Zakaz ferm futrzarskich działa już teraz. W kilkanaście dni zamknięto 7 ferm! Teraz ruch należy do prezydenta
Zaledwie kilka dni po tym, jak 17 października Sejm przegłosował ustawę wprowadzającą zakaz hodowli zwierząt na futra, w Polsce dzieje się coś bez precedensu. Siedem ferm futrzarskich zamknęło się samoistnie, jeszcze zanim dokument trafił na biurko prezydenta.

W Radogoszczu, Kościanie, Gogółkowie, Łączkach Brzeskich, Starej Dąbrowie i Łomnicy klatki są już puste, a konstrukcje – rozbierane. Właściciele nie czekają na podpis – zamykają działalność, która od lat budzi sprzeciw społeczny i jest uciążliwa dla lokalnych mieszkańców.
Upadek branży futrzarskiej
Choć Polska wciąż pozostaje największym producentem futer w Europie i drugim na świecie, branża od lat znajduje się w głębokim odwrocie. Szczyt produkcji przypadł na 2015 rok. Od tego czasu liczba zwierząt hodowanych rocznie na futro spadła aż o około 70%, do obecnych 2–3 milionów.
W rejestrze GIW widnieje 318 ferm mięsożernych zwierząt futerkowych, ale w 2024 roku aktywnych było już tylko około 200. Za zdecydowaną większość produkcji futer w Polsce — ponad 70% — odpowiada kapitał duński, holenderski oraz powiązana z Rosją rodzina Wójcików.
Jak komentuje Marta Korzeniak ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki: „Przerzucają oni na polską wieś koszty społeczne i środowiskowe po to, żeby ktoś w Rosji albo w Chinach mógł założyć futro. Tymczasem mniejsze hodowle i tak się zamykają, bo nie są opłacalne — tylko od momentu przegłosowania zakazu zamknęło się siedem kolejnych”.
Branża zatrudnia dziś ok. 900 osób, głównie sezonowo. W 2024 roku hodowcy odprowadzili do budżetu państwa raptem 7,2 mln zł podatku PIT i CIT.
Średnie wpływy do gmin z tytułu podatków i dzierżawy gruntów to często zaledwie kilkaset złotych rocznie — kwota nieporównywalna z kosztami środowiskowymi, jakimi obciążone są lokalne społeczności.
„Prezydent Karol Nawrocki może przejść do historii jako ten, który przypieczętował koniec cierpienia nie tylko milionów zwierząt, ale też tysięcy mieszkańców wsi. Wierzymy, że to ostatni Dzień Bez Futra bez zakazu” — dodaje Korzeniak.
70% Polaków: „Dość cierpienia”
Ponad 70% Polek i Polaków popiera wprowadzenie zakazu ferm futrzarskich. To jeden z najbardziej jednoznacznych społecznych mandatów ostatnich lat. W Polsce co roku hoduje się ponad 3 miliony zwierząt, które rodzą się wyłącznie po to, by jesienią zostać zabite dla futra. Okrucieństwo wobec zwierząt to jednak tylko jedna strona problemu.
„Fermy futrzarskie to niewola zwierząt i niewola ludzi”
Mieszkańcy wsi od lat walczą o normalne życie w cieniu ferm: plagi much i gryzoni, nieznośny odór, obniżenie wartości nieruchomości i pogorszenie jakości życia to dla nich codzienność.
Jak podkreśla Angelika Kimbort-Stępniak: „Ludzie żyjący w sąsiedztwie ferm mierzą się z plagami much, gryzoni i okropnym odorem. Fermy zwierząt futerkowych to nie tylko niewola zwierząt, ale też niewola ludzi. Już prawie 650 osób wysłało list do prezydenta Karola Nawrockiego. Proszę Państwa o udział w akcji na listydoprezydenta.pl”.
Teraz decyzja w rękach prezydenta
Prezydent Karol Nawrocki ma czas do 3 grudnia, by podjąć ostateczną decyzję w sprawie ustawy. To moment, który może zakończyć jeden z najbardziej kontrowersyjnych i społecznie obciążających sektorów przemysłowej hodowli zwierząt w Polsce.

Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych
Opublikowany: 1 grudnia, 2025
No i bardzo dobrze. Wie o tym każdy, kto mieszka blisko fermy futrzarskiej