Zamiana jednego uzależnienia na drugie. Jak USA przejęły kontrolę nad gazem dla Europy
Europa, próbując zerwać z rosyjskim gazem po agresji na Ukrainę, wpadła w nową pułapkę zależności. Tym razem nie od Kremla, lecz od Waszyngtonu. Najnowsze analizy pokazują, że Stany Zjednoczone, pod przywództwem Donalda Trumpa, przejęły dominującą pozycję w dostawach skroplonego gazu ziemnego (LNG) do Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Problem w tym, że Trump coraz wyraźniej traktuje energię nie jako towar, lecz narzędzie politycznej presji.
Od Gazpromu do amerykańskich terminali
Jeszcze w 2019 roku aż 60% importu gazu do Europejskiego Obszaru Gospodarczego pochodziło z Rosji. Wojna w Ukrainie, sankcje i polityczna decyzja o „odcięciu się od Kremla” radykalnie zmieniły ten krajobraz. Do 2025 roku udział rosyjskiego gazu rurociągowego spadł do zaledwie 8%. Luki nie wypełniły jednak odnawialne źródła energii ani znacząca poprawa efektywności energetycznej. Zastąpił je amerykański LNG. Dane z raportu opracowanego przez Instytut Clingendael w Hadze, Instytut Ecologic w Berlinie oraz Norweski Instytut Spraw Międzynarodowych, pokazują jednoznacznie, że import LNG z USA do EOG wzrósł o 61% w samym 2025 roku, w porównaniu z 2019 r. oznacza to wzrost aż o 485%! Dziś 59% całego importu LNG do UE pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Europa zmieniła więc dostawcę, ale nie model bezpieczeństwa energetycznego.
Trump i „projekcja siły przez energię”
To, co jeszcze kilka lat temu uznano by za czarny scenariusz, dziś staje się realnym ryzykiem. Donald Trump – który w swojej strategii bezpieczeństwa narodowego otwarcie mówi o „energetycznej dominacji USA” – nie ukrywa, że eksport surowców ma służyć interesom politycznym. Dokument opublikowany przez Biały Dom w listopadzie wprost stwierdza, że amerykańska dominacja energetyczna ma umożliwiać „projekcję siły, kiedy i gdziekolwiek to konieczne”. To język, który w Europie powinien zapalić wszystkie czerwone lampki.
Tym bardziej że Trump już dziś grozi europejskim sojusznikom cłami handlowymi – m.in. w kontekście nacisków na Danię w sprawie Grenlandii. Energetyka staje się także narzędziem nacisku.
Ryzyko, które odbije się na rachunkach
Eksperci nie mają wątpliwości: krótkoterminowym skutkiem tej zależności mogą być wyższe ceny energii. Rezerwy gazu w UE są obecnie najniższe od lat, nawet niższe niż na początku wojny w Ukrainie. Przy mroźnej zimie i dalszym pogorszeniu relacji z USA Europa może znaleźć się w sytuacji kryzysowej – z rosnącymi cenami i szybko topniejącymi zapasami.
Jak podkreśla prof. Kacper Szulecki z Norweskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, eksport energii stał się dla USA narzędziem strategicznym. To nie jest nowa idea – podobne próby podejmowano już w latach 80. za prezydentury Ronalda Reagana. Różnica jest zasadnicza: wtedy Europa nie miała infrastruktury LNG. Dziś ma ją – i właśnie dlatego może być bardziej podatna na presję, a nie mniej.
Wielka Brytania: poza UE, ale w tej samej pułapce
Brexit nie zapewnił Londynowi energetycznej autonomii. W 2024 roku Wielka Brytania pokrywała wprawdzie połowę zapotrzebowania na gaz z własnej produkcji, ale aż 68% importowanego LNG pochodziło z USA. Brytyjski rynek jest fizycznie i ekonomicznie zintegrowany z europejską siecią gazową, co oznacza, że wstrząsy cenowe i geopolityczne uderzają w niego z tą samą siłą. Jak zauważa Raffaele Piria z Ecologic Institute, założenie, że USA nigdy nie użyją energii jako instrumentu nacisku wobec Europy, przestaje być wiarygodne. To założenie było wygodne – ale dziś jest po prostu ryzykowne.
Co dalej? Alternatywa istnieje, ale nie „na już”
Raport nie pozostawia złudzeń: Europa musi działać, bo gaz – szczególnie importowany – coraz częściej pełni funkcję strategicznej dźwigni. W krótkiej perspektywie UE nie ma realnej alternatywy dla amerykańskiego LNG. W średniej i długiej – alternatywa istnieje, ale wymaga politycznej odwagi i konsekwencji.
Chodzi o przyspieszenie transformacji energetycznej: inwestycje w odnawialne źródła energii, magazyny energii, sieci przesyłowe i redukcję zapotrzebowania, a nie tylko zmianę kierunku dostaw. Bez tego Europa ryzykuje, że za kilka lat znów będzie mówić o „nieprzewidzianej zależności” – tym razem od sojusznika, który coraz wyraźniej gra według własnych zasad.
Jedno jest pewne: zamiana Moskwy na Waszyngton nie rozwiązała problemu bezpieczeństwa energetycznego. Jedynie zmieniła jego adres.

Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych
Opublikowany: 21 stycznia, 2026
- https://www.theguardian.com/world/2026/jan/21/trump-us-stranglehold-eu-uk-energy-supply-lng;
