„Człowiek człowiekowi wilkiem” do kosza? Burza po akcji ministerstwa
Czy powiedzenia takie jak „człowiek człowiekowi wilkiem” albo „wilk w owczej skórze” krzywdzą zwierzęta? Ministerstwo Klimatu i Środowiska postanowiło przyjrzeć się językowi, którym opisujemy wilki. Efekt? Niewinna z pozoru akcja wywołała ogromne emocje i falę komentarzy. Resort tłumaczy, że chodziło o zwrócenie uwagi na problem dezinformacji i negatywnego wizerunku drapieżników.
„Człowiek człowiekowi wilkiem”, „wilczy apetyt”, „patrzeć na kogoś wilkiem”, „nie wywołuj wilka z lasu” czy „wilk w owczej skórze” – te popularne związki frazeologiczne od lat funkcjonują w języku polskim. Ministerstwo Klimatu i Środowiska przygotowało infografiki, które zachęcały do spojrzenia na nie z innej perspektywy.
Według resortu część powiedzeń utrwala bowiem przekonanie, że wilk jest symbolem zagrożenia. Przykładowo określenie „wilk w owczej skórze” przedstawia zwierzę jako uosobienie złych intencji, choć w rzeczywistości wilki pełnią ważną rolę w ekosystemach.
Pomysł szybko podzielił opinię publiczną. Jedni uznali akcję za ciekawą próbę pokazania, jak język wpływa na nasze postrzeganie przyrody. Inni zarzucili ministerstwu, że zajmuje się sztucznie wykreowanym problemem. Okazało się jednak, że kampania miała być przede wszystkim prowokacją mającą zwrócić uwagę na większy problem – zalew fałszywych informacji dotyczących dzikich zwierząt.
Rzecznik Ministerstwa Klimatu i Środowiska Marek Pogorzelski wyjaśniał, że w czasach sztucznej inteligencji coraz częściej pojawiają się nieprawdziwe materiały przedstawiające wilki czy niedźwiedzie jako wyjątkowo groźne dla ludzi.
– Bardzo trudno się z tymi informacjami przebić. Nagle zyskaliśmy bardzo duże zasięgi – tłumaczył, wskazując, że kontrowersyjna forma miała przyciągnąć uwagę odbiorców.
Jak podkreślił, była to „intelektualna prowokacja” i nie chodziło o realny zakaz używania przysłów.
Pomysł resortu skomentował także wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Sebastian Gajewski. Jego zdaniem skuteczność tego typu działań można ocenić dopiero po reakcji społecznej.
– Z prowokacjami intelektualnymi, w tym prowokacjami językowymi, jest tak, że czy one się sprawdzają, czy nie, jesteśmy w stanie ocenić po reakcji opinii publicznej – powiedział.
Nie wszyscy byli jednak przekonani do takiej strategii. Była wiceminister rolnictwa Anna Gembicka ostro skrytykowała pomysł, twierdząc, że resort powinien zajmować się innymi problemami.
Choć akcja dotyczyła jednego gatunku, zwraca uwagę na szerszy problem: język od wieków wykorzystuje zwierzęta jako symbole ludzkich cech. Lis kojarzy się z przebiegłością, osioł z uporem, sęp z żerowaniem na cudzym nieszczęściu, a hiena z bezwzględnością. Czy oznacza to, że wszystkie takie określenia powinny zniknąć?

Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych
Opublikowany: 9 lipca, 2026
