Jesteśmy przekonani, że węgiel nie ma przyszłości. Wywiad z Marią Wittels
„Polki i Polacy wiedzą, że smog szkodzi – aż 87 proc. ma tego świadomość – ale ta wiedza rzadko przekłada się na działanie” – mówi Maria Wittels, współautorka raportu „Pełną piersią. Polki i Polacy o smogu i jakości powietrza”. Z badania wynika, że choć obawiamy się o zdrowie swoje i bliskich, w kwestii zmiany ogrzewania czy inwestycji w czystsze rozwiązania czekamy przede wszystkim na jasny sygnał i realne wsparcie ze strony państwa.

Joanna Szubierajska: Jest Pani współautorką raportu „Pełną piersią. Polki i Polacy o smogu i jakości powietrza”. Jakie najważniejsze wnioski płyną z tego badania?
Maria Wittels: To raport, który napisaliśmy w Fundacji More in Common Polska, wspólnie z Zofią Włodarczyk, na zlecenie Polskiego Alarmu Smogowego i Agencji Profeina. Myślę, że najważniejszy wniosek jest taki, że Polki i Polacy powszechnie zdają sobie sprawę ze szkodliwości smogu dla zdrowia – aż 87 proc. badanych deklaruje taką świadomość.
Jednocześnie jest to problem, wobec którego wydajemy się bezradni. Smog wywołuje w nas lęk o własne zdrowie i zdrowie naszych bliskich, ale rzadko przekłada się to na realne działania czy motywację do zmiany. Badani są też przekonani, że jest to problem wymagający przede wszystkim zmian systemowych, wychodzących od państwa, a niekoniecznie od nich samych.
Ważnym wnioskiem jest również to, że respondenci już teraz dostrzegają efekty działań państwa. Widzą poprawę jakości powietrza na przestrzeni lat i wiążą ją z konkretnymi regulacjami, takimi jak program „Czyste Powietrze”, czy po prostu z faktem, że jest coraz mniej kotłów węglowych. Dzięki temu zauważają, że jakość powietrza rzeczywiście się poprawiła.
Istotna jest też kwestia sezonowości. Zupełnie inaczej jako społeczeństwo postrzegamy problem smogu zimą, kiedy jest on wyraźnie odczuwalny, a inaczej latem, gdy jesteśmy od niego bardziej oderwani. Jeśli więc chcemy podejmować skuteczne działania komunikacyjne, muszą one być odpowiednio skorelowane w czasie.
Joanna Szubierajska: Czy miejsce zamieszkania wpływa na to, jak poważnie Polacy traktują problem smogu?
Maria Wittels: Tak, to kolejny ważny wniosek.. Inaczej na problem smogu patrzą mieszkańcy Krakowa, a inaczej osoby mieszkające na przykład na Mazurach. Co ciekawe, problem jest bardziej dostrzegalny dla mieszkańców dużych miast, mimo że – jak wiemy – nie zawsze to tam smog jest największy. Może to wynikać z poziomu wiedzy o jakości powietrza. W badaniach widzieliśmy, że wiele osób nie sprawdza aktywnie stanu powietrza na co dzień – orientują się dopiero wtedy, gdy dostaną alert albo gdy fizycznie poczują, że powietrze jest bardzo złe.
Joanna Szubierajska: Czy w badaniu analizowaliście również kwestie zdrowotne? Jak respondenci postrzegają wpływ smogu na swoje zdrowie i zdrowie bliskich?
Maria Wittels: Pytaliśmy respondentów o ich postrzeganie tego problemu i o to, czy widzą wpływ smogu na własne zdrowie oraz zdrowie bliskich.
Bardzo ważny wniosek jest taki, że zdecydowana większość ten wpływ dostrzega. Ponad 80 proc. badanych mówi, że widzi związek między smogiem a pogarszającym się zdrowiem[z1.1], a prawie 70 proc. deklaruje, że oni sami lub ich bliscy doświadczyli konkretnych dolegliwości zdrowotnych. To naprawdę bardzo wysoki odsetek. Najczęściej są to mniej groźne objawy, takie jak bóle głowy, kaszel czy problemy z oddychaniem.
Pojawiają się jednak również bardzo poważne konsekwencje – ponad 10 proc. badanych wskazywało na problemy kardiologiczne, nowotwory czy udary mózgu. Ciekawym wątkiem była też jedna z wypowiedzi podczas badania fokusowego. Jeden z uczestników, mieszkaniec Krakowa, opowiadał, że kilka lat temu przeprowadził się do miasta, wiedział o smogu, ale nie łączył go ze swoim stanem zdrowia. Nigdy wcześniej nie miał problemów z gardłem, a obecnie przygotowuje się do operacji.. Dopiero podczas naszej rozmowy [z2.1] zaczął łączyć swoje problemy zdrowotne ze złą jakością powietrza.
Czy doświadczenia zdrowotne mogą być realnym impulsem do zmiany sposobu ogrzewania domu?
Maria Wittels: Myślę, że świadomość zagrożeń zdrowotnych jest ważna przy podejmowaniu decyzji, ale sama w sobie może nie wystarczać.
Na ile w takich decyzjach decydujący okazuje się czynnik ekonomiczny, a na ile sama świadomość zagrożeń zdrowotnych?
Maria Wittels: Muszą pojawić się konkretne rozwiązania, które realnie pomagają w wymianie źródła ciepła – programy wsparcia i odpowiednie finansowanie. Ludzie muszą wiedzieć, że taka zmiana im się opłaci. Zdrowie jest ważne, ale – jak pokazują badania – nie jest jedynym ani wystarczającym czynnikiem skłaniającym do podjęcia decyzji o wymianie ogrzewania
Ciekawym wnioskiem jest też to, że postrzeganie szkodliwości węgla wiąże się z tym, w jaki sposób dana osoba ogrzewa swój dom. Osoby korzystające z węgla rzadziej niż inne przyznają, że jest on szkodliwy. Można to interpretować jako efekt wyparcia – psychologicznie zrozumiały, bo jeśli już palimy węglem, nie chcemy przyznawać, że szkodzimy innym.
Nie znaczy to, że te osoby nie widzą problemu wcale – około 40–45 proc. go dostrzega – ale to wciąż znacznie mniej niż wśród ogółu społeczeństwa.
Joanna Szubierajska: Często mówi się o przywiązaniu do tradycyjnych źródeł ciepła – węgla czy drewna. Czy z badań wynika, że to rzeczywiście kwestia tradycji i komfortu psychicznego, czy raczej braku zaufania do alternatyw?
Maria Wittels: Przywiązanie do tradycji na pewno odgrywa pewną rolę, ale moim zdaniem większym problemem jest brak spójnej, długofalowej wizji ze strony państwa. Jeśli ktoś od lat ogrzewa dom węglem i widziałby, że państwo konsekwentnie wskazuje jedno rozwiązanie jako przyszłościowe i bezpieczne, znacznie łatwiej byłoby mu od tego węgla odejść.
Podczas badań często słyszeliśmy, że najpierw mówiono, iż węgiel jest zły, a gaz jest dobry, później nagle – że gaz też jest zły. Następnie promowano pompy ciepła, a dziś słyszymy, że są drogie i nieopłacalne. Narracja w mediach się zmienia, politycy z różnych stron mówią co innego, zmieniają się rządy. Ludzie nie zawsze rozróżniają, że gaz może być korzystniejszy z punktu widzenia jakości powietrza, a jednocześnie szkodliwy dla klimatu.
Brak spójnej i konsekwentnej komunikacji powoduje zrozumiały niepokój – obawę, że za chwilę znowu wszystko się zmieni. Tu rola państwa jest kluczowa: potrzebna jest długofalowa strategia, a nie ciągłe zmiany wraz z kolejnymi kadencjami czy medialnymi trendami.
Joanna Szubierajska: Ostatnio dużo emocji budzą pompy ciepła – także w kontekście kosztów i warunków klimatycznych. Czy Polacy postrzegają je jako realne rozwiązanie na przyszłość?
Maria Wittels: Wątpliwości wokół pomp ciepła bardzo silnie przebijają się w obecnej narracji. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy jako społeczeństwo jesteśmy na nie gotowi. To rozwiązanie mocno zależne od miejsca zamieszkania – inaczej postrzegają je właściciele domów jednorodzinnych, a inaczej mieszkańcy bloków.
Pompy ciepła były najczęściej wskazywane, jako najlepsze źródło ogrzewania przyszłości. Jednocześnie wskazało na nie zaledwie , 21 proc. badanych. Drugą najczęstszą odpowiedzią, było „nie wiem”. To bardzo znamienne – odpowiedzi były mocno rozproszone, co pokazuje dużą niepewność. Zdecydowanie najmniej osób wskazywało na węgiel – tylko 7 proc. – więc widać, że jesteśmy przekonani, iż węgiel nie ma przyszłości. Nie wiemy jednak, co dalej.
Ludzie słyszą sprzeczne informacje: że u jednych pompy ciepła się sprawdzają, u innych nie. Nie każdy jest gotowy eksperymentować na własnym domu i budżecie. Myślę więc, że jesteśmy gotowi odejść od węgla, ale dopóki państwo nie przedstawi jasnej, spójnej wizji tego, co jest najbezpieczniejsze i najlepsze, trudno będzie przekonać społeczeństwo do jednego konkretnego rozwiązania.
Joanna Szubierajska: Jakie działania państwa – poza programem „Czyste Powietrze” – mogłyby realnie zmienić nastawienie Polaków do odchodzenia od węgla?
Maria Wittels: Jednym z działań, co do których panuje pełna zgoda, jest skuteczność termomodernizacji. Co ciekawe, o ile w innych kwestiach różne grupy społeczne mają odmienne podejście – na przykład osoby bardziej liberalne częściej mówią o pompach ciepła – o tyle w przypadku termomodernizacji te różnice się zacierają. Panuje przekonanie, że ona działa, jest potrzebna i warto w nią inwestować.
Jeśli chodzi o program „Czyste Powietrze”, w czasie prowadzenia badań jego obecny kryzys nie był jeszcze tak widoczny. Słyszeliśmy wtedy bardzo wiele pozytywnych opinii: że program się opłaca, że państwo powinno w niego inwestować i że dotacje są najlepszym sposobem zachęcania do odchodzenia od węgla. Znacznie większym poparciem cieszyły się zachęty finansowe niż restrykcje czy przymuszanie obywateli.
Dlatego obecny kryzys programu to bardzo zła wiadomość dla jakości powietrza. Obawiam się, że jego skutki mogą być długotrwałe. Dla osób, które na co dzień nie interesują się jakością powietrza – a to większość społeczeństwa – nawet jedna czy dwie negatywne historie mogą zniechęcić na lata. Wystarczy, że ktoś usłyszy, że sąsiad długo czekał na pieniądze albo ich nie dostał.
Z drugiej strony mamy też bardzo pozytywny potencjał: prawie 80 proc. beneficjentów programu jest z niego zadowolonych. Ten wysoki poziom satysfakcji mógłby zostać wykorzystany jako społeczny dowód słuszności – pokazanie, że program działa i się opłaca. To jeden z najsilniejszych mechanizmów wpływu.
Ważny jest też czynnik ekonomiczny i wygoda. Dla większości osób to właśnie opłacalność i komfort są najsilniejszym bodźcem do zmiany ogrzewania. Wiele osób odchodzi od węgla, bo korzystanie z pieca węglowego jest po prostu uciążliwe. To są argumenty, na których warto opierać przyszłe działania komunikacyjne.
Joanna Szubierajska: Czy Polacy mają dziś spójną wizję tego, jak będą ogrzewać swoje domy w przyszłości?
Maria Wittels: Pytaliśmy o konkretne źródło ciepła przyszłości. Najwięcej wskazań dotyczyło pomp ciepła i prądu – łącznie ponad 40 proc. – ale jednocześnie widzimy duże rozproszenie odpowiedzi i dużą niepewność.
Najpierw oczekujemy, że decydenci i eksperci będą w miarę jednogłośni co do kierunku zmian. Jeśli społeczeństwo zobaczy w tym pragmatyczne korzyści, jestem przekonana, że pójdzie za taką wizją. Nikt nie będzie chciał zostać przy węglu z powodów sentymentalnych , jeśli pojawi się jasna, wiarygodna i opłacalna alternatywa.
Maria Wittels – starsza specjalistka komunikacji i badaczka w Fundacji More in Common Polska. Z wykształcenia socjolożka, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego z doświadczeniem w badaniach, marketingu, PR i komunikacji. Pracowała w organizacjach działających w obszarze ochrony środowiska i klimatu: WWF Polska i Fundacji „Rozwój TAK-Odkrywki Nie”.

Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych
Opublikowany: 12 lutego, 2026 | Zaktualizowany: 16 lutego, 2026
