Energetyka: światowy poligon innowacyjności XXI wieku
Ostatnio mamy do czynienia z wielkimi kontraktami biznesowymi, takimi jak zakup przez Chiny instalacji fotowoltaicznych o mocy 2000 MW od amerykańskiej firmy First Solar, czy też umowami międzynarodowymi, takimi jak umowa o utworzeniu Rosyjsko-Niemieckiej Agencji ds. Energetyki Odnawialnej, której głównym celem jest zwiększenie efektywności wykorzystania energii w Rosji oraz rozwój energetyki odnawialnej. Co to oznacza dla energetyki światowej? Jak może wpłynąć na politykę energetyczną Polski?
Prof. Jan Popczyk: Te kontrakty czy umowy świadczą o tym, że wytwarzanie energii w źródłach odnawialnych nie jest chwilową modą, a działania na rzecz ochrony klimatu nie mogą być traktowane jako przejściowe.
Kontrakt chińsko-amerykański łączę z EXPO 2010 przygotowywanym w Szanghaju. Wystawa ta jest ukierunkowana na innowacyjną energetykę. Hasłem wystawy jest „Lepsze miasto – lepsze życie”. To koresponduje z podejściem, według którego rozwój energetyki nie może być celem samym w sobie. Musi się łączyć w zasadniczy sposób z poprawą jakości życia człowieka. Jednocześnie, wyraźnie widać że mamy do czynienia z przebudową światowych gospodarek. Chiny dysponują prawie 2 bilionami dolarów, które Amerykanie są im dłużni w postaci papierów denominowanych w dolarach (wynik długoletniego dodatniego salda eksport/import). Przychodzi czas wykorzystania tych dolarów na zakup know how oraz dóbr inwestycyjnych na potrzeby energetyki odnawialnej. Dla Stanów jest to również korzystna sytuacja, bo zwiększają w ten sposób swój eksport. Tym samym pobudzają gospodarkę. To powoduje oczywiście wzrost wartości dolara. Zapłacą za to ci, którzy są zadłużeni (a przecież polski dług zewnętrzny wynosi około 80 mld dolarów) – ze wzrostem dolara będzie rosło ich zadłużenie. Zapłacą także ci, którzy niewiele robią na rzecz rozwoju własnego know how i własnych zdolności dostaw dóbr inwestycyjnych dla potrzeb energetyki odnawialnej.
Umowę rosyjsko-niemiecką łączę z gazociągiem północnym. Z takiego połączenia widać jak na dłoni kompensację (korzystną dla Niemiec) skutków wysokich cen gazu. Niemcy kupią drogi rosyjski gaz, ale sprzedadzą Rosji know how i dobra inwestycyjne, umożliwiające zmniejszenie energochłonności jej gospodarki oraz rozwój energetyki odnawialnej. Ostatnie orędzie prezydenta Miedwiediewa potwierdza znaczenie innowacyjnej energetyki, a nie surowców energetycznych (ropy i gazu) w strategii rozwojowej Rosji. Znowu, kto straci? Stracą ci, którzy swojego gazu nie mają, albo mają go za mało i dają sobie narzucać warunki Gazpromu – czyli Polska. Historia negocjacji ostatniego kontraktu na dostawy gazu z Rosji do Polski całkowicie potwierdza tę tezę.
Co możemy zrobić, żeby ustrzec się przed tak niekorzystnym dla Polski scenariuszem?
Trzeba podążać za światowymi tendencjami, ale starać się też wykorzystywać własne mocne strony. W kierunku OZE świat kieruje swoje oczekiwania dotyczące innowacyjności i w niej upatruje między innymi drogę do wyjścia z kryzysu. Spór o to, czy klimat się
Polacy muszą zdać sobie sprawę, że innowacyjność w energetyce jest trendem światowym, ale konkretne działania są realizowane w lokalnych warunkach. W lokalnych zasobach trzeba szukać szansy. 
ociepla czy nie jest w tym miejscu już bez znaczenia. Natomiast ma znaczenie fakt, że bez postępu i innowacyjności świat nie może się rozwijać.
Ludzkość nie chce już wielkich wojen. Nowym poligonem dla innowacyjności staje się energetyka. Polska również musi szukać tutaj swojej szansy. Musi przy tym maksymalnie wykorzystywać lokalne zasoby i możliwości, których nie mają inne państwa.
Polacy muszą zdać sobie sprawę, że innowacyjność w energetyce jest trendem światowym, ale konkretne działania są realizowane w lokalnych warunkach, z wykorzystaniem lokalnych zasobów. W lokalnych zasobach trzeba szukać szansy.
Co Pan sądzi o polityce energetycznej Polski i o strategii energetycznej Warszawy?
W „rządowej polityce” rozstrzyga się rozwiązania do roku 2030, ale ich skutki będą się ciągnąć do 2080. Decyzja o budowie elektrowni jądrowych determinuje rozwój energetyki na cały wiek. W rezultacie stają się one hamulcem rozwoju. Z innowacyjnością mamy do czynienia, gdy zmieniająca się sytuacja wymusza szukanie wciąż nowych rozwiązań. Proponuje się obecnie znane, w pełni skomercjalizowane technologie na tak długi okres, a ileż nowocześniejszych rozwiązań mogłoby w tym okresie powstać?
W „rządowej polityce” nie ma np. mowy o samochodach elektrycznych, praktycznie nie ma mowy o pompach ciepła, podczas gdy w Pakiecie 3×20 te technologie są technologiami „napędowymi”.
Polityka energetyczna, wygenerowana przez Pakiet 3×20 będzie realizowana w wymiarze lokalnym. Odpowiedzialność za jej realizację spadnie na miasta i gminy. Uważam, że jeśli 2,5 tys. gmin zrealizuje te cele – to będzie znaczyło, że Polska je wypełni. Oczywiście, wymaga to upodmiotowienia samorządów, odbiorców, przedsiębiorców.
Jeśli chodzi o Warszawę, to niezwykle ważne jest wejście na ścieżkę „synergetyki”, czyli syntezy (wiązania ze sobą) tradycyjnej energetyki, ochrony środowiska miejskiego, transportu, poprawy życia mieszkańców. Można to osiągnąć tylko przez rozwiązania, w które włączą się masowo prosumenci i – ogólnie – mieszkańcy. Transport elektryczny ma pod tym względem wyjątkowe znaczenie. Można zacząć od autobusów, których miasto ma prawie 2000. Można je zamienić na autobusy hybrydowe, a z czasem na elektryczne. Trzeba stworzyć zachęcającą infrastrukturę, aby Warszawiacy przesiedli się z samochodów z silnikami benzynowymi do autobusów i samochodów elektrycznych. Chodzi o terminale elektryczne do ładowania, bezpłatne parkingi i wydzielone strefy w mieście, gdzie będzie można przyjechać tylko pojazdem elektrycznym. Tego typu rozwiązania dają wielką szansę na realizację Pakietu 3×20.
Jakie technologie mogą zapewnić zrealizowanie w Polsce pakietu 3×20?
W Europie dochodzi do prawdziwej rewolucji. U nas OZE traktowane są ciągle jako hobby małej grupy ludzi. We Francji w 2007 roku zainstalowano 50 tys. pomp ciepła (zgodnie z rozwiązaniami Pakietu 3×20 ciepło z pomp ciepła zalicza się do energii odnawialnej), w Niemczech 45 tys. – u nas, co najwyżej kilkaset. Nie ma żadnych powodów, żebyśmy w tym zakresie odstawali od Europy.
Nissan w sierpniu br. uruchomił linię produkcyjną o rocznych zdolnościach produkcyjnych wynoszących 50 tys. samochodów elektrycznych. Renault (razem z Nissanem) zapowiada walkę o pozycję lidera na rynku samochodów elektrycznych. A w naszej polityce energetycznej samochodu elektrycznego, jako czynnika przebudowy bilansu paliwowo-energetycznego w ogóle nie ma. Hobbyści natomiast mają kłopoty z przebiciem się, a przecież hobbyści na początku XXI w. nie są od tego, aby wyręczać rząd i biznes.
Podobna sytuacja jest w fotowoltaice. My wciąż nie dostrzegamy nowych możliwości.
Dlaczego?
Pokutuje branżowe podejście, podczas gdy Pakiet 3×20 nie respektuje barier między rynkami końcowymi (energii elektrycznej, ciepła, transportu). W 2020 roku w Polsce ma być 15% energii odnawialnej (według moich szacunków około 96 TWh), ale na
W Europie dochodzi do prawdziwej rewolucji. U nas OŹE traktowane są ciągle jako hobby małej grupy ludzi. 
wszystkich trzech rynkach końcowych. My patrzymy na cele przez pryzmat energii elektrycznej, dlatego elektrownia jądrowa pozornie wydaje się dobrym rozwiązaniem. Nie jest to jednak właściwe podejście. Trzeba postawić na „horyzontalne” działania w miastach i gminach, na przekraczanie granic między biznesami elektroenergetycznym, ciepłowniczym i transportowym.
Jeśli wprowadzimy 20% pojazdów elektrycznych (Japonia prognozuje, że tyle samochodów elektrycznych będzie w 2020 roku na świecie) i 20% ciepła z pomp ciepła w poszczególnych miastach i gminach, to bez trudu zrealizujemy wszystkie trzy cele Pakietu.
W przypadku pojazdów elektrycznych musimy bardzo uważać na to, skąd pochodzi energia elektryczna do ich zasilania. Najlepiej oczywiście, gdyby pochodziła w całości ze źródeł odnawialnych. Wtedy byłaby szansa, przy jej zaliczaniu do celu pakietowego, na stosowanie mnożnika 2,5 do całej energii elektrycznej wykorzystywanej do zasilania samochodu. Zgodnie z obecną dyrektywą mnożnik ten należy stosować tylko do części energii elektrycznej zużywanej przez samochód, równej udziałowi energii elektrycznej wytworzonej w źródłach odnawialnych. Udział ten może być jednak określony na dwa sposoby: jako udział charakterystyczny dla danego kraju członkowskiego, albo alternatywnie – jako udział charakterystyczny dla całej Unii. Ale w 2011 roku Komisja Europejska może dopuścić stosowanie współczynnika obejmujące całą energię zużywaną przez samochód, jednak tylko do poziomu produkcji energii elektrycznej w źródłach odnawialnych w danym kraju.
W przypadku pomp ciepła główny efekt pochodzi z ich wysokiej sprawności. Można przyjąć, że sprawność ta w polskich warunkach wynosi ok. 3,5 (stosunek uzyskanego ciepła, mającego „status” energii odnawialnej, do energii napędowej – energii elektrycznej). Dla potrzeb „napędu” pomp ciepła najbardziej opłacalna byłaby produkcja energii elektrycznej w źródle kogeneracyjnym zintegrowanym (technologicznie, wirtualnie) z biogazownią, ze źródłem ORC. W tym wypadku jest szansa, że całe ciepło, wyprodukowane w pompie i w agregacie lub źródle będziemy mogli w przyszłości zaliczać do energii odnawialnej Będzie to też zależało od rozwiązań regulacyjnych w UE, w szczególności dotyczących integracji regulacji dla systemów ciepłowniczych wielkoskalowych i rozproszonych oraz dla systemów ETS i nonETS w obszarze redukcji emisji, na które możemy mieć wpływ. Uzyskujemy także dużą redukcję CO2 i zużycia paliw pierwotnych.
Fotowoltaika?
Dzisiaj sprawność przetwarzania energii słonecznej w skomercjalizowanych technologiach fotowoltaicznych dochodzi do 10%, a technologicznie możliwa jest już sprawność nawet dochodząca do 20%. Na metr kwadratowy pada w Polsce średnio 1 MWh energii słonecznej rocznie. Dlatego możemy mieć 100 kWh energii elektrycznej z metra kwadratowego czynnej powierzchni ogniwa fotowoltaicznego. W Polsce nie jest to jeszcze technologia konkurencyjna w stosunku do tradycyjnych źródeł energii. Jednak na świecie już wykorzystuje się ją w postaci fotowoltaicznych elewacji domów. Te elewacje są coraz częściej tańsze od zwykłych elewacji.
Przyszłość należy do rozproszonych źródeł energii, a nie do wielkich elektrowni. Źródeł rozproszonych aż do poziomu pojedynczego budynku. Oczywiście, fotowoltaiczne elewacje muszą być zintegrowane z bryłą i funkcjami budynku, muszą być zintegrowane z zasobnikami energii w budynku. O takiej integracji trzeba myśleć już na etapie projektowania i budowania, tylko wówczas można ją zrealizować.
Mnie najbardziej przekonuje koncepcja domu nadwyżkowego (stosowana często nazwa dom „ujemnie energetyczny” nie wydaje się właściwa, może być często myląca), wyposażonego w ogniwo fotowoltaiczne, kolektor słoneczny, pompę ciepła. Nadwyżkę
Przyszłość należy do rozproszonych źródeł energii, a nie do wielkich elektrowni
energii elektrycznej produkowanej przez dom nadwyżkowy, szczególnie dodatnie saldo całorocznego bilansu (w tym kontekście mówię o domu nadwyżkowym), można sprzedać na rynku „sąsiadom”, za pomocą infrastruktury Smart Grid.
Domy pasywne są budowane w Polsce coraz częściej, jednak nadwyżkowych jeszcze nie ma. Ich pojawienie się będzie skutecznym sposobem na rozwiązanie problemów z narastającym na poziomie systemu elektroenergetycznego wzrostem zużycia energii elektrycznej na potrzeby klimatyzacyjne w upalne dni. W perspektywie systemu elektroenergetycznego, czyli obecnej perspektywie, problem narastającego letniego obciążenia chcemy rozwiązywać za pomocą wielkich elektrowni. Wtedy trzeba rozbudowywać układy przesyłowe. To bardzo dużo kosztuje, ale przede wszystkim jest coraz trudniejsze do realizacji ze względu na utrudnienia lokalizacyjne.
Spotkaliśmy się w siedzibie PGE EO. Skoro istnieje tyle rozwiązań, dlaczego PGE zdecydowało się inwestować w elektrownie atomowe?
PGE inwestuje również w energię odnawialną. Jestem zwolennikiem takiej strategii energetycznej dla Polski, w której nie eliminuje się żadnej technologii. Ale każda musi się obronić na rynku. Według mnie, zbudowanie elektrowni atomowej (choćby tylko jednego bloku) do 2020 roku nie jest możliwe, choć w rządowej polityce energetycznej taki wariant właśnie się zakłada. Dwie elektrownie atomowe o mocy 3200 MW każda będą nas kosztować 25 mld Euro. Przy obecnym kursie to ok. 110 mld zł. Energia z tych elektrowni pojawi się na rynku dopiero za 20 lat. Polska gospodarka nie wytrzyma takiego, związanego z budową elektrowni jądrowych, impulsu inflacyjnego.
Trzeba również wziąć pod uwagę fakt, że w przypadku energetyki jądrowej nie możemy mówić o innowacyjności. Są to stare technologie z niewielkimi ulepszeniami. Stowarzyszenie Ekologów na Rzecz Energii Jądrowej wmawia ludziom, że czarne jest białe.
Ponadto, budowanie bloków jądrowych o mocy 1600 MW, to jest tworzenie energetyki paramilitarnej. Energetyka jądrowa, a także biznesy naftowy i gazowy, coraz mniej pasują do demokratycznego społeczeństwa. Zdecydowanie nie pasują do Smart Gridu i do społeczeństwa wiedzy.
Czy jednak polskie społeczeństwo jest społeczeństwem wiedzy?
Polskie społeczeństwo bardzo szybko przekształca się w społeczeństwo wiedzy. O tym, jak szybko ten proces następuje świadczą kolejki młodych ludzi, którzy ubiegają się o fundusze europejskie na tworzenie firm w obszarze biznesu teleinformatycznego.
Jest Pan optymistą…
Obserwuję, co się dzieje. Nowa struktura społeczna powoduje przeniesienie akcentu w energetyce z produkcji na zarządzanie.
W gospodarce kapitalistycznej struktura poszczególnych segmentów (produkcji i usług) w dochodzie narodowych zmieniała się bardzo długo. W społeczeństwie industrialnym na początku dominowała produkcja, dopiero później były usługi. W latach 70. i 80. ukształtowało się społeczeństwo postindustrialne. W tym kontekście używam, 30 lat później, określenia energetyka postprzemysłowa.
Również w socjalizmie produkowaliśmy za wszelką cenę, niezależnie od efektywności i strat w środowisku. W końcu jednak zdano sobie sprawę, że trzeba mniej produkować, a efektywniej zarządzać tym, co już zostanie wyprodukowane (inną sprawą jest fakt, że nadprodukcja, tak jak inflacja, jest warunkiem gospodarki rynkowej).
Potencjał zarządzania jest zależny od technologii. Doskonałym przykładem jest tu samochód elektryczny. To przykład technologii zasobnikowej, czyli takiej, która pozwala magazynować energię i wykorzystywać ją, kiedy jest potrzebna. W koncepcji Smart Grid to sprawa kluczowa: w wysokosprawnych rozproszonych technologiach wytwarza się i gromadzi energię, a wykorzystuje wtedy, kiedy system elektroenergetyczny „oferuje” ją drogo.
Energię elektryczną z samochodu elektrycznego można także wykorzystać wówczas, kiedy jej brak, czyli np. w stanie blackoutu. Mianowicie, energią elektryczną zmagazynowaną w samochodzie elektrycznym możemy, w razie potrzeby, zasilać nasze – odbiorców – instalacje i podnieść w ten sposób nasze – indywidualne – bezpieczeństwo elektroenergetyczne.
To bardzo innowacyjne podejście…
To jednak już się dzieje na świecie. U nas wprawdzie nadaje się temu medialną, sensacyjną otoczkę, a należałoby przedsięwziąć działania fundamentalne, takie jak planowanie odpowiedniej infrastruktury i zmiany przepisów. Dla samochodów elektrycznych powinny być np. darmowe parkingi.
Ogólnie mówiąc, trzeba inwestować w zmianę modelu życia: zacząć używać roweru i publicznych środków transportu.
Skąd powinna pochodzić energia na zasilanie pojazdów elektrycznych? Uważa się, że chce Pan odebrać ludziom ziemię pod uprawę żywności.
Proszę zrozumieć: z jednej strony mamy wielkie kłopoty z efektywnością energetyczną (ciągle niewykorzystany potencjał jej obniżenia), także z emisją gazów cieplarnianych. Z drugiej, bardzo drogo kupujemy ropę i gaz i musimy coraz więcej płacić za węgiel.
A w rolnictwie sytuacja przedstawia się następująco: mamy 2 mln ha gruntów wyłączonych z upraw (tradycyjnych ugorów, ale też gruntów wyłączonych z powodu istniejących rozwiązań w obszarze Wspólnej Polityki Rolnej). Wyłączonych, bo rolnicy nie mieliby możliwości sprzedaży wyprodukowanej na nich żywności. Za to, że nie produkują żywności dostają natomiast unijne pieniądze, czyli też polskie.
Mimo tych rozwiązań, w tym roku mamy nadprodukcję zboża wynoszącą, według niektórych szacunków, 6 mln ton (do uprawy tego zboża wykorzystano prawie 2 mln ha gruntów wysoko wydajnych). Oczywiście, możemy to zboże wykorzystać na produkcję energii elektrycznej. Rząd przygotowuje regulacje umożliwiające skierowanie zboża do współspalania, czyli do wykorzystania za pomocą najgorszej z możliwych technologii. Urządzenia zaprojektowane do spalania węgla nigdy nie będą w pełni efektywne, gdy będziemy spalać w nich zboże. W przystosowanym kotle kondensacyjnym (po zrealizowaniu odpowiednich inwestycji) można uzyskać sprawność w wysokości 30-35% (uwzględniając straty w sieci elektroenergetycznej). A w ogólnym bilansie trzeba jeszcze wziąć pod uwagę fakt, że biomasa do współspalania w wielkich elektrowniach jest dowożona dziesiątki lub setki kilometrów.
Biomasę można przecież spalić na miejscu, tam gdzie ona występuje, ze sprawnością 90% w odpowiednich technologiach, mianowicie w nowoczesnych małych kotłach. Jednak zielone certyfikaty oznaczają dodatkowe 240-260 zł za MWh dla wielkich wytwórców energii elektrycznej i dlatego ciężko im się z tą praktyką rozstać.
Technologia współspalania nie ma podstaw ekonomicznych i etycznych. Zamiast produkować ziarno, moglibyśmy zebrać rośliny zielone (kukurydzę energetyczną, buraki energetyczne) na kiszonkę i wyprodukować gaz w biogazowniach. Polska importuje obecnie niecałe 10 mld m3 gazu ziemnego, a przygotowujemy się do importu 20 mld m3 (w imię bezpieczeństwa energetycznego).
Do produkcji biogazu z roślin energetycznych w ilości równoważnej 8 mln m3 gazu ziemnego wystarczyłoby 1 mln ha gruntów. Mamy 4 mln ha do dyspozycji i to bez najmniejszego ryzyka po stronie bezpieczeństwa żywnościowego. Więcej, wykorzystanie tych gruntów jest polską racją stanu ze względu na potrzebę restrukturyzacji rolnictwa i modernizacji wsi.To oznacza, że możemy stworzyć rolnictwo energetyczne o rozmiarze zapewniającym skuteczne zarządzanie bezpieczeństwem dostaw gazu, a także ropy naftowej (mówię to w kontekście samochodu elektrycznego).
Zatem sprawy trzeba dostrzec w szerszym kontekście. Wokół bezpieczeństwa energetycznego, emisji gazów cieplarnianych, nadprodukcji żywności i – w tym samym czasie – głodu na świecie rozniecane są polityczne i społeczne emocje. Politycy jednak nie proponują rozwiązań. Rzym (światowy szczyt rolniczy, listopad 2009) nie doprowadził do żadnych konstruktywnych ustaleń. Rośnie ryzyko, że Kopenhaga (światowy szczyt klimatyczny, grudzień 2009) też nie doprowadzi do konstruktywnych ustaleń.
W Polsce rolnicy wychodzą na ulicę i coraz częściej będą wychodzić. W nowej unijnej perspektywie budżetowej (2014-2020) dotacje do produkcji żywności będą mniejsze. Napięcia na polskiej wsi będą rosły. Zupełnie niepotrzebnie podtrzymujemy rzeczywisty stan niewykorzystania polskich zasobów rolniczych i sztucznie podsycany stan zagrożenia utratą bezpieczeństwa energetycznego.
Ja nie chcę nikomu odbierać jedzenia. Uważam jedynie, że innowacyjna energetyka może rozwiązać problemy rolnictwa i – w znacznym stopniu – bezpieczeństwa energetycznego. Dysponujemy odpowiednimi technologiami, ale z nich nie korzystamy. To jest problem gospodarczy, społeczny i etyczny.
Dlaczego tego nie robimy?
Tak jak nie chcę nikomu odbierać jedzenia, tak również nie chcę żyć w świecie, w którym politycy żądni władzy, bogate instytucje finansowe i potężne korporacje energetyczne wykorzystują sztuczny deficyt energii na rzecz swoich interesów, a w innym obszarze, w rolnictwie, ciężka praca nie wystarcza na godne życie.
Jest XXI wiek. Najwyższy czas, aby to zmienić. Społeczeństwo wiedzy powinno decydować o swoich losach. Jestem za tym, aby na przykład wieś mogła wykorzystać swoje zasoby i odwrócić się plecami do instytucji, które trzymają ją za gardło, dyktując warunki za energię: energię elektryczną, benzynę i gaz. Jeśli powstanie już świadome społeczeństwo, sytuacja odwróci się. Korporacje nie będą miały wyłączności na działanie uszczęśliwiające odbiorcę, który przekształci się w społeczeństwie wiedzy w prosumenta.
Co powinniśmy zrobić?
Rząd powinien zostawić trzeciorzędne sprawy i wprowadzić regulacje, które uruchomią potencjał innowacyjności technologicznej i organizacyjnej.
Polityka ma ogromną rolę w sferze regulacji, ale nie może być dyktowana przez interesy wąskich grup. Politycy muszą zrozumieć światowe trendy i możliwości wynikające z naszych zasobów i technologii.
Nowe technologie, takie jak Internet czy telefonia komórkowa, pozwoliły nam szybko pokonać opóźnienie cywilizacyjne. Nowa energetyka tworzy podobną szansę. Musimy jednak pominąć energochłonne etapy rozwojowe i wykorzystać technologie energetyczne, które dzisiaj oferuje świat.
Optuje Pan więc za rozsądną ingerencją Państwa?
Moim zdaniem, przyjęta przez rząd polityka energetyczna to nie dokument strategiczny, ale operacyjny, zawierający bardzo szczegółowe ustalenia (na przykład w odniesieniu do energetyki atomowej obejmuje sprawy szkolenia kadry). Z drugiej strony przykład Prawa Energetycznego, nowelizowanego od 1997 roku już około 40 razy, pokazuje nieskuteczność szczegółowych regulacji. Widać, że w Polsce każda grupa interesów zaciekle walczy o swoje. Największy problem stanowi koordynacja wspomagania OZE i redukcji emisji CO2. Oczywiście, cały świat ma z tą koordynacją kłopot. Ale też na świecie widać wyraźnie dążenie do zrównania rynkowych warunków rozwoju energetyki odnawialnej i tradycyjnej za pomocą mechanizmów charakterystycznych dla obszaru zarządzania innowacyjnością. My wspomagamy zieloną energię certyfikatami, a emisji gazów cieplarnianych nie chcemy obciążyć kosztami ochrony środowiska („sukcesy” na polu unijnym). W ten sposób rozszerzamy pole do lobbingu wąskich grup interesów i wytwarzamy wielką presję inwestycyjną w energetyce, podobną do tej z okresu socjalizmu.
A przecież istnieje bardzo proste rozwiązanie, tj. inkorporacja kosztów zewnętrznych do kosztów paliwa. Na przykład kosztów uprawnień do emisji CO2 do cen paliw: węgla, ropy (paliw ropopochodnych) czy gazu. Każdy inwestor miałby wtedy wybór i do
innowacyjna energetyka może rozwiązać problemy rolnictwa i – w znacznym stopniu – bezpieczeństwa energetycznego.
maksimum (uzasadnionego ekonomiką fundamentalną, a nie szczegółowymi regulacjami) wykorzystał każdy MW energii w paliwie pierwotnym, bo inaczej straciłby konkurencyjność.
Jak wygląda konkurencyjność pomiędzy OZE?
Istniejące regulacje nie tworzą obiektywnej podstawy pod ranking konkurencyjności poszczególnych technologii OZE. Na przykład: w wypadku energetyki wiatrowej inwestorzy nie ponoszą kosztów rezerwowania i regulacji. Tylko częściowo finansują rozbudowę sieci, a energetyka wiatrowa takiej rozbudowy bardzo potrzebuje. Natomiast agregaty kogeneracyjne (zasilane biogazem) i źródła ORC (zasilane biomasą odpadową stałą) same zastępują sieć i tworzą lokalny filar bezpieczeństwa zasilania odbiorców. Ale ich inwestorzy z tego tytułu nie mają żadnych korzyści. Czyli regulacje prowadzą do wypaczenia mechanizmu konkurencjii. W konkretnym przypadku pokazują siłę lobby wiatrowego.
Proszę mnie źle nie zrozumieć. Uważam, że obecnie, kiedy nie ma konsekwentnej internalizacji kosztów zewnętrznych (ochrony środowiska) OZE powinny być wspierane, ale ta pomoc powinna być dobrze przemyślana.
Czy to są zjawiska, które charakteryzują nadchodzącą falę energetyki postprzemysłowej, którą Pan nazywa synergetyką?
Używam tego określenia, kiedy nie udaje mi się znaleźć innego do opisu zachodzących zjawisk. W energetyce następuje przekraczanie granic, masowo powstają efekty synergiczne. Połączenie energetyki i rolnictwa, ochrony środowiska (w tym gospodarki leśnej, gospodarki wodnej), a do tego jeszcze Smart Gridu może nam przysporzyć wielu korzyści.
W Świdnie pan Olczyk zbudował źródło kogeneracyjne ORC (1,7 MW moc elektryczna, 8 MW moc cieplna), przy swoim tartaku. Do opalania wykorzystuje trociny. Powiedział mi, że w produkcji desek wszyscy osiągnęli mistrzostwo. Także koszty wszyscy mają niskie. Obniżając same koszty w biznesie podstawowym nie można już wygrać z konkurencją. Dopiero dobre wykorzystanie odpadów stwarza nową szansę. To świetny przykład efektów synergicznych, których nie osiąga się w wielkich korporacjach, ale w mało znanej gminie Krasiczyn, w tartaku, w lesie, w lokalnej energetyce.
Dziękuję za rozmowę.
Wywiad przeprowadziła Katarzyna Teodorczuk.