziesięciu, kilkuset czy kilku tysięcy lat zmieniają się warunki klimatyczne. Mam tu na myśli średnią temperaturę, średnią ilość opadów – dane uśrednione, a nie pojedyncze pomiary, analizowane w dłuższym horyzoncie czasowym.

Na tej podstawie możemy powiedzieć, że w ostatnim trzydziestoleciu, szczególnie po 2011 roku, w Polsce znacznie częściej występuje susza. Faktycznie mamy do czynienia z tzw. permanentną suszą letnią. W latach 1951–1980 takie susze pojawiały się średnio co pięć lat, w kolejnym trzydziestoleciu (1981–2010) — już co dwa lata. Na podstawie takich trendów możemy stwierdzić, że częstotliwość występowania suszy w Polsce się zmieniła.

Podobnie jest z temperaturą. Możemy porównać średnie temperatury z dekady lat 50. XX wieku z obecnymi. Patrząc długofalowo na linię trendu – od około 1790 roku, czyli od początku systematycznych obserwacji meteorologicznych w Polsce – widzimy, że obecnie średnia temperatura w Polsce jest o ponad 2°C wyższa niż 250 lat temu.

Możemy też powiedzieć, że obecnie okres wegetacyjny w Polsce jest średnio o 44 dni dłuższy w województwie zachodniopomorskim i o 22 dni dłuższy na Suwalszczyźnie niż 100 lat temu. To właśnie pokazują nam trendy.

Joanna Szubierajska: Czyli pochopnie oceniamy klimat, patrząc przez okno i obserwując bieżącą pogodę. Skąd bierze się tak silny sceptycyzm wobec nauki o klimacie i kto realnie na nim korzysta?

Zbigniew Karaczun: Powiedziałbym, że są dwa główne źródła dezinformacji. Pierwsze ma charakter historyczny i sięga początków negocjacji klimatycznych oraz tworzenia polityki klimatycznej. Od samego początku była to dezinformacja prowadzona przez wielkie firmy i koncerny – zwłaszcza energetyczne, ale także motoryzacyjne – zainteresowane utrzymaniem dotychczasowego status quo.

Jeżeli firma wydobywa ropę naftową, węgiel kamienny czy gaz ziemny, to nie leży w jej interesie przejście na odnawialne źródła energii. W jej interesie jest natomiast przekonywanie, że to, co robi, jest bezpieczne. Dlatego takie firmy finansują dezinformację klimatyczną, twierdząc, że zmiany klimatu nie ma, że człowiek nie ma na nią wpływu albo że jest to zjawisko naturalne. To mechanizm znany z historii – bardzo podobnie działał przemysł tytoniowy w latach 50. i 60. XX wieku, finansując naukowców i kampanie medialne, które miały przekonywać, że palenie jest nieszkodliwe. Nauka wiedziała co innego.

Drugim bardzo istotnym źródłem dezinformacji klimatycznej – szczególnie w ostatnich latach, w Polsce, Europie i na świecie – jest Rosja. Unia Europejska i jej państwa członkowskie stały się jednym z głównych celów tej dezinformacji jako elementu wojny hybrydowej. Chodzi o wzbudzanie niepokojów społecznych, wpływanie na rolników czy inne grupy zawodowe poprzez przekonywanie, że regulacje klimatyczne są bezpodstawne, uderzają w obywateli i są elementem „spisku”, a nie realnych działań na rzecz bezpieczeństwa. To prowadzi do podważania zaufania do państwa i instytucji publicznych, a w konsekwencji – do destabilizacji politycznej.

Jeśli chodzi już nie o dezinformację, ale o sceptycyzm klimatyczny, to częściowo odpowiadają za niego także politycy. Wielu z nich boi się przewodzić transformacji, boi się zmian i ich społecznych kosztów. Doświadczenia Polski – zarówno z transformacji ustrojowej lat 80. i 90., jak i z wejścia do Unii Europejskiej – pokazują, że politycy podejmujący konieczne, ale trudne decyzje często przegrywają wybory. Dziś politycy są bardziej cyniczni i wolą unikać ryzyka, mówiąc, że zmiany klimatu nie ma albo że nie trzeba nic robić.

Ale częściowo winni jesteśmy też my, obywatele. Wygodniej jest nie wierzyć, że trzeba podejmować wyrzeczenia. Łatwiej uznać zmiany klimatu za wydumany problem, niż zmierzyć się z poczuciem odpowiedzialności za przyszłość własnych dzieci i koniecznością zmiany stylu życia.

Jeżeli firma wydobywa ropę naftową, węgiel kamienny czy gaz ziemny, to nie leży w jej interesie przejście na odnawialne źródła energii. W jej interesie jest natomiast przekonywanie, że to, co robi, jest bezpieczne. Dlatego takie firmy finansują dezinformację klimatyczną, twierdząc, że zmiany klimatu nie ma, że człowiek nie ma na nią wpływu albo że jest to zjawisko naturalne.

Joanna Szubierajska: No właśnie, jak będzie wyglądała przyszłość naszych dzieci czy wnuków. Czy na podstawie dostępnych danych da się powiedzieć, w jakim kierunku będzie zmierzał klimat: czy czeka nas głównie ocieplenie, czy raczej coraz większa zmienność i ekstrema?

Zbigniew Karaczun: Tak jak do budowy teorii naukowych posługujemy się długoterminowymi trendami, tak samo prognozując przyszłość, nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jaka będzie zima w 2030 czy 2035 roku. Możemy natomiast mówić o scenariuszach – zależnych od tego, jakie działania podejmiemy jako ludzkość w zakresie ochrony klimatu.

Z bardzo wysokim prawdopodobieństwem, bliskim pewności, można powiedzieć, że skutkiem zmiany klimatu będzie wzrost liczby ekstremalnych zjawisk pogodowych. Już to obserwujemy. Z fizycznego punktu widzenia jest to proste: ciepło jest formą energii. Im więcej gazów cieplarnianych zatrzymuje ciepło w atmosferze, tym bardziej gwałtowne stają się procesy dążenia do równowagi między atmosferą a innymi elementami biosfery.

Dobrym przykładem jest niż Borys z września 2024 roku. Po ekstremalnie gorącym lecie atmosfera była silnie nagrzana, parowanie z Morza Śródziemnego było bardzo intensywne, a wysokie temperatury powodowały, że w atmosferze mogło magazynować więcej wilgoci. Gdy te masy powietrza dotarły nad Europę Środkową i zderzyły się z chłodniejszym powietrzem, doszło do gwałtownej kondensacji. W jednym miejscu ilość zmagazynowanej wody była nawet o 20% większa niż w przypadku normalnej (to jest niższej) temperatury atmosfery, co przełożyło się na bardzo intensywne opady w krótkim czasie.

Długoterminowe trendy w Polsce pokazują wzrost liczby dni z opadami nawalnymi lub katastrofalnymi – o około 2–3 dni na dekadę. Obserwujemy także szybki wzrost średniej temperatury powietrza. Jeszcze w 2012 roku, w „Planie adaptacji Polski do skutków zmian klimatu do 2030 roku”, prognozowano, że średnia temperatura w Polsce przekroczy 10°C dopiero w latach 2071–2100. Tymczasem w ostatnich latach kilkukrotnie już tę barierę przekroczyliśmy.

Skutkiem będą częstsze susze, przeplatane intensywnymi opadami powodującymi błyskawiczne powodzie. Jednocześnie zmiana klimatu nie oznacza, że nie będzie srogich zim, przymrozków wiosennych czy chłodniejszych lat. Oznacza natomiast znacznie większą niestabilność przebiegu pogody.

Joanna Szubierajska: Czyli kluczowym skutkiem zmian klimatu będzie rosnąca nieprzewidywalność pogody?

Zbigniew Karaczun: Tak – oraz coraz większa trudność jej prognozowania. Opieramy się na modelach meteorologicznych bazujących na długoterminowych pomiarach, ale są to modele budowane przez dziesięciolecia, a nawet stulecia, w czasach, gdy klimat był względnie stabilny. Dziś te warunki się zmieniły. Ta stabilność jest znacznie mniejsza.

Joanna Szubierajska: Jak ta rosnąca niestabilność klimatu przekłada się na codzienne życie — na przykład na ceny żywności, które już dziś wyraźnie rosną? Podam przykład, który mnie szczególnie boli: za tabliczkę gorzkiej czekolady trzeba zapłacić już ponad 10 złotych.

Zbigniew Karaczun: Proszę też zauważyć, że ta czekolada jest o 10% mniejsza – kiedyś było to 100 g, dziś 90 g.

Joanna Szubierajska: Dlaczego zmiany klimatu tak silnie uderzają w rolnictwo i w efekcie podnoszą ceny żywności? Jakie mechanizmy są tu kluczowe?

Zbigniew Karaczun: Rolnictwo jest sektorem najbardziej narażonym na skutki zmiany klimatu, ponieważ wszystkie czynniki decydujące o możliwości i powodzeniu produkcji rolnej mają charakter środowiskowy lub klimatyczny. Chodzi o długość okresu wegetacyjnego, średnie temperatury, ilość i rozkład opadów, występowanie przymrozków i ich terminy, a także ogólny bilans wodny. Wszystkie te elementy są dziś silnie modyfikowane przez zmiany klimatu.

Permanentna susza letnia w Polsce negatywnie wpływa na wielkość produkcji i wysokość plonów – co wyraźnie widać w danych. Jako Koalicja Klimatyczna przygotowywaliśmy kiedyś analizę na przykładzie plonowania jabłek. W 2007 roku okres wegetacyjny rozpoczął się bardzo wcześnie, już w lutym, a następnie – na początku kwietnia – wystąpiły silne przymrozki i mrozy. Średnie plony jabłek były wówczas około trzykrotnie niższe od średniej wieloletniej, a część sadowników straciła praktycznie 100% produkcji.

Z kolei w 2018 roku mieliśmy bardzo podobny początek sezonu wegetacyjnego, również rozpoczynający się w lutym, ale bez późniejszych przymrozków. Plony były znakomite, co z kolei doprowadziło do gwałtownego spadku cen skupu. Na drzewach zmarnowało się ponad milion ton jabłek, ponieważ cena w skupie wynosiła około 6 groszy za kilogram, czyli 60 zł za tonę – znacznie mniej niż koszt zbioru i transportu do przetwórni.

To pokazuje, jak bardzo skutki zmiany klimatu wpływają na stabilność produkcji rolnej, bezpieczeństwo żywnościowe i możliwość długofalowego planowania. Każde zjawisko ekstremalne i każde zaburzenie przebiegu pogody działa na ten system destabilizująco.
Wspomniana wcześniej czekolada to przykład kakaowca, ale podobne problemy obserwujemy w przypadku kawy. Firmy coraz częściej poszukują alternatyw poza arabiką i robustą, sięgając po pierwotne odmiany kawy, które wcześniej nie były uprawiane. Arabika jest szczególnie wrażliwa na zmiany temperatury i ma niewielką tolerancję na wahania klimatyczne. Miłośnicy kawy już to widzą – jej ceny także szybko wzrastają.

Zmiana klimatu nie oznacza, że nie będzie srogich zim, przymrozków wiosennych czy chłodniejszych lat. Oznacza natomiast znacznie większą niestabilność przebiegu pogody.

Dobrym przykładem jest też wino. Kiedyś czerwone wina miały średnio 11–12% alkoholu, dziś często mają 14–16%, ponieważ jest więcej słońca, w konsekwencji w owocach jest więcej cukru, a to powoduje, że w procesie fermentacji powstaje mocniejszy alkohol. W wielu regionach, które dawniej nadawały się do uprawy winorośli i produkcji wina, w przyszłości może to być niemożliwe, bo robi się w nich zbyt ciepło.

W Polsce podobnym problemem są ziemniaki, które wymagają chłodniejszych temperatur jesienią oraz odpowiedniego bilansu wody i temperatury. Coraz częściej te warunki nie są spełnione, co prowadzi do wycofywania się tej uprawy z niektórych regionów kraju.
Dodatkowo zmiany klimatu sprzyjają pojawianiu się chorób i organizmów uznawanych za szkodniki, których wcześniej w Polsce nie było. Przykładem jest omacnica prosowianka — szkodnik kukurydzy, dziś już powszechny. Pojawiają się nowe szkodniki buraków, żyta i pszenicy, a także choroby, takie jak choroba niebieskiego języka przeżuwaczy, wcześniej występująca głównie w cieplejszych krajach.

Gdy takie organizmy trafiają do nowego środowiska, często nie mają naturalnych wrogów, szybko się rozmnażają i powodują duże straty. Jednocześnie nasza agronomia – technologie ochrony roślin, systemy wsparcia produkcji rolnej – nie zawsze potrafi skutecznie sobie z nimi poradzić. To wszystko prowadzi do niestabilności produkcji rolnej, wypadania części upraw i wzrostu cen żywności. Szacuje się, że globalna produkcja żywności jest dziś o 10–15% niższa, niż byłaby bez zmian klimatu.

Joanna Szubierajska: Skoro już mówimy o chorobach, czy zmiana klimatu zwiększa ryzyko pojawiania się w Europie, także w Polsce – chorób dotąd kojarzonych z cieplejszymi strefami klimatycznymi?

Zbigniew Karaczun: W Polsce nie mam informacji o występowaniu chorób typowo tropikalnych. Natomiast mamy jednoznaczne dowody na to, że w Europie pojawiają się ogniska eboli – gorączki krwotocznej przenoszonej przez komary, których wcześniej w Europie nie było. Choroba ta występowała głównie w Afryce, ewentualnie sporadycznie w niektórych południowych regionach Europy. Obecnie jednak notujemy lokalne ogniska eboli w Europie, w tym także przypadki śmiertelne u osób, które nie podróżowały do Afryki, lecz zaraziły się na miejscu.

Odnotowano m.in. przypadek kobiety w Czechach, która nigdy nie wyjeżdżała do krajów tropikalnych, a mimo to zmarła na tę chorobę. To pokazuje, że takie zagrożenia są realne.

Obok bezpieczeństwa żywnościowego coraz wyraźniej widzimy także wpływ zmian klimatu na bezpieczeństwo zdrowotne. Chodzi przede wszystkim o choroby wektorowe, czyli przenoszone przez owady. W Polsce szczególnym problemem będą kleszcze i choroby odkleszczowe – zarówno borelioza, jak i kleszczowe zapalenie mózgu. Coraz częściej pojawiają się także podejrzenia, że kleszcze przenoszą inne choroby, nie tylko wirusowe.

Wydłużenie okresu wegetacyjnego – o 22 dni na Suwalszczyźnie i o około 44 dni w województwie zachodniopomorskim – oznacza również dłuższy okres pylenia roślin, a więc większe narażenie na alergie, zwłaszcza oddechowe. Dochodzi do tego problem coraz częstszych fal upałów, szczególnie niebezpiecznych dla trzech grup: małych dzieci, osób starszych i kobiet w ciąży.

Badania statystyczne jednoznacznie pokazują, że podczas fal upałów wzrasta śmiertelność – pojawiają się przedwczesne śmierci, których nie byłoby bez tych ekstremalnych temperatur.

Joanna Szubierajska: Jeśli spojrzymy na to szeroko: jak zmiany klimatu mogą zmienić sposób życia kolejnych pokoleń – nie tylko środowisko, ale całą cywilizację?

Zbigniew Karaczun: Jako przyrodnicy wiemy, że systemy przyrodnicze nie zmieniają się liniowo, lecz skokowo. Wzrost temperatury o 2,5 czy 3°C nie oznacza, że będzie tylko „trochę gorzej” niż dziś. Będzie zupełnie inaczej.

Jeżeli na tej trajektorii wzrostu temperatury przekroczymy tzw. ładunek krytyczny – moment, w którym system klimatyczny nie będzie już w stanie zbuforować zmian i utrzymać dotychczasowej równowagi — system skokowo przejdzie na zupełnie inny poziom funkcjonowania i będzie budował nową równowagę w zupełnie innych warunkach.

Są tu dwie zasadnicze niewiadome. Po pierwsze, nie wiemy dokładnie, gdzie znajduje się ten punkt przejścia. Po drugie, nie wiemy, czy w nowym stanie równowagi klimatycznej będzie miejsce dla cywilizacji w formie, jaką znamy, ani nawet dla nas jako gatunku.

Biosfera sobie poradzi – przetrwała już masowe wymierania, w tym wywołane przez ocieplenie atmosfery, wymieranie permskie sprzed około 250 milionów lat, w efekcie którego znikło około 98 – 99% gatunków żyjących wówczas na Ziemi. Wtedy biosfera sobie poradzi. Ale czy podobny kataklizm przetrwa Homo sapiens i nasza cywilizacja? Tego nie wiemy.

Dlatego działania na rzecz ochrony klimatu nie wynikają z sentymentalnej miłości do ptaków czy motyli. To działania podejmowane w imię bezpieczeństwa ludzi. To gra o sumie zero-jedynkowej: jeśli powstrzymamy wzrost stężenia gazów cieplarnianych i utrzymamy wzrost średniej temperatury na poziomie nie wyższym niż 2°C, istnieje duża szansa, że sobie poradzimy. Jeśli dopuścimy do wzrostu rzędu 4,5°C – naprawdę nie wiemy, co się stanie.

Joanna Szubierajska: Czy największym problemem nie jest dziś brak wiedzy, ale brak decyzji – mimo że scenariusze są znane?

Zbigniew Karaczun: Obawiam się, że wiemy, co się będzie działo – prognozujemy to dość dokładnie ale ta wiedza nie przekłada się na działania. Co więcej, nie do każdej zmiany będziemy w stanie się zaadaptować. Dlatego nie możemy dopuścić do sytuacji, w której zajmiemy się wyłącznie adaptacją i budowaniem odporności, zapominając o mitygacji i ochronie klimatu. Wtedy zawsze będziemy „gonić króliczka”.

Musimy robić wszystko, by zatrzymać zmiany klimatu na względnie bezpiecznym poziomie. Jednocześnie – i tu pełna zgoda – musimy wzmacniać odporność przyrody, gospodarki i społeczeństwa na skutki zmian, które już nadchodzą.

 

Dr hab. inż. Zbigniew Karaczun, profesor w Katedrze Ochrony Środowiska i Dendrologii SGGW w Warszawie. Prowadzi badania w zakresie polityki klimatycznej i ekologicznej, integracji ich celów do polityki rolnej i strategii rozwoju gospodarczego, a także dotyczące procesu europeizacji polskiej polityki ochrony środowiska oraz zarządzania ochroną środowiska. Członek Państwowej Rady Ochrony Środowiska i Rady Naukowej Instytutu Ochrony Środowiska. W 1994 roku współtworzył Climate Action Network Central and Eastern Europe, w latach 1994 – 1998 był jej dyrektorem. Współzałożyciel Koalicji Klimatycznej polskich organizacji pozarządowych, od 2003 roku jest ekspertem zarządzającym Sekretariatem Koalicji Klimatycznej. Prezes Polskiego Klubu Ekologicznego Okręg Mazowiecki. W 2011 roku za działalność na rzecz wolności słowa i praw człowieka w opozycji antykomunistycznej w latach 1978 - 1989 otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Dr hab. inż. Zbigniew Karaczun, profesor w Katedrze Ochrony Środowiska i Dendrologii SGGW w Warszawie. Prowadzi badania w zakresie polityki klimatycznej i ekologicznej, integracji ich celów do polityki rolnej i strategii rozwoju gospodarczego, a także dotyczące procesu europeizacji polskiej polityki ochrony środowiska oraz zarządzania ochroną środowiska.

Członek Państwowej Rady Ochrony Środowiska i Rady Naukowej Instytutu Ochrony Środowiska. W 1994 roku współtworzył Climate Action Network Central and Eastern Europe, w latach 1994 – 1998 był jej dyrektorem. Współzałożyciel Koalicji Klimatycznej polskich organizacji pozarządowych, od 2003 roku jest ekspertem zarządzającym Sekretariatem Koalicji Klimatycznej. Prezes Polskiego Klubu Ekologicznego Okręg Mazowiecki. W 2011 roku za działalność na rzecz wolności słowa i praw człowieka w opozycji antykomunistycznej w latach 1978 – 1989 otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

 

 


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

4.3/5 - (9 votes)
Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

A to nie jest tak, ze klimat się cyklicznie zmienia. Pojawiają sie okresy zimna przeplatane onresmi wilgotnymi.

Dobrze napisane