Europa zwiększa zależność od gazu. Czy bezpieczeństwo energetyczne usprawiedliwia nowe inwestycje?
Każdy kryzys energetyczny miał być dla Europy lekcją. Najpierw szok po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, później gwałtowne wzrosty cen gazu i energii elektrycznej, a dziś kolejne napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie. Za każdym razem europejscy politycy zapewniali, że kontynent musi uniezależnić się od paliw kopalnych i zbudować bardziej odporny system energetyczny. Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej.
Pod hasłami „bezpieczeństwa energetycznego” i „elastyczności systemu” państwa Unii Europejskiej planują budowę niemal 60 GW nowych mocy gazowych. Według raportu „Sprzedawcy kryzysu”, opublikowanego przez organizację Beyond Fossil Fuels, oznaczałoby to dodatkowe zużycie około 28 mld m³ gazu rocznie. Innymi słowy – zamiast stopniowo ograniczać zależność od paliw kopalnych, Europa może właśnie cementować ją na kolejne dekady.
Paradoks polega na tym, że dzieje się to w momencie, gdy ceny gazu ponownie rosną, a europejskie gospodarki odczuwają skutki kolejnych zawirowań na światowych rynkach surowców. Konflikt na Bliskim Wschodzie przypomniał bowiem, jak bardzo bezpieczeństwo energetyczne kontynentu nadal zależy od wydarzeń rozgrywających się tysiące kilometrów od europejskich granic.
Lekcja, której Europa nie chce odrobić
W teorii obecna sytuacja powinna skłaniać do przyspieszenia inwestycji w odnawialne źródła energii, magazyny energii czy modernizację sieci elektroenergetycznych. To właśnie te technologie pozwalają ograniczać import paliw, zwiększać samowystarczalność i chronić odbiorców przed gwałtownymi wahaniami cen. W praktyce jednak wiele rządów nadal traktuje gaz jako niezbędny filar transformacji energetycznej.
Argument jest dobrze znany. Elektrownie gazowe mają zapewniać stabilność systemu wtedy, gdy nie wieje wiatr lub nie świeci słońce. Problem w tym, że rozwiązanie, które miało być pomostem do przyszłości, coraz częściej zaczyna przypominać nowy punkt docelowy. Autorzy raportu ostrzegają, że Europa może wpaść w błędne koło. Im więcej inwestycji w infrastrukturę gazową, tym większa presja ekonomiczna, aby korzystać z niej przez kolejne dziesięciolecia. A im większe uzależnienie od gazu, tym większa podatność na przyszłe kryzysy cenowe.
„Budowa większej liczby elektrowni gazowych nie ochroni mieszkańców Europy przed przyszłymi kryzysami energetycznymi – pogłębi naszą zależność od niestabilnego importu paliw kopalnych, podczas gdy firmy energetyczne będą czerpać zyski” – mówi Juliet Phillips, działaczka ds. energii w Beyond Fossil Fuels.
„Prawdziwym rozwiązaniem jest opracowanie strategii stopniowego wycofywania paliw kopalnych przy jednoczesnym przyspieszeniu postępów w zakresie odnawialnych źródeł energii, magazynowania, sieci energetycznych i czystej elastyczności”. – dodaje.
Niemcy: zielona transformacja na gazowych fundamentach
Najlepiej widać to na przykładzie Niemiec, które od lat przedstawiane są jako lider europejskiej transformacji energetycznej. Berlin planuje uruchomienie do 2031 roku około 10 GW nowych mocy gazowych. Oficjalnie mają one stanowić zabezpieczenie dla rozwijającego się sektora odnawialnych źródeł energii. W przyszłości część z nich miałaby zostać przystosowana do spalania wodoru.
Krytycy zwracają jednak uwagę, że wodór pozostaje na razie bardziej obietnicą niż powszechnie dostępnym paliwem. Istnieje więc ryzyko, że nowe elektrownie przez wiele lat będą działać na gazie ziemnym, utrwalając zależność od importowanych paliw.
Nie bez znaczenia są również powiązania między polityką a sektorem energetycznym. Beyond Fossil Fuels wskazuje, że część decydentów odpowiedzialnych za kształt niemieckiej polityki energetycznej ma wieloletnie doświadczenie w branży gazowej. To rodzi pytania o to, czy decyzje dotyczące przyszłości energetyki rzeczywiście wynikają wyłącznie z przesłanek bezpieczeństwa energetycznego.
Polska i Rumunia stawiają na gaz
Podobne procesy obserwujemy także w Europie Środkowo-Wschodniej. W Polsce gaz jest przedstawiany jako niezbędny element stabilizujący system elektroenergetyczny w czasie odchodzenia od węgla. Państwowe koncerny inwestują miliardy złotych w nowe bloki gazowe, a rynek mocy zapewnia takim projektom dodatkowe wsparcie finansowe.
W Rumunii rozwijane są z kolei ogromne projekty wydobywcze na Morzu Czarnym. Gaz ma stać się jednym z filarów rozwoju gospodarczego kraju, a nowa elektrownia Mintia ma być największą jednostką gazową w Unii Europejskiej. W obu przypadkach pojawia się jednak to samo pytanie: czy są to inwestycje odpowiadające na krótkoterminowe potrzeby systemu, czy raczej projekty, które będą wymagały utrzymywania wysokiego zużycia gazu przez następne dekady?
Czy istnieje alternatywa?
Jeszcze kilka lat temu odpowiedź wydawała się oczywista. Bez gazu nie da się stabilizować systemu energetycznego. Dziś sytuacja wygląda inaczej.
Koszty magazynów energii spadają szybciej, niż przewidywano. Rozwijają się technologie zarządzania popytem, inteligentne sieci i dynamiczne taryfy. Coraz większą rolę mogą odgrywać również samochody elektryczne i pompy ciepła, które w przyszłości będą pomagały bilansować system energetyczny. Zdaniem wielu analityków problem nie polega więc na tym, że gaz jest dziś całkowicie zbędny. Problem polega na tym, że politycy mogą przeceniać jego znaczenie w przyszłości.
Budując nowe elektrownie gazowe, Europa ryzykuje stworzenie kosztownych aktywów, które za kilkanaście lat mogą okazać się zbędne. Rachunek za takie błędy najczęściej trafia ostatecznie do podatników i odbiorców energii.
Bezpieczeństwo czy wygodna wymówka?
W debacie o energetyce słowo „bezpieczeństwo” stało się niemal argumentem ostatecznym. Trudno się z nim spierać, bo nikt nie chce ryzykować blackoutów ani niedoborów energii.
Jednak historia ostatnich lat pokazuje, że największym zagrożeniem dla europejskich gospodarstw domowych nie był brak energii, lecz gwałtowny wzrost jej cen. To właśnie uzależnienie od globalnych rynków gazu sprawiło, że miliony Europejczyków musiały płacić rekordowe rachunki za ogrzewanie i prąd.
Dlatego coraz więcej ekspertów zadaje pytanie, czy prawdziwe bezpieczeństwo energetyczne oznacza budowę kolejnych elektrowni gazowych, czy raczej jak najszybsze ograniczenie potrzeby spalania gazu.
Odpowiedź na to pytanie zdecyduje nie tylko o kierunku europejskiej transformacji energetycznej. Zadecyduje również o tym, czy kolejny kryzys energetyczny będzie dla Europy zaskoczeniem, czy jedynie konsekwencją błędów, które popełnia dzisiaj.

Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych
Opublikowany: 19 czerwca, 2026
