HISTORIA I ZAKOPANE. Jak hrabia Zamoyski uratował Zakopane

Troska, a nawet walka o zachowanie uroków pierwotnego krajobrazu i ocalenie walorów naturalnego środowiska przyrodniczego, to niewątpliwie jeden z najważniejszych przejawów działalności współczesnych organizacji ekologicznych. O spektakularnych akcjach w tym zakresie dowiadujemy się od lat ze środków masowego przekazu. Warto więc może cofnąć się o kilka pokoleń wstecz i przypomnieć ludzi i ich działania, dzięki którym w ogóle jest jeszcze o co się troszczyć i o co walczyć.


Czyż możemy sobie na przykład wyobrazić, że na dzisiejszej mapie turystycznej Polski nie byłoby Zakopanego? A mogło tak się stać! Mogło tak się stać...

Pod koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku opinia publiczna rozdartej zaborami Polski zbulwersowana była sprawą Zakopanego. Ta dość znana już wówczas miejscowość pozostawała w tym czasie w rękach niemieckich spekulantów, Eichborna i Pelza, którzy prowadzili rabunkową gospodarkę leśną.

Obawiano się, że doprowadzi to do zniszczenia bogatej przyrody Tatr, co w konsekwencji spowoduje szybką erozję wapiennego płaszcza gór. W dalszej perspektywie istniała zatem grożba zagłady Zakopanego, którego teren mógłby zostać zasypany piargami (rodzaj rumowiska skalnego przyp. red.).

W roku 1888 Pelz zbankrutował i Zakopane miało być wystawione na licytację. Poważnych kandydatów na nabywców było dwóch: książę Krystian Kraft-Hohenlohe-Oehringen, Niemiec, właściciel sąsiadujących z Zakopanem terenów tatrzańskich, i Jakub Goldfinger, Żyd, właściciel miejscowej fabryki papieru.

Niemiecki magnat zapowiadał, że zlikwiduje stację klimatyczną i nikt z przyjezdnych nie będzie miał do Zakopanego wstępu, a żydowski przemysłowiec zamierzał dalej niszczyć tatrzańskie lasy. Tak więc na bywalców wodoleczniczego zakładu doktora Andrzeja Chramca padł blady strach.

Przyszłością Zakopanego zainteresował się Władysław hr. Zamoyski, który po wymuszonym przez Niemców opuszczeniu rodzinnego Kórnika i Wielkopolski znalazł się w Galicji.

W lutym 1888 roku Zakopane kupił Goldfinger. Zamoyski prawdopodobnie brał udział już w tej pierwszej licytacji, ale celowo pozwolił wygrać Goldfingerowi, gdyż wiedział, że przetarg będzie unieważniony z przyczyn formalnych. Chodziło po prostu o efekt propagandowy, który miał pobudzić polskie społeczeństwo do działania.

Doktorowi Józefowi Rettingerowi, pełnomocnikowi hrabiego, rzeczywiście udało się wkrótce anulować zawarty z Goldfingerem kontrakt, co pozwoliło podjąć stosowne działania.

Drugą licytację wyznaczono na 9 maja 1889 roku, a więc na zgromadzenie odpowiednich funduszy, które pozwoliłyby przejąć dobra zakopiańskie, zostało kilkanaście miesięcy. Zamoyski objechał w tym czasie niemal całą Galicję w poszukiwaniu kandydata na nabywcę, ale wszędzie spotkał się z odmową, gdyż bogaci ziemianie i przemysłowcy nie widzieli żadnego sensu w kupowaniu przetrzebionych lasów i dzikich turni, które przecież dochodu dać nie mogły.

Starania o zawiązanie spółki w celu nabycia Zakopanego rozpoczęło również Towarzystwo Tatrzańskie (TT). Akcją kierował Władysław Markiewicz, wiceprezes TT, któremu udało się zainteresować tym problemem prasę i polskie organizacje społeczne we wszystkich trzech zaborach. Nowo założone Towarzystwo Ochrony Tatr Polskich zdołało zgromadzić na tydzień przed licytacją zaledwie 200 tys. zł (potrzebowano co najmniej 400 tys. zł).

Zakopane ok. 1900 roku, autor: Awit Szubert/ Wikipedia


W tej sytuacji hrabia Władysław po naradzie z matką postanowił w przeddzień licytacji, że sam kupi zakopiańskie dobra. O swojej decyzji powiadomił natychmiast doktora Rettingera w Krakowie, który miał w jego imieniu przystąpić do przetargu. Pełnomocnik otrzymał od Zamoyskiego instrukcję, zgodnie z którą zobowiązany był do każdej zgłoszonej przez konkurentów kwoty dodawać tylko jednego centa, niezależnie od wysokości licytacji.

W wyznaczonym terminie, tj. 9 maja 1889 roku, pojawili się w Nowym Targu uczestnicy licytacji, którym towarzyszyły tłumy ciekawskich. Powszechnie uważano, że w rozgrywce liczyć się będą tylko dwaj licytanci: Goldfinger i książę Hohenlohe, reprezentowany przez Kolischera. Do Nowego Targu przybył oczywiście również Zamoyski z Rettingerem. Po wejściu na salę, hrabia dostrzegł księcia Eustachego Sanguszkę, co mogło sugerować, że i on także jest zainteresowany kupnem Zakopanego. W tej sytuacji Zamoyski polecił Rettingerowi, aby na razie nie podejmował żadnych działań aukcyjnych. Gdy jednak okazało się, że Sanguszko jest jedynie obserwatorem, pełnomocnik hrabiego złożył wadium i przystąpił do licytacji.

Pierwsze wypadło z gry Towarzystwo Ochrony Tatr, które licytowało do 425 tys. zł. Goldfinger wielokrotnie podnosił stawkę, ale Rettinger przebijał ją zawsze kolejnym centem. Żydowski przemysłowiec zrezygnował przy 460 tysiącach. Na placu boju pozostał więc tylko pełnomocnik Hohenlohego i pełnomocnik Zamoyskiego.

Kolischer zrozumiał taktykę Rettingera i postanowił działać w podobny sposób. Do owych 460 tysięcy dodał zatem 2 złote i 2 centy. Gdy jednak Polak dorzucił znów następnego centa - Niemiec ostatecznie ustąpił. Tak więc hrabia Władysław Zamoyski kupił dobra zakopiańskie za 460 002 złote i 3 centy.

Wiadomość o wielkiej licytacji wywarła ogromne wrażenie. Już nazajutrz żartowano, że hrabia kupił Zakopane za centa i okpił obcych licytantów. Do Zamoyskiego przybyła z gratulacjami delegacja Towarzystwa Tatrzańskiego, a z Warszawy, Poznania, Paryża i Rzymu nadsyłano dziękczynne listy.

Po pewnym czasie euforia jednak opadła i nowy właściciel Zakopanego stanął w obliczu rozmaitych problemów i kłopotów.

Już w roku 1889 Zamoyski polecił umieścić na granicach swoich włości tablice z napisem „Państwo Zakopane”. Ta szumna nazwa nie odzwierciedlała jednak rzeczywistego stanu dóbr zakopiańskich, ani też nie oddawała faktycznego stanu finansów ich nowego właściciela.

Przewodnicy tatrzańscy ok. 1877 r., - od lewej Wojciech Roj, Jędrzej Wala młodszy, Jędrzej Wala, Szymon Tatar i Maciej Sieczka/ Wikipedia


Mimo tych wszystkich trudności, hrabia Władysław walnie przyczynił się do rozwoju Zakopanego: Zalesiał stoki górskie, zakładał telefony, zbudował wodociąg, pocztę, szkoły, muzea i inne budynki użyteczności publicznej. W Kużnicach z powodzeniem działał prowadzony przez jego matkę i siostrę zakład dla dziewcząt, w którym wykształciło się ok. 6 tys. pań.

Trzeba tu dodać, że nie od razu Zamoyski zdobył zaufanie miejscowej ludności. Górale patrzyli bowiem podejrzliwie na nowego dziedzica, który znany był przecież z rozmaitych dziwactw, fanaberii i ekscentrycznych zachowań. Póżniej jednak hrabia znalazł wśród mieszkańców Zakopanego wielu przyjaciół, którzy dzielnie pomagali mu w różnych przedsięwzięciach.

Jednym z największych osiągnięć Władysława Zamoyskiego było zbudowanie linii kolejowej z Chabówki do Zakopanego. W staraniach o uruchomienie tego ważnego połączenia komunikacyjnego sekundował mu dr Andrzej Chramiec.

Pomysł budowy nowej drogi żelaznej zrodził się już w roku 1889, ale stosowna uchwała gminnej rady była długo wstrzymywana, gdyż uważano, że przyniesie ona korzyści jedynie Zamoyskiemu. Sprzeciw zgłaszały również austriackie władze wojskowe. Sprawa dotarła w końcu do samego cesarza Franciszka Józefa, który wyraził zgodę na utworzenie linii, ulegając małemu szantażowi. Otóż w 1896 roku, podczas manewrów pod Przemyślem, cesarz zwrócił uwagę na konieczność rozbudowy przemyskich koszar. Zaprzyjażniony z Zamoyskim Kazimierz Badeni, namiestnik Galicji, odpowiedział na to, że sejm galicyjski na pewno uchwali jednogłośnie udzielenie pomocy finansowej na rozbudowę obiektu wojskowego, gdy tylko władca skłoni dowództwo armii, aby zaprzestało torpedowania starań o budowę kolei.

Protekcja Franciszka Józefa miała ogromne znaczenie, ale hrabia Władysław jeszcze przez trzy lata walczyć musiał z wiedeńską biurokracją i rodzimymi oponentami. Budowa ruszyła wreszcie w roku 1899. Pierwszy pociąg przebył nową trasę w roku 1901. Wzdłuż torów ustawiono kamienne słupki z inicjałami początkowej i końcowej stacji (Ch - Z). Miejscowa ludność napisy te tłumaczyła sobie w sposób następujący: Chramiec - Zamoyski, chcieli - zrobili.

Ten styl działalności Władysław Zamoyski rozwinął podczas trwającej dwadzieścia lat batalii o utrzymanie w polskich rękach Morskiego Oka. Ale to już zupełnie inna historia.
Marek Żukow-Karczewski
Ocena (4.1) Oceń:
Pasaż zakupowy