Las stał się kryjówką dla naszych śmieci. Wywiad z Mikołajem Basińskim
Szukam tych, którzy cierpią, a nie tych, którzy są temu winni. W przypadku śmieci cierpi przyroda – najmniejsze bezkręgowce, drobne gryzonie, które milionami utykają w butelkach i puszkach. Kiedy w ten sposób spojrzę na problem, okazuje się, że nawet najmniejszy gest, jak wyniesienie jednej butelki z lasu, ma ogromne znaczenie i lokalnie potrafi zmienić bardzo dużo – mówi w wywiadzie dla Ekologia.pl Mikołaj Basiński lider inicjatywy „Szukam w lesie”, twórca internetowy, bloger, edukator.
Joanna Szubierajska: Od jakiego momentu zaczęło się Twoje sprzątanie lasów – i co sprawiło, że z prywatnego gestu przerodziło się to w publiczne działanie?
Mikołaj Basiński: Zaczęło się od rodzinnego sprzątania w lesie. To, że sprzątam i pokazuję to w sieci, dzieje się mniej więcej od pięciu lat. Natomiast to nie znaczy, że wcześniej nie sprzątałem – po prostu nie pokazywałem tego w internecie. Wszystko zaczęło się od spacerów z moją żoną Kasią i z kilkuletnim wtedy synem – Antkiem. Podczas jednego z takich spacerów moja żona rzuciła hasło: „może byśmy tutaj posprzątali”. Ja akurat miałem przy sobie kilka worków, więc postanowiliśmy to zrobić. Finalnie wynieśliśmy wtedy z lasu aż trzy worki odpadów, chociaż muszę przyznać, że początkowo śmieci nie było w ogóle widać.
I to dało mi do myślenia – że tych śmieci rzeczywiście trochę jest i że nawet jeżeli ich nie dostrzegamy, to zalegają w terenie i trzeba coś z tym zrobić. Na co dzień pracuję jako konferansjer, prowadzę różne eventy i wydarzenia, praca z kamerą i publicznością nie sprawia mi problemu. Pomyślałem więc, żeby wykorzystać YouTube’a i założyć kanał, gdzie po prostu pokażę, jak sprzątam i opowiem dlaczego warto to robić. Moją misją od początku było to, by przekonać innych, że ten problem istnieje i że każdy może podjąć działanie. Pokazać, że oddolne działania na rzecz przyrody mają ogromny sens. Trochę edukacji i motywacji jednocześnie. I tak to się zaczęło. A dziś nie zajmuję się już wyłącznie tematem zaśmiecania lasów, choć to nadal oś moich działań.
Kiedy widzisz skalę problemu w terenie, masz poczucie realnego wpływu czy raczej wrażenie, że działania oddolne jedynie łatają niewydolność systemu?
Działania oddolne, takie jak sprzątanie lasów, faktycznie łatają lukę systemową. To jednak nie znaczy, że instytucje, które się tym zajmują – głównie Lasy Państwowe – nic nie robią. One oczywiście sprzątają i wydają na to niemałe pieniądze, bo są to miliony złotych rocznie. Problem polega na tym, że mają zbyt małe moce przerobowe. Śmiecących jest więcej niż tych, którzy chcą sprzątać oraz instytucji, które się tym zajmują.
Śmieci jest dużo, a do tego są miejsca zapomniane, do których nikt nie zagląda. Jeżeli na takie ukryte przed światem wysypisko nie trafi przypadkowy spacerowicz, i nie posprząta, to nikt tam nie dotrze. Dlatego tak ważne jest poczucie odpowiedzialności za swój las.
Jeżeli pytasz o zmiany – ja je widzę. W miejscu, w którym działam, czyli w Poznaniu, w lesie blisko mojego miejsca zamieszkania, zauważam , że po tych kilku latach działań śmieci jest mniej i wolniej się „odradzają”. Tworzy się też społeczność – nie tylko online, ale także lokalna – która wspiera te działania, chce coś zmienić i której zależy na czystych lasach.
Mam wrażenie, że jakiekolwiek zmiany społeczne, nie tylko związane z ochroną przyrody, potrzebują liderów tej zmiany. W grupie buduje się napięcie, które szuka ujścia, a gdy pojawi się osoba, która daje tubę do wzmocnienia społecznego przekazu, zachęca do działania albo podejmuje trud organizacyjny, ta energia się kanalizuje i wtedy zaczynają się dziać dobre rzeczy. Bardzo zachęcam do tego, żeby w swoich lokalnych społecznościach być takim pierwszym klockiem domina, który uruchomi całą lawinę pozytywnych zdarzeń. Trzeba stać się ambasadorem swoich leśnych zakątków i nie bać się tego – to pierwszy krok.
W sieci coraz częściej pojawia się hejt wobec działań proekologicznych. Z jaką krytyką spotykasz się najczęściej i jak na nią reagujesz?
Na szczęście są to pojedyncze osoby, które mówią, że to nie my jako obywatele powinniśmy sprzątać – że naszym obowiązkiem jest jedynie nie śmiecić, a sprzątać powinny odpowiednie służby i państwo. W ten sposób zrzucają z siebie odpowiedzialność.
Myślę, że korona mi z głowy nie spadnie, jeżeli schylę się, by podnieść śmieć. Zmieniam perspektywę i przesuwam środek ciężkości. W pierwszej kolejności szukam tych, którzy cierpią, a nie tych, którzy są temu winni. W przypadku śmieci cierpi przyroda. Cierpią najmniejsze bezkręgowce, drobne gryzonie, które milionami utykają w butelkach i puszkach.
Kiedy w ten sposób pomyślę, zmienię skalę i zobaczę rozmiar tego cierpienia oraz strat, jakie przyroda ponosi przez nasze śmieci leżące w terenie, okazuje się, że najmniejszy gest, jakim jest wyniesienie z lasu chociażby jednej butelki, ma ogromne znaczenie. W ten sposób usuwam pułapkę, przerywam samonakręcającą się spiralę śmierci, która mogłaby trwać wiele lat. I to ma znaczenie – lokalnie bardzo duże znaczenie. Jeżeli zmienimy optykę , spojrzymy szerzej, ale i głębiej, okaże się, że ten najmniejszy gest ma ogromną wagę.
Są dane z Tatrzańskiego Parku Narodowego, które mówią o tym, że gdybyśmy zaprzestali sprzątania tamtejszych lasów, co roku w wyrzuconych puszkach i butelkach ginęłoby nawet 36 mln bezkręgowców i ok. 10 tys. drobnych kręgowców. Takie straty mogłyby mieć wpływ na cały lokalny ekosystem.
Sprzątanie samo w sobie nie jest wielką filozofią, ale by zacząć sprzątać i robić to regularnie potrzebujemy dziś zupełnie nowej filozofii, nowego spojrzenia na przyrodę. Kiedy nazwiemy ją „swoją” (nie zachłannie, a z szacunkiem, nie ekskluzywnie, a inkluzywnie) i poczujemy odpowiedzialność za lokalny las, park, fragment brzegu rzeki czy morza , sprzątanie przychodzi nam łatwiej. I tak bym odpowiedział: w pierwszej kolejności szukam cierpiących, a dopiero potem winnych, ale co jest istotne – ich też ostatecznie trzeba znaleźć, żeby rozwiązać problem systemowo.
Tutaj nie chodzi o to, żeby jednorazowo posprzątać, by zaraz ktoś znowu naśmiecił i ciągle bez sensu powtarzać ten schemat. W pewnym momencie trzeba zająć się tym problemem holistycznie. Niemniej, by dokonać wielkich zmian, musimy znaleźć sposób na to, jak zrobić pierwszy krok i się nie poddać.
Jak wybierasz się na spacer – czy to do lasu, czy do parku – to zawsze masz ze sobą worki i rękawiczki? Masz „zakodowane”, że cały czas musisz sprzątać?
Przyznam, że nie zawsze mam przy sobie worek, ale rzeczywiście bardzo często noszę go ze sobą. Worki mam w samochodzie albo noszę ze sobą worek wielokrotnego użytku, który jest bardzo praktyczny, bo można go zwinąć i nie zajmuje dużo miejsca. Poza tym, nie generujemy dodatkowych odpadów w postaci worków foliowych. Zawsze mam też przygotowane w plecaku miejsce na swoje odpady, które ewentualnie wyprodukuję gdzieś na szlaku, zwłaszcza gdy jestem w miejscach chronionych. Jestem wielkim zwolennikiem zasady, by wszystko, co przynosimy do lasu, zabierać ze sobą z powrotem. Nie szukajmy koszy na szlakach (kosze stanowią olbrzymie zagrożenie dla żerujących w nich zwierząt, które mogą wpaść w pułapkę) – zabieramy wszystko, co przynieśliśmy. Natomiast z racji tego, że przeprowadzam dużo akcji, dużo sprzątam samodzielnie i działam wokół tego tematu, czasami jestem tym tak zmęczony, że zapominam o worku i chcę po prostu iść do lasu, żeby się nim cieszyć.
Jakie znalezisko z lasu najbardziej Cię zaskoczyło – nie skalą, ale historią, która się za nim kryła?
Kilka momentów zdziwienia było podczas mojego sprzątania. Czasami np. trudno było sobie wyobrazić, ile trudu musiał podjąć ktoś, by coś upchnąć na danym terenie. Mówię tu np. o wielkich oponach od traktorów, ważących dobre kilkaset kilogramów, zrzuconych w środku lasu. Trzeba było włożyć ogromny wysiłek, żeby wywieźć je tak daleko. Takie znaleziska rodzą pytanie o logikę – bo podobny wysiłek można by było włożyć w ich legalną utylizację. Oczywiście problemem jest koszt. I tu dochodzimy do sedna: utylizacja takich śmieci jest kosztowna.
Jeżeli chodzi o znaleziska dziwne, ale gabarytowo zdecydowanie mniejsze , to zdarzyło mi się – i często o tym mówię – znaleźć list miłosny ukryty w butelce PET.
List miłosny w plastikowej butelce brzmi niemal symbolicznie
Oczywiście „Message in the bottle” kojarzy się z oceanem. Natomiast tutaj była to zwykła butelka PET znaleziona nie w spienionych falach czy na plaży, a pod mchem. W środku trzy kartki papieru zapisane drobnym druczkiem. Wyglądało to jak list młodej dziewczyny do starszego mężczyzny, prawdopodobnie żonatego, z którym miała romans. Próbowałem odnaleźć autorkę i adresata, ale w środku nie było żadnych danych. Butelka była zakopana do połowy w ziemi i wystawał tylko jej czubek, więc chciałem ją po prostu wygrzebać i posprzątać. Kiedy ją wyciągnąłem, okazało się, że w środku są kartki. Delikatnie rozcinając butelkę nożem, dostałem się do nich i przeczytałem treść. Trudno powiedzieć, czy ten list nigdy nie został wysłany, czy trafił do odbiorcy, a potem został zakopany. Takie romantyczne znaleziska w lesie też się zdarzają.
Zdarzały się też tablice rejestracyjne – nie tylko z Polski. Pamiętam, jak znalazłem dwie tablice francuskie, które musiałem zgłosić. Przy okazji – podpowiedź dla wszystkich „leśnych poszukiwaczy”: jeżeli znajdziecie tablice rejestracyjne, trzeba to zgłosić na policję lub do wydziału komunikacji, bo może chodzić o kradziony samochód.
Zdarzały się też odłamki po pociskach z lat wojennych. To dość powszechne znaleziska, zwłaszcza w okolicach Poznania, gdzie jest dużo fortów i starych okopów. Tam, gdy dobrze się poszuka, można znaleźć zarówno łuski, jak i odłamki. W takich przypadkach trzeba zachować szczególną ostrożność. Niewybuchy lub coś, co wygląda podejrzanie – zgłaszamy na policję!
Jakie śmieci dominują dziś w lasach i co to mówi o naszych codziennych nawykach, a nie tylko o „wielkich trucicielach”?
Niestety dominuje drobnica. To są rzeczy, z których korzystamy na co dzień, które mamy w ręku przez chwilę i porzucamy w lesie: butelki, puszki, papierki, torebki foliowe. Tego jest zdecydowanie najwięcej. Bardzo dużo jest też niedopałków papierosów, które są powszechnym odpadem w lasach. Według niektórych badań niedopałki papierosów są drugim najpowszechniejszym odpadem zaśmiecającym naszą planetę – zaraz po opakowaniach żywności.
Zagrożenie związane z niedopałkami jest ogromne i nie chodzi tylko o ryzyko pożarowe czy toksyczne. Niektóre ptaki wykorzystują niedopałki w swoich gniazdach, by odstraszyć pasożyty – robią tak m.in. wróble i dziwonie. W ten sposób jednak trują siebie i swoje pisklęta.
Tej drobnicy jest niestety najwięcej i to jest najbardziej przykre, bo te śmieci nie stanowią dla nas problemu – są lekkie, można je bez trudu wyrzucić do odpowiedniego kosza i zutylizować. Ale to się nie dzieje. Las staje się nie tylko kryjówką dla „niewygodnych” odpadów, ale także dla tych najbardziej powszechnych, czego absolutnie nie rozumiem.
Edukujesz, prowadzisz też warsztaty dla najmłodszych. Jak dzieci reagują na las?
To zależy od wieku. Richard Louv w książce „Ostatnie dziecko lasu” pisał o syndromie „Baby Jagi”, który występuje u rodziców wmawiających dzieciom, że las jest niebezpieczny. Mówią: „lepiej zostań w domu, bo tam wilki, zbóje, tężec” – i wszystko, co najgorsze. Niestety potem dzieci postrzegają las jako miejsce groźne i nie dla nich.
Jeżeli chodzi o młodsze dzieci, klasy 1-6, to są dzieci , które bardzo dobrze chłoną treści przyrodnicze i ekologiczne. W lesie potrafią bawić się patykami, budować szałasy, interesować się tematami około-survivalowymi czy bushcraftowymi, tropieniem zwierząt, obserwacją ptaków. Dlatego wiem, że edukować trzeba w ciekawy sposób i tutaj jest ogromne pole do pracy. Chciałbym jednak zaznaczyć, że szalenie ważna jest tutaj również rola rodziców. To oni muszą wzmacniać dobre postawy u swoich dzieci. Dla tych najmłodszych są modelami poddawanymi ciągłej, wnikliwej obserwacji. Jako rodzice możemy to wykorzystać i swoim przykładem normalizować przyzwoite zachowania.
Młodzież powyżej szóstej klasy to już większe wyzwanie. Żeby ich zaciekawić, trzeba wejść na wyższy poziom i najlepiej wykorzystać nowe technologie. Można użyć GPS-ów, zabaw opartych o geocaching , można wyjść w teren z aparatem fotograficznym. To pozwala połączyć ich świat – internetu i technologii – ze światem natury. Bo nie oszukujmy się: oni urodzili się ze smartfonami w ręku i są tym absolutnie pochłonięci. Dla nich las i przyroda są często średnio ciekawe. Trzeba znaleźć wspólne punkty i je wykorzystać.
Jakie zmiany w polityce środowiskowej muszą nastąpić, by las był bezpieczny dla zwierząt i dla nas? Kary, wykrywalność, odpowiedzialność społeczna – który z tych elementów obecnie zawodzi najbardziej?
Moim „konikiem” są śmieci, więc w tym obszarze mogę się wypowiedzieć. Moim zdaniem kary za zaśmiecanie terenów zielonych są wciąż zbyt niskie. Za wyrzucenie puszki czy papierka grozi co najwyżej upomnienie albo „pogrożenie palcem”. Uważam, że powinniśmy wysoko karać nawet za najdrobniejsze śmieci. A może kary powinny mieć inną konstrukcję, bo kary finansowe są przez drobnych przedsiębiorców często bagatelizowane. Bardziej opłaca im się wywieźć śmieci do lasu niż zutylizować je legalnie. Niestety kary są wliczane w koszty, a przez to, że są niskie, nie odstraszają.
Druga kwestia to wykrywalność, która jest niestety bardzo niska. Oczywiście nie obwiesimy całego lasu monitoringiem, bo to technicznie niemożliwe. Ale powinniśmy działać na rzecz jej zwiększenia. Bardzo pomogłaby tu swego rodzaju „straż obywatelska” i działania lokalne. Jeżeli zaczniemy aktywizować społeczności, zachęcać ludzi do poznawania terenów, w których żyją, nagle okaże się, że znając las, który odwiedzają mogą stać się lokalnymi ambasadorami i strażnikami przyrody. Schemat jest tutaj bardzo prosty – poznaj, dostrzeż, polub lub pokochaj, chroń. Zaangażowane i zakochane w swoich okolicach osoby szybciej reagują i dbają o to, co dzieje się wokół.
A co sądzisz o systemie kaucyjnym?
System ten dopiero raczkuje, ale przykłady z innych krajów pokazują, że śmieci w terenie rzeczywiście jest mniej, a „nieszczelności” w recyklingu są częściowo niwelowane. Trzeba się jednak zastanowić, jak sprawić, by system był całościowo korzystny dla środowiska – pamiętajmy, że system to także logistyka, transport i technologie obróbki surowców. Powinniśmy ciągle trzymać rękę na pulsie i pamiętać o redukcji śladu węglowego naszych rozwiązań. Niemniej system kaucyjny z pewnością spowoduje, że śmieci w terenie będzie mniej.
Masz cel, żeby zebrać 1000 worków śmieci. Jak Ci idzie? I co się stanie, gdy osiągniesz ten cel?
Gdybym robił tylko to, pewnie już dawno wytargałbym te tysiąc worków z lasu. Ale cieszę się, że to trwa tak długo, bo jest to dla mnie długofalowy cel, oś działań, która mnie prowadzi – taki wytyczony tor. Jestem obecnie w trzech czwartych drogi. Ostatnio liczyłem: jest to prawie 700 worków i ponad 2, 5 tony odpadów. Na razie cel nie został osiągnięty; szacuję, że stanie się to w przyszłym roku.
Gdy to nastąpi, nie zamierzam się zatrzymywać – to będzie moje pierwsze zrealizowane wyzwanie, ale na pewno nie ostatnie. Nie przestanę sprzątać lasów. Nie mam jeszcze pojęcia, jaki będzie mój kolejny cel. Dużo dzieje się w obszarze edukacyjnym, a sprzątanie lasów było punktem wyjścia. Mam w głowie wiele projektów: podcasty, performensy związane z aktywnością proekologiczną. Zobaczymy, co się wydarzy. Niemniej lasów szybko nie opuszczę!
Dziękuję za rozmowę
Mikołaj Basiński – lider inicjatywy „Szukam w lesie”, twórca internetowy, bloger, edukator. Jako leśny aktywista i pasjonat przyrody opowiada o problemach i pięknie leśnych ekosystemów na kanale YouTube. Aktywny sprzątacz lasu – jego nadal realizowanym celem jest samodzielne wyniesienie z lasu 1000 worków śmieci. Dotychczas posprzątał las z ponad 2,5 ton odpadów! Laureat i finalista ogólnopolskich konkursów, ambasador akcji “Czyste Tatry” i koalicji “Niech Żyją!”. Temat śmieci w lasach wprowadza do głównego nurtu informacyjnego. W 2022 roku, jako prelegent wystąpił m.in. na wydarzaniu TEDxKatowice z prezentacją „Kto podniesie butelkę? Czyli o języku działania dla środowiska”, a na swoim kanale YouTube prowadzi rozmowy z naukowcami i specjalistami na temat śmieci i wpływu ludzi na leśny ekosystem. Regularnie występuje w krajowych i lokalnych mediach. Zawodowo psycholog, pedagog i aktywny konferansjer z ponad 13 letnim stażem w pracy na scenie.

Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych
Opublikowany: 9 stycznia, 2026

Znam typa :) Fajna inicjatywa, naprawdę niewiele potrzeba, by zmienić środowisko wokół nas
Mikołaj to jest gość! Profesjonalny i empatyczny. Ma fajne wystąpienie na TEDx
Ohoho:) Ktoś tu staje się Celebrytą
Znowu jakiś bloger, fajnie że sprząta las jeśli ma siłę, ale warto też pokazywać ludzi którzy tworzą np. jadłodzielnie, albo coś równie dobrego dla ludzi…
Wszystkie działania, które poprawiają los innych – ludzkich i nieludzkich – są ważne!
Wszystko ok. Tylko nie po to place coraz więcej za śmieci, żeby później je sprzątać. Często firmy, która dostają od miasta kupę kasy za zbiórkę i utylizację odpadów miejskich, wyrzucają je potem w lesie… ot paradoks.
Dziękuję za rozmowę!