Łowiectwo w Polsce. Jaki jest problem z ustawą o łowiectwie?
Na czym polega problem z nową ustawą o łowiectwie? Głównie na tym, że piszą ją sobie sami zainteresowani, czyli dzielni łowczy.(…) Mam nadzieję, że w obliczu nadchodzących jesienią tego roku wyborów parlamentarnych, posłowie nie zechcą narażać się na gniew swoich wyborców. Bo przecież ta ustawa będzie miała wpływ na nieruchomości milionów Polaków. Zastanówmy się, czy będziemy chcieli głosować na posłów, którzy dają myśliwym prawo wejścia i strzelania do zwierząt na naszej nieruchomości, bez uwzględnienia naszego sprzeciwu – mówi Arkadiusz Glaas koordynator Koalicji Niech Żyją! w wywiadzie dla Ekologia.pl
Joanna Szubierajska: Na czym polega problem z nową ustawą o łowiectwie?
Arkadiusz Glaas: Głównie na tym, że piszą ją sobie sami zainteresowani, czyli dzielni łowczy. Najpierw powstał projekt w złożonym z myśliwych Zespole do spraw łowiectwa w Ministerstwie Środowiska przy współpracy z myśliwymi z Departamentu Prawnego. Następnie projekt ten przerobiono na jeszcze bardziej pro-myśliwski w sejmowej Podkomisji zdominowanej przez myśliwych.
Dlaczego w ogóle podjęto się nowelizacji ustawy Prawo Łowieckie?
Otóż w lipcu 2014 roku, Trybunał Konstytucyjny orzekł, że tworzenie obwodów łowieckich, nie może się odbywać bez uwzględnienia woli właścicieli nieruchomości włączanych do tych obwodów. W Polsce polować można tylko w ramach obwodów łowieckich, które obejmują 90 proc. powierzchni kraju. Wielu właścicieli do dziś nie wie, lub nie zdaje sobie sprawy, że ich nieruchomość jest częścią obwodu łowieckiego i – jeśli jest nieogrodzona – każdy myśliwy ma prawo w dowolnej porze na nią wejść w ramach odbywanego polowania. Ewentualne protesty właściciela nie mają żadnego znaczenia.
Trybunał orzekł, że taka sytuacja jest niezgodna z Konstytucją i dał 18 miesięcy na dostosowanie przepisów Prawa łowieckiego do przepisów Konstytucji. Korzystając niejako z tej okazji, podczas przygotowywania zmian w Prawie łowieckim dostosowujących je do wyroku Trybunału, rząd zaplanował dodatkowo wprowadzenie do tej ustawy także innych zmian.
Myśliwi sami sobie piszą prawo? Czy to jest normalne, żeby lobbyści uczestniczyli w pisaniu prawa dla siebie?
Oczywiście, że to nie jest normalne i przede wszystkim tak nie mogą funkcjonować instytucje demokratycznego państwa. Jeśli posłowie, będący członkami sejmowej Podkomisji chcą działać na rzecz interesów Polskiego Związku Łowieckiego są na to odpowiednie procedury. Sugerowałbym tym posłom, aby złożyli mandaty poselskie i zarejestrowali się w Sejmie jako lobbyści. Wtedy myśliwi i organizacje ochrony przyrody miałyby mniej więcej równe szanse. Bardzo mniej więcej równe, biorąc pod uwagę to, że Polski Związek Łowiecki dysponuje budżetem ponad 100 mln zł rocznie.
W każdym razie stało się tak, że najpierw nad projektem ustawy pracowali myśliwi z Ministerstwa Środowiska, a następnie wzięli się za nią myśliwi-posłowie w sejmowej podkomisji. Wystarczy obejrzeć dostępne na stronach Sejmu transmisje z prac tej podkomisji, żeby zobaczyć jak świetnie sobie poradzili posłowie, będący jednocześnie członkami Polskiego Związku Łowieckiego. Żadne postulaty w jakikolwiek sposób naruszające myśliwskie interesy, czy ograniczające nawet najbardziej rażące patologie utrwalone w obecnym modelu polskiego łowiectwa nie miały jakiejkolwiek szansy na poważne rozpatrzenie.
Dlatego sprawą tej nowelizacji zainteresowała się już Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
Prace Podkomisji właśnie się zakończyły i naczelny łowczy tej podkomisji, poseł Tomasz Kulesza z Platformy Obywatelskiej podsumował jej prace, stwierdzając, że „w swoich pracach kierowała się troską o przyrodę oraz zapewniała szeroki udział społeczeństwa w procesie zmiany prawa łowieckiego”.
Dzięki takiej dawce paranoi można się było poczuć, jak w powieści Orwella i byłoby to nawet ciekawe doświadczenie, gdyby nie fakt, że te słowa padły z ust posła należącego do partii, która nazywa się Platforma OBYWATELSKA.
Co z postulatami organizacji pozarządowych. Czy brane one były pod uwagę podczas konsultacji?
W trakcie przeprowadzonych przez Ministerstwo Środowiska konsultacji publicznych istotne postulaty zgłosiły nie tylko organizacje pozarządowe, ale także Państwowa Rada Ochrony Przyrody i Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Wszystkie one zostały przez Ministerstwo Środowiska zignorowane. Odnosiłem wrażenie, że prace Ministerstwa odbywają się w ścisłej współpracy z myśliwymi, podczas gdy instytucje i organizacje zajmujące się ochroną przyrody traktowani są jako namolni i naprzykrzający się intruzi przeszkadzający ministerstwu w poprawianiu prawa.
Postulaty społeczne oraz postulaty organów zajmujących się ochroną przyrody zmierzały oczywiście do pewnego ucywilizowania łowiectwa. Wnioskowaliśmy np. o zwiększenie minimalnego dystansu strzałów z broni myśliwskiej od budynków mieszkalnych do 500 m. Obecnie dystans ten wynosi zaledwie 100 m i nie zapewnia nawet minimum bezpieczeństwa, biorąc pod uwagę, że zasięg rażenia broni myśliwskiej wynosi nawet do kilku kilometrów.
Chyba najważniejszym naszym postulatem jest wyraźne zapisanie w Prawie łowieckim zakazu udziału dzieci w polowaniach. Obowiązująca obecnie ustawa o ochronie zwierząt mówi o tym, że nie wolno w obecności dzieci zabijać zwierząt kręgowych. A więc taki wyraźny zakaz wpisany do Prawa łowieckiego byłby tylko potwierdzeniem istniejącego stanu prawnego. Jest to jednak uszczegółowienie niezbędne dlatego że zarówno myśliwi, jak i Ministerstwo Środowiska mają swoją – pokrętną i błędną interpretację, że polowania są z obecnego zakazu w jakiś sposób wyłączone. Nie muszę chyba mówić, jak niebezpieczny jest udział dzieci w polowaniach, na których zabija się zwierzęta używając ostrej amunicji i jak szkodliwe dla psychiki dziecka jest uczestnictwo w realizowaniu hobby, które polega na strzelaniu do żywych istot.
Chcieliśmy ponadto rezygnacji z zapisanego w obecnej ustawie obowiązku dokarmiania zwierząt łownych, lub wręcz wprowadzenia zakazu dokarmiania.
Ale dokarmianie przecież służy zwierzętom?
Wg naukowców z PAN, brak jest jakichkolwiek naukowych dowodów na to, że dokarmianie jest efektywne, czy też pożyteczne z punktu widzenia ochrony przyrody.
Problem w tym, że dokarmianie z punktu widzenia przyrody ma same wady, a właściwie żadnych zalet. Jest prostu szkodliwe dla zwierząt. Karmienie dzikich zwierząt płodami rolnymi, pieczywem, kukurydzą, czy też zgniłą żywnością wywożoną z hipermarketów jest kompletnie bez sensu. Dokarmianie zwiększa zapasożycenie wśród zwierząt i powoduje wzmożone rozprzestrzenianie się gruźlicy bydlęcej.
Z drugiej stron, nie ma żadnych dowodów na to, że dokarmianie zapobiega szkodom w uprawach. Natomiast może wspomagać rozmnażanie i wzrost populacji zwierząt kopytnych – a właśnie tego efektu dokarmiania należy w polskich warunkach unikać, zwłaszcza w obliczu niekontrolowanego w ostatnich latach rozrostu populacji dzików.
Domagaliście się także wycofania z użycia myśliwskiej amunicji ołowianej
Ołów to jeden z najbardziej toksycznych metali ciężkich. Wprowadzany do środowiska co roku w wielkich ilościach zabija nie tylko dzikie zwierzęta, zanieczyszcza wody i ziemie uprawne, ale także zatruwa ludzi. Z punktu widzenia toksykologii, ochrony życia i zdrowia ludzkiego oraz ochrony środowiska zakaz ten jest ewidentnie uzasadniony. Przeważająca większość krajów UE wprowadziła już częściowe lub całkowite zakazy używania amunicji ołowianej. Jesteśmy jednym z zaledwie 3 krajów UE, które nie mają żadnej formy kontroli użycia ołowiu w amunicji. Pozostałe 2 kraje to Chorwacja i Malta, zhańbione na arenie europejskiej z powodu masowej skali kłusowniczych polowań. Pozostawanie w tym gronie to prawdziwa kompromitacja dla Polski. Problem ołowiu musi być jak najszybciej rozwiązany w trosce nie tylko o nasze środowisko, ale też nasze własne zdrowie.
Czy to wszystkie postulaty?
Postulowaliśmy o likwidację polowań zbiorowych z nagonką, które powodują dewastację dzikiej przyrody w olbrzymiej skali, a są głównie formą towarzyskiej rozrywki. Polowania zbiorowe są wprost sprzeczne z celami, które stawia przed myśliwymi Prawo łowieckie tj. ochroną bioróżnorodności, kształtowaniem środowiska przyrodniczego, uzyskiwaniem możliwie wysokiej kondycji osobniczej oraz właściwej liczebności populacji. Podczas polowania zbiorowego niszczy się i zakłóca brutalnie całe połacie lasów. To nie ma nic wspólnego z dbałością o przyrodę,
Kwestia udziału dzieci w polowaniach została poruszona po raz pierwszy, a problem może dotyczyć nawet kilku tysięcy dzieci rocznie. Czemu do tej pory był to temat tabu?
Właśnie – ku naszemu zdziwieniu nikt się tą kwestią do tej pory nie zajmował. A internet jest pełen zdjęć kilkuletnich – a nawet kilkumiesięcznych! – dzieci zabieranych na polowania. Były też w ostatnich latach doniesienia o ranieniu dzieci z broni myśliwskiej.
Na szczęście zawiązana ostatnio koalicja organizacji pro-dziecięcych bardzo dobitnie mówi o tym, że polowania nie są dla dzieci. Polski oddział UNICEFu, Komitet Ochrony Praw Dziecka, Fundacja Dzieci Niczyje, Niebieska Linia − te wszystkie ważne i znane organizacje wystąpiły ze wspólnym apelem do Prezydenta Bronisława Komorowskiego, aby poparł obywatelską inicjatywę zakazu udziału dzieci w polowaniach. Postulat ten poparł także Rzecznik Praw Dziecka.
Jakie argumenty przemawiają za tym, by dzieci nie uczestniczyły w polowaniach? Czy nie lepiej uświadamiać dzieci od małego, że „mięso nie rośnie na drzewach”?
Dzieci, zwłaszcza te najmłodsze, nie powinny być świadkami okrutnego zabijania, a takie właśnie jest zabijanie podczas polowania. Być może niektórzy z nas mają wyidealizowany obraz polowań. Uważają, że myśliwy robi pif-paf! i zwierzę pada martwe.
Jak w takim razie wygląda rzeczywistość?
Rzeczywistość jest całkiem inna. Wystarczy poczytać podręczniki myśliwskie. Nawet jak myśliwy kładzie swoją ofiarę jednym, czystym strzałem, zaleca się, aby odczekać nawet do dziesięciu minut, bo tyle może trwać agonia ofiary. Niestety nawet do 30 proc. trafionych zwierząt, a w przypadku ptaków nawet do 80 proc, nie jest zabijana od razu. Zwierzęta są ranione, niektóre z nich konają blisko miejsca postrzelenia, inne uciekają i zaszywają się w gęstwinie na czas agonii. Polowanie to tryskająca krew, odstrzelone kończyny, żuchwy i uszy, to rozprute brzuchy, z których wylewają się wnętrzności często jeszcze żywych zwierząt. To strzaskane kości, bryzgająca zawartość przewodu pokarmowego, a w przypadku loch dzików – to często rozprute brzuchy ciężarnych samic. Ranne zwierzęta trzeba odnaleźć i dobić. Czasami przedłuża się to nawet do następnego dnia. Martwe zwierzęta trzeba szybko i na miejscu wypatroszyć. Na miejscu często odcinane są głowy, ciała zwierząt są odzierane ze skóry.
Powstaje pytanie, które z tych czynności powinny być oglądane przez dzieci i jak wpływa to na ich psychikę. Nawet tzw. pokot, czy niezrozumiała dla nas nie-myśliwych jakaś absurdalna ceremonia polegająca na układaniu ciał zabitych i wypatroszonych zwierząt w regularne szeregi, nie powinien być oglądany przez dzieci. Mamy zdjęcia z niektórych pokotów, podczas których dzieci najzwyczajniej płaczą z przejęcia.
Niektórzy nasi przeciwnicy powtarzają straszliwie już wyświechtaną i do znudzenia powtarzaną frazę o tym, że chcą pokazywać dzieciom, że „mięso nie rośnie na drzewach”. No oczywiście, wiadomo, że nie rośnie. Ale nie bez powodu obowiązujące prawo zabrania zabijać zwierzęta w obecności dzieci. Tak jak niewłaściwe (i karalne) byłoby zabranie dzieci na wycieczkę do rzeźni, tak niewłaściwe jest zabieranie dzieci na polowania.
Zresztą opinie psychologów i organizacji chroniących prawa dzieci potwierdzają, że przemoc psychiczna doznawana przez dzieci uczestniczące w polowaniu, jest mówiąc wprost − krzywdą zadawaną dzieciom.
Jeśli ktoś chce poprzeć zakaz udziału dzieci w polowaniach zachęcam do podpisania petycji na stronie www.polowanianiedladzieci.pl
Działa Pan w Koalicji „Niech Żyją”, która wystosowała list otwarty do Premier Kopacz. Po co w ogóle ten list i o co w nim apelujecie?
List powstał pierwotnie jako przejaw naszej bezsilności wobec arogancji myśliwych piszących prawo dla siebie, ale ku naszemu zaskoczeniu okazał się bardzo mocnym elementem naszej kampanii. List podpisało 21 znanych i szanowanych osób, m.in. Agnieszka Holland, Stanisław Tym, Maja Ostaszewska, Agata Buzek, Mariusz Szczygieł, Szymon Hołownia, Dorota Sumińska, Wojciech Tochman. Następnie udostępniliśmy nasz list do podpisów publicznych i w ciągu niecałych 2 tygodni podpisało się pod nim 17 tysięcy Polaków. Większość sygnatariuszy tego listu to osoby, które nie zgadzają się na stanowienie prawa w Polsce w taki sposób, z jakim mamy do czynienia w tym przypadku. W sposób obcesowy odrzucane są ważne społecznie postulaty; powstaje ustawa, której niemal wyłącznym celem jest utrwalanie istniejącego jeszcze od lat 50. układu, w którym zarówno własność prywatna, jak i dzika przyroda podporządkowana jest wąskiemu interesowi łowieckiej korporacji, której członkiem jest zaledwie jeden na 330 Polaków.
Apelujemy do Premier Ewy Kopacz zasadniczo o to, aby nie zgadzała się na antydemokratyczne praktyki tworzenia prawa w swoim rządzie, a także o to, by rząd i parlament nie stawiali myśliwych ponad prawem, pozwalając na tworzenie prawa sprzecznego z Konstytucją.
Zachęcam wszystkich do tego, by dołączyć do grona sygnatariuszy naszego listu. Podpisy zamierzamy zbierać do końca maja: https://www.petycjeonline.com/dosc_rzadow_lobby_mysliwskiego
Kuriozalne jest to, że właściciele gruntów nie mają praktycznie nic do powiedzenia ws. prowadzenia gospodarki łowieckiej na terenie ich nieruchomości. Czy jest szansa, że to się zmieni?
Mamy nadzieję, że tak. Zmienia się to już w innych krajach europejskich i najwyższych czas, aby zmiana ta zaszła też i w Polsce. Nasze regulacje łowieckie pochodzą jeszcze z epoki stalinowskiej, z głębokich lat pięćdziesiątych. W czasach komunizmu myślistwo było częścią gałęzi gospodarki określanej jako produkcja żywności. Własność prywatna, w tym prywatna własność nieruchomości była w tamtej epoce traktowana jako zło konieczne, a łowiectwo uznawano za nadrzędny interes publiczny. Na szczęście obecnie żyjemy w czasach, kiedy prawo własności jest jednym z podstawowych praw zabezpieczonych nie tylko w konwencjach międzynarodowych, ale przede wszystkim w konstytucji. Owszem, można kogoś wywłaszczyć, jeśli uzasadnia to naprawdę ważny interes społeczny, np. budowa drogi. Ale nie wolno uznawać, że przywileje myśliwych stoją ponad prawem własności. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2014r. jest jednoznaczny w tej kwestii. Mamy nadzieję, że kiedy kuriozalny dorobek sejmowej podkomisji zdominowanej przez posłów-myśliwych głosowany będzie w Komisji Ochrony Środowiska, nie zyska aprobaty posłów. A nawet jeżeli taki bubel prawny zaakceptuje Komisja (co jest całkiem możliwe, bo jej przewodniczącym jest poseł Stanisław Żelichowski z PSL, aktywny myśliwy), to będziemy apelować do wszystkich posłów o odrzucenie tej nowelizacji. Mam nadzieję, że w obliczu nadchodzących jesienią tego roku wyborów parlamentarnych, posłowie nie zechcą narażać się na gniew swoich wyborców. Bo przecież ta ustawa będzie miała wpływ na nieruchomości milionów Polaków. Zastanówmy się, czy będziemy chcieli głosować na posłów, którzy dają myśliwym prawo wejścia i strzelania do zwierząt na naszej nieruchomości, bez uwzględnienia naszego sprzeciwu.
Wreszcie, jeżeli Sejm jednak przyjmie tę ustawę, będziemy działać na rzecz ponownego jej zaskarżenia do Trybunały Konstytucyjnego i myślę, że szanse powodzenia będziemy mieli duże – biorąc pod uwagę ile artykułów Konstytucji naruszy to prawo.
Przyroda i zwierzęta są dobrem narodowym. Dlaczego decyzje kluczowe dotyczące całego społeczeństwa są podejmowane przez myśliwych? Czy myśliwi stoją ponad prawem?
Konwencja panująca od wieków i nie mająca żadnego racjonalnego uzasadnienia dzieli dzikie zwierzęta na te, które można zabijać i określa je jako zwierzyna łowna i na całą resztę. Zgodnie z tą nonsensowną konwencją, los niektórych gatunków dzikich zwierząt oddajemy w całości w ręce myśliwych, zakładając, że już oni się nimi najlepiej zaopiekują. Dlatego o przyszłości np. polskich łosi zadecydują myśliwi. To oni właśnie, a nie jakaś obiektywna instytucja rządowa, będą mieli decydujące zdanie o tym, kiedy zakończyć obowiązujące moratorium i zacząć do łosi strzelać. Bo niestety opieka myśliwych w największym stopniu jest realizowana poprzez rekreacyjne zabijanie zwierząt z różnorodnych strzelb.
Przez ostatnie dziesięciolecia udaje się niektóre gatunki zwierząt wyrwać z tej śmiertelnej kategorii zwierzyny łownej. Dzieje się to często wielkim wysiłkiem i i długoletnimi kampaniami. Na szczęście udało się w przypadku niedźwiedzi, wilków, rysi, głuszczów, cietrzewi, batalionów, wiewiórek, przepiórek, czy derkaczy. Dla niektórych gatunków niestety było już za późno: w Polsce wyginęły dropie, a głuszce i cietrzewie są na skraju wyginięcia. To były kiedyś wszystko gatunki łowne, jeszcze pod koniec XX wieku!
A przecież jak słusznie Pani zauważyła, przyroda jest naszym wspólnym dobrem narodowym. Prawdopodobnie najcenniejszym jakie mamy.
W Polsce myśliwym jest jeden na 330 obywateli. Nie wolno pozwolić, aby najważniejsze decyzje dotyczące zasobów przyrodniczych, czy też prawa własności podejmowane były przez tak nieliczną grupę. Według ostatnich badań Lasów Państwowych, łowiectwa w obecnej postaci nie akceptuje 63 proc. Polaków. Czas na zmiany. Zapraszam wszystkich na manifestację 26 maja o godz. 13.00, pod gmachem Sejmu w Warszawie. Będziemy demonstrować pod hasłem „Dość rządów lobby łowieckiego w Polsce”. Następnego dnia Sejm ma głosować nad nowelizacją Prawa łowieckiego…
Dziękuję za rozmowę!

Arkadiusz Glaas – z wykształcenia prawnik, zawodowo zajmuje się ubezpieczeniami morskimi. Miłośnik dzikiej przyrody, koordynator koalicji organizacji pozarządowych Niech Żyją!
Poluje, polował mój dziadek i ojciec. Byłem zabierany na polowania od małego. Pozostały mi z tego czasu najlepsze wspomnienia ze wspólnie spędzonego czasu ze śp. tatą. Uczył mnie o życiu zwierząt, zaszczepił szacunek do życia i śmierci. Jestem inżynierem, nigdy nie karanym. Jestem w szczęśliwym małżeństwie od 15 lat, posiadam dwóch synów. Jak widać łowiectwo nie odbiło się na moim życiu. Dzisiaj ja to samo chciałbym przekazac moim dzieciom, dać im wspomnienia jakie mi dano. Niestety ludzie tacy jak pan Glaas lepiej wiedzą co jest dobre dla moich dzieci. Mam nadzieje, że za 20 lat poznam historie pana Glaaasa i jego dzieci, być może nie będzie tak różowo. Ponieważ ludzie mówiący innym jak żyć, najczęściej sami tego nie potrafią.
OHYDNI, LEGALNI ZABÓJCY, JESZCZE PIESKI WCIĄGAJĄ W SWOJE MORDOWANIA
NP https://www.pies.pl/mysliwskie-psy-zagryzly-jelenia/
CORAZ MNIEJ CZŁOWIEKA W CZŁOWIEKU !!!
Masz rację coraz mniej człowieka sami ekolodzy nie długo wszyscy będziemy jedli tylko trawę ty paskudny ROBAKU
Łowiectwo w polsce jest na pierwszym miejscu mi się podoba
Poluję dla mięsa. Nigdy nie zabijam dla przyjemności. Gospodaruję dla dobrostanu zwierzyny.
Dlaczego piszecie nieprawdy w artykule i umieszczacie zdjęcia z zupełnie innych Państw !!!! TO MANIPULACJA – widać, że was nikt dziennikarstwa i bezstronności nie nauczył. PRECZ Z EKOLOGAMI I NIEDOUCZONYMI PISMAKAMI
Jak słucham waszych wypowiedzi to mi się niedobrze robi. Nic nie wiecie o łowiectwie. Precz z pseudoekologami. Wasze argumenty są bzdurne !!!!
Znów natknąłem się na ten tekst. W między czasie dowiedziałem się, że w Sejmie jest więcej takich nieprawidłowości jak słusznie zauważył Ten Pan. Nie tylko myśliwi zajmują się ustawą o łowiectwie ale choć w to trudno uwierzyć jak jest coś o szkolnictwie to opracowują to nauczyciele a jak o lecznictwie to biorą lekarzy do takich komisji. Paranoja. Brawo proszę Pana. Dobrze że Pan to spostrzegł.
Niech myśliwi przestaną ściemniać, że robią to dla dobra zwierząt i przyrody, a powiedzą wprost, że to sprawia im przyjemność. Dopiero wtedy nabiorę dla nich szacunku
Najpierw zobacz czym jest łowiectwo a później pisz. Najwięcej mają do powiedzenia ci którzy naj mniej znają temat.
Proponuje bez sprzeciwu wyłączyć wszystkie pola użytkowane przez rolników z obwodów łowieckich i polować tylko w lasach…. a rolnicy niech sobie sami biegają z patykiem i płoszą zwierzyne i użerają z lasami państwowymi
Rolnik to zrób sobie uprawnienia a otrzymasz pozwolenie na broń jak przejdziesz badania. Z tego co widzę to mozesz dostać nowe widly bo broni to na pewno nie dostaniesz.
dajcie nam dostęp do broni podobny do tego jaki mają członkowie PZŁ a sobie poradzimy mądralo bez problemów…wasze klubiki z piórkiem w kapelusiku… i że przyroda i dobro natury wogóle najważniejsze… trofeum goni trofeum… niech nadleśnictwa regulują ilość odstrzałów w danym obszarze i będzie ok…nam kozły i jelenie nie przeszkadzają (zbrodnia strzelać do tych zwierząt), wystarczy, że dzika i lisa będziemy mogli huknąć jak będzie bruździł…
Popieram takie stanowisko. Dodam tylko że nawet obecna ustawa dopuszcza zakaz wejścia myśliwego na teren prywatny ale temu rolnikowi nie przysługuje odszkodowanie z tytułu szkód w uprawach. Wiedzcie tylko że tym ekofilom z pod znaku “niech żyją” chodzi tylko o szum wokół ustawy łowieckiej a można problem łatwo rozwiązać w ten sposób że każdy kto mędrkuje w sprawach łowiectwa powinien się dobrowolnie opodatkować na cele odszkodowań i sprawa jest załatwiona. Na marginesie dodam że żaden rolnik w naszym kole nie zakazał wchodzenia na swój areał w celach łowieckich a zapytano prawie 90% rolników wręcz przeciwnie jeszcze pytali kiedy zostaną wystrzelane watachy dzików niszczące plony. Juz wkrótce kukurydza będzie “na mleku”(etap rozwoju kolby nasiennej) wtedy ten mądrala z powyższego artykułu niech przedstawi swoje stanowisko rolnikom ale niech uważa aby mu potem z dupy widły nie wystawały
Może jeszcze napiszę o kuropatwie. Ginie nam w oczach taki kiedyś pospolity ptak. Dlaczego? My Mieszczuchy i ja też wymagamy dobrego i taniego jedzenia. Zatem Rolnik aby sprostać naszym potrzebom zmienił gospodarkę rolną dla nas Mieszczuchów i dla mnie żebyśmy byli zadowoleni i ze smakiem żebyśmy zajadali kukurydzę z puszki. Otóż zamiast malutkich pól z miedzami enklawami dla chwastów i owadów powstały dla nas Mieszczuchów i dla mnie też wielkie ekonomiczniejsze monokultury. Na wielkich polach uprawia się jeden gatunek rośliny. Aby nic nie przeszkadzało tej roślinie Rolnik stosuje herbicydy aby nie rosły tam CHWASTY rośliny niepożądane i stosuje pestycydy aby wybić tam OWADY. TO NIE JEST ŚRODOWISKO ŻYCIA DLA KUROPATWY. Młode kuropatwy pisklęta potrzebują owadów. Nie ma ich albo są zatrute. A jeszcze jak Rolnik zbierze wszystko z pola to zostaje pustynia na której kuropatwa nie ma się gdzie ukryć. Jest wystawiona na ataki chronionych drapieżników. Szanowne Mieszczuch i ja też to dla nas Rolnik zmienił tak krajobraz aby nie było kuropatw. To my jesteśmy winni zanikowi kuropatw bo wymagamy od Rolnika taniego i “dobrego” jedzenia. Jak nasz Rolnik sobie będzie kiepsko radził to kupimy w innym kraju tańsze i “lepsze”. Wreszcie to przez nas Mieszczuchów myśliwy nie może już polować na kuropatwy bo ich nie ma. Coś tam próbują wpuszczać takie z hodowli wolierowej bo im szkoda pól bez kuropatw. Ale Wam powiem, że myśliwi to też często mieszczuchy i też są sobie winni. To taka wrzutka żeby zobaczyć jakie to skomplikowane i jak niesprawiedliwie można obciążyć jakąś jedną grupę ludzi którzy bardziej tej kuropatwy pragną niż my Mieszczuchy. Oni coś tracą. A my Mieszczuchy mamy kukurydzę w puszce.
Brawo jesteś facetem znającym problemy i chyba mysliwym mieszkającym w mieście. Niezależnie od tego szcunek za ten wpis.
Ależ tu emocji. Ale mniejsza o emocje. Kolejny raz otrzymujemy informację od tego Pana, ze to polowania zniszczyły dropie. Ze już nic nie pomoże cietrzewiom i głuszcom bo polowano na nie 20 lat temu i dlatego niedługo znikną z naszej krainy za sprawą myśliwych. TO JEST BARDZO SZKODLIWE. Przyroda nie jest taka prosta i nie ma takich prostych powiązań. Na dodatek te są nieprawdziwe. Na dropie nie polowano już przed wojną a nie jestem pewien zniknęły chyba w 80-tych latach. Dlaczego zginęły bo polowano na nie kilkadziesiąt lat wcześniej? Cietrzewi i głuszców było znacznie więcej niż teraz w chwili gdy je wzięto pod ochronę i stały się tym samym niczyje. W czasie ochrony znikają. Nikt na nie nie poluje i jest ich coraz mniej. Zamiast zastanowić się jakie są przyczyny ich znikania nie musimy tego robić bo ten Pan nam powiedział. To przez myśliwych bo dawno temu polowali więc teraz co rok musi ich być mniej. I teraz jest pytanie czy ten Pan tego nie wie nie rozumie. Jak nie rozumie to dlaczego mamy słuchać co myśli taki Pan co takich prostych rzeczy nie wie. A może wie o tym tylko tendencyjnie wprowadza ludzi w błąd dla własnego celu. Sam nie wiem jak lepiej.
Arkadiusz Glaas mocno nas przekonuje, że łowiectwo to sprawa brudna. Jest o tym sam przekonany w związku z tym jego wywody mają wypełnić przyjętą tezę.
Nie dyskutuję, że stanowienie prawa w Polsce posiada jakieś większe walory. Bo nie posiada. Świadczy o tym wielość prawa i powszechne chęci do aktywności na niwie prawotwórstwa. Nie dotyczy to tylko łowiectwa lecz również innych dziedzin życia, choćby ochrony środowiska. Tam również tworzone są rozwiązania pod dyktando, ale lobbystów ekologistycznych.
System stanowienia prawa jest zły.
Generalnie prawo uchwalane jest pod dyktando lobbystów a nie w interesie wyborców. Ci bowiem mają znaczenie wyłącznie w dniu wyborów. Później się nie liczą.
Zmiany w łowiectwie zaistniały po 1989 roku w wyniku magdalenkowych przewartościowań. Zostały nakreślone przez ludzi, którzy dziś stanowią klu obozu władzy. Wcześniej nadzór nad łowiectwem sprawowały Lasy Państwowe.
Trybunał, tak ochoczo przywoływany przez A. Glaasa, zajął się jedynie elementem obowiązującego prawa, tak jak jego marginaliami zajmuje się A. Glaas.
Dla A.Glaasa nie są istotne realia lecz konsensus między myśliwymi a służbami ochrony przyrody. Ten aspekt mu doskwiera. Dziś w punkcie uczestnictwa dzieci i woli właścicieli gruntów na których położone są obwody łowieckie. Z błyskiem w oku łypie na 100 milionów złotych będących co roku w dyspozycji PZŁ. To normalne w kręgach ekologistycznych, dla których przyroda jest istotna gdy widać przez nią konkretną perspektywę!
Autor podpiera się również Helsińską Fundacją Praw Człowieka. Dla mnie nie stanowi ona żadnej podpory, gdyż wiem, że działa ona mocno wybiórczo, w związku z tym jej flaga nie wiele już w gruncie rzeczy znaczy.
Autor wskazuje na szkodliwość dokarmiania zwierzyny. To nowinka w społecznym przekazie ekologistów. Uważam, że autor powinien w to zaprząc Adama Wajraka i powagę Gazety Wyborczej. Jeszcze nie tak dawno oglądaliśmy transmisje jak skutecznie i właściwie dokarmiać zwierzynę w miastach, lasach i na polach.
Oskarżanie myśliwych, tworzących poletka zgryzowe, lizawki, że czynią szkody jest bulwersujące. Zgadzam się, że dokarmianie zwierzyny ma niewielki wpływ na szkody powodowane przez nią w lesie i na polu. Jedyną metodą ich ograniczenia jest stała kontrola stany populacji na poziomie pojemności łowiska. Gdy ten element jest pomijany w toku polemiki to trudno mówić o jakiekolwiek racjonalnej dyskusji. Drugim takim elementem jest własność prywatna.
Oba te elementy nie są znaczące w prawie i praktyce. Nie są znaczące dla żadnej ze stron. Dlatego uważam, że dyskusja na temat łowiectwa, która pomija te zasadnicze elementy jest dyskusją w gruncie jałową, że toczą je określone grypy nacisku między sobą, próbując zawłaszczyć maksymalnie duży element „tortu”. Ten tort nie jest w gruncie tych grup. Koszty ponosi zgoła kto inny. Ponosi je właściciel gruntu i to on powinien przestrzegać wszelkich elementów związanych z bytem zwierzyny, zgodnie z przyjętymi standardami, wiedzą i praktyką.
Państwo nie wywiązuje się ze swej roli jako zarządca i właściciel. Nie potrafi zweryfikować stanu zwierzyny, nie potrafi utrzymać jej i nie potrafi zająć się w sposób prawidłowy odszkodowaniami, w związku z niewłaściwym prowadzeniem gospodarki. Dotyczy to zarówno zwierzyny łownej jak i tej będącej pod ochroną. Szczególnie niesprawne są służby państwowe i praktyczne procedury przez nie przyjęte w zakresie odszkodowań za szkody czynione przez zwierzynę będącą pod ochroną.
Wzajemne oskarżenia mają na celu poróżnienie społeczeństwa i spolaryzowanie go. Nie niosą właściwego rozwiązania. Tak też traktuję „tytuł” A. Glaasa zamieszczony na portalu Ekologia.pl
Żyjemy w czasach, gdy edukacja dziecięca odkrywa coraz nowe obszary. Wszyscy mają tego świadomość. Według mnie nie mamy już do czynienia z elementami edukacji lecz z indoktrynacji. Czy tradycyjny udział w nagance, w ognisku i pieczeniu jest gorszy od elementów idoktrynacji, które zaczynają przyświecać naszym edukatorom?
W swoim wywiadzie Arkadiusz Glaas, „zwolennik” praw dla prywatnych właściciel ziemi przekazuje nam, że tak naprawdę, to nie oni będą decydować o swojej własności lecz kolejny urząd, który kluje się w jego umyśle.
Jak jest wyższość masowego zwierzobójstwa na przemysłowych farmach nad polowaniami, nawet tymi zbiorowymi?
Jak jest wyższość hodowli zwierząt w przemysłowych obozach zagłady od hodowli jej w lesie?
Jaka, w końcu, jest wyższość jakości jedzenia wytwarzanego w sposób przemysłowy nad tym powstającym naturalnie?
Jaka jest wyższość krzywd milionów istnień maltretowanych od urodzenia na fermach od naturalności bytu zwierząt żyjących na swobodzie w lesie, na łące i polu?
Dobrze Pan wie, że nie ma Pan racji, Panie Glaas!
Warto więc przypomnieć, że uchwalanie coraz nowych ustaw, praw , powoływanie nowych urzędów nie buduje dobrostanu ani dla człowieka ani dla zwierzyny.
Konieczne jest przywrócenie normalności, jakim jest prawo własności w każdej przestrzeni. Lecz ono pozbawi w dużej mierze wpływu ekologistów na stan naszych umysłów i rozwiązań proceduralnych i prawnych w naszej przestrzeni życia i w Państwie. Chyba, że zdobędą autentyczne, szerokie społeczne poparcie, bo póki co zajmują się manipulacjami i znaczenie mają w kręgach innych manipulatorów – tych od władzy.
Pozwoliłem sobie dodać tytuł do swojego profilu na Facebook wraz z powyższym komantarzem
Artykuł ł tendencyjny … nie mający nic wspólnego z prawdą . Zwykłe granie na emocjach ludzi którzy nie mają pojęcia o gospodarce łowieckiej . Chcecie aby nie zabijać zwierząt ? Nie ma sprawy … zmniejszcie populację ludzką o ileś tam procent … wtedy będzie więcej miejsca dla zwierząt . Już teraz podnosicie larum jak locha z młodymi lata po Świnoujściu lub inne okupują Wolin . Łazicie po lesie … brudzicie w nim – bo Wam sie to należy … i w doopie macie zwierzęta . Korzystacie z papieru oraz innych przedmiotów z drewna … i dzięki Wam zwierzaki nie mają miejsca dla siebie . Ale o tym ..szaaaaaa. Prawda ? Jak lis biega po osiedlowych śmietnikach to wiecie gdzie dzwonić i czego wymagać … ehhhhh.
Szkoda gadać … Zastanówcie sie ludzie czego Wy chcecie .
Paranoja non stop jakiś mądrala czepia się myśliwych. pytam się dlaczego? nie wie jeden z drugim ,że naciśnięcie spustu to jest ostatni fragment wkładu olbrzymiej pracy wykonywanej przez myśliwych. Zabrzmi to paradoksalnie, PRACY dla zwierzyny! Zadaję pytanie w/w mądralom kto dokarmia zwierzynę w zimie? kto buduje woliery i prowadzi gospodarkę hodowlaną. Kto zasila tereny łowieckie w bażanty kuropatwy przepiórki? mądrale uchwalcie ustawę zakazującą polowań to za trzy lata nie ujrzycie w prywatnych lasach ani jednego dzika nie mówiąc o sarnie czy jeleniu. Mądrale doprowadźcie do tego żeby polski las był głuchy jak to jest we Francji czy we Włoszech tam wystrzelali nawet małe ptaszyny. Mądrale zastanówcie się dlaczego w naszych lasach jest dużo zwierzyny? Odpowiadam, dzięki pracy MYSLIWYCH. Kto tych nawiedzonych anty myśliwych nakręca do ciągłego stawiania problemu w parlamencie. Odpowiedzcie dyletanci. Byle szybko.
dokarmiacie zwierzęta, by później móc je zabijać. Jaki to ma sens?
paranoja non stop jakiś mądrala czepia się myśliwych. pytam się dlaczego? nie wie jeden z drugim ,że naciśnięcie spustu to jest ostatni fragment wkładu olbrzymiej pracy wykonywanej przez myśliwych.Zabrzmi to paradoksalnie, PRACY dla zwierzyny! Zadaję pytanie w/w mądralom kto dokarmia zwierzynę w zimie? kto buduje woliery i prowadzi gospodarkę hodowlaną.Kto zasila tereny łowieckie w bażanty kuropatwy przepiórki? mądrale uchwalcie ustawę zakazującą polowań to za trzy lata nie ujrzycie w prywatnych lasach ani jednego dzika nie mówiąc o sarnie czy jeleniu.Mądrale doprowadzcie do tego żeby polski las był głuchy jak to jest we Francji czy we Włoszech tam wystrzelali nawet małe ptaszyny.Mądrale zastanówcie się dlaczego w naszych lasach jest dużo zwierzyny? Odpowiadam,dzięki pracy MYSLIWYCH. Kto tych nawiedzonych anty myśliwych nakręca do ciągłego stawiania problemu w parlamencie.Odpowiedzcie dyletanci.Byle szybko.
To jakiś żart, czy marna prowokacja?
Tę ustawę trzeba zmienić, bo przez nią mamy nad Baryczą szkody od dzikich gęsi. A myśliwi mało co ich zabijają, i to tylko jesienią i w weekendy, a trzeba je bić cały rok. I odszkodowań nam nie płacą. Pracowałem w Holandii, i tam zagazowywaliśmy dzikie gęsi gazem z butli, jak miotacze ognia. A jaja w gniazdach spryskiwaliśmy olejem posmażalniczym po frytkach, aby się pisklalki w skorupkach zadusiły. Tez skuteczne. I dlatego tam szkód nie mają, bo szkodniki są trute na pniu. Jak ustawę zmienią to pierwszy w Polsce tak zrobię, i kursy dla nowych poprowadzę.
ty jesteś bandyta
Myśliwi nie mogą o tym decydować, oni nie wiedzą, gdzie i jakie są szkody w uprawach, no i mają limity odstrzałów. Zwierzyna musi być własnością właściciela ziemi, i to my = właściciele ziemi i zwierząt na niej żyjących, będziemy decydować, czy zwierzyna ma nadal sobie chodzić i czynić nam straty, czy należy ją wyeliminować, oczywiście bez żadnego durnego limitowania.
Nawiedzonej koalicji, ktora reprezentuje pan Arek, regularnie masturbujacy sie pod zielone kapelusiki, wcale nie chodzi ani o prawa wlascicieli gruntow, ani o dzieci, ani o zwierzeta. Te lesne i polne tez. Tutaj mamy do czynienia z grupka fanatycznych ideologow, ktorzy samozwanczo nadali sobie prawo do wypowiadania się w imieniu CALEGO spoleczenstwa, by za wszelka cene przeboksowac własną, absolutnie marginalna i niereprezentatywna wizje bytu czlowieka na tym padole. W ktorej to jest on najwiekszym wrogiem przyrody. Jesli ktos ma 2 komórki mózgu i nie nalezy do bydla slepo lykajacego bzdety podsuwane przez wyroby Glaaso-podobne, wejdzie sobie na strone Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot (ktorej nazwa to czysta hipokryzja i kpina ze spoleczenstw, poczyta o glebokiej ekologii, której holduja ciasne czolka Glaaso-podobne i sprawozdania finansowe. Oczywiscie. Te 2 komorki mózgowe w zupelnosci wystarcza, by przekonac sie jak chora wizje, ubrana naturalnie w piekne i szlachetne hasla, probuja narzucic innym nawiedzone stadko z Rozrobni na Rzecz Niektorych Cfaniakuff. Zreszta sama Rozrobnia ciezko pracuje, by odebrac jej status organizacji pozytku publicznego. Kwestia czasu. Powiedzialbym.
Jeżeli chodzi o zakaz udziału dzieci w polowaniach to wystarcza jeden argument. Nazywa się “zasada równego traktowania wszystkich ludzi wobec prawa”. Zakaz zabijania kręgowców w obecności dzieci istnieje od 1997 r. Ustawa była zmieniana ze dwadzieścia razy. Nikomu zakaz nie przeszkadzał. Pod warunkiem, że niektórzy byli równiejsi. Hipokryzja ochrońców przyrody w zielonych kapelusikach z piórkiem sięgnęła zenitu.
STOP JAJECZNICY!!!
Każde jajko ma swoich rodziców, którzy je kochają!!!
Nie róbcie im krzywdy!!!
STOP JAJECZNICY!!!
STOP SAŁATKOM Z MARCHEWKI!!!!! Ty inteligencie szpagatowy. Tak jest tylko w przypadku jeśli żresz jaja z biedronki, biedronki nie zapładniają jaj kurzych. A jajeczka od babci ze wsi to już hekatomba mordu na biednych, żółciutkich i kochanych kurczaczkach:((( Poza tym stop sałatce z marchewek, przecież taka marchewka rosła sobie obok koleżanki, ukochanego lub mamy i taty, czemu ją pożeracie. STOP SAŁATKOM Z MARCHEWKI!!!!!
Jajecznicę robi się z jajek, w których nie ma zarodka. Dlatego jedząc ją, nie robimy krzywdy ptakom.
No wreszcie. Bydlęta będą nasze. U nas we wsi chcemy wybić wszystkie dziki co do nogi, bo ryją nam ziemniaki i żrą kukurydzę. Jelenie – bo żrą buraki, i sarny – bo żrą zboża zwłaszcza oziminy. Zająca już nie masz, to z nim spokój. Tylko kiedy wreszcie będzie można z tym zrobić porządek? Bydlęta mogą być dzikie tylko w zoo i w rezerwacie, ale za płotem aby w szkodę nam nie wchodziły.
zresz to moze ty dziadu idz sluchac RM ,,jedynej wyroczni” niech ci sie nie wydaje ze jestes najwazniejszy na swiecie sa jeszcze inne zwierzeta wiesz? mam nadzieje ze i ciebie ktos wybije najlepiej jakis mysliwy hehe
a co to dziecko tam robi żeby poźniej strzelić ojcu w ł…..
Strzelać i zabijać, to uczy się np. na Wiedźminie, co jest akceptowalne. Reklama 3 wydania tej gry wręcz zachęca do zabijania. Co za problem, żeby po zabiciu iluś tak osób w grze, zabawić się w to samo w realu?