Dlaczego Trump naprawdę chce Grenlandii
Jeszcze kilka lat temu deklaracje Donalda Trumpa dotyczące przejęcia Grenlandii funkcjonowały głównie jako polityczna ciekawostka. Dziś jednak ten temat wraca w zupełnie innym kontekście. Nie dlatego, że Stany Zjednoczone realnie przygotowują militarną operację przeciwko arktycznej wyspie, lecz dlatego, że Grenlandia stała się jednym z kluczowych punktów globalnej rywalizacji o zasoby, a język używany przez Trumpa coraz mniej przypomina dyplomację, a coraz bardziej logikę surowcowego imperializmu.
Grenlandia – największa i najsłabiej zaludniona wyspa świata
Grenlandia to największa wyspa świata – jest sześć razy większa od Niemiec. Leży w Arktyce i jest to najsłabiej zaludnione terytorium. Mieszka tam około 56 000 osób, głównie rdzennych Inuitów. Donald Trump upiera się, że chce Grenlandii; „potrzebuje jej dla bezpieczeństwa narodowego USA, a nie dla zasobów mineralnych”. Powiedział również, że „Grenlandia jest wszędzie usiana rosyjskimi i chińskimi statkami”. Biały Dom wydał oświadczenie, w którym poinformował, że „rozważa szereg opcji” pozyskania Grenlandii – wszystkie jednostronne, w tym zakup wyspy.
Publicznie Biały Dom uzasadnia swoje zainteresowanie Grenlandią względami bezpieczeństwa narodowego. Argument ten ma rację bytu. Wyspa od dziesięcioleci ma ogromne znaczenie strategiczne. Jej położenie pomiędzy Ameryką Północną a Europą czyni ją naturalnym punktem kontroli północnego Atlantyku i Arktyki. Już w czasie II wojny światowej odgrywała istotną rolę w ochronie alianckich szlaków morskich, a w czasach zimnej wojny stała się elementem systemu wczesnego ostrzegania przed atakiem rakietowym. Dziś, w dobie rosnących napięć geopolitycznych i postępującej militaryzacji Arktyki, jej znaczenie ponownie rośnie. Czy to wszystko?
Problem polega na tym, że argument bezpieczeństwa nie tłumaczy ambicji Trumpa. Grenlandia już dziś znajduje się w praktycznej strefie wpływów Stanów Zjednoczonych. Amerykańska obecność wojskowa jest tam ugruntowana, a obowiązujące porozumienia z Danią dają Waszyngtonowi bardzo szerokie możliwości rozbudowy infrastruktury militarnej. Gdyby chodziło wyłącznie o obronę i odstraszanie, Stany Zjednoczone mogłyby wzmocnić swoje zdolności na wyspie bez naruszania jej statusu politycznego. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zwiększyć liczbę żołnierzy, rozbudować systemy radarowe czy poprawić zdolności logistyczne.
To właśnie w tym miejscu narracja Trumpa zaczyna się chwiać. Skoro cele militarne można realizować w ramach istniejących układów, to pytanie o realne motywacje staje się nieuniknione. Odpowiedź prowadzi pod powierzchnię lodu, dosłownie i w przenośni.
Surowce naturalne Grenlandii – pierwiastki ziem rzadkich, ropa i gaz
Grenlandia jest jednym z ostatnich wielkich, wciąż słabo zagospodarowanych obszarów bogatych w surowce naturalne. Postępująca zmiana klimatu sprawia, że dostęp do tych zasobów staje się coraz łatwiejszy. Mowa przede wszystkim o pierwiastkach ziem rzadkich, niezbędnych do produkcji nowoczesnej elektroniki, technologii energetycznych i uzbrojenia. W świecie, w którym kontrola nad łańcuchami dostaw tych surowców decyduje o pozycji gospodarczej i militarnej państw, Grenlandia nabiera znaczenia porównywalnego z Bliskim Wschodem w XX wieku. Do tego dochodzą potencjalne złoża ropy i gazu oraz rosnące znaczenie arktycznych szlaków żeglugowych, które w przyszłości mogą skrócić globalne trasy handlowe i zmienić geografię transportu.
SOON pic.twitter.com/XU6VmZxph3
— Katie Miller (@KatieMiller) January 3, 2026
Współpraca czy kontrola – polityczne wybory Trumpa
Zarówno władze Danii, jak i samej Grenlandii wielokrotnie deklarowały gotowość do współpracy w zakresie wydobycia surowców, także z udziałem amerykańskiego kapitału. Taki model byłby logiczny i zgodny z realiami XXI wieku. Trump jednak konsekwentnie odrzuca logikę partnerstwa. Jego retoryka przypomina raczej sposób myślenia charakterystyczny dla epoki kolonialnej, w której liczyło się nie uczestnictwo w zyskach, lecz pełna kontrola nad terytorium i zasobami.
Nieprzypadkowo Trump chętnie odwołuje się do historycznych analogii, takich jak zakup Luizjany czy aneksja Hawajów. Te porównania mają budować narrację o wielkich, przełomowych decyzjach, które na trwałe zmieniają mapę świata. Problem w tym, że są one historycznie i politycznie nietrafione. Grenlandia nie jest bezludnym obszarem ani kolonią pozbawioną podmiotowości. To terytorium autonomiczne, którego mieszkańcy coraz wyraźniej artykułują własne interesy i aspiracje, w tym dążenia do większej niezależności.
W tym kontekście Grenlandia zaczyna funkcjonować w trumpowskiej narracji nie tylko jako strategiczny punkt czy surowcowe zaplecze, lecz także jako polityczne trofeum. Kontrola nad nią byłaby symbolicznym potwierdzeniem tezy, że Ameryka pod jego przywództwem znów narzuca warunki, zamiast je negocjować. To element szerszego sposobu myślenia, w którym siła militarna, dominacja gospodarcza i osobiste dziedzictwo polityczne splatają się w jedną całość.
Słaba reakcja Europy
Nic dziwnego, że taka retoryka budzi rosnący niepokój w Europie. Przywódcy europejscy zostali zmuszeni do konfrontacji z rzeczywistością, której chcieli uniknąć: Stany Zjednoczone, członek-założyciel NATO, mogą stać się najpoważniejszym zagrożeniem dla sojuszu. Ewentualna próba siłowego przejęcia Grenlandii byłaby nie tylko naruszeniem prawa międzynarodowego, lecz także ciosem w fundamenty NATO. Nie dlatego, że Dania mogłaby skutecznie przeciwstawić się militarnie Stanom Zjednoczonym, lecz dlatego, że złamałoby to podstawową zasadę sojuszu, opartą na wzajemnym poszanowaniu suwerenności. Artykuł 5 NATO zobowiązuje członków do traktowania ataku na jednego z nich jako ataku na wszystkich. Gdyby Stany Zjednoczone zaatakowały Grenlandię, Dania spodziewałaby się uruchomienia mechanizmów zbiorowej obrony NATO przeciwko USA. Dla europejskich stolic stawką nie jest więc wyłącznie los arktycznej wyspy, ale wiarygodność całego systemu bezpieczeństwa Zachodu.
Jednak jak dotąd reakcja na całym kontynencie zarówno na groźby ze strony Grenlandii, jak i działania USA w Wenezueli była słaba i chaotyczna
List podpisany przez premiera Danii oraz przywódców Francji, Niemiec, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Włoch i Polski potwierdza, że tylko Grenlandia i Dania powinny decydować o przyszłości Grenlandii. Unia Europejska zobowiązała się do obrony integralności terytorialnej państw członkowskich. Nie sformułowali jednak żadnego konkretnego kontrargumentu wobec komentarzy Trumpa na temat Grenlandii.
Co dalej z Grenlandią i geopolityką Arktyki?
Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że Trump nie planuje realnej operacji militarnej przeciw Grenlandii. Jego działania mieszczą się raczej w logice presji, demonstracji siły i prób przesunięcia granic negocjacyjnych. Nie zmienia to jednak faktu, że temat Grenlandii przestał być politycznym żartem. Stał się sygnałem zmiany myślenia o świecie, w którym terytorium, zasoby i władza znów zaczynają być traktowane jako nierozdzielne.
I właśnie to jest w tej historii najbardziej niepokojące. Grenlandia nie jest celem sama w sobie. Jest zapowiedzią świata, w którym geopolityka wraca do surowej logiki posiadania, a współpraca ustępuje miejsca presji i sile.

Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych
Opublikowany: 7 stycznia, 2026
- https://www.bbc.com/news/articles/c74x4m71pmjo;
- https://edition.cnn.com/2026/01/06/europe/why-trump-wants-greenland-importance-intl?iid=cnn_buildContentRecirc_end_recirc&recs_exp=most-popular-article-end&tenant_id=popular.en;
- https://theconversation.com/trump-wants-greenland-europes-tepid-response-is-putting-nato-and-global-security-at-risk-272819;
