Czy sprzedaż żywych karpi w Polsce jest legalna? Aktualne przepisy i zmiany
Ekologia.pl Środowisko Przyroda Karp nie krzyczy

Karp nie krzyczy

Karp mimo że nie jest gatunkiem rodzimym, od wieków króluje w stawach i na naszych stołach.  W wigilię popyt na te ryby znacznie wzrasta, a warunki w jakich są przetrzymywane są dalekie od sielankowej atmosfery świąt. Dlaczego tak męczymy tą królewską rybę?

Skąd karp w Polsce?

Będzie koniec sprzedaży żywych karpi? Fot. shutterstock
Spis treści

Z Azji do Polski

Zanim  zastanowimy się nad fenomenem dręczenia karpi, warto poznać ich historię. Gdyby dzisiaj zapytać skąd pochodzi karp, większość z nas bez wahania uzna go za nasz rodzimy gatunek. A jednak, mimo że ryba ta króluje na naszych stołach od lat, jest gatunkiem obcym w naszej faunie. Ojczyzną karpia jest zachodnia Azja (żyje m.in. w zlewiskach Morza Czarnego i Kaspijskiego). Forma dzika wyglądem daleko odbiega od znanych nam ze sklepów karpi hodowlanych.

Rybę udomowiono wcześnie, pierwsze wzmianki o karpiach hodowanych pochodzą z Chin, a datują się na V wiek przed naszą erą. Do Europy karp dotarł kilka stuleci później, a pierwsze wzmianki o hodowli tej ryby znajdziemy w dziełach Arystotelesa (350. rok naszej ery).

Kilka stuleci później hodowla karpi rozwija się bardzo dynamicznie na majątkach klasztornych, głownie  na terenie Francji, Niemiec, Belgii oraz na Bałkanach. Nietrudno odgadnąć powody – ryba mogła być spożywana w okresach postu, a tych kościół w średniowiecznej Europie ustanowił co niemiara. Mięsa nie wolno było spożywać w poniedziałki, środy i piątki, oraz oczywiście 40 dni przed Wielkanocą – a zatem niemal połowa roku przypadała na dni postne. Wraz z klasztorami hodowla ryb rozprzestrzeniła się w całej Europie i tak na początku XIII wieku karp trafił do Polski, prawdopodobnie wraz z zakonem Cystersów. Co ciekawe niektóre z założonych wtedy stawów, szczególnie w dolinie Baryczy funkcjonują do dziś, zapełniając stoły kolejnych pokoleń Polaków. O hodowli karpi wspomina m in. Jan Długosz w 1466 roku. Niespełna sto lat później ukazuje się pierwszy w Polsce podręcznik  o hodowli tych ryb.  Dzieło Olbrachta Strumińskiego pod wielce wymownym tytułem: „O sprawie‚ sypaniu‚ wymierzaniu i rybieniu stawów” ukazało się w 1573 roku w Krakowie. W XVI i XVII wieku hodowla karpi stała się na naszych ziemiach na tyle popularna, że praktycznie przy każdym majątku był staw. Z czasem w hodowli ryb wyspecjalizowały się większe majątki, po wojnie ich rolę przejęły niektóre PGR. Wraz ze zmianą ustrojową hodowla karpi wróciła w ręce prywatne a historia zatoczyła koło. Wbrew temu co twierdzą niektórzy, jedzenie karpi nie jest wcale tradycją komunistyczną, a na naszych ziemiach karp pojawia się na stołach już od średniowiecza.

Idą święta karp truchleje

Dzisiejsza, hodowlana ryba nie przypomina formy dzikiej. Jest znacznie wyższa, silniej wygrzbiecona i najczęściej prawie pozbawiona łusek. Wszystko ku uciesze konsumentów za sprawą wyhodowania odpowiednich odmian. Na stoły trafiają najczęściej ryby 2-3 letnie, o wadze 1,2-1,8 kg. Gdyby nie święta niektóre z nich miałyby szansę dożyć sędziwego wieku 20-30 lat, ważąc niekiedy nawet ponad 20 kg. Co roku na nasze stoły trafia około 20 000 ton tej szlachetnej ryby, czyli jakieś 17 milionów sztuk. Łączna powierzchnia stawów hodowlanych sięga 70 000 hektarów, słowem Polska karpiem stoi.

Niestety karp doświadcza przed świętami cierpień, o jakich większość innych hodowlanych gatunków nawet nie słyszała. Większość ryb trafia do sklepu a potem do naszej kuchni martwa czy to w postaci świeżej (sprzedawana na lodzie), czy też mrożonej. Tymczasem nie wiedzieć czemu karp jest tu niechlubnym wyjątkiem. To chyba jedyne zwierzę hodowlane, które trafia do naszych mieszkań żywe, najczęściej bardzo wymęczone. Mimo, że nikt nie maszeruje z marketu z krową na postronku czy żywą kurą pod pachą, widok karpia, który przed chwilą został odłowiony i szamocze się w plastikowym pojemniku jest na porządku dziennym. Trudno zrozumieć ten szczególny brak wrażliwości wobec jednego gatunku. W jedzeniu karpi nie ma nic złego, jednak powinny one trafiać do sklepów już martwe, podobnie jak inne ryby, zabite w sposób minimalizujący ich cierpienie.

Tymczasem to pobożne życzenie przegrywa z brakiem wrażliwości. Ze stawów hodowlanych spuszcza się wodę, a żywe ryby pakuje się do skrzyń. Najczęściej, by zmieścić ich więcej, woda w skrzyni jest jedynie dodatkiem do ryb. Czasami zastępuje ją lód. Dla ryb – istot oddychających tlenem rozpuszczonym w wodzie oznacza to powolną agonię. Potem w sklepach trafiają do niewielkich basenów. Nie jedna ryba jest już pokaleczona. Sygnały chemiczne wysyłane przez takie osobniki powodują panikę, w efekcie ryby próbują uciec, nie rzadko wyskakując.

Potem, taki podduszony karp trafia do niewielkiego pojemnika, smętnie machając ogonem w drodze do domu. Wreszcie świeżo upieczony właściciel ryby napuszcza chlorowanej wody do wanny, gdzie karp pływając ku uciesze dzieci spędza kilka ostatnich godzin, czasem dni. Potem tylko nieumiejętne walenie młotkiem w głowę i wreszcie, po długiej walce, ryba trafia do kuchni. Ten niezrozumiały, barbarzyński proceder trwa w wielu domach od lat. Wszystko mogłoby przebiegać inaczej, gdyby wzorem innych ryb również karpia kupować już martwego.

Podobno ryby głosu nie mają, cierpią zatem w milczeniu. W ich imieniu głos zabierają nie raz zoolodzy. Dowodzą, że ryba podobnie jak inne zwierzęta odczuwa ból. Protestują też działacze ekologiczni, często w formie spektakularnych happeningów. Czasy się zmieniły, zmienia się także mentalność ludzi. Upłynie jeszcze wiele wody, zanim ceniona ryba będzie godnie traktowana, a widok basenów z szamoczącymi się rybami pozostanie tylko smutnym wspomnieniem.

Druga strona medalu

Obok barbarzyńskiej i powoli wykorzenianej tradycji pojawiła się też nowa moda, żerująca na ludzkiej niewiedzy i empatii. Coraz częściej można obserwować zorganizowane akcje wypuszczenia do pobliskiego jeziora czy rzeki karpi, zakupionych wcześniej w markecie czy sklepie. Początkowo akcje takie organizowali tylko działacze „ekologiczni”, coraz częściej jednak są one udziałem władz samorządowych, artystów i celebrytów, a także zwykłych ludzi współczujących karpiowi. Wszyscy pełni szlachetnych pobudek, szkoda tylko ze czynią przy okazji szkodę rodzimej przyrodzie. Warto przyjrzeć się temu, co z uwolnionym karpiem dzieje się dalej.

Wbrew szlachetnym intencjom, uwolniony karp najczęściej ginie po kilku godzinach, czasem po kilku dniach. Ichtiolodzy, od lat zajmujący się tym gatunkiem twierdzą, że taka ryba ma bardzo małe szanse na przeżycie. Karp ginie z powodu szoku termicznego jakiego doznaje, wyjęty ze stosunkowo ciepłej wody w wiaderku i wpuszczony do lodowatej wody pobliskiej rzeki czy jeziora. A przecież to gatunek ciepłolubny, w Polsce w naturze bardzo rzadko dochodzi do rozrodu, właśnie z uwagi na zbyt zimną wodę. Wszak nagrzaną wodę w płytkich stawach hodowlanych ciężko porównać z jeziorem. Wypuszczony karp ginie także z innych powodów – przyzwyczajony do stałego karmienia, często sam nie żeruje. Jest narażony na ataki drapieżników, a nieporadna, często bezłuska ryba jest stosunkowo łatwą zdobyczą.

Oczywiście cześć karpi przeżyje, problem jednak w tym, że to gatunek obcy rodzimej faunie i jako taki niepożądany. Zgodnie z ustawą o rybactwie śródlądowym zarybianie karpiem wymaga pozytywnej opinii Państwowej Rady Ochrony Przyrody oraz zezwolenia wydanego przez ministerstwo środowiska. Co gorsza, prawo łamią nie tylko „ekolodzy” wypuszczając karpie na święta, ale także Polski Związek Wędkarski, prowadzący jeszcze nie tak dawno akcje zarybiania karpiem rzek i zbiorników zaporowych. Nikomu jakoś nie przeszkadzało, że wprowadzamy do środowiska gatunek obcy, tymczasem uwalnianie karpia jest analogiczne z uwalnianiem norek z ferm. W obu przypadkach do środowiska trafia gatunek, który tam trafić nie powinien i w obu cierpi na tym ekosystem.

Pozostaje jeszcze pytanie czy spontaniczne wypuszczenie karpi, pomijając łamanie prawa i sens takich działań jest szkodliwe? Niestety tak i to z kilku powodów. Po pierwsze karpie mogą być nosicielem choroby KHV wywoływanej przez herpeswirusa. Ta silnie zakaźna choroba skrzeli i skóry atakuje wyłącznie karpie (zarówno hodowlane jak i ozdobne) i w zależności od kondycji ryb, może spowodować śnięcie nawet 100% karpi w danym zbiorniku. Pozornie zdrowa ryba może być nosicielem, a choroba ujawni się dopiero przy spadku odporności. A zatem wraz z rybą nieświadomie możemy uwolnić wirusa zagrażającego karpiom już zamieszkującym dany ekosystem. Zresztą karpie w naturze nie mają łatwego życia, zagraża im już pasożyt zawleczony do naszych wód razem z kolejnym gatunkiem inwazyjnym: czubeczkiem amurskim. Pomijając nawet patogeny – karp masowo wprowadzony do środowiska powoduje degenerację rodzimych gatunków, zanik roślinności, większe zamulenie wody. Co więcej nasze wody są dla niego zbyt zimne, rzadko dochodzi tu do rozrodu, a osobniki łowione przez wędkarzy pochodzą przeważnie z zarybień.

Czy zatem warto uwalniać karpia? Może lepiej i znacznie prościej byłoby po prostu kupować martwe ryby. Wszak to klient poprzez swoje wybory kształtuje rynek, a handlowcy reagują na zachcianki klientów. Jeśli klienci przestaną kupować żywe karpie, skończy się gehenna tych ryb.

Sprzedaż żywych karpi – czas na zakaz!

Sprzedaż żywych karpi w Polsce wciąż pozostaje dozwolona, choć temat regularnie wraca do debaty publicznej. Społeczne przyzwolenie na sprzedaż żywych karpi wyraźnie się kruszy. Z badania przeprowadzonego w listopadzie 2025 r. na zlecenie Compassion in World Farming Polska wynika, że ponad 56% Polek i Polaków popiera zakaz sprzedaży żywych ryb, o ile konsumenci mają dostęp do karpia już przetworzonego – a ten od lat bez problemu funkcjonuje w handlu. Przeciwników takich zmian jest zaledwie jedna piąta, reszta nie ma zdania. To wyraźny sygnał, że społeczeństwo jest gotowe na odejście od archaicznych praktyk, zanim zrobi to prawo. Problem w tym, że brak gatunkowych regulacji na poziomie Unii Europejskiej sprawia, iż cierpienie ryb wciąż pozostaje niewidzialne. Dlatego organizacje prozwierzęce apelują o pilne wprowadzenie przepisów obejmujących zakaz sprzedaży żywych ryb konsumentom, ujednolicenie zasad transportu, zagęszczenia hodowli i obowiązkowe humanitarne ogłuszanie przed ubojem. Oczekiwania społeczne są dziś jasne – pozostaje pytanie, jak długo ustawodawcy będą udawać, że ich nie słyszą.


Dziennikarz portalu Ekologia.pl

Bibliografia
  1. https://fishcount.org.uk/estimates/farmedfishes/data01/fishcount_global_ farmed_fish_estimate.php? selyear=2022&selcountry=&selspecies=Common%20carp&selsort=Number%22 ;
  2. FAO. 2024. The State of World Fisheries and Aquaculture 2024 – Blue Transformation in action. Rome;
  3. Cook, K. V., Lennox, R. J., Hinch, S. G., & Cooke, S. J. (2015). Fish out of water: how much air is too much?. Fisheries, 40(9), 452-461.;
  4. Rahmanifarah, K., Shabanpour, B., & Sattari, A. (2011). Effects of Clove Oil on Behavior and Flesh Quality of Common Carp Cyprinus carpio L.) in Comparison with Pre-slaughter CO2 Stunning Chilling and Asphyxia. Turkish Journal of Fisheries and Aquatic Sciences, 11(1).;
  5. Scientific Opinion of the Panel on Animal Health and Welfare on a request from the European Commission on animal welfare aspects of husbandry systems for farmed fish: carp. The EFSA Journal (2008) 843, 1-28;
  6. https://www.ciwf.pl/kampanie/przerybane/zalecenia-transport-ryb/;
4.7/5 - (27 votes)
Subscribe
Powiadom o
11 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Gehenna ryb skończy się w momencie, gdy ją w sklepie żywcem wypatroszą?
Bzdura.
Gehenna skończy się, gdy ludzie przestaną stwarzać na nią popyt!

dokładnie…

Nie mogę wydostać się z tego piekła
Tak wiele razy próbowałem
Ale wciąż jestem uwięziony wewnątrz
Niech ktoś wyciągnie mnie z tego koszmaru
Nie potrafię się kontrolować

Więc co jeśli możesz zobaczyć moją najciemniejszą stronę?
Nic nie może zmienić tego zwierzęcia, którym się stałem
Pomóż mi uwierzyć że to nie jestem prawdziwy ja
Niech ktoś pomoże mi oswoić to zwierzę
(To zwierzę, to zwierzę)

Nie mogę uciec od siebie
(Nie mogę uciec od siebie)
Tak wiele razy kłamałem
(Tak wiele razy kłamałem)
Ale gniew jest wciąż wewnątrz mnie
Niech ktoś wyciągnie mnie z tego koszmaru
Nie potrafię się kontrolować

Więc co jeśli możesz zobaczyć moją najciemniejszą stronę?
Nic nie może zmienić tego zwierzęcia, którym się stałem
Pomóż mi uwierzyć że to nie jestem prawdziwy ja
Niech ktoś pomoże mi oswoić to zwierzę, którym się stałem
Pomóż mi uwierzyć że to nie jestem prawdziwy ja
Niech ktoś pomoże mi oswoić to zwierzę

Niech ktoś wyciągnie mnie z tego koszmaru
Nie potrafię się kontrolować
Niech ktoś mnie obudzi z tego koszmaru
Nie mogę wydostać się z tego piekła

(To zwierzę, to zwierzę, to zwierzę, to zwierzę, to zwierzę, to zwierzę, to zwierzę)

Więc co jeśli możesz zobaczyć moją najciemniejszą stronę?
Nic nie może zmienić tego zwierzęcia, którym się stałem
Pomóż mi uwierzyć że to nie jestem prawdziwy ja
Niech ktoś pomoże mi oswoić to zwierzę, którym się stałem
Pomóż mi uwierzyć że to nie jestem prawdziwy ja
Niech ktoś pomoże mi oswoić to zwierzę
(To zwierzę, którym się stałem)

Tekst pochodzi z – tekstowo.pl

o to chodzi, o to chodzi

dokładnie…

ja dziś wypuściłem karpia.

super

o to chodzi, o to chodzi

Durna tradycja.

Zapraszam do poważnej dyskusji nad rolą karpia w polskiej przyrodzie: Facebook

Zapraszam do poważnej dyskusji nad rolą karpia w polskiej przyrodzie: Facebook – profil: Dzikie Kaczki