Warzywomat zamiast skupu. Rolnicy biorą sprawy w swoje ręce - Ekologia.pl
Ekologia.pl Polska Warzywomat zamiast skupu. Rolnicy biorą sprawy w swoje ręce

Warzywomat zamiast skupu. Rolnicy biorą sprawy w swoje ręce

Kilogram cebuli za 40 groszy, marchew po 60, ziemniaki po 30. Tyle dostają rolnicy w skupach. W drodze do sklepu te same warzywa potrafią zdrożeć nawet dziesięciokrotnie. Konsumenci płacą więc krocie, a producenci ledwie wiążą koniec z końcem. Coraz więcej z nich ma dość tego systemu i decyduje się na sprzedaż bezpośrednią. Ale nie na targowisku – tylko… w automacie.

Warzywomat – nowy sposób sprzedaży prosto od rolnika. Taniej, świeżej, uczciwiej

Rolnicy stawiają warzywomaty. Prosto z pola, bez pośredników i marż sieciowych, fot. https://cs-automaty.pl
Spis treści

Sklep, w którym nikt nie musi stać za ladą

– Byliśmy w Broniszach i zobaczyłam jabłkomat. Zawsze marzyłam o własnym sklepie przy gospodarstwie, ale nie miałam czasu w nim siedzieć – mówi na łamach Faktu  Monika Słoma, rolniczka z gminy Kórnik pod Poznaniem. – Pomyślałam: to jest to, czego szukaliśmy.

Dziś przed domem państwa Słomów stoi kontener z warzywomatem. Można w nim kupić świeże warzywa – ziemniaki, cebulę, buraki, włoszczyznę, a nawet dynie czy arbuzy – o dowolnej porze dnia i nocy. Automat działa podobnie jak paczkomat: po opłaceniu należności otwiera się skrytka z wybranym produktem.

– Ludziom się to spodobało, niektórzy przychodzą nawet o pierwszej w nocy. Cenią to, że mogą zrobić zakupy, kiedy chcą, i nie muszą pukać do domu – opowiada pani Monika. Obok warzywomatu stanął nawet „miodomat”, w którym można kupić miody z rodzinnej pasieki.

Warzywomaty, owocomaty, a nawet „jajomaty” powstają już w całej Polsce – od Wielkopolski po Pomorze. W Bydgoszczy można je znaleźć m.in. przy ulicach Gołębiej, Gersona i Bortnowskiego. W tym ostatnim przypadku zamiast batonów i napojów z puszki przy galerii OTO Park Kępno w Baranowie dostaniemy świeże jajka z chowu wolnowybiegowego.

– Polacy lubią szybkie, bezgotówkowe zakupy. Rolnicy dobrze to rozumieją. Postęp technologiczny nie omija wsi – mówi Przemysław Widźgowski z Pomorskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Podobnie uważa Tadeusz Osuch, rolnik z Zabartowa pod Więcborkiem. To on uruchomił pierwsze automaty z warzywami i owocami w kujawsko-pomorskich spółdzielniach. – Spotkałem się z ogromnym zainteresowaniem. Produkty są świeże, dobrej jakości, a to dzisiaj liczy się najbardziej – tłumaczy.

„Nie mogłam patrzeć na ceny w skupach”

Państwo Słoma gospodarują na trzydziestu hektarach. Odkąd uruchomili warzywomat, ich relacje z klientami zmieniły się diametralnie.

– Staram się ustalać ceny tak, żeby obie strony były zadowolone. Patrzę, ile płacą w skupach i na ryneczkach, i wybieram coś pośrodku – mówi Monika Słoma. – Ma być uczciwie i wiarygodnie: taniej niż na targu, ale drożej niż w skupie. Klienci to rozumieją.

Jak dodaje, coraz więcej ludzi chce wiedzieć, skąd pochodzi jedzenie, które trafia na ich stół. – To daje satysfakcję. Widać, że jest trend, by kupować bezpośrednio od rolnika.

Głos rozsądku w czasach taniego importu

Rolniczka przyznaje, że kryzys w skupach nie wynika z nadprodukcji, ale z zalewu taniego importu. – Co roku współpracowaliśmy z odbiorcą, który w tym sezonie nagle się wycofał. Skąd ma towar? Nietrudno się domyślić. Dlatego postanowiliśmy działać po swojemu – dodaje.

Wielu rolników myśli podobnie. Po fali samozbiorów, które miały uratować plony przed zmarnowaniem, teraz przyszedł czas na automaty. To sposób na przetrwanie i odzyskanie niezależności.

Eksperci z branży automatów sprzedażowych przyznają, że to nie chwilowa moda, ale nowy kanał dystrybucji.

– W Polsce działa dziś około 150–200 maszyn sprzedających bezpośrednio produkty rolne – mówi Przemysław Kotliński z firmy Control Systems. – W Belgii czy Szwajcarii to codzienność. Gdy zaczynaliśmy w 2018 roku, pukano się w głowę. Teraz coraz więcej rolników rozumie, że hurtownie nie złagodnieją i trzeba budować własne kanały sprzedaży.

Automaty zyskują na popularności z kilku powodów. Po pierwsze – skończyła się era sprzedaży spod parasolki, bo zatrudnienie sprzedawcy stało się nieopłacalne. Po drugie – zakaz handlu w niedzielę sprawił, że ludzie szukają alternatyw. Po trzecie – coraz więcej klientów chce kupować lokalnie i świadomie.


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

5/5 - (2 votes)
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments