Akcja Czysta Odra: dlaczego sprzątanie rzek nie rozwiązuje problemu śmieci? - Ekologia.pl
Ekologia.pl Środowisko Opony zamiast ryb. Tak wygląda dziś dno polskich rzek

Opony zamiast ryb. Tak wygląda dziś dno polskich rzek

Śmieci znikają z brzegów, ale tylko na chwilę. Każda kolejna edycja Akcji Czysta Odra pokazuje ten sam schemat: wolontariusze sprzątają, a odpady wracają często w tych samych miejscach. Skąd się biorą i dlaczego system wciąż nie radzi sobie z problemem u źródła? O tym, co naprawdę trafia do rzek i co musiałoby się zmienić, żeby przestały być potrzebne takie akcje, rozmawiamy z organizatorami Akcji Czysta Odra.

Nurek wyławia puszkę z dna rzeki podczas akcji sprzątania Odry i walki z zanieczyszczeniem wód

Fot. Czysta Odra

Joanna Szubierajska: Jak narodziła się Akcja Czysta Odra i co było impulsem do jej uruchomienia? Jak wyglądały pierwsze edycje w porównaniu z tym, czym akcja jest dziś?

Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy Credit Agricole: Akcja Czysta Odra prowadzona jest od pięciu lat. To część kampanii edukacyjnej #mniejplastiku, współtworzonej przez bank Credit Agricole, spółkę leasingową EFL i wrocławskiego ekologa i podróżnika Dominika Dobrowolskiego. To efekt refleksji na temat wpływu człowieka na planetę. Dane są alarmujące: każdego roku do oceanów trafia 7-13 mln ton plastikowych śmieci. W samym 2020 roku w Polsce na rynek wprowadzono ok. 3,5 mln ton tworzyw sztucznych, z czego tylko 15 proc. zostało zebranych i wykorzystanych ponownie. Reszta trafiła do środowiska, głównie do wody. To ogromny problem, o którym warto mówić jak najgłośniej. Jako Credit Agricole jesteśmy jedną z największych instytucji finansowych na świecie i mamy duże możliwości, by jak najszerzej docierać z edukacją i inspirować do zmian. Staramy się mądrze wykorzystywać tę siłę.

Dominik Dobrowolski, ekolog i podróżnik: Z roku na rok akcja się zmienia, bo dołącza do niej coraz więcej osób i instytucji. Dziś jest już rozpoznawalna, a co dla nas szczególnie ważne: w tym roku pierwszy raz napisała o nas sama minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, doceniając wkład wszystkich uczestników. Niedawno poruszaliśmy w mediach ważny problem – fakt, że szklane butelki po alkoholu, tzw. małpki, nie są objęte systemem kaucyjnym. Pani minister zapowiada, że będą prowadzone prace nad jego rozszerzeniem. Jesteśmy nie tylko świadkami zmiany, ale jej częścią.

Mimo regularnych sprzątań problem śmieci wciąż wraca. Jak Państwo go diagnozują – czy to kwestia braku świadomości, niewydolnego systemu, czy raczej strukturalnego problemu gospodarki odpadami?

Dominik Dobrowolski: Ten problem będzie niestety wracał z wielu powodów. Brak świadomości jest oczywiście jednym z nich, ponieważ ludzie często zupełnie bezmyślnie wyrzucają odpady. Dla przykładu, zużyte opony można bezpłatnie oddać w punktach PSZOK. Tymczasem to właśnie opony nasi wolontariusze znajdują nad rzekami najczęściej. Problemem są wciąż zbyt małe kary za zaśmiecanie środowiska, co nie odstrasza tych, którzy regularnie zanieczyszczają rzeki. Widzimy pozytywne efekty systemu kaucyjnego, ponieważ w tym roku plastikowych butelek i aluminiowych puszek jest znacznie mniej. Nadal dużo jest natomiast szkła, co – jak wspomniałem – mogłoby zostać rozwiązane na poziomie systemu kaucyjnego. Dobrym pomysłem byłoby także zwiększenie budżetu Wód Polskich na oczyszczanie rzek. Opowiadam się także za wdrożeniem ustawy ROP (rozszerzona odpowiedzialność producenta), która mogłaby skutecznie podnieść poziom recyklingu w Polsce.

Dlaczego w praktyce ciężar sprzątania często spoczywa na wolontariuszach i organizacjach społecznych, a nie na podmiotach, które generują odpady lub odpowiadają za systemowe rozwiązania?

Czy prowadzone są jakiekolwiek analizy, które pokazują, czy miejsca sprzątane w ramach akcji pozostają czyste w dłuższym okresie? Czy problem wraca w tych samych lokalizacjach?

Przemysław Przybylski: Problem wraca po czasie, dlatego my również stale wracamy z Akcją Czysta Odra i Akcją Czysta Wisła. Świadomość rośnie, liczba zanieczyszczeń nieznacznie spada, ale wciąż brakuje systemowych rozwiązań, które mogłyby rozwiązywać problem u podstaw: nakładać odpowiedzialność na producentów, surowo karać za zanieczyszczenia. To zrobiłoby skalę.

Czy przy okazji akcji analizujecie, skąd pochodzą odpady – na przykład pod kątem konkretnych branż, produktów czy typów konsumpcji? Czy da się na tej podstawie wskazać główne źródła problemu?

Dominik Dobrowolski: Widzimy pewne zależności w miejscach, w których sprzątamy. W miastach najczęściej są to odpady konsumpcyjne: butelki, opakowania po przekąskach – słowem, zazwyczaj pozostawione po spotkaniach nad rzeką. W mniej uczęszczanych terenach znajdujemy z kolei opony, części z rozbieranych samochodów, materiały budowlane, meble, ubrania czy elektronikę. Najbardziej niebezpieczna sytuacja, o której już informowaliśmy ministerstwo, tyczy się terenów rolniczych. Tam znajdowaliśmy opakowania po pestycydach i herbicydach oraz nawozach. To są naprawdę poważne problemy.

Ważnym elementem takich akcji jest edukacja i doświadczenie uczestników. Czy udział w sprzątaniu realnie zmienia nawyki ludzi, czy raczej ma charakter jednorazowego gestu?

Przemysław Przybylski: Wielu uczestników przychodzi na akcje już od kilku edycji. Najczęściej włączają się ci, którzy są zaangażowani społecznie, którym tematy środowiskowe są bliskie. Ludzie często zabierają na akcje swoje dzieci i w ten sposób przekazują wiedzę już od najmłodszych lat. Rzadko mamy do czynienia z tymi, którzy poprzestali na jednym razie. Najczęściej jest to powiązane z faktycznymi postawami, jakimi uczestnicy kierują się na co dzień.

Warto wspomnieć, że nasze akcje są zawsze pretekstem do tego, żebyśmy się spotkali w gronie rodziny, przyjaciół, czy kolegów z pracy, miło spędzili czas nad rzeką, pozacieśniali relacje, a przy okazji wspólnie zrobili coś dobrego dla środowiska. Akcja Czysta Odra i Akcja Czysta Wisła do są doskonałe okazje do takiej właśnie pozytywnej aktywności.

Na koniec: co musiałoby się wydarzyć na poziomie systemowym, regulacyjnym lub społecznym, żeby Akcja Czysta Odra i podobne inicjatywy przestały być potrzebne?

Dominik Dobrowolski: Tak jak wspomniałem, niezbędne jest zaangażowanie ministerstwa: wprowadzenie wysokich kar za zanieczyszczanie środowiska, zwiększenie możliwości bezpłatnego oddawania odpadów (np. opon), ustawowe wdrożenie odpowiedzialności producentów. Wiele musi się zadziać również na poziomie świadomości społecznej: musimy się poczuć gospodarzami tych miejsc. Bo przecież dbamy o to, co jest nasze. A jeśli będziemy czuć, że miejsca nad rzekami faktycznie należą do nas – będziemy się o nie troszczyć jak o własne podwórko. W dzisiejszym systemie prawnym to gminy mają najwięcej obowiązków związanych z gospodarką odpadami. Zwiększenie kar dla śmiecących, które mogliby nakładać strażnicy miejscy i policja to dobry kierunek. Monitoring miejsc często zaśmiecanych. To wszystko może pomóc. Najważniejsze jest jednak redukowanie powstawania odpadów zgodnie z zasadą 3R: Reduce, Reuse, Recycle. Lepiej działać już na samym początku powstawania śmieci, niż później zastanawiać się i ponosić ogromne koszty, aby je sprzątać. Kluczowe dla rozwiązania problemu jest też masowe angażowanie się z walką z zaśmiecaniem, dlatego zapraszam do Akcji Czysta Odra i Akcji Czysta Wisła. Czym będzie nas więcej, tym mniej śmieci trafi do rzek. Więcej o akcjach na naszych facebookowych stronach: https://www.facebook.com/AkcjaCzystaOdra, https://www.facebook.com/CleanUpVistula.


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

Oceń artykuł
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments