System kaucyjny miał pomóc środowisku. Samorządy widzą raczej nowy problem
Do końca marca polskie gminy muszą złożyć roczne sprawozdania z gospodarowania odpadami komunalnymi. W tym roku jest to moment szczególny – po raz pierwszy samorządy muszą rozliczyć dane z działania systemu kaucyjnego, który ruszył jesienią 2025 roku.
Dla wielu urzędów to nie tylko formalność. To pierwszy realny test reformy, która – choć reklamowana jako ekologiczny przełom – zmienia finansowe i organizacyjne fundamenty gospodarki odpadami w Polsce.I już po kilku miesiącach widać, że napięcia między samorządami, producentami napojów i państwem są znacznie większe, niż zakładano w momencie uchwalania przepisów.
Opakowania zniknęły z gminnego systemu
System kaucyjny działa w Polsce od 1 października 2025 roku. Obejmuje plastikowe butelki PET do 3 litrów, puszki metalowe do 1 litra oraz butelki szklane wielokrotnego użytku do 1,5 litra. Konsument przy zakupie napoju płaci kaucję – 50 groszy w przypadku puszek i butelek PET oraz 1 zł w przypadku butelek szklanych – którą może odzyskać po zwrocie opakowania w sklepie lub automacie.
Na poziomie konsumenta system jest prosty. Oddajesz opakowanie i odzyskujesz pieniądze. Na poziomie systemu gospodarki odpadami sprawa jest jednak bardziej złożona. Do niedawna plastikowe butelki i puszki były jednym z najcenniejszych strumieni surowców wtórnych trafiających do gminnych systemów selektywnej zbiórki. To właśnie one w dużej mierze „robiły” poziomy recyklingu. Dziś duża część tych opakowań wraca bezpośrednio do sklepów i operatorów systemu kaucyjnego.
Dla środowiska może to oznaczać lepszą jakość surowca do recyklingu. Dla samorządów oznacza jednak coś innego – utratę części odpadów, które wcześniej pomagały im spełniać unijne normy.
Nowa biurokracja zamiast prostszego systemu
Teoretycznie brakujące dane mają uzupełniać operatorzy systemu kaucyjnego – tzw. podmioty reprezentujące producentów napojów.
To oni zbierają opakowania i mają obowiązek przekazywać gminom informacje o ich masie. Dane te powinny trafiać do samorządów do 31 stycznia każdego roku, aby gminy mogły uwzględnić je w sprawozdaniach składanych do 31 marca.W praktyce jednak system raportowania okazał się bardziej skomplikowany, niż zakładano.
Na rynku działa kilku operatorów systemu kaucyjnego, dlatego jedna gmina może otrzymać kilka oddzielnych raportów. Każdy z nich trzeba zweryfikować i wprowadzić do systemu BDO – państwowej Bazy Danych o Odpadach.
Zamiast uproszczenia systemu pojawiła się więc nowa warstwa administracji i przepływu danych.
– Dla samorządów pierwszy rok działania systemu kaucyjnego oznacza przede wszystkim nowe obowiązki związane z raportowaniem i przepływem danych – mówi Dagmara Pociech z Urzędu Miasta w Żyrardowie.
Polska wchodzi w reformę z bardzo słabego poziomu
Moment rozliczenia systemu kaucyjnego zbiega się z rosnącą presją ze strony Unii Europejskiej. Od 2025 roku państwa członkowskie powinny osiągać 55 proc. przygotowania do ponownego użycia i recyklingu odpadów komunalnych. Dane składane przez gminy w 2026 roku pokażą więc po raz pierwszy, czy Polska zbliża się do tego celu.
Punkt startowy jest jednak wyjątkowo trudny. Według danych GUS w 2024 roku w Polsce wytworzono 14,2 mln ton odpadów komunalnych, czyli średnio 377 kg na mieszkańca. Do recyklingu trafiło około 2,6 mln ton – czyli zaledwie około 18 proc. całej masy.
Kolejne 13 proc. odpadów poddano procesom biologicznym, takim jak kompostowanie lub fermentacja, a 22 proc. spalono w instalacjach odzysku energii.
Problem polega na tym, że spalanie – choć często przedstawiane jako „odzysk” – nie jest zaliczane do poziomu recyklingu wymaganych przez Unię Europejską. W praktyce oznacza to, że wiele polskich gmin wciąż znajduje się daleko od unijnego progu 55 proc.
Polityczny kompromis, który nie zadowolił nikogo
System kaucyjny w Polsce powstawał przez kilka lat i był jednym z najbardziej spornych projektów środowiskowych ostatniej dekady. Producenci napojów naciskali na model, w którym to oni – poprzez operatorów systemu – zarządzają zbiórką opakowań. Samorządy chciały z kolei, aby system był silniej powiązany z istniejącą infrastrukturą gospodarki odpadami.
Ostateczny model okazał się kompromisem politycznym. Operatorzy działają w imieniu producentów i kontrolują system zbiórki, ale gminy nadal odpowiadają za poziomy recyklingu odpadów komunalnych. Ten podział odpowiedzialności już teraz budzi wątpliwości wielu samorządów.
W praktyce część najbardziej wartościowych surowców została wyjęta z gminnego systemu, ale odpowiedzialność za wyniki pozostała po stronie samorządów.
Gra o miliardy złotych
Za sporami o model systemu stoją również ogromne pieniądze. Rynek opakowań po napojach w Polsce liczony jest w miliardach sztuk rocznie. Każde z tych opakowań to potencjalny surowiec wtórny, który po przetworzeniu może zostać sprzedany. Do tego dochodzi jeszcze jeden element finansowy – tzw. nieodebrane kaucje. W każdym systemie kaucyjnym część opakowań nigdy nie wraca do obiegu, a pieniądze z kaucji pozostają w systemie. W wielu krajach to właśnie te środki stanowią ważne źródło finansowania całego systemu.
Dlatego kontrola nad systemem kaucyjnym oznacza w praktyce kontrolę nad ogromnym strumieniem pieniędzy i surowców.
Samorządy szukają „nowych kilogramów”
W tej sytuacji wiele gmin zaczyna szukać innych frakcji odpadów, które mogłyby poprawić ich statystyki recyklingu. Jednym z przykładów jest zużyty olej kuchenny. W gastronomii jego odbiór jest obowiązkowy od lat, jednak w gospodarstwach domowych wciąż najczęściej trafia on do kanalizacji albo odpadów zmieszanych.
Tymczasem – odpowiednio zebrany – może być wykorzystywany m.in. do produkcji biopaliw czy w przemyśle chemicznym.
Przedstawiciele branży podkreślają, że to również stosunkowo ciężka frakcja odpadów, która może realnie podnosić wskaźniki recyklingu w statystykach gmin.
Reforma, której skutki dopiero zobaczymy
System kaucyjny niewątpliwie zwiększy poziom zbiórki opakowań po napojach. W wielu krajach europejskich przekracza on 90 proc. Nie oznacza to jednak automatycznie, że poprawi on ogólny poziom recyklingu odpadów komunalnych w Polsce.
Dla samorządów wprowadzenie systemu oznacza raczej początek nowej rzeczywistości: takiej, w której część odpadów przejmują operatorzy rynku opakowań, a gminy zostają z najtrudniejszymi do zagospodarowania strumieniami.
Najbliższe lata pokażą więc nie tylko, czy system kaucyjny zwiększy poziom zbiórki butelek i puszek, ale też czy nie doprowadzi do jeszcze większego chaosu w już i tak skomplikowanym systemie gospodarki odpadami w Polsce.
Pierwsze sprawozdania gmin mogą być dopiero początkiem tej dyskusji.

Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych
Opublikowany: 12 marca, 2026
