Facebook, TikTok i eBay stały się targowiskiem dla nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami- Ekologia.pl
Ekologia.pl Wiadomości Facebook, TikTok i eBay stały się targowiskiem dla nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami

Facebook, TikTok i eBay stały się targowiskiem dla nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami

Tysiące zagrożonych gatunków trafiają do internetowych ofert. Naukowcy alarmują, że media społecznościowe i platformy e-commerce stworzyły dla przestępców wygodny rynek, na którym sprzedaż dzikich zwierząt może odbywać się szybko, na ogromną skalę i ponad granicami państw.

acebook, TikTok i eBay stały się targowiskiem dla nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami

Fot. LightFieldStudios/envato
Spis treści

Nielegalny handel dzikimi zwierzętami od dawna jest jednym z poważnych zagrożeń dla bioróżnorodności. Dotychczas kojarzył się przede wszystkim z przemytem, kłusownictwem i nielegalnymi targowiskami. Dziś coraz większa część tego procederu przenosi się jednak do internetu.

Jak wynika z przeglądu badań opublikowanego w czasopiśmie Nature Reviews Biodiversity, tysiące gatunków dzikich zwierząt jest oferowanych na platformach społecznościowych, stronach e-commerce i innych serwisach internetowych. Wśród wymienianych przez naukowców platform znalazły się m.in. Facebook, Instagram, TikTok, eBay, Alibaba, Shopee i Tokopedia.

Problem nie ogranicza się przy tym do kilku najbardziej rozpoznawalnych gatunków. W internetowym handlu pojawiają się zarówno żywe zwierzęta, często przeznaczone na egzotyczne zwierzęta domowe, jak i produkty pochodzące z ich ciał.

Ponad 33 tys. okazów w zaledwie sześć tygodni

Skala procederu robi szczególne wrażenie. Podczas sześciotygodniowego badania obejmującego 280 platform internetowych naukowcy zidentyfikowali 33 006 okazów należących do gatunków uznawanych przez CITES za zagrożone wyginięciem lub narażone na wyginięcie. Około 54 proc. stanowiły żywe zwierzęta, a 46 proc. – produkty i części pochodzące od zwierząt. W ofertach pojawiały się m.in. zwierzęta przeznaczone do sprzedaży jako egzotyczne pupile, ale również części ciała dzikich gatunków, takie jak rogi czy inne „produkty” pochodzenia zwierzęcego.

Jednym z przykładów jest potto (Perodicticus potto) – niewielki naczelny, który może być przechwytywany z naturalnego środowiska i trafiać do handlu jako egzotyczne zwierzę domowe.

Internet przyspieszył proceder

Zdaniem badaczy internet nie stworzył samego problemu, ale radykalnie zwiększył jego skalę. Sprzedający mogą docierać do klientów na całym świecie bez konieczności utrzymywania tradycyjnych punktów sprzedaży. Oferty mogą być szybko publikowane, usuwane i zastępowane nowymi. Część handlu odbywa się również w zamkniętych grupach i prywatnych przestrzeniach, co dodatkowo utrudnia kontrolę.

„Nielegalny handel dzikimi zwierzętami online rozprzestrzenia się na wiele platform, w tym popularne serwisy społecznościowe, i stanowi rosnące i ewoluujące zagrożenie dla ochrony różnorodności biologicznej” – podkreśla Enrico Di Minin z Uniwersytetu Helsińskiego.

Naukowiec zwraca uwagę na jeszcze jeden problem: część gatunków sprzedawanych nielegalnie w internecie jest już zagrożona wyginięciem, podczas gdy inne wcześniej nie były kojarzone z presją ze strony handlu dzikimi zwierzętami.

To oznacza, że internet może nie tylko zwiększać presję na gatunki już znajdujące się w kryzysie. Może również tworzyć zupełnie nowe rynki dla zwierząt, które dotąd nie były masowo pozyskiwane z natury.

Zagrożone są nie tylko zwierzęta

Konsekwencje nielegalnego handlu wykraczają poza samą ochronę gatunków. Odławianie zwierząt z natury zmniejsza liczebność dzikich populacji, zaburza funkcjonowanie ekosystemów i może dodatkowo pogłębiać problem wymierania gatunków. Transport i sprzedaż dzikich zwierząt zwiększają także ryzyko rozprzestrzeniania chorób odzwierzęcych, a przypadkowe lub celowe uwalnianie egzotycznych organizmów może przyczyniać się do pojawiania się gatunków inwazyjnych.

Problemem jest również skala. Tradycyjny handel wymagał fizycznych kontaktów, transportu i dostępu do określonych rynków. Internet pozwala natomiast połączyć sprzedawcę z potencjalnym nabywcą praktycznie niezależnie od odległości.

„Negatywny wpływ na dobrostan zwierząt i bioróżnorodność odzwierciedla skutki tradycyjnego, nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami offline, ale zasięg i szybkość platform internetowych potęgują te szkody” – mówi biolog Neil D’Cruze z Manchester Metropolitan University.

Potrzebna jest współpraca platform i służb

Autorzy przeglądu podkreślają, że skuteczna walka z internetowym handlem dzikimi zwierzętami wymaga czegoś więcej niż tylko działań policji czy służb celnych.

Potrzebna jest współpraca platform internetowych, organów ścigania, naukowców, organizacji zajmujących się ochroną przyrody i lokalnych społeczności. Znaczenie mogą mieć również technologie pozwalające automatycznie wykrywać podejrzane oferty i identyfikować gatunki występujące w ogłoszeniach.

Problem jest jednak trudny do monitorowania. Na podstawie samego zdjęcia czy krótkiego opisu nie zawsze można jednoznacznie ustalić, jaki gatunek jest oferowany, skąd pochodzi okaz i czy jego sprzedaż jest legalna.

Jedno jest natomiast jasne: internet stał się kolejnym ważnym frontem walki o ochronę zagrożonych gatunków. A skala wykrytych ofert pokazuje, że nielegalny handel dziką przyrodą nie jest już wyłącznie problemem odległych bazarów czy szlaków przemytu. Część tego rynku znajduje się dziś w aplikacjach i serwisach, z których miliony ludzi korzystają każdego dnia.

Badanie opublikowano w czasopiśmie Nature Reviews Biodiversity.


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

Oceń artykuł
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy