Laboratoryjna skóra bydlęca może zmienić modę – ale nie tak szybko, jak obiecują twórcy
Ekologia.pl Trendy Laboratoryjna skóra bydlęca może zmienić modę – ale nie tak szybko, jak obiecują twórcy

Laboratoryjna skóra bydlęca może zmienić modę – ale nie tak szybko, jak obiecują twórcy

Wyroby skórzane od dekad są symbolem trwałości i prestiżu. Mają też jednak drugą stronę: przemysł skórzany jest ściśle powiązany z okrutną hodowlą zwierząt, ogromnym zużyciem wody, emisjami gazów cieplarnianych i toksycznymi garbarniami. Teraz na horyzoncie pojawia się technologia, która obiecuje zerwać ten związek – skóra bydlęca hodowana laboratoryjnie z komórek… żywej krowy. Brzmi jak science fiction, ale w Karolinie Północnej to już rzeczywistość.

Fragment laboratoryjnie hodowanej skóry bydlęcej wyprodukowanej z komórek żywej krowy rasy Black Angus w bioreaktorze, bez uboju zwierząt

Fot. Albertshakirov/envato
Spis treści

Skóra z żywej krowy, nie z rzeźni

Firma biotechnologiczna Cultivated Biomaterials, działająca w okolicach Raleigh, ogłosiła, że z powodzeniem wyprodukowała skórę bydlęcą z komórek skóry pobranych od konkretnego zwierzęcia – krowy rasy Black Angus o imieniu Angel. Co istotne: Angel nie została zabita. Żyje w rezerwacie Sweet Farm w północnej części stanu Nowy Jork, organizacji zajmującej się ratowaniem zwierząt gospodarskich.

Z pobranych komórek skóry, hodowanych w bioreaktorze, powstaje materiał, który – przynajmniej na poziomie biologicznym – jest prawdziwą skórą. Nie imitacją, nie syntetycznym zamiennikiem, ale tkanką produkującą kolagen, to samo białko, które odpowiada za wytrzymałość i elastyczność tradycyjnej skóry zwierzęcej.

To zasadnicza różnica wobec wielu „eko-skór”, które w rzeczywistości są tworzywami sztucznymi lub kompozytami z domieszką plastiku.

Jak powstaje laboratoryjna skóra?

Za projektem stoi George Engelmayr, inżynier biomedyczny z doświadczeniem w inżynierii tkankowej. Wcześniej hodował w laboratorium zastawki serca i fragmenty mięśnia sercowego. Teraz podobne techniki przeniósł do świata mody.

Komórki skóry Angel rosną na roślinnych rusztowaniach wykonanych m.in. z puchu mniszka lekarskiego i włókien trojeści. W sprzyjających warunkach zaczynają wytwarzać kolagen i tworzyć zwartą strukturę. Po kilku tygodniach materiał jest garbowany – nie toksycznymi solami chromu, jak w większości garbarni, lecz proszkiem z kory drzewnej.

Efekt końcowy wygląda jak skóra, bo – biologicznie rzecz biorąc – nią jest. Engelmayr nazywa swoje wyroby „biologicznymi kamieniami szlachetnymi” i oprawia niewielkie fragmenty skóry w srebro, sprzedając je jako biżuterię. Firma pracuje też nad portfelami i paskami do zegarków.

Ekologia: potencjał duży, dowody ograniczone

Twórcy technologii podkreślają jej środowiskowy potencjał. Według przywoływanych przez Engelmayra analiz, skóra hodowana komórkowo może zużywać nawet o 80% mniej wody i generować do 90% mniej emisji niż tradycyjna skóra bydlęca. Kluczową różnicą ma być możliwość recyklingu wody w obiegu zamkniętym, czego nie da się zrobić w klasycznych garbarniach.

Tu jednak pojawia się pierwsza istotna czerwona flaga: firma nie przeprowadziła jeszcze niezależnej, pełnej analizy cyklu życia. A bez niej wszelkie liczby pozostają prognozą, nie twardym dowodem.

Eksperci środowiskowi podkreślają, że realny ślad węglowy będzie zależał od tego, skąd pochodzi energia zasilająca bioreaktory i jak produkowane są składniki odżywcze dla komórek. Jeśli proces opiera się na energii z paliw kopalnych, ekologiczna przewaga może szybko stopnieć.

Niepewna przyszłość

Cultivated Biomaterials nie działa w próżni. W ostatnich latach branża modowa eksperymentowała z materiałami z grzybni, bakterii czy laboratoryjnie produkowanego kolagenu. Niektóre projekty zachwycały wizualnie, ale poległy na etapie testów wytrzymałości lub skalowania produkcji. Jeden z głośnych projektów „skóry z grzybów” nie spełnił standardów luksusowych marek i ostatecznie upadł.

Problem jest zawsze ten sam: koszt, trwałość i skala. Produkcja laboratoryjna jest droga, energochłonna i trudna do powielenia na masową skalę. Inwestorzy podchodzą do niej z ostrożnością, szczególnie po problemach firm zajmujących się mięsem hodowanym komórkowo.

Luksus z historią – to może zadziałać

Jest jednak nisza, w której ta technologia może się obronić: rynek dóbr luksusowych. Moda z wyższej półki od zawsze płaciła wysokie ceny za rzadkie materiały z „dobrą historią”. Skóra pochodząca od konkretnej, żyjącej krowy z rezerwatu dla zwierząt zdecydowanie taką historię ma. Engelmayr porównuje swój produkt do perły – czegoś, co pochodzi od zwierzęcia, ale nie wymaga jego śmierci. Na razie celem nie jest zastąpienie całego przemysłu skórzanego, lecz udowodnienie, że koncepcja działa.

Rewolucja? Raczej ostrożny początek

Nie ma co się łudzić: buty, kanapy czy tapicerka samochodowa z laboratoryjnie hodowanej skóry nie trafią na rynek w najbliższych latach. Skala produkcji jest zbyt mała, a koszty – zbyt wysokie. Ale każda duża zmiana zaczyna się od niszy.


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

5/5 - (2 votes)
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments