Rosyjskie elektrownie atomowe na Bałtyku?
Ekologia.pl Środowisko Odnawialne źródła energii Rosyjskie elektrownie atomowe na Bałtyku?

Rosyjskie elektrownie atomowe na Bałtyku?

Pływająca elektrownia jądrowa
Pływająca elektrownia jądrowa
Na Czukotkę i Kamczatkę – tam właśnie mają dostarczać energię elektrownie nowego typu. Nie będą stały na dokładnie sprawdzonym przez geologów gruncie, ale na pokładzie specjalnych statków. Pływające elektrownie atomowe  wezmą udział w wyścigu po surowce Arktyki. Być może kiedyś trafią na polskie wybrzeże.

Projekt pływających elektrowni realizuje Energoatom. Na każdej jednostce Rosjanie zainstalują dwa reaktory jądrowe o nazwie KLT-40S.  Statki będą ogromne – każdy z nich będzie liczył 144 m.

Pływające elektrownie jądrowe mają  dostarczać energię i ciepło dla  200 000 ludzi. Latem zeszłego roku pierwsza jednostka została przetransportowana do Petersburga. Teraz czeka na reaktory. Właśnie zakończono ich budowę – pierwszy zacznie pracować w 2012 roku. Czy nowa technologia powstała tylko po to, by oświetlić  zapomniane, skute lodem krańce Rosji?

Pływający Czarnobyl? 

W razie problemów, środki do przeciwdziałania  będą bardzo ograniczone
Pływająca elektrownia pozwoliłaby dotrzeć do słabo rozwiniętych miejsc – tam, gdzie nie opłaca się budować sieci przesyłowych. Tyle tylko, że specjaliści właśnie w tym upatrują największe zagrożenie.  – Nie ma tam infrastruktury do zarządzania wykorzystanym paliwem i radioaktywnymi odpadami – poinformował Igor Kudrik z organizacji Bellona, która monitoruje działania Rosji. – W razie problemów, środki do przeciwdziałania  będą bardzo ograniczone – wyjaśnia. Do tego dochodzą kwestie ataku terrorystycznego i najważniejsza sprawa – warunki pogodowe. Tych nie da się przewidzieć, a sztormy nie raz zatapiały duże jednostki.

Przed pływającymi elektrowniami przestrzega też znany rosyjski badacz  prof. Alexley V. Yablokov (specjalista od radioekologii). We współredagowanym przez niego raporcie Green Cross Russia (GCR) czytamy, że reaktory na wodzie grożą wyciekami i poważnym skażeniem środowiska. Według naukowców z GCR emisja substancji radioaktywnych będzie zbyt wysoka.

Raport przestrzega przed awarią oraz ryzykiem ataku terrorystycznego (chodzi przede wszystkim o uderzenie samolotu). Autorzy skupieni wokół GCR argumentują, że nie przeprowadzono odpowiednich testów i oskarżają producenta o błędy konstrukcyjne. Jednym z twórców raportu jest inżynier, budujący wcześniej radzieckie statki i łodzie podwodne.

Stanowisko Polskiej Agencji Atomistyki

Maciej Jurkowski, Główny Inspektor Dozoru Jądrowego z Państwowej Agencji Atomistyki o bezpieczeństwie pływających elektrowni jądrowych wypowiada się bardzo ostrożnie. – Zajmujemy się śledzeniem różnego rodzaju technologii i technik jądrowych na świecie, ale szczegółowo rozpatrujemy jedynie te projekty, które wpływają do nas  w postaci wniosków o stosowne opinie lub zezwolenia związane z zamiarem zastosowania w Polsce – mówi.

– Ponieważ nie było zainteresowanych wdrażaniem tej technologii w naszym kraju, nie prowadziliśmy potrzebnych  analiz. Bezpieczeństwo zależy od wielu czynników, m.in. od tego, czy dany obiekt jest zaprojektowany zgodnie z normami, czy został wykonany pod odpowiednim nadzorem, wreszcie czy jest odpowiednio eksploatowany. Wypowiadanie się a priori w tej kwestii jest więc wróżeniem z fusów.  Bez odpowiedniej analizy, zastosowań modeli i obliczeń  jest to po prostu niemożliwe. Odrębną sprawą jest opłacalność takiego rozwiązania – tłumaczy Jurkowski.

Fizyk jądrowy zachęca Polskę

Według mnie nie ma żadnych zagrożeń. Mówię to z całą odpowiedzialnością

Z entuzjazmem na temat pływających elektrowni atomowych wypowiada się prof. Mieczysław Budzyński z Instytutu Fizyki UMCS. – Według mnie nie ma żadnych zagrożeń. Mówię to z całą odpowiedzialnością. Rosjanie pokazali, że potrafią budować bezpieczne konstrukcje. Zresztą dwa lata temu zatonął okręt wojenny Kursk, na którym też znajdowały się reaktory. Doszło tam do eksplozji torpedy, a  mimo to nic się nie wydarzyło – mówi prof. Budzyński.

 –  Otóż wyobraźmy sobie, że taka elektrownia stanie na Bałtyku. Polska już niedługo może mieć kłopoty z wydajnością energetyczną. Być może wtedy będziemy musieli kupować energię od Rosjan, po wyznaczonej przez nich cenie – zastanawia się naukowiec. – Dla tego jak najszybciej powinniśmy wybudować swoją elektrownię atomową. Gdybyśmy mogli wybudować pływające elektrownie atomowe, to Polska byłaby eksporterem energii – dodaje.

Prawdopodobieństwo, że  pływająca elektrownia pojawi się na Bałtyku lub Morzu Północnym w ciągu 10 najbliższych lat jest jednak znikome. Nawet jeśli założymy poważne problemy z dostawami energii. Dlaczego?  – Rosja nie zbuduje dodatkowych elektrowni jeśli nie będzie zapotrzebowania rynkowego.  Ponieważ są one niezwykle drogie, prawdopodobnie nie będzie chętnych by je kupić – twierdzi Igor Kudrik.  Krążą natomiast pewne plotki o Arktyce.

Wyścig po surowce

Bałtyk na pewno nie będzie pierwszy. Opowieści o oświetlaniu zapomnianych zakątków Rosji też możemy włożyć między bajki.  Energia będzie potrzebna do wydobycia ropy. Zasili odwierty Gazpromu na morzu Barentsa i… w Arktyce.  Według Biura Bezpieczeństwa Narodowego, w rejonie Morza Arktycznego może znajdować się około 29 proc. nieodkrytych dotychczas złóż gazu i ok. 10% ropy.

Państwa mające dostęp do Morza Arktycznego sprawują kontrolę  nad strefą przybrzeżną o szerokości 200 mil morskich. Można przedłużyć tę strefę po udowodnieniu, że tereny poza nią są połączone z szelfem kontynentalnym danego państwa. A to kwestia sporna.

Na drodze do surowca stanęła pokrywa lodowa. W związku ze zmianami klimatycznymi kurczy się ona i już niedługo wydobycie ropy stanie się opłacalne. O sporne tereny będzie rywalizowało tylko kilka państw: Norwegia, Dania, Kanada i Stany Zjednoczone i wreszcie Rosja.

W 2007 roku Rosjanie  zainstalowali flagę na dnie oceanu Arktycznego. To demonstracja siły, a przede wszystkim komunikat wysłany do społeczności międzynarodowej: „wbijamy flagę na przedłużeniu naszego szelfu”.  Z punktu widzenia prawa, takie akcje nie mają znaczenia. Realna i skuteczna polityka niewiele ma jednak wspólnego z przestrzeganiem zasad, szczególnie w przypadku Rosji. Wszystkie ekspedycje mają szyld jednostek  badawczych. W rzeczywistości to ponury zwiastun okrętów.

Rosyjski przemysł atomowy dąży do stworzenia pierwszych pływających elektrowni. Nie ma już dzisiaj wątpliwości, że jest to możliwe. Rosatom (Russian Agency for Atomic Energy) zapowiedział budowę siedmiu pływających elektrowni jądrowych. I słowa dotrzyma. Pozostaje kwestia ogromnych kosztów, ale Rosjanie mają pieniądze.

I tak energia jądrowa pozwoli na wydobycie paliwa kopalnego. Właśnie za to słono płacą Rosjanie. Postrzeganie tego kroku jako inwestycji w energetykę atomową to nieścisłość. Technologia  jądrowa jest w tym przypadku narzędziem, które pozwoli  sięgnąć po ropę. Jej wydobycie zaś będzie niszczące dla wrażliwego środowiska Arktyki. Niezależnie od tego, czy na pływających elektrowniach wydarzy się katastrofa, czy też nie.



Konrad Nowacki
4.7/5 - (18 votes)
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments