Dominik Dobrowolski i rowerowa wyprawa dookoła Bałtyku „Cycling-Recycling”
Na temat ekologii, gospodarki odpadami w Polsce i „Dekalogu Bałtyckiego” z Dominikiem Dobrowolskim, ojcem 2 dzieci, producentem domowych win, a przede wszystkim organizatorem wyprawy rowerowej wokół Bałtyku „Cycling-Recycling”, rozmawia redaktor Ekologia.pl Joanna Szubierajska.
Wyprawa „Cycling –Recycling „ wzdłuż Bałtyku. Dlaczego akurat taką trasę sobie wybrałeś?
A co by było gdybym wybrał trasę dookoła Pacyfiku? Nie szybko bym wrócił. To tak półżartem. Ale zacznę od początku. Jako zuch i harcerz chodziłem ze swoją drużyną po wrocławskich mieszkaniach, zbierając makulaturę i wymieniając ją na „korale” papieru toaletowego. Jako licealista „makulaturę” Solidarności trzymałem pod łóżkiem, na studiach w ruchu Wolność i Pokój walczyliśmy (z powodzeniem) o zamknięcie Huty Siechnice, która rakotwórczym chromem zatruwała tereny wodonośne Wrocławia. Później to już poszło lawinowo, organizowałem pierwszą we Wrocławiu akcję podwodnego sprzątanie świata, rozpocząłem zbierać puszki i baterie. I tak do tej pory pomagam ekologicznym organizacjom społecznym w ich działaniach. Generalnie walczę z tymi co psują Ziemię. I właśnie projekt Cycling-Recycling był taką moja prywatną walką, w ramach której chciałem nagłośnić potrzebę recyklingu oraz problem niewystarczającej ochrony naszego morza. Bałtyk jest, niestety, idealnym przykładem na to, jak potrafimy zaśmiecać swoje środowisko i jakie są tego konsekwencje.
Co najciekawszego zauważyłeś w trakcie swojej podróży? Co przykuło Twoją uwagę?
Łatwiej byłoby powiedzieć co nie było ciekawego lub co nie przykuło mojej uwagi. Jestem dość chłonny na świat, więc każdego
Bałtyk jest, niestety, idealnym przykładem na to, jak potrafimy zaśmiecać swoje środowisko i jakie są tego konsekwencje
dnia zachwycałem się całą przyrodą wybrzeża Morza Bałtyckiego: wyspami, archipelagami, rzekami, jeziorami, lasami. Kocham to. Ale opowiem o rzeczach technicznych. Podczas mojej podróży zwiedziłem Sztokholm i przyjrzałem się, jak działa leżąca na przedmieściach tego miasta elektrociepłownia Högdalen, która należy do koncernu energetycznego Fortum. Zakład dostarcza ciepło do około 100 tys. odbiorców oraz zaopatruje w prąd około 200 tys. gospodarstw domowych. Jest to jedna z najnowocześniejszych na świecie elektrociepłowni, która wykorzystuje odpady komunalne i przemysłowe, jako paliwo. Odpady, które nie nadają się do recyklingu, stanowią doskonały wsad w Högdalen. W Polsce również można byłoby w taki sposób wykorzystywać śmieci, odzyskując z nich energię. Niestety większość (95%) śmieci nad Wisłą ląduje na wysypiskach! To nie tylko szkodzi środowisku ale i zubaża nasze kieszenie.
Zwiedziłem także najbardziej ekologiczną dzielnicę Sztokholmu – Hammarby. Jej mieszkańcy wrzucają posegregowane śmieci do specjalnych szybów, skąd za pośrednictwem podziemnych rurociągów z prędkością 70 km/h trafiają one bezpośrednio do punktów odbioru, a dalej – do sztokholmskiej elektrociepłowni. Tutaj ze ścieków komunalnych produkowany jest biogaz, który zasila miejskie autobusy. Z powodzeniem praktykuje się recykling wody. Hammarby to także wspaniały przykład jak można budować miasta dla ludzi a nie samochodów. Każdy polski samorządowiec i architekt powinien zwiedzić Hammarby! Może wówczas mniej w Polsce będzie powstawać zamkniętych osiedli, parkingów zamiast parków i regulowanych rzek.
Jaki był najcięższy etap wyprawy rowerowej? Czy miałeś jakieś niebezpieczne przygody?
Na Łotwie asfaltowe drogi roztopiły się z upału, a późnij zamieniły w szutrowe trakty. W Estonii zmykałem przed wilkami. Za Helsinkami przy zjeździe roztrzaskałem wózek bagażowy i gdyby nie jedna miła Finka, która mi pomogła, nie wydostałbym się z lasu ze stertą złomu przez kilka dni. W Laponii pogoda się załamała. To taki koszmar rowerzysty, połączenie deszczu, wiatru w twarz, ruchliwej drogi pod górę. Trochę zatem jęczałem. Miałem dużo szczęścia i wiele spotkań tylko z miłymi i wspaniałymi ludźmi. Mam taką teorię, że jeżeli wnosimy dobrą energię w nowe miejsca, one się ty samym odwzajemniają.
Najczystsze i najbardziej brudne miasto/miejsce, które miałeś okazję zobaczyć?
Powiem tylko o czystych – praktycznie wszystkie w Skandynawii. Sztokholm – tu mógłbym żyć.
Państwo, z którego Polska powinna czerpać przykład w kwestii gospodarki odpadami?
Możemy brać przykład z całej Skandynawii. Choć wszędzie, podczas wyprawy, widziałem „ślady” turystów, w większości były to zużyte opakowania: puszki aluminiowe i plastikowe kubeczki i torebki. W krajach skandynawskich zdecydowanie mniej jest jednak porzucanych butelek, które tak szpecą krajobraz i zanieczyszczają morze. Opakowania te są objęte sporą kaucją (np. 0,5 Euro za 1 litrową butelkę PET), która zachęca kupujących do ich zwrotu w sklepach. Funkcjonują tam specjalne punkty ich zbiórki i zwrotu kaucji. Niestety właśnie na polskim wybrzeżu widziałem największą ilość plastikowych butelek przy drogach i w lasach.
Czy zauważyłeś rozwiązania, które można i warto wykorzystać w Polsce?
Może zatem system depozytowy pomógłby załatwić ten problem również w naszym kraju? W Skandynawii nie ma także takiej ilości dzikich wysypisk. To jest efekt wielu czynników: kultury, prawa i jego egzekwowania oraz systemu podatkowego, w ramach którego, np. na skandynawskiej wsi i w miasteczkach mieszkańcy mogą w ramach ryczałtowego podatku (bez dodatkowej opłaty) odstawiać w wyznaczone miejsca (place z wieloma rodzajami pojemników) swoje śmieci. Czy nie można byłoby w polskich gminach wprowadzić także podatek ryczałtowy? Myślę, że w ciągu dekady dopracujemy się mądrego prawa. Kolejne pokolenie może będzie żyło w czystszej Polsce.
Jak wypadamy na tle innych państw, w kwestii świadomości ekologicznej?
Pokutuje u nas dziedziczny homosovieticus – to taki stan mentalno-kulturowy w ramach którego nie potrafimy spojrzeć dalej niż
jeżeli wnosimy dobrą energię w nowe miejsca, one się ty samym odwzajemniają 
koniuszek własnego nosa. Nie jesteśmy odpowiedzialni za nasze małe ojczyzny. Jeżeli nie będziemy się interesować (interweniować) jak nasz sąsiad wylewa ścieki do rowu lub zanosi śmieci do lasu, to nic się nie zmieni. Co do rowerowania – to wypadamy beznadziejnie, choć mamy gdzie jeździć. Od Rosji przez całą Litwę wzdłuż Bałtyku biegnie szlak rowerowy. O Skandynawii nawet nie wspomnę, tam wiele miast jest połączonych rowerowymi bezkolizyjnymi drogami. Dlaczego w Polsce nie ma porządnego szlaku rowerowego od Świnoujścia do Krynicy Morskiej lub z Zakopanego do Międzyzdrojów. Przecież moglibyśmy stać się rajem rowerzystów jak na Bornholmie (Dania), Gotlandii (Szwecja) czy Alandach (Finlandia)! Nasi samorządowcy myślą, gdzie ulokować kolejny parking, centrum handlowe czy nowy płot. Mało jest ludzi z wizją, więcej natomiast z parciem na szkło. Często projektanci ścieżek rowerowych sami jeżdżą tylko samochodami.
Promujesz tzw. „Dekalog Bałtycki”. Na czym polega idea tego projektu?
„Dekolog Bałtycki” nie Dekalog – to dziesięć poważnych problemów, które opisałem na stronie www.cycling-recycling.eu. Słowo wyjaśnienia. Bałtyk jest jednym z najmniejszych mórz świata – ma swoją unikalną specyfikę – jest morzem śródlądowym, położonym w głębi kontynentu europejskiego. Jedynym miejscem, gdzie łączy się przez Morze Północne z Oceanem Atlantyckim są wąskie cieśniny duńskie. W związku z tym wymiana wody w Bałtyku następuje bardzo powoli. Musi minąć 30 lat, aby została wymieszana z wodą oceaniczną. Dlatego wszystkie wprowadzane do Bałtyku zanieczyszczenia (odpady, ścieki) pozostają w nim przez okres jednego pokolenia Europejczyków.
To przykre, ale Polska jest głównym źródłem zanieczyszczeń morza jeżeli chodzi o wprowadzany nadmiar biogenów odpowiadających za eutrofizację – a mówiąc prosto – chodzi o nasze ścieki, gówienka i nawozy z pól! To jest źródło zakwitu glonów, sinic, odtleniania wody, powstawania pustyń siarkowodorowych i śmierci morza – co następuje szybciej niż naukowcy szacowali. Do tego mamy kolejne problemy. Ścieki ze statków i jachtów, zagrożenia wielkich tankowców, zwiększają ryzyko katastrof ekologicznych, rabunkowe odłowy ginących gatunków ryb, brak morskich rezerwatów, które mogłyby ochronić bioróżnorodność Bałtyku, niszczenie terenów nadbrzeżnych przez architektoniczny bałagan.
Jakie jest Twoje zdanie na temat gazociągu Północnego, może warto bliżej przyjrzeć się tej sprawie?
Sprawa gazociągu północnego jest beznadziejna. Ekolodzy są bezsilni. To jest fakt. Można się sprzeciwiać, ale to strata czasu. Myślę, że teraz trzeba maksimum uwagi skupić na kontrolowaniu inwestycji, pilnowaniu aby była realizowana w najlepszy dla środowiska sposób, a następnie zapewnić i monitorować, aby eksploatacja rurociągu była jak najbardziej bezpieczna. Ważne jest także zapewnienie przyrodniczej kompensacji i ekologicznego offsetu.
Jakie ekologiczne decyzje podejmujesz w swoim codziennym życiu?
Moja córka kiedyś mi powiedziała „Tato, myślenie nie boli”. Myślenie to chyba najbardziej ekologiczna decyzja. Psucie Ziemi spowodowane jest brakiem myślenia i głupotą. Dumny jestem ze swoich win (z własnych winogron, malin, papierówek, aronii oraz róży) – to super ekologiczna produkcja. Przymierzam się do kolejnego etapu, czyli destylacji. To będzie czysta ekologia.
Jak zmotywować ludzi do tego, żeby segregowali odpady, a przede wszystkim, żeby bezmyślnie nie śmiecili?
Wściekły jestem na tych, co śmiecą, niszczą środowisko i psują Ziemię! Przychodzą mi do głowy wówczas zbyt radykalne rozwiązania w stylu karabin maszynowy lub humanitarna eutanazja. Aby te koszmary przegonić, wsiadłem na rower
Myślenie to chyba najbardziej ekologiczna decyzja
pierwszego lipca i w 49 dni okrążyłem Bałtyk z hasłem „Cycling – Recycling”. Zmęczyłem się i mi przeszło. To się nazywa angielskie poczucie humoru.
Jak zmotywować? Mądre prawo np. ryczałt za śmieci. Jego egzekwowanie, czyli jak ktoś śmieci musi zapłacić, a później np. przez rok „w nagrodę” sprząta lasy w swojej okolicy. Edukacja od przedszkola po domy pogodnej starości. I na koniec budowanie społeczeństwa obywatelskiego, Obywateli którzy dbają o swoje małe Ojczyzny.
Myślisz, że taka akcja spotka się z dużym odzewem. Może trzeba podjąć bardziej radykalne kroki, może jakaś akcja w stylu „Greenpeace”?
Narażę się Greenpeace’owi, ale nie znam żadnej sprawy jaką załatwili, ale prywatnie trzymam kciuki za actions direct. Moja akcja była prywatnym non violance działaniem Dominika Dobrowolskiego, 43-latka, ojca 2 dzieci, producenta domowych win. Co chciałem uzyskać poprzez moje pedałowanie? Tylko pokazać, że jeżeli taki „tatuś” jest w stanie objechać Bałtyk, bez żadnego trenowania, z marszu, to każdy w Polsce może zacząć segregować odpady i tak jak mówiła moja córa, choć trochę uruchomić swoje szare (zielone) komórki. Zachęcam do współpracy, m.in. dlatego stworzyłem projekt „Ambasadorów Bałtyckich” którzy podpisują Dekolog. Czym będzie nas więcej, tym większy wpływ będziemy mieli na decyzje polityków i mediów.
Co teraz, planujesz jakieś dalsze wojaże, inne akcje ekologiczne? Może następnym razem Ocean Atlantycki?
Organizuję teraz w Polsce kilka wydarzeń eko: w Gdańsku 18 września „Zamień odpady na kulturalne wypady”, w ramach której rozdam bilety do kin i teatrów za przynoszone i segregowane odpady. W październiku w Warszawie, w Łodzi i we Wrocławiu realizuję zupełnie nowy projekt (na który wpadłem podczas pedałowania w Laponii) pt. „Recykling daje owoce”, gdzie za poprawną segregację będę nagradzać jabłkami, gruszkami i śliwkami.
Co do kolejnych wypraw, jestem pochłonięty teraz budową tratwy ze śmieci. Na wiosnę spływam Odrą do Szczecina pod hasłem „Śmieci spływajcie”. Rekrutuję teraz załogę. Zatem zapraszam. Szczegóły już wkrótce na www.cycling-recycling.eu.
Wystarczą dobre chęci by być ekologicznym, czy potrzeba czegoś więcej?
Myślenie nie boli:)
No właśnie myślenie nie boli! Może jednak boli, sądząc po ilości środków przeciwbólowych wykupowanych w aptekach;)