Panda to najbardziej polityczne zwierzę świata. Wywiad z Piotrem Parzymiesem autorem książki „Historia pandy wielkiej, czyli z bambusowego lasu na dyplomatyczne salony”
Panda wielka – czarno-biały symbol ochrony przyrody, a jednocześnie drapieżnik, który w niemal całej swojej diecie wybrał bambus. Skąd taka ewolucyjna zmiana? Jak naprawdę wygląda życie pand w chińskich rezerwatach i jaki mają wpływ na dyplomację międzynarodową? W rozmowie z autorem książki „Historia pandy wielkiej, czyli z bambusowego lasu na dyplomatyczne salony”, Piotrem Parzymiesem, dowiadujemy się, co kryje się za legendą pandy i jakie lekcje możemy wyciągnąć z jej wyjątkowej historii.

biolog i popularyzator nauki, autor książki “Historia pandy wielkiej, czyli z bambusowego lasu na dyplomatyczne salony”
Joanna Szubierajska: Co było impulsem, by napisać książkę o pandzie – zwierzęciu, które z symbolu słodkości stało się ikoną polityki i dyplomacji?
Piotr Parzymies: Książkę tę niejako napisało życie. We wrześniu 2023 roku przygotowywałem się do mojej pierwszej podróży do Chin z moja ówczesną dziewczyną, obecnie żoną, Chinką Jing. Na naszej trasie był Szanghaj, a także znana z pikantnej kuchni prowincja Syczuan i jej stolica, Chengdu, gdzie moja żona studiowała. Syczuan jest również stolicą pand – żyje tam około 1400 osobników z mniej więcej wszystkich 1900 dziko żyjących pand. Bardzo byłem podekscytowany tą wyprawą, tym bardziej, że parę miesięcy wcześniej zacząłem na poważnie interesować się Państwem Środka, jego kulturą i językiem. Czytałem też wcześniej sporo o chińskich zwierzętach, m.in. o niezwykle ciekawej (i krytycznie zagrożonej) salamandrze olbrzymiej chińskiej (Andrias davidianus), o której napisałem później bardzo rozbudowany artykuł na polskiej Wikipedii. To właśnie przy tej okazji dowiedziałem się już trochę o Chinach, a także zorientowałem się, jak dużą frajdę sprawia mi pisanie. Postanowiłem więc dowiedzieć się jeszcze więcej o chińskich zwierzętach. Przeglądając internet, moją uwagę przykuła pozycja amerykańskiej historyczki E. Eleny Songster o nazwie Panda Nation: The Construction and Conservation of China’s Modern Icon opisująca, jak panda stała się nowoczesnym symbolem Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL). Lubię takie nieoczywiste pozycje, więc zakupiłem książkę i przeczytałem z dużym zainteresowaniem. Już wtedy zacząłem przeczuwać, że panda to nie tylko jeden z symboli ochrony przyrody, ale także zwierzę o niebagatelnym znaczeniu politycznym. Moja wizyta w Chinach w lutym 2024 roku tylko mnie w tym utwierdziła. Zobaczyłem wówczas pandy w ośrodku hodowlanym w Dujiangyan. Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie Chengdu, stolica Syczuanu. Podobizny pand są tam na każdym kroku. Coś niesamowitego. Nigdy nie spotkałem się z takim zagęszczeniem jakiegokolwiek symbolu w jednym miejscu. W Chinach stworzono nawet pojęcie xiongmao jingji, „gospodarka pand”, opisujące jak motyw naszej bohaterki wykorzystywany jest przy sprzedaży różnego rodzaju produktów i oferowaniu usług.
Na przykład? Jakiego rodzaju są to usługi?
Najlepszym tego przykładem jest Ośrodek Badań nad Rozrodem pandy wielkiej w Chengdu, w którym przetrzymywanych jest według różnych informacji od 100 do nawet ponad 200 osobników. Ośrodek ten posiada chyba najbardziej znaną obecnie pandzią celebrytkę, pandę Hua-Hua, dzięki której przyciąga on nawet 10 milionów gości rocznie, a także zapewnia ponad 30 tysięcy miejsc pracy. Te liczby robią wrażenie. Po powrocie do Europy uznałem, że należy zbadać kwestię pand dokładniej, więc zamówiłem na początku kilkanaście, a potem – kilkadziesiąt książek o tym niesamowitym zwierzęciu w języku angielskim, ale także chińskim i japońskim. Żadna z nich nie przedstawiała według mnie pandy w naprawdę kompleksowy sposób, więc uznałem, że sam „załatam tę dziurę”. Pisałem w tamtym czasie rozprawę doktorską (z biologii molekularnej), ale jak mówią Chińczycy shìshàng wú nánshì, zhǐ pà yǒuxīnrén – „nie ma nic trudnego na świecie, są tylko ci, którym brakuje woli”, więc przyjąłem wyzwanie. Włożyłem w pracę całe swoje serce, w międzyczasie byłem jeszcze parę razy w Chinach, gdzie rozmawiałem z tamtejszymi badaczami i obserwowałem pandy. Dzięki mojej żonie mogłem korzystać z wielu źródeł chińskich, za co jestem bardzo wdzięczny. Wyszła według mnie bardzo ciekawa praca i zachęcam wszystkich do jej przeczytania, gdyż panda to naprawdę niezwykłe stworzenie. Teraz, jako „Dr Parzymies” mogę się już z czystym sumieniem na jej temat wypowiadać.
W przedmowie pisze Pan, że panda to „najbardziej polityczne zwierzę świata”. Co sprawiło, że trafiła na dyplomatyczne salony?
Był to proces dość powolny. Dość powiedzieć, że w Chinach nie zachował się ani jeden obraz przedstawiający pandę namalowany przed XX wiekiem. Co więcej, zwierzę to bardzo sporadycznie pojawia się w starożytnych chińskich tekstach, więc jakiekolwiek stwierdzenia chińskie, że „panda interesowała Chińczyków od wieków” trzeba przyjmować z dość dużą dozą sceptycyzmu. „Kariera” pandy miała swoje początki w 1869 roku. Wtedy to francuski misjonarz, Armand David, niezwykle przenikliwy i utalentowany podróżnik oraz przyrodnik, przebywał w syczuańskim powiecie Baoxing podczas swojej drugiej dłuższej podróży w głąb Chin. W marcu tegoż roku zobaczył w domu pewnego właściciela ziemskiego, jak to samo określił, „skórę pierwszorzędnego biało-czarnego zwierzęcia”, czyli pandy wielkiej, która od razu zrobiła na nim wrażenie. Lokalni myśliwi zdobyli następnie dla niego jeszcze dwa martwe osobniki, które przesłał do Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu, które sponsorowało jego wyprawy. Rozpoczęło to fascynację zachodnich badaczy tym ciekawym zwierzęciem, a także trwające tak na dobrą sprawę do 1985 roku kontrowersje związane z przynależnością taksonomiczną pandy wielkiej – jedni mówili, że jest ona spokrewniona z tzw. pandką rudą, a oba te gatunki należą do rodziny szopowatych. Drudzy z kolei twierdzili, że panda wielka jest niedźwiedziem. Dzisiaj, głównie dzięki badaniom genetycznym, wiemy, że panda należy do rodziny niedźwiedziowatych, a z tzw. pandką rudą nie jest blisko spokrewniona. Jednak po odkryciu Davida z końca XIX wieku na dalsze postępy w odkrywaniu zwyczajów pandy trzeba było trochę poczekać. Nastepna ważna data to rok 1929, kiedy to bracia Rooseveltowie (zbieżność nazwisk z prezydentem Theodorem Rooseveltem jak najbardziej nieprzypadkowa) jako pierwsi cudzoziemcy zapolowali na pandę w jej środowisku naturalnym. Rozpoczęło to pewnego rodzaju trend – szanowane instytucje naukowe, główne muzea, finansowały wyprawy w celu upolowania pandy wielkiej, której szkielet lub skórę mogły następnie wystawić w swoich zbiorach. W 1936 Ruth Harkness, o której zapewne porozmawiamy więcej, jako pierwsza dostarczyła żywą pandę wielką do zachodniego ogrodu zoologicznego (w Chicago), co rozpoczęło prawdziwe „pandamonium” i dziesiątki chętnych ogrodów pragnących mieć w swojej kolekcji żywego osobnika. W Chinach jednak w tamtym okresie zwierzę to, jak określił jeden z pośredników biorący udział w transporcie pand, „było tak samo nieznane jak w Stanach Zjednoczonych”.
Jak panda stała się symbolem politycznym w Chinach?
Na polityczny wzrost znaczenia pandy wielkiej trzeba było zaczekać do roku 1949 i proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej, na czele której stanął Mao Zedong. To właśnie komuniści dość szybko zorientowali się, że panda nie ma żadnych niewygodnych powiązań z kompromitującymi dla nich okresami w historii Chin i zaczęli wykorzystywać ją jako jeden z elementów do budowania narodowej tożsamości, a także do ukazania wyższości chińskiej nauki nad zachodnią. Duże znaczenie miała panda Ping-Ping, która trafiła do pekińskiego ogrodu zoologicznego w 1953 roku. Osobnik ten opisywany był przez partyjne media, dzięki czemu zwykli Chińczycy mogli zapoznać się z tym nieznanym im gatunkiem zwierzęcia. Następnie za czasów tzw. „rewolucji kulturalnej” (1966-1976) panda utwierdziła swoją pozycję jako jednego z ważniejszych symboli nowoczesnych Chin, a w 1972 roku miał miejsce pierwszy przypadek tzw. „dyplomacji pand”, co sprawiło, że zwykli obywatele zaczęli odczuwać jeszcze większą dumę z tego zwierzęcia. To właśnie w latach 70. i 80. przyjęło się określenie guóbǎo, czyli „skarb narodowy” opisujący pandę wielką. Podsumowując, na polityczny wzrost znaczenia pandy trzeba było czekać aż do drugiej połowy XX wieku.
Wspomniał Pan o Ruth Harkness, która jako pierwsza przywiozła żywą pandę do świata zachodniego. Co w tej postaci najbardziej Pana zafascynowało?
Jest to faktycznie niezwykła postać, chyba moja ulubiona z całej książki. Historia ta faktycznie jest pełna zwrotów akcji, intryg, ale także romansów i mam nadzieję, że zaciekawi też przyszłych czytelników. To, co mnie najbardziej w Ruth ujęło, to jej niezwykła determinacja, ale też intuicja. Błyskawicznie po utracie męża (o czym więcej w książce) uznała, że dokończy jego misję i schwyta pierwszą żywą pandę wielką w Chinach. Jest to o tyle niezwykłe, że nie miała ona żadnego wcześniejszego doświadczenia w tego typu podróżach, a pracowała jako projektantka mody. Według mnie klucz do sukcesu jej wyprawy stanowiła, tak jak mówiłem, nieprzeciętna intuicja. Kobieta ta w bardzo dobry sposób dobierała sobie współpracowników, a także wybrała odpowiedni ekwipunek na wyprawę. Nie zrażała się krytyką ze strony urażonych męskich ego, tylko parła bez kompleksów do przodu. Jest to na pewno postać tragiczna, która oprócz chińskich gór nie mogła sobie znaleźć swojego miejsca na ziemi.
Czyli można powiedzieć, że Ruth Harkness była pionierką, która przebiła szklany sufit w świecie eksploracji i zoologii?
Tak, gdyż zdobycie żywego osobnika pandy nie należało do łatwych. Według moich szacunków w latach 1936-1949 do zachodnich ogrodów zoologicznych trafiło 14 żywych osobników, a 70 kolejnych zmarło na którymś z etapów podróży. Pokazuje to, że nie było to łatwe przedsięwzięcie. Ruth Harkness zdobyła nie tylko pierwszego osobnika, pandę Su-Lin, ale także drugiego – Dianę (znaną później jako Mei-Mei). Na pandy przez lata bez sukcesów ostrzył sobie zęby nemesis Harkness, Brytyjczyk Floyd Tangier Smith, a kobieta ta zdobyła Su-Lin przy pierwszej dogodnej okazji. W tamtym okresie pozyskiwanie dzikich osobników większości gatunków zwierząt okupione było wielkimi stratami, a sama Ruth nie była tu wyjątkiem, gdyż podczas swojego życia była w posiadaniu pięciu pand (dwa dostarczyła do Stanów Zjednoczonych, dwa zmarły w Chinach, a jeden został przez nią wypuszczony). Faktycznie Ruth Harkness przebiła szklany sufit i jako pierwsza wprowadziła na dobre pandę wielką do świadomości społecznej Amerykanów. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie o niej porządny film, gdyż na pewno na to zasługuje.
Panda przez lata uchodziła za „ewolucyjną ślepą uliczkę”. Czy współczesna nauka wciąż tak ją postrzega?
Dobrze, że zadała Pani to pytanie. Jest to bardzo krzywdzący pogląd, z którym na każdym kroku staram się rozprawiać. Wydaje mi się, że warto go bliżej przeanalizować. Pogląd o „ewolucyjnej ślepej uliczce” obecny jest od dobrych lat, a rozpropagować go pomógł niewątpliwie brytyjski przyrodnik Chris Packham, który w 2009 roku na łamach kilku mediów przekonywał, że nie warto chronić pandę, gdyż zwierzę to i tak skazane jest na nieuchronne wymarcie. Zwolennicy tego poglądu wymieniają kilka argumentów, głównie: mało odżywcza bambusowa dieta (do której panda nie jest właściwie przystosowana), nieudolne rozmnażanie obserwowane niekiedy w niewoli, co według zwolenników tego argumentu, ma swoje przełożenie także na wolności, małym rozmiar potomstwa, rzekoma niska różnorodność genetyczna pand, czy utrata jej siedlisk na wolności. Jest to pogląd niezwykle krzywdzący, ale niestety wzmacniany przez filmiki internetowe pokazujące pocieszne pandy bawiące się w pokraczny sposób w ogrodach zoologicznych. Badania wykazały, że pandy posiadają bardzo ciekawe przystosowania do bambusowej diety – m.in. tzw. „pseudokciuk”, masywną czaszkę i silne mięśnie potrzebne do przeżuwania bambusa, ale także leniwy tryb życia. Co więcej, obecnie wiemy, że pandy na wolności rozmnażają się bez większych problemów, a populacje pozostawione w spokoju mają stabilny rozmiar lub ich liczebność rośnie.
Dlaczego wcześniej sytuacja pand była mniej korzystna?
Na nieciekawą sytuację pand duży wpływ miało do pewnego momentu wylesianie, które w Chinach przybrało szczególnie dramatyczną skalę w drugiej połowie XX wieku. I tak rozmiar siedlisk pand w 2001 roku wynosił jedynie 20% wartości z lat 60 XX wieku. Na szczęście Chińczycy w porę się obudzili i wprowadzili pod koniec XX wieku dwa programy ochrony przyrody: Program Ochrony Lasów Naturalnych, zakazujący wycinki drzew w lasach naturalnych, oraz Program Zalesiania Gruntów Ornych, oferujący subwencje w zamian za przekształcenie leżących na stromych zboczach pól w lasy. Tego typu działania doprowadziło do znacznego ograniczenie wylesiania – od połowy lat 80. do początku XXI w. około 70% lokalnych pól zostało zalesionych, a lesistość w Chinach wzrosła z 9% w latach 60 do 25% w 2025 roku. W XXI wieku zostawiliśmy wreszcie pandy w spokoju na wolności. I co się okazało? Ostatnie przeprowadzone na naprawdę szeroką skalę badania liczebności pand na wolności w 2014 roku (tzw. 4 Narodowe Liczenie Pand) wykazało, że od 2003 roku zanotowano kilkunastoprocentowy wzrost rozmiaru pandzich siedlisk jak i samej populacji. Przykład ten chyba najlepiej pokazuje, ze panda „ewolucyjna ślepą uliczką” nie jest. Co więcej, można stwierdzić, że na przestrzeni wieków poradziła sobie lepiej w Chinach niż inne charyzmatyczne gatunki jak słoń indyjski czy tygrys azjatycki, które w Państwie Środka niemal doszczętnie wybito. Panda, z racji swojego nieśmiałej natury, pozostawała przez większość historii schowana niezauważona w bambusowych gąszczach. W 2020 roku w Chinach otwarto także Park Narodowy Pandy Wielkiej, a z moich rozmów z chińskimi badaczami wynika, że sytuacja tego zwierzęcia jest względnie optymistyczna. Oczywiście musimy zachować ostrożność, ale tendencja jest na pewno bardziej wzrostowa niż u innych zagrożonych gatunków ssaków.
Dlaczego panda – drapieżnik z punktu widzenia systematyki – niemal całkowicie zrezygnowała z mięsa?
Dokładnej odpowiedzi na to pytanie jeszcze nie znamy. Panda faktycznie należy do rzędu ssaków drapieżnych (Carnivora), jednak według badań około 7 milionów lat temu zaczęła żywić się bambusem, a 2 miliony lat temu (choć czytałem ostatnio artykuł mówiący, że miało to miejsce znacznie później – 7-9 tysięcy lat temu) stał się on niemalże jedynym składnikiem jej diety. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że nie wszyscy członkowie rzędu Carnivora to drapieżnicy w potocznym tego słowa znaczeniu. Jest też trochę gatunków wszystkożernych, jak większość niedźwiedziowatych, czy szop pracz. Panda, u której 99% stanowi bambus, jest jednak najbardziej roślinożernym przedstawicielem tego rzędu. Być może na zmianę diety jakiś wpływ miała mutacja genetyczna – wykazano, że około 4,2 miliona lat temu doszło do utraty funkcji genu kodującego białko TAS1R1, jednego z komponentów receptora smaku umami, którego panda nie wyczuwa. Może to ułatwiło przejście na wegetariańską dietę? Co ciekawe, badania z 2025 roku zasugerowały również, że odpowiedzialne za to mogą być też tzw. micro RNA (miRNA) z bambusa, pochodzące z roślin spożywanych przez pandy, które przedostają się do krwioobiegu zwierzęcia i regulująć szlaki sygnałowe związane z percepcją smaku i zapachu czy metabolizmem dopaminy, wpływając w ten sposób na preferencje żywieniowe pandy. Cóż, na poznanie pełnej odpowiedzi przyjdzie nam jeszcze zapewne trochę poczekać…
Czy taka monotonna dieta nie szkodzi pandom?
Bambus, mimo że nie jest zbyt odżywczym pożywieniem (a pandy trawią jedynie 17% jego spożywanej suchej masy), jest powszechnie dostępny i szybko odrasta. Dieta bambusowa nie jest więc najgorsza, a pandy dobrze się do niej przystosowały. Potrafią zjeść nawet ponad 40 kilogramów świeżych pędów bambusa dziennie poświęcając na to ponad 14 godzin. Co więcej, defekują około 50 razy dziennie. Jako małą ciekawostkę dodam jeszcze informacje, że pandy mięsem też nie pogardzą, więc jeżeli natrafią na padlinę czy ptasie gniazdo, to też się tym pożywią.
Kiedy narodziła się tzw. „dyplomacja pand” i jaką rolę odgrywają dziś pandy w chińskiej polityce zagranicznej?
W internecie łatwo znaleźć informacje o jedynej kobiecie-cesarz w historii Chin, Wu Zetian, która pod koniec VII wieku rzekomo podarowała japońskiemu cesarzowi pandy. Muszę jednak Państwa rozczarować, gdyż jest to mit, a tekst, na którym opiera się informacja nie wspomina w ogóle o pandach, a o niedźwiedziach brunatnych. Pierwszy potwierdzony przypadek „dyplomacji pand” miał miejsce w 1941 roku, kiedy to kolejna niezwykła kobieta, Song Meiling, żona rządzącego tzw. Republiką Chińską Czang Kaj-Szeka podarowała pandy Pan-dee i Pan-dah do nowojorskiego Bronx Zoo w ramach podziękowań za pomoc udzieloną przez Amerykanów podczas niezwykle brutalnej i krwawej wojny z Japonią trwającej w latach 1937-1945. Jednak praktyka ta „rozkręciła się” na dobre w roku 1972 (wcześniej były to raczej inicjatywy o charakterze regionalnym) kiedy to w ramach normalizacji stosunków chińsko-amerykańskich do Waszyngtonu wysłane zostały pandy Xing-Xing i Ling-Ling. Rozpoczęło to pierwszą fazę dyplomacji pand, podczas której osobniki wysyłano jako podarunki, nieobarczone żadnymi zobowiązaniami. Miało to pomóc w uznaniu rosnącej pozycji Chin przez państwo przyjmujące pandy. W ten sposób niedźwiedzie te trafiły m.in. do Stanów Zjednoczonych, Japonii, Meksyku (gdzie narodziła się pierwsza panda wielka w zachodnim ogrodzie zoologiczna, która dożyła dorosłości), Niemczech czy Hiszpanii.

W 2025 roku nakładem Wydawnictwa Akademickiego Dialog ukazała się książka „Historia pandy wielkiej, czyli z bambusowego lasu na dyplomatyczne salony”, autor Piotr Parzymies
A co z dobrostanem tych zwierząt?
Za czasów Deng Xiaopinga w 1984 roku wprowadzono nowy model, oparty na bardziej kapitalistycznych zasadach. Do krajów, których rynki były postrzegane jako ważne dla chińskich produktów, wysyłano pandy na kilka miesięcy za określoną opłatą i procentem od sprzedanych biletów lub gadżetów związanych z pandami. Praktyka ta była niezwykle kontrowersyjna i szeroko krytykowana, gdyż faktycznie nie wpływała najlepiej na dobrostan przetrzymywanych osobników, które niekiedy jeździły wręcz na pewnego rodzaju tournée po ogrodach zoologicznych. Doprowadziło to do paru batalii sądowych pomiędzy ogrodami zoologicznymi, a organizacjami dbającymi o dobrostan dzikiej przyrody (jak WWF). Stało się jasne, że system należy zmienić.
I jakie zmiany wprowadzono?
Koncepcja wypracowana wspólnie przez strony chińską i amerykańską doprowadziła do rozpoczęcia trzeciej fazy dyplomacji pand, która rozpoczęła się w 1994 roku i trwa do dziś. W systemie tym para pand wypożyczana jest do zagranicznego ogrodu zoologicznego na 10 lat (zazwyczaj umowy te są przedłużane) za opłatę miliona dolarów rocznie (czasami mniej), która ma iść na ochronę pandy w Syczuanie, choć, jak pokazałem w książce nie zawsze się tak dzieje, na co zachodnie ogrody zoologiczne przymykają oko. Jeżeli podczas wypożyczenia narodzi się młody osobnik, to też jest on własnością Państwa Środka, do którego wraca zazwyczaj przed swoimi rodzicami.
Jakie polityczne korzyści przynosi takie „dzielenie się” pandami?
Przesyłanie pand ma dwa główne cele dyplomatyczne: pokazanie chęci długiej i owocnej współpracy pomiędzy Chinami i państwem przyjmującym (pandy dość często są elementem większej umowy handlowej), a także poprawienie opinii o Państwie Środka wśród obywateli kraju goszczącego pandy. Według mnie praktyka ta straciła nieco ze swojego uroku. Pandy na pewno nie są jakąś magiczną klamrą, która sprawia, że kraje te nie będą wchodziły nigdy w żaden konflikt. I tak na przykład w 2011 roku para pand trafiła do tokijskiego Ueno Zoo, a rok później Chiny i Japonia zaogniły spór o Wyspy Senkaku. Co więcej, o ile w latach 70. pandy były dla niektórych jednym z nielicznych bezpośrednich kontaktów z chińską kulturą, o tyle dziś – w epoce natychmiastowego dostępu do informacji – stanowią już tylko drobny element znacznie bardziej złożonego obrazu. Stany Zjednoczone, które gościły w swojej historii najwięcej pand, pozostają krajem, gdzie ponad trzy czwarte obywateli ma nieprzychylną opinię o Chinach. Praktyka ta budzi wręcz niekiedy pewnego rodzaju obawy, w związku z czym ukuto pojęcie „pandy trojańskie”. Pandy wielkie pozostają jednak najważniejszym z dyplomatycznego punktu widzenia gatunkiem zwierzęcia, a próby rozwinięcia dyplomacji z udziałem innych zwierząt, jak np. dziobaków czy kangurów z różnych powodów nie przerodziły się w długotrwałą strategię. Co ciekawe, bardzo niedawno plan wprowadzenia swojej wersji „dyplomacji zwierząt” ogłosiła Malezja. W 2024 roku ogłoszono, że kraj ten planuje przekazywać ważnym partnerom handlowym (głównie krajom importującym olej palmowy) orangutany borneańskie. Propozycja ta spotkała się jednak z dużą krytyką i ostatnio minister plantacji i surowców Malezji, Datuk Seri Johari Abdul Ghani, wycofał się z tej kontrowersyjnej inicjatywy na rzecz ochrony in-situ, kluczowej dla ich przetrwania i zachowania równowagi całego ekosystemu.
Chiny są znane z tego, że historycznie koncentrowały się na rozwoju gospodarczym kosztem środowiska. Jak wygląda obecnie ochrona środowiska w Chinach?
Przez większą część XX wieku rozwój Chin odbywał się kosztem środowiska. Po 1949 r. priorytetem była industrializacja, a za czasów Denga Xiaopinga utrwaliła się zasada „najpierw zanieczyszczenie, potem oczyszczanie”.
Dynamiczny wzrost gospodarczy doprowadził do dramatycznego skażenia powietrza, wód i gleb oraz do katastrofalnych skutków zdrowotnych i społecznych – m.in. do powstania tzw. „wiosek rakowych” i milionów przedwczesnych zgonów rocznie. W 2007 r. 16 z 20 najbardziej zanieczyszczonych miast świata znajdowało się w Chinach. Koszty degradacji środowiska szacowano na 3-10% PKB rocznie, a niezadowolenie społeczne rosło (w 2014 r. odnotowano ponad 700 protestów ekologicznych). Przełomem była katastrofalna powódź na Jangcy w 1998 r., która uświadomiła władzom, że zniszczenie środowiska zagraża stabilności kraju. W odpowiedzi Chiny stopniowo zmieniły kurs. W 2012 r. Xi Jinping ogłosił koncepcję „cywilizacji ekologicznej”, wpisaną w 2018 r. do konstytucji, a premier Li Keqiang w 2014 r. zapowiedział „wojnę z zanieczyszczeniami”. Od tego czasu kraj stał się światowym liderem w zalesianiu i inwestycjach w odnawialne źródła energii. W 2024 r. Chiny przeznaczyły ponad 625 mld USD na czyste technologie i zrealizowały cele dla energii wiatrowej i słonecznej wyznaczone na 2030 r. sześć lat przed terminem. Jakość powietrza w dużych miastach znacząco się poprawiła – w Pekinie średni poziom PM2.5 w 2023 r. wyniósł 32 µg/m³ (spadek o 60% w dekadę). Jednak mimo pewnych postępów, Państwo Środka pozostaje największym emitentem CO₂ (ponad 30% emisji globalnych) i największym konsumentem węgla na świecie. W 2025 r. inwestycje w sektor węglowy mają przekroczyć 54 mld USD. Co więcej, kolejne wyzwania to nierównomierne wdrażanie polityk ekologicznych na poziomie lokalnym, presja na wzrost gospodarczy oraz znaczne inwestycje w paliwa kopalne w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku (BRI). Tak na koniec mojej wypowiedzi powiem, że Chiny planują osiągnąć szczyt emisji CO2 do 2030 r., a neutralności klimatycznej – do 2060 r. Według mnie przy utrzymaniu tempa inwestycji w czyste technologie i przy skuteczniejszym egzekwowaniu pewnych przepisów, kraj ten faktycznie ma szansę stać się „cywilizacją ekologiczną”.
Czy sukces Chin w ochronie pand to rzeczywisty triumf ekologii, czy raczej projekt o charakterze propagandowym?
W Chinach cały czas patrzy się na ochronę przyrody przez pryzmat korzyści, jakie może ona przynieść dla państwa. Badania pokazują np., że mniej Chińczyków popiera ochronę przyrody, jeżeli odbywa się ona kosztem lokalnego rozwoju ekonomicznego niż ma to miejsce u amerykańskich respondentów.
Panda wielka ma to szczęście, że jej największą i najważniejszą funkcją jest dumne reprezentowanie kraju na arenie międzynarodowej, więc dbanie o jej ochronę i dobrostan dla pragmatycznych Chińczyków jest po prostu opłacalna z finansowego i piarowego punktu widzenia. Jest ona dla Chińczyków obiektem wielkiej dumy, więc chuchają na nią i dmuchają, żeby ani jeden czarny lub biały włos nie spadł jej z głowy. Niestety nie wszystkie inne zwierzęta mają tyle szczęścia. Najlepszym przykładem jest kuzyn pandy, niedźwiedź himalajski, również chroniony przez ustawodawstwo krajowe na mocy tzw. Ustawy o ochronie dzikich zwierząt, która do dzisiaj jest najważniejszym aktem prawnym odnoszącym się do ochrony dzikich zwierząt w Chinach. Główne zastosowanie niedźwiedzia himalajskiego jest zgoła inne: pozyskuje się mianowicie jego żółć, mającą właściwości prozdrowotne (choć badania wykazują, że jest w tym sporo prawdy, to istnieje sporo syntetycznych zamienników o takich samym działaniu, a bez szkody dla zwierząt) do wykorzystania w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej. W związku z tym biedne niedźwiedzie himalajskie przetrzymywane są w Azji na tzw. farmach niedźwiedzi w naprawdę fatalnych warunkach, o czym fani pandy wielkiej nie zdają sobie sprawy, a co kontrastuje w mocny sposób z nowoczesnymi i przestrzennymi wybiegami pand. Muszę jednak zaznaczyć, że nie jest to w żadnym wypadku przypadłość wyłącznie chińska, a tego typu farmy obecne są także m.in. w Wietnamie czy Laosie. W Chinach świadomość o konieczności dbania o dobrostan zwierząt nie jest na pewno rozpowszechniona, a stan niektórych wybiegów, które widziałem w chińskich ogrodach zoologicznych był po prostu fatalny. Kolejną chińską przypadłością jest niestety rozpowszechniona konsumpcja zagrożonych gatunków zwierząt. Sam widziałem naprawdę niezwykłe gatunki zwierząt, niektóre z nich krytycznie zagrożone wyginięciem, sprzedawane w pierwszym lepszym chińskim supermarkecie. Choć i tutaj obserwowane są zmiany prawne, jak i w nastawieniu zwykłych obywateli.
Przyroda na pewno skorzysta na ochronie pand
Ochronę pandy na pewno można jednak traktować też w kategoriach ekologicznego triumfu. Panda jako tzw. gatunek parasolowy poprawia też sytuacje wielu innych zwierząt współdzieląc z nią środowisko. Dość powiedzieć, że na terytorium Parku Narodowego Pandy Wielkiej występuje ponad 600 innych gatunków kręgowców, które także zyskują na ochronie pandy. Co więcej, panda jako tzw. gatunek sztandarowy zwiększa świadomość konieczności ochrony przyrody i jest pewnego rodzaju pionierem nowych rozwiązań stosowanych w Chinach. I tak na przykład na kanwie sukcesu Parku Narodowego Pandy Wielkiej w 2021 roku w Chinach otwarto pięć kolejnych parków narodowych, m.in. Park Narodowy Tygrysa i Lamparta Chin Północno-Wschodnich (Northeast Tiger and Leopard National Park) w północnych prowincjach Jilin i Heilongjiang. U coraz większej ilości Chińczyków, szczególnie tych młodszych, wyczuwa się autentyczną troskę o ochronę przyrody i wierzę, że kwestia ta będzie się jedynie w przyszłości jedynie poprawiała, więc według mnie odpowiedź na Pani pytanie leży gdzieś pośrodku i, tak jak mówiłem, na pewno należy docenić niektóre starania Chińczyków związane z ochroną dzikiej przyrody, niezależnie od stojących za tym motywacji.
Panda jest symbolem WWF i globalnej ochrony przyrody. Czy naprawdę zasługuje na ten status bardziej niż inne, mniej znane gatunki?
Jeżeli chodzi o logo WWF, to miały też względy aspekty bardziej praktyczne. Kiedy w 1961 roku zakładano World Wide Fund for Nature, to logo, zaprojektowane później przez sir Petera Scotta musiało spełniać następujące kryteria: przedstawiać atrakcyjne, czarno-białe zwierzę, które było gatunkiem zagrożonym lub bliskim zagrożenia. Od razu widać, że panda jest idealnym kandydatem, a decyzja o jej wyborze zapadła ponoć w zaledwie dwadzieścia minut. Jednak faktycznie nikt nie wątpi, że panda jest kojarzona z globalną ochroną przyrody. Według badań jest ona szóstym najbardziej popularnym gatunkiem zwierzęcia na świecie i należy do tzw. charyzmatycznej megafauny (ang. charismatic megafauna), czyli popularnych, atrakcyjnych i dobrze znanych gatunków zwierząt, które organizacje zajmujące się ochroną przyrody często wykorzystują do pozyskiwania funduszy i wsparcia społecznego dla działań ochronnych. Pandzie poświęcane jest o wiele więcej uwagi niż chociażby pozostałym azjatyckim gatunkom niedźwiedzi, a niektórzy badacze biorący udział w ochronie przyrody twierdzą wręcz, że „wygrała ona los na loterii”. Tak jak powiedziałem wcześniej, ochrona pandy ma korzyści dla innych gatunków współdzielących z nią środowisko (ostatnie badania wykazały, że zyskują także szczególnie ssaki kopytne), chociaż nie da się ukryć, że patrząc szerzej, zwierzęta te otrzymują nieproporcjonalnie dużo uwagi i środków. Nie jest to bynajmniej zarezerwowane dla pandy. Niestety mniejsze zwierzęta, często niemające tyle uroku, co panda lub wręcz nazywane „brzydkimi” przyciągają o wiele mniej uwagi i trudniej zdobyć fundusze na ich ochronę niż na bardziej atrakcyjne, większe gatunki. Szczególnie ważną rolę w ekosystemach odgrywają np. bezkręgowce, tak często pomijane, niezauważane lub wręcz tępione, a odgrywają przecież tak istotne role np. w zapylaniu, usuwaniu i rozkładaniu odchodów, a niektóre nawet potrafią rozkładać plastik! Opisano jednak nawet 7 przeszkód utrudniających skuteczną ochronę bezkręgowców i dwa pierwsze z nich brzmią: „bezkręgowce i ich usługi ekologiczne są w dużej mierze nieznane ogółowi społeczeństwa (dylemat społeczny)” oraz „decydenci i interesariusze są w większości nieświadomi problemów związanych z ochroną bezkręgowców (dylemat polityczny)”, co pokazuje, że bardziej charyzmatyczne gatunki „kradną” dużo z ich popularności, choć wykazano też, że coraz więcej badań związanych z ochroną przyrody jest poświęconych bezkręgowcom, co może napawać optymizmem. Zachęcam więc wszystkim, by wykorzystali swoje zainteresowanie pandą do poszerzenia swojej wiedzy o innych, na pierwszy rzut oka mniej uroczych gatunków zwierząt, naprawdę warto!
Czego my, ludzie, możemy się nauczyć od pandy – zwierzęcia, które przetrwało mimo wszystkich przeciwności?
Przede wszystkim pokory. Panda pokazuje, że czasami lepiej nie oceniać książki po okładce, a zwierzę to, mogące wydawać się „ewolucyjną ślepą uliczką” wielokrotnie nas zaskakiwało. Możemy powiedzieć, że panda pokazuje, że czasami życie w spokoju może być na dłuższą metę bardziej satysfakcjonujące niż nieustanny pośpiech do bliżej nieokreślonego celu. Mnie utwierdziła ona w przekonaniu, że w życiu należy robić to, do czego się jest przystosowanym i do czego ma się najlepsze predyspozycje. Seria filmów „Kung Fu Panda” słusznie pokazuje, że z pandami lepiej nie zadzierać i faktycznie, pod płaszczykiem tego niezdarnego i pociesznego misia kryje się dzikie stworzenie, które wielokrotnie w ogrodach zoologicznych raniło opiekunów i zwiedzających, nieświadomych jej nieprzewidywalnej natury. Życzę każdemu, by odnalazł w sobie taką pandę i żył w zgodzie z samym sobą czekając cierpliwie na swoją szansę, by pokazać światu swoją błyskotliwość i przebojowość.
Dziękuję za rozmowę
Piotr Parzymies (ur. 1998) – badacz, świeżo upieczony doktor nauk biologicznych. W 2020 roku ukończył z wyróżnieniem nauki biologiczne na Uniwersytecie Oksfordzkim, a w 2025 roku – doktorat z biologii molekularnej na Uniwersytecie Londyńskim. Pasjonat zoologii oraz Azji. W 2025 roku nakładem Wydawnictwa Akademickiego Dialog ukazała się jego książka „Historia pandy wielkiej, czyli z bambusowego lasu na dyplomatyczne salony”. Mieszka obecnie w Singapurze ze swoją żoną, Chinką.

Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych
Opublikowany: 28 listopada, 2025 | Zaktualizowany: 1 grudnia, 2025
Ale cudowny wywiad i bardzo cenne informacje. Dziekuje bardzo. Lecę po ksiazkę