Naukowcy odkryli, co podnosi poziom oceanów- Ekologia.pl
Ekologia.pl Wiadomości Cichy olbrzym budzi się dwa razy szybciej. Naukowcy odkryli, co podnosi poziom oceanów

Cichy olbrzym budzi się dwa razy szybciej. Naukowcy odkryli, co podnosi poziom oceanów

Gdy mówi się o wzroście poziomu mórz, wyobraźnia natychmiast podsuwa obrazy rozpadających się lodowców, gigantycznych gór lodowych odrywających się od Antarktydy i topniejącej Grenlandii. To widowiskowe symbole kryzysu klimatycznego. Tymczasem naukowcy odkryli, że największy sprawca podnoszenia się poziomu oceanów działa niemal niezauważalnie. Nie pęka, nie kruszy się i nie odpada od kontynentów. Po prostu się nagrzewa.

Poziom mórz jest wyższy, niż sądzono. Nowe badania zmieniają prognozy zagrożeń klimatycznych

Fot. karandaev/envato
Spis treści

Nowe badanie opublikowane na łamach czasopisma Science Advances pokazuje, że światowy ocean podnosi się coraz szybciej, a głównym powodem nie jest topnienie lodu, lecz zjawisko znane jako rozszerzalność termiczna wody. Innymi słowy – oceany dosłownie puchną od nadmiaru ciepła.

Ocean, który rośnie od środka

Woda ma jedną cechę, której nie da się oszukać. Gdy się ogrzewa, zwiększa swoją objętość. Cząsteczki zaczynają poruszać się intensywniej i oddalają się od siebie. Efekt jest prosty: ta sama ilość wody zajmuje więcej miejsca. W przypadku światowego oceanu oznacza to miliardy dodatkowych metrów sześciennych wody unoszących poziom mórz na całym świecie.

Choć proces jest niewidoczny gołym okiem, jego skutki odczuwają już miliony ludzi mieszkających na wybrzeżach. Według autorów badania właśnie ten mechanizm odpowiada obecnie za największą część obserwowanego wzrostu poziomu mórz.

– Przez lata istniała frustrująca luka między tym, o ile obserwowaliśmy wzrost poziomu mórz, a tym, ile potrafiliśmy wyjaśnić na podstawie poszczególnych procesów – wyjaśnia John Abraham z University of St. Thomas w USA. – Dzięki nowym instrumentom pomiarowym i bardziej zaawansowanym metodom analizy udało się wreszcie zamknąć tę lukę.

Liczby nie pozostawiają złudzeń

Badacze przeanalizowali dane pochodzące z pływomierzy, satelitów oraz sieci autonomicznych boi Argo, które nieustannie monitorują temperaturę i zasolenie oceanów. Pozwoliło to odtworzyć szczegółowy obraz zmian zachodzących od lat 60. XX wieku.

Wyniki pokazują wyraźnie, że tempo wzrostu poziomu mórz gwałtownie przyspiesza. Od 1960 roku średni poziom mórz podnosił się o około 2,06 milimetra rocznie. Jednak w latach 2005–2023 tempo wzrosło do 3,94 milimetra rocznie. Oznacza to niemal dwukrotne przyspieszenie w ciągu zaledwie kilku dekad. To pozornie niewielkie wartości, ale w skali globalnej przekładają się na ogromne ilości dodatkowej wody i coraz większe ryzyko powodzi sztormowych, erozji wybrzeży oraz zasalania terenów rolniczych.

Kto odpowiada za wzrost poziomu mórz?

Naukowcy po raz pierwszy z tak dużą precyzją określili udział poszczególnych czynników w podnoszeniu się poziomu oceanów.

Największy wpływ ma rozszerzalność termiczna wody, odpowiadająca za 43 proc. obserwowanych zmian. Dopiero na kolejnych miejscach znalazły się procesy związane z topnieniem lodu.

Udział poszczególnych czynników we wzroście poziomu mórz:

  • rozszerzalność termiczna oceanów – 43 proc.
  • topnienie lodowców górskich – 27 proc.
  • topnienie lądolodu Grenlandii – 15 proc.
  • topnienie lądolodu Antarktydy – 12 proc.
  • zmiany magazynowania wody na lądzie – 3 proc.

Oznacza to, że niemal połowa obecnego wzrostu poziomu mórz wynika nie z dopływu nowej wody, lecz z tego, że istniejąca woda zajmuje coraz więcej miejsca.

Nawet zatrzymanie emisji nie zatrzyma oceanów

Najbardziej niepokojącym wnioskiem z badania jest ogromna bezwładność klimatyczna oceanów. Morza i oceany działają jak gigantyczny magazyn ciepła. Absorbują ponad 90 proc. nadmiaru energii zatrzymywanej przez gazy cieplarniane w atmosferze.

To oznacza, że nawet gdyby świat natychmiast ograniczył emisje dwutlenku węgla, oceany nadal będą się ogrzewać przez dziesięciolecia. Według naukowców proces ten może trwać co najmniej kolejne 50 lat. Innymi słowy – część wzrostu poziomu mórz jest już praktycznie przesądzona.

Problem nie dotyczy tylko mieszkańców wybrzeży

Łatwo uznać podnoszenie się poziomu mórz za problem odległych wysp Pacyfiku czy wielkich portowych metropolii. W rzeczywistości skutki odczuje cały świat.

Zagrożone są porty, przez które przepływa większość globalnego handlu. Rosną koszty ochrony infrastruktury, a częstsze powodzie mogą zakłócać transport żywności, paliw i surowców. Coraz więcej regionów będzie musiało mierzyć się także z migracjami ludności z terenów zagrożonych zalaniem.

Zmiany zachodzące w oceanach mogą więc wpływać na ceny żywności, bezpieczeństwo energetyczne i stabilność gospodarek także setki kilometrów od najbliższego wybrzeża.

Każdy ułamek stopnia ma znaczenie

Autorzy badania podkreślają jednak, że wyniki nie są wyrokiem, lecz ostrzeżeniem. Im skuteczniej uda się ograniczyć globalne ocieplenie, tym mniej ciepła trafi do oceanów, a tym samym mniejsze będzie ich „puchnięcie”.

Nowe analizy pozwalają lepiej zrozumieć mechanizmy odpowiedzialne za wzrost poziomu mórz i dokładniej prognozować przyszłość. Wiadomo już, że nie tylko topniejące lodowce stanowią problem. Prawdziwym gigantem napędzającym zmiany jest sam ocean – cichy, pozornie spokojny i coraz szybciej nagrzewający się olbrzym.


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

Oceń artykuł
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments