Polski “mix energetyczny”
W Niemczech “mix energetyczny” proponowany klientom jest bardzo rozbudowany – jeśli jest się dostatecznie wrażliwym ekologicznie, można sobie zamówić mieszankę energii tylko zielonej i zapłacić wyższą cenę tylko dlatego, Że chce się wspierać energetykę odnawialną. W Polsce w cenie produktu finalnego (energii elektrycznej) jest tak wiele składników, Że de facto trudno powiedzieć za co płacimy. W kalkulacji mamy ponadto nowe pozycje związane z ochroną środowiska: kosztami emisji oraz tzw. zielonej i czerwonej energii: od 2006 roku każdy sprzedający energię musi mieć zgodnie z przepisami unijnymi “w swoim koszyku” zakupów odpowiedni procent “kolorowej energii”, która – czy tego chcemy, czy nie – jest dostarczana do naszych domów, a jej zakup przez dystrybutorów de facto podnosi cenę kWh w naszym gniazdku. Za co tak naprawdę płacimy, kiedy przychodzi nam uregulować rachunek za energię elektryczną?
Jakie składniki mają wpływ na naszą fakturę za energię? W hurcie cena 1 MW energii wynosi 120 PLN, ale nasz rachunek pokazuje, Że za prąd płacimy prawie trzykrotnie więcej…
Cena hurtowa 120-129 PLN jest tylko niepełną ceną wytworzenia energii + spłatą kontraktów długoterminowych, pod zaciągnięte w Polsce w latach 80. kredyty, które miały służyć modernizacjom, budowie nowych mocy i spełnianiu wymogów ochrony środowiska.
Koszt tych kontraktów długoterminowych każdy odbiorca energii spłaca dzisiaj; nie tylko w części w cenie energii elektrycznej, ale również w opłacie dystrybucyjnej. By pokryć koszty ochrony środowiska, cena energii powinna być wyższa w elektrowniach, czyli u wytwórcy, tymczasem okazuje się, Że spłacamy ją my, ukrytą w usłudze przesyłu i dostawie energii.
Regulacje ograniczające ceny zostały zniesione, warszawiacy płacą niższe rachunki za energię niż mieszkańcy okolic stolicy, czyli ok. 70 PLN przy statystycznym zużyciu 2200 kWh rocznie na mieszkańca. Pytanie, czy będzie jeszcze drożej? RWE Stoen jest dystrybutorem i sprzedawcą, ale nie jest wytwórcą, cena proponowana odbiorcom w dużym stopniu będzie zależała od tego, jak będą kształtowały się ceny na rynku hurtowym, który już mówi o wzroście cen rzędu kilkunastu procent. Cenniki powstaną w przeciągu kilku najbliższych tygodni. Cena dystrybutorów związana jest także z tym, Że coraz więcej muszą oni kupować zielonej i czerwonej energii, która jest droższa niż energia konwencjonalna.
Dlaczego cena energii w hurcie musi wzrosnąć w najbliższym czasie?
Sektor elektroenergetyczny ma bardzo duże potrzeby inwestycyjne. Część polskich elektrowni jest już po prostu wyeksploatowana i musi zostać zamknięta, co wynika z Traktatu akcesyjnego i dyrektyw unijnych, głównie z uwagi na niespełnianie standardów ekologicznych. Z drugiej strony gospodarka się rozwija, a więc potrzebuje nowych mocy, nowych elektrowni. Prawdopodobnie wzrosną ceny węgla, górnicy sięgną “po swoje”, bo brakuje pieniędzy na uruchamianie nowych pokładów węgla, np. na pokrycie kosztów nowych odkrywek węgla brunatnego.
Czy efekt tych mechanizmów również zobaczymy na naszej fakturze? Niestety wszystkie te składowe, począwszy od “paliwa” poprzez konieczność budowy nowych mocy będą miały wpływ na cenę energii w naszym gniazdku. Tymczasem efektywne zużywanie energii, unikanie strat np. przesyłu poprzez generację tzw. rozproszoną czy zmiany naszych przyzwyczajeń korzystania z sieci mogłyby mieć ogromny wpływ na wielkość zużycia energii w skali kraju.
Do 1 lipca 2007 r. odbiorca, czy to przemysłowy, czy indywidualny, nie miał nic do powiedzenia, mógł tylko kupować energię w cenie, którą proponował mu dostawca – była to cena zatwierdzona przez URE. Po raz pierwszy w historii mieliśmy mieć możliwość wyboru tego, kto sprzeda nam energię. 31 października br. prezes URE zwolnił spółki zajmujące się obrotem z obowiązku taryfowania, tak więc od 1 stycznia 2008 r. obrót energią elektryczną, czyli energią traktowaną jako towar miał nie podlegać taryfowaniu. Taryfowana i kontrolowana przez prezesa URE pozostanie nadal usługa dystrybucyjna. Prezes URE Adam Szafrański został odwołany po podjęciu tej decyzji, bo rynek nie jest jeszcze gotowy na taką liberalizację – rząd chce nadal kontrolować wysokość cen energii, by zapobiec ich eskalacji. Mamy dziś kilkudziesięciu dostawców energii i każdy oferuje ją po innej cenie, choć kupuje w tej samej i na tym samym rynku. Pytanie, dlaczego? Po prostu tak sobie to kalkulują. Jednak kluczową rolę do odegrania w liberalizacji rynku będzie miał odbiorca, bo w momencie liberalizacji rynku, będzie mógł wybrać dostawcę, który oferuje najtańszą energię. Aktualnie, różnice w produkcie finalnym są duże, nawet rzędu 20%.
Część dotycząca dostawy energii nadal nie jest rynkiem konkurencyjnym. Jedyną obroną przed eskalacją cen w tej części był dotąd URE, który pilnował, by koszty sprzedaży były uzasadnione. Dziś należy dążyć do tego, by każdy konsument, na każdym lokalnym rynku miał możliwość wyboru dostawcy.
Wolny (zliberalizowany) rynek energii. Jest, czy go nie ma?
Największe różnice na rynku dotyczą właśnie usług dystrybucyjnych. Ale one pozostaną raczej bez zmian w skali kraju, co wynika po prostu ze struktury majątku. Największe elektrownie systemowe zlokalizowane są bądź na Południu, bądź na Zachodzie Polski, a prąd trzeba doprowadzić na ścianę wschodnią i na północ. Najdroższy jest przesył: to w tym segmencie powstają największe straty, dlatego im dalej od źródła, tym energia będzie droższa. Okazuje się, że nie można porównywać rozproszonego majątku Galicji gdzieś na ścianie wschodniej i skupionego majątku RWE Stoen w Warszawie. W Warszawie koszty utrzymania majątku i jego eksploatacji zawsze będą niższe, bo gęstość sprzedaży z tzw. “1 km linii” jest największa w kraju. W tej sytuacji, nawet jeśli cena energii będzie porównywalna, to przywilejem warszawskiego odbiorcy będzie niższa cena finalna. Tymczasem to, co tak naprawdę decyduje o rzeczywistym uwolnieniu rynku, a więc możliwość zmiany dostawcy, podlega procedurom, które zmieniają się bardzo powoli. Zmiana dostawcy to ciągle długa droga “chodzenia od okienka do okienka” pomimo zapewnień prezesa URE o prostych “6 krokach”.
W Krakowie odbiorcy w ogóle “nie fatygują się” do ENIONU, piszą tylko pełnomocnictwo i w jego imieniu, zgodnie z procedurą, świadomy sprzedawca – w tym przypadku Vattenfall – pomaga wypełnić skomplikowane druki. Oczywiście jest to początek systemu, nie wszystkie spółki wdrożyły procedury i mają odpowiednie systemy informatyczne, które wspomagają i ułatwiają proces. Warszawiacy też mają wybór wśród innych ofert prócz RWE Stoen, jednak ta wydaje się dotychczas najbardziej konkurencyjna. Firma ma dobry, 24-godzinny serwis, posiada zmodernizowane punkty obsługi klientów, które warszawiacy dobrze znają i rozpoznają w atrakcyjnych miejscach, takich jak centra handlowe. W dłuższej perspektywie nie tylko cena, ale i jakość świadczonych usług, będzie decydować o przepływie klientów pomiędzy sprzedawcami energii.
Jaka jest polska rzeczywistość “kolorowej energii” i jak ją wytworzyć?
W tym roku 5,1% – tyle zielonej energii powinniśmy otrzymać jako odbiorcy, 15%: tyle powinno być energii czerwonej, a więc pochodzącej z kogeneracji, wytwarzanej w skojarzonych systemach produkcji ciepła i energii elektrycznej. Rzeczywistość jest jednak odmienna, gdyż w Polsce produkcja energii odnawialnej jest o wiele mniejsza od wymaganej przez KE i póki co, zachęty do inwestowania nie doprowadziły do rozwoju tej gałęzi energetyki. Największy udział OZE w Polsce pochodzi w dalszym ciągu z współspalania biomasy w konwencjonalnych kotłach energetycznych. Szacuje się, że nawet ponad połowa naszej produkcji energii odnawialnej powstaje właśnie w ten sposób. Mało inwestujemy w wiatraki i źródła wodne, ale po to, by wykazać poziomy OZE wymagane przez KE, wycinamy buczynę karpacką i wrzucamy ją do pieców razem z węglem! Bardzo zaniepokojone tą sytuacją są przemysły przetwórstwa drewna i produkcji np. mebli. Między innymi w deregulacji rynku spowodowanej tym procederem należy szukać przyczyn gwałtownego wzrostu cen mebli. A stało się tak, ponieważ “zielona energia” jest dużo droższa i elektrowniom po prostu opłaca się spalać drewno, zamiast szukać innych, bardziej kreatywnych pomysłów na zbilansowanie wymaganych poziomów energii odnawialnej.
Ilości drewna potrzebne do “zamiennego” uzyskania 1 GW w porównaniu do nośników konwencjonalnych są ogromne. By uzyskać ilość np. wierzby energetycznej, potrzebnej do tej produkcji, należałoby założyć plantację większą od aglomeracji Warszawy!
Energia odnawialna powinna pochodzić z różnych źródeł, biomasa jest tylko jednym z nich, o czym zapominamy. Jednocześnie w chwili obecnej zainstalowanej mocy wiatrowej mamy niewiele ponad 200 MW – dla porównania w Niemczech jest to ponad 20 000 MW. Firmy, które chciały budować farmy wiatrowe składały wnioski o warunki przyłączenia już w 2000 roku, ale do dzisiaj nie otrzymały zgody, bo droga prowadzi przez rozbudowę sieci i wykonanie konkretnych ekspertyz. Póki co, zakłady energetyczne bronią się przed rozbudową sieci, bo są to dla nich duże koszty. Rynek OZE nie rozwinie się (w sensie: nie zostanie przyłączony do sieci) tak długo, jak długo nie usłyszymy wyraźnego sygnału od odbiorcy, Że chce mieć zieloną energię, doskonale wiedząc, Że będzie go to kosztować drożej.
Sterowanie popytem i racjonalizacja zużycia energii, czyli unikanie strat, to wciąż niedoceniane przez Polaków narzędzia
W Japonii, gdzie zużycie energii na jednostkę produktu narodowego jest kilkukrotnie niższe niż w Polsce i wielu krajach europejskich, sukces oszczędzania tkwi nie w ograniczaniu zużycia, a więc komfortu obywateli, ale w racjonalnym korzystaniu z energii zarówno w przemyśle, jak i gospodarstwie domowym.
Nieefektywna lodówka może być źródłem ogromnych kosztów dla użytkownika. Polskie społeczeństwo coraz bardziej zaczyna interesować się oszczędzaniem energii, co pokazały rezultaty badań wykonanych przez OBOP w roku ubiegłym. Aż 82% respondentów chciałaby oszczędzać energię ze względów finansowych i ekologicznych, natomiast Polacy nie bardzo wiedzą jak tego dokonać.
Bardzo często nie zdajemy sobie np. sprawy z tego, Że nasze urządzenia domowe, które pozostają długi czas w trybie stand by, również zużywają energię. Jeśli zatem za jeden TV lub wieżę hi-fi pracującą w tym trybie przez rok płacimy dodatkowo ok. 30 zł, a statystyczne gospodarstwo domowe ma kilka tego typu urządzeń, to wszystkie razem w ciągu są znacznym obciążeniem dla naszego budżetu domowego rzędu nawet kilkuset złotych.
W Polsce nie ma żadnych mechanizmów prawnych promujących energooszczędne urządzenia gospodarstwa domowego, podobnie jak nie próbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie inne – poza zakupem najnowszej generacji lodówki lub pralki – rozwiązania są dla nas dostępne, by oszczędzać energię? Najważniejszym sposobem jest tu racjonalizacja zużycia surowców do produkcji energii, dywersyfikacja źródeł oraz taryf.
Tymczasem taryfę mamy jedną i okazuje się, Że nie mamy żadnych instrumentów wprowadzonych prawnie, oszczędzających energię konwencjonalną. Być może zostaną one stworzone wraz z implementacją dyrektywy o efektywności energetycznej w czerwcu przyszłego roku. Energia konwencjonalna, systemowa jest droga, bo trzeba dużo inwestować w utrzymanie sieci. To na drogach przesyłu tracimy najwięcej. W przyszłości źródła zasilania powinny być nie tylko zróżnicowane pod względem nośników energetycznych, ale także powstawać jak najbliżej odbiorcy. Zaopatrzenie odbiorcy indywidualnego coraz bardziej będzie ewoluować w kierunku tzw. generacji rozproszonej, co pokaże po prostu rachunek ekonomiczny. Klienci, jeśli będą mieli wybór, pójdą tam, gdzie energia będzie najtańsza. Dziś, szukając oszczędności związanych z zaopatrzeniem w energię, również moglibyśmy takich oszczędności poszukać i uniknąć gwałtownej presji oraz nowych kosztów na naszych fakturach w związku z budową nowych mocy, nowych elektrowni. Racjonalizując zużycie energii, możemy jej oszczędzić nawet do 50%, jak pokazuje doświadczenie Japonii. Polska sieć na razie nie odczuwa niedoboru mocy, poza tzw. szczytami, którym prawdopodobnie udałoby się zapobiec, ucząc Użytkownika racjonalnego korzystania z energii, sterując popytem. Kraje UE wprowadziły nowe zasady korzystania z energii już 10 lat temu, ucząc obywateli, Że są takie godziny, podczas których mogą oni zużyć więcej i nie płacić drożej. W Polsce brakuje wystarczających bodźców ekonomicznych i przedsięwzięć na rzecz sterowania zużyciem energii, być może warto się nad tym zastanowić, projektując nową elektrownię…
Opracowała:
Agnieszka Oleszkiewicz. Fot. red., nr 12 (194) 2007.
www.ekopartner.com.pl