Konie Morskie Oko. Transport konny Morskie Oko
Ekologia.pl Środowisko Wywiady Transport konny na trasie do Morskiego Oka to tradycja zamęczania koni

Transport konny na trasie do Morskiego Oka to tradycja zamęczania koni

Fot. Fundacja Viva
Fot. Fundacja Viva

Transport konny na trasie do Morskiego Oka to tradycja zamęczania koni. (…)Warto zachowywać dobre tradycje. A te złe trzeba eliminować bezwzględnie z życia. Złą tradycją jest znęcanie się nad zwierzętami.– przekonuje w wywiadzie dla Ekologia.pl Anna Plaszczyk, koordynatorka akcji ratowania koni z Morskiego Oka Fundacji MRNRZ Viva.

Joanna Szubierajska: W wozie jadącym nad Morskie Oko może podróżować jednocześnie 12 pasażerów. Jak to się mówi – co za dużo, to nie zdrowo. Każdego roku słyszymy o cierpieniu koni w polskich Tatrach, jednak ich sytuacja się nie zmienia.

Anna Plaszczyk: 12 osób plus dzieci i bagaże. Przecież dzieci i bagaże, to nie waga piórkowa. Poza tym nie do końca się zgadzam z tym, że sytuacja koni się nie zmienia. Przecież jeszcze 10 lat temu wozem podróżowało dwadzieścia osób! Moim zdaniem jednak dla konkretnych zwierząt rzeczywiście nie zmienia się nic. One ciężko pracują, a zanim zmiany je obejmą – na emeryturę trafią do rzeźni.

Jak ciężko?

Teraz już wiemy, że wóz jest o prawe tonę za ciężki dla koni. Wykazały to badania realnych przeciążeń, które zostały wykonane 23 października 2014 roku. Tego dnia okazało się, że wóz waży nie 540 kg, jak podawali nam fiakrzy, ale nawet 798 kg. Proszę się zastanowić dlaczego przez długi czas uparcie odmawiano nam komisyjnego ważenia wozów i podawano tak zaniżoną wagę. Dziś już wiemy, że to “za dużo” to aż 926 kilogramów. To łamanie prawa, a moim osobistym zdaniem również brak jakiejkolwiek etyki i empatii.

Fiakrzy przekonują, że o konie dbają i że jest to część górskiej tradycji.

Konie na Podhalu zawsze pracowały. Jednak na tej konkretnej trasie jeszcze przed II Wojną Światową wprowadzono autobusy. Konie i fasiongi pojawiły się tam znowu dopiero w 1989 roku. Można powiedzieć, że to tradycja zamęczania koni. Jeden z wozaków przyznał się w nieoficjalnej rozmowie, że w ciągu 13 lat pracy na MOku oddał do rzeźni ponad 200 koni. Niektóre już po kilku dniach pracy nie dawały rady, kiedy musiały ciągnąć wóz z 20 “turystami”. Dziś ciągną “tylko” o 10 osób za dużo. Wydłużyło to czas ich ciężkiej pracy nad Morskim Okiem do 10,8 miesiąca. Bo tyle na tej trasie pracowały konie, które trafiły do rzeźni. Wszyscy musimy sobie z tego zdawać sprawę, że te konie zaraz po wyeksploatowaniu trafiają do rzeźni. Nie czeka ich nagroda za pracę ponad siły. Jeśli to jest góralska tradycja, to ona mi się nie podoba. Warto zachowywać dobre tradycje. A te złe trzeba eliminować bezwzględnie z życia. Złą tradycją jest znęcanie się nad zwierzętami. I ja się na nią nie zgadzam.

Konie na trasie do Morskiego Oka są, bo są turyści, którzy korzystają z tego typu usług. Może trzeba społeczeństwo wyedukować?

Fundacja Viva działa na kilku frontach. Robimy akcje ulotkowe. Rozmawiamy z ludźmi. Publikujemy teksty. Ja sobie tak myślę, że jeśli podstawimy tam autobus, wózki elektryczne, czy nawet riksze – będzie na nie popyt. Takich leniwych pseudoturystów nad Morskie Oko ciągną w wakacje tysiące. Ja im się trochę dziwię. Ta trasa to najłatwiejsza trasa w polskiej części Tatr. Wyasfaltowana. I tu pojawia się wątpliwość. Bo niby dlaczego dla człowieka jest łatwa, a dla konia już nie? Otóż gdybyśmy odciążyli wóz o tonę – droga i dla konia będzie łatwa. Pod warunkiem, że w drodze powrotnej z Morskiego Oka, która prowadzi w dół, wóz będzie hamowany hamulcem. Na razie jego ciężar biorą na siebie konie. Kłusując w dół niszczą nie tylko asfalt, ale także swoje stawy.

W ubiegłym roku szłam do Morskiego Oka ze znajomymi i ich 4-letnią córką. Droga do samego schroniska zajęła nam dwie i pół godziny. To był całkiem przyjemny spacer. Ale jak wchodziliśmy do Parku – fiakrzy, próbujący nas namówić do przejażdżki fasiongiem, kłamali, że nie dojdziemy nad Morskie Oko przed zmierzchem. A wychodziliśmy o 12. Czas przejścia jest opisany nie tylko na mapach, ale taż na parkowych drogowskazach. Próbowali nam wmówić, że to za trudna dla nas trasa. Część ludzi się na to nabiera. Inni myślą, że konie są do pracy i że rzeźnia to ich normalny los. Dla mnie to niedopuszczalne. Tak jak niedopuszczalne jest to, że poważni badacze z kilku ośrodków naukowych opowiadają się za pozostawieniem koni na tej trasie. Ignorować wyniki pomiarów można tylko do pewnego momentu. Później trzeba się przyznać do błędu i stanąć po stronie zwierząt.

Spotkanie w siedzibie Tatrzańskiego Parku Narodowego miało ostatecznie rozwiązać sprawę przeciążania koni na drodze do Morskiego Oka. Czy tak się stało?

Podczas spotkania w TPN starosta tatrzański powiedział wprost, że konie na tej trasie zostają. Taką decyzję podjął jeszcze zanim spotkanie się zakończyło. Starosta otrzymał oficjalne wezwanie do zatrzymania przestępstwa znęcania się nad zwierzętami, czyli zatrzymania transportu konnego do Morskiego Oka, wraz ze wszystkimi danymi dotyczącymi przeciążeń.

Z tych danych wynika, że dla najlżejszego zważonego 23 października wozu przeciążenie to aż 926 kilogramów. Myślę, że takich danych nie może zignorować. Równocześnie powiadamiamy prokuraturę o znęcaniu się nad zwierzętami. To samo powiadomienie wysłałam do Kancelarii Premiera, Wojewody, Marszałka, Policji i TPN. Chcę wierzyć w to, że na Podhalu obowiązują przepisy polskiego prawa i że w końcu, dla dobra tych zwierząt, ktoś zdecyduje się ich przestrzegać. Jeśli nie – będziemy domagali się ukarania sprawców znęcania się, ze starostą na czele. Każdy kolejny dzień przeciążania koni na tej trasie, to kolejny dzień łamania prawa.

Organizacja pro-zwierzęce chcą likwidacji transportu konnego. Na takie rozwiązanie nie chcą zgodzić się m.in. fiakrzy i Polski Związek Hodowców Koni. Czy jest jakaś szansa na porozumienie?

To nie jest kwestia porozumienia tylko PRZESTRZEGANIA PRAWA. Ustawa zabrania znęcania się nad zwierzętami przez przeciążanie ich ładunkiem nieodpowiadającym ich sile. Dzięki badaniu realnych sił działających na wóz, otrzymaliśmy wartość przeciążenia. Tych badań nie da się już podważyć ani ignorować. W Polsce nie wolno zarabiać na działalności przestępczej, a praca koni na tej trasie zgodnie z wynikami naszych pomiarów, odbywa się w olbrzymim przeciążeniu i na bardzo długim odcinku trasy do tych przeciążeń dochodzi. Konie ciągną ładunek, którego dopuszczalna waga jest przekroczone o prawie tonę.

Zamiast ciężkich fasiongów lekki wóz, małe bryczki alb wspomaganie elektrycznymi silnikami

Pierwszy wóz hybrydowy był testowany 4 listopada 2014 roku. Silnik w połowie trasy się przegrzał i wyłączył. Wielokrotnie również przestawały działać światła wozu przy jeździe w dół, co może świadczyć o całkowitym wyłączeniu się napędu, który przy jeździe w dół powinien wyhamowywać pojazd. W tej sytuacji, to konie musiały go wyhamowywać pracą własnych mięśni, co przy wyjątkowo dużej masie własnej wozu i obciążeniu go kilkunastoma pasażerami, powodowało przeciążenia znacznie większe, niż przy wozie, które konie ciągną na tej trasie na co dzień. Konie ciągnęły przecież nie tylko znacznie cięższy wóz, ale też silnik i jego baterie. Ile ważył ten wóz? Tego nie wiem. Nie wiem także ile ważyły baterie i jaką moc miał silnik. Testy odbyły się bez zgody Komisji Etyki, która powinna zezwolić na prowadzenie testów na zwierzętach. Przypomnę, że doświadczeniem na zwierzętach jest każda forma wykorzystywania zwierzęcia do badań naukowych czy testów, mogąca u niego wywołać ból, cierpienie lub strach. Zgodnie z art. 38 ustawy o doświadczeniach na zwierzętach każde działanie podczas przeprowadzania doświadczeń, które naraża zwierzęta na zbędny ból, cierpienie czy strach ustawa o doświadczeniach na zwierzętach traktuje jako przestępstwo. Fundacja Viva powiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby, które 4 listopada zorganizowały te testy. Po raz kolejny muszę powtórzyć, że na Podhalu obowiązują przepisy polskiego prawa i należy się do nich stosować.

A czy likwidacja transportu konnego do Morskiego Oka nie spowoduje, że wszystkie konie pójdą na rzeź?

Konie z Morskiego Oka każdego roku trafiają do rzeźni. Te, które ubito, pracowały na tej trasie średnio 10,8 miesiąca. Eksperci, którzy wypowiadali się podczas spotkania w TPN byli oburzeni tym, że chcemy im zapewnić emeryturę do naturalnej śmierci. Mówili, że przecież konie są zwierzętami rzeźnymi i to jest ich naturalny los. Podkreślali, że w Polsce konie trafiają do rzeźni i że oni nie rozumieją, dlaczego konie z Morskiego Oka mają być traktowane wyjątkowo. Mnie osobiście słowa te dotknęły i oburzyły. Jeśli tacy eksperci mają dbać o konie z Morskiego Oka, to ja się pytam jaka: jest ich wiarygodność.

Uważam, że te konie zapracowały na swoją emeryturę. Tymczasem na emeryturę trafiają do rzeźni, bo dla ich właścicieli liczy się tylko zysk. Żaden z właścicieli nie chce utrzymywać koni wyeksploatowanych, ponieważ to bardzo duży koszt. Tym bardziej, że konie żyją przeciętnie 30 lat, niektóre pod dobrą opieką dożywają nawet 40 lat. Tymczasem z Morskiego Oka do rzeźni trafiały nawet konie 4 i 5-letnie. To końska młodzież. Jeśli koń z Morskiego Oka w wieku 7 czy 8 lat już nie nadaje się do pracy, to ich właściciele wolą je sprzedać do rzeźni, zarabiając na tym 5-7 tys. zł, niż leczyć je i utrzymywać przez kolejnych 20 lat. A za pieniądze “zarobione” w ten sposób można kupić kolejnego konia. Chcę podkreślić, że organizacje walczące o likwidację transportu konnego do Morskiego Oka są gotowe zaopiekować się tymi końmi. Ten koronny argument, powtarzany przez fiakrów, że konie te przez nasze działanie trafią do rzeźni, jest obłudny do granic. W końcu to fiakrzy każdego roku sprzedają swoje konie na mięso.

Jeśli nie uda się zlikwidować transportu konnego na trasie do Morskiego Oka, to co dalej?

Ja sobie nie wyobrażam, że to przestępstwo będzie trwało, a wymiar sprawiedliwości będzie się temu bezczynnie przyglądał. Mamy dowody w postaci pomiarów realnych przeciążeń, z których jasno wynika, że konie pracują tam w makabrycznym przeciążeniu. Skoro zapis ustawy jest jasny i czytelny, to służby muszą zareagować. Brak reakcji władz w tak poważnej sprawie łamania prawa sprawia, że społeczeństwo przestaje wierzyć w nieuchronność kary. Bo skoro fiakrzy mogą łamać prawo za przyzwoleniem Starosty i władz TPN, to znaczy, że każda osoba może to zrobić. Zaraz się okaże, że połowa społeczeństwa będzie działała wbrew prawu, bo skoro jakaś grupa może, to mogą wszyscy. Brak reakcji ze strony władz będzie przyzwoleniem na traktowanie przepisów dowolnie. Moim zdaniem potrzeba tu działań zdecydowanych i natychmiastowych.

Dziękuję za rozmowę

Anna Plaszczyk: Politolożka z wykształcenia, dziennikarka telewizyjna z wyboru. Wegetarianka. Opiekunka dwóch adoptowanych kotów. Koordynuje akcję ratowania koni z Morskiego Oka Fundacji  MRNRZ Viva.

Joanna Szubierajska, Ekologia.pl
4.7/5 - (15 votes)
Post Banner Post Banner
Subscribe
Powiadom o
29 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Z jakiego roku jest ten artykuł ? Skąd mam wiedzieć czy te informacje nie są już przestarzałe? Podobno około 2013 roku 20 procent koni poszło na rzeź a w 2018, 2019? I jeszcze jedno konie nadal które są oddawane do rzeźni po pracy tam średnio 10,8 miesiącach?Zbadaliście to chociaż dwa lata temu? Czemu najnowsze informacje są z 2014?Jedyne informacje z 2019 to koń się przewrócił i jakaś tam rzeźba.

Wczoraj szłam z rodziną do Morskiego Oka. Syn (8lat) trochę marudził, ale dla nas oczywiste jest, że w góry przyjechaliśmy chodzić NA WŁASNYCH NOGACH. Całą drogę nie mogłam przeżyć widoku tych biednych umęczonych koni ciągnących pseudoturystów… Smutek i złość ogarniały mnie przez całą drogę. Na niektórych wozach było po 18 osób… Wozy kursują w kółko. Niektóre mijały nas kilka razy. Kiedy te stworzenia odpoczywają? Jak nie wstyd tym „turystom”. Nie rozumiem… :(

Mieszkam w Krakowie.Nie jeżdżę do Zakopanego,bo nie trawię góralskiej zachłanności.Nic się nie liczy tylko dutki. Niech tam jeżdżą bezduszni nowobogaccy,dla których szpan jest ważniejszy od cierpienia bezradnych zwierząt.Jazda do Morskiego Oka + przejście z nartami po Krupówkach. To „program obowiązkowy” pobytu w Zakopanem. Oczywiście dla bogatych prostaków, którzy do pięciu nie potrafią zliczyć.Co można powiedzieć na temat takich ludzi??!! Tfuuuu……Są po prostu obrzydliwi…..

W stadninie koń przez 10min jest rozprężany przed jazdą rekreacyjną – gdzie na siodle wiezie czasem lekkiego maluszka i na koniec jazdy też tak samo czyli po 40 minutach. Dziennie staje do pracy najwyżej na 2h, gdy zdarzy się, że zakuleje na lekcji -zaraz jest odprowadzany do boksu. Piszę o koniach szkółkowych, żeby nikt nie myślał ,że rozprawia się tu o prywatnym koniu. Widzę z doświadczenia, bo mam dwie amazonki.Tu z miejsca ma ruszyć,pokonać wznoszący się( teren gdzie nam z lekkim plecakiem czasem serducho nie nadąża wyrównać tętna) a do tego ma ciągnąć całą uprząż, wóz i nadmuchanych turystów.Konie są delikatnej budowy i smutny wyraz końskich oczu – niech każdy nim wsiądzie do tego wozu chwilę przyjrzy się szkapie. Górale mają żniwo! Nie wsiadajcie, nie korzystajcie i zwiną interes!!!


Przeczytałem te wypociny i nawet mi się nie chce odnosić do wszystkich bzdur jakie w tym zawarto.

Kilka tylko.

Tajemna rozmowa z góralem wykazała, że w ciągu 13 lat oddał do rzeźni 200 koni. Prosta matematyka i wychodzi że oddawał do rzeźni więcej okolo 4 konie na miesiąc. Największy chyba odbiorca koni w kraju.
Bzdura.

Ekolodzy…pajace w modnych bucikach ze skóry.

Bezduszny 'czlowieku’. Pajacem jestes ty. Zamien swoj los na los tych koni.

Czy przyszło ci do pustej głowy że mógł mieć dwa lub więcej wozów? Niestety sporo mamy ludzi „myślących” tymi kategoriami. Tragedia!

Te konie są biedne. Lepiej mają od nich tylko prostytutki.
Polacy, jednoczmy się i walczmy z przeciążeniem koni!!! One dzwigaja o ponad 900KG za duzo!!!!!

Te konie są biedne. Lepiej mają od nich tylko prostytutki.
Polacy, jednoczmy się i walczmy z przeciążeniem koni!!! One dzwigaja o ponad 900KG za duzo!!!!!

Są wazniejsze sprawy niż jakieś tam konie…

A ty, jestes jakims tam 'czlowiekiem’

ktoś napisał, ze są ważniejsze sprawy niż jakieś konie !!!! to niech się zajmie tymi ważniejszymi sprawa a ludziom normalnym i mającym empatie i samodzielne myślenie da ratować zwierzęta przed barbarzyńcami!!!

Jako prawnik jest za głupia i nie ma zawodowego ani żadnego wzięcia więc pieniązkow na zagraniczne wojaże szuka na trasie do MOka

Zgadzam się z tezą,że koński transport do Morskiego Oka ma tradycję,wiem,że górale są pazerni i za przejazd w jedną stronę kasują 30zł od osoby,ładując 12 dorosłych osób+dzieci i bagaż+woźnica.Zgadzam się z tym aby wprowadzić meleksy(tylko,że góral dudków nie wyda) oraz dorożki,jak w dolinach.Innych możliwości zabronić!W ten sposób,kto chce niech jedzie meleksem albo bryczką,tylko górale muszą wystawiać paragony fiskalne,wtedy nie będzie przekrętów.Pozdrawiam,hej!

30 zł od osoby? Chyba raczej 50 zł…

Jestem za wystawianiem paragonów skoro w sklepie jest paragon to dlaczego nie, taryfiarz też wystawia paragon.Skoro to jego zarobek to podatek też musi płacić jak wszyscy, a konie są przemęczane bez dwóch zdań.

Sprawa tzw. koni z Morskiego Oka, to czysty przykład eko-oszołomstwa, pozdrawiam normalnych

Bryczką a nie przeciążonym wozem. Czy mielibyście Państwo taką samą frajdę, gdyby koń padł w czasie jazdy? Tak jak się to już niejednokrotnie zdarzyło?

Powtórzę:
Rzecz jasna najtrudniej jest zrealizować najprostsze rozwiązania.
Pod naporem pseudoekologizmu miłośnicy żwierząt nie raz wybijali to co mieli zamiar chronić. Ostatnio za szwajcarskie fundusze wybili połowę populacji orlika w Beskidzie Niskim.
„Światli” profesorowie doprowadzili do zagłady ponad 50% gatunków flory i fauny poprzez eksmisje owiec z Parku.
Dziś ta sama gałąź wiedzy i nauki wyniszczy ostatnie konie pod Tatrami i zamieni je na „ekologiczne” wózki akumulatorowe.
Istnieje na świecie głupota, istnieje też … bezdenna głupota.
Nikt nie zwraca uwagi na realne przyczyny końskich tragedii, na nieodpowiedzialność ochroniarskich instytucji, które tolerowały i nie kontrolowały przewozów pseudoturystów wozami. Czy tak trudno jest zorganizować cywilizowany transport ludzi, jeśli już to jest konieczne?
Potrzeba na to w rzeczywistości pół godziny …. bo rzecz jest trywialnie prosta i jednoznaczna!

Rany boskie!! Co za belkot!! Wg autora, oprawcy tych koni maja pozostac bezkarni, bo konie 'znikna’. Tak, ostatecznie znikaja, w greckich, wloskich rzezniach, po wielu godzinach meki w transportach z polamanymi nogami, pokaleczone, bez picia, jedzenia…. Podzieka za mordercza 'prace’…. Konie z krakowskiego procederu maja podobny los…. 2 gora 3 lata i wypad do Wloch, Grecji…. Ci ktorzy walcza o te konie, to nie EKOLODZYale OBRONCY PRAW ZWIERZAT!!

Odczepcie się od tych koni – to ich praca, do tego zostały stworzone.

IDIOTA

Nie pojmuję tej bezradności!
To proste:
1. Skoro cepry tak bardzo lubią „wozić się bryczką”, to zezwolić tylko na lekkie, kilkuosobowe kolasy. A jeśli już musi być siermiężnie, to wóz… drabiniasty (najlepiej bez ławek).
2. Przy wjeździe na drogę prowadzącą do Morskiego Oka postawić strażnika lub wręcz policjanta, który nie pozwoli wjechać wozom przeładowanym
3. Łamiącym zakaz wystawiać mandat karny.

100% ma pan racji tak należy zrobić

Trzeba mierzyć siły na zamiary, nie przeciążać koni, dobrze je karmić, zapewnić odpowiednia ilość snu i odpoczynku:)

do roboty lewackie lewusy a konie i goostarali zostawcie w spokoju

Może i jestem pseudoturystą, ale dla mnie i dla mojego dziecka, to frajda wjechać brzyczką z koniem

Gdyby kon padł akurat wtedy gdybyś jechała to może byś się obudziła, bo twoje dziecko na pewno już w życiu by nie wsiadlo do tego wozu! Trochę serca kobieto, gdzie go masz? Masz dziecko i uczestniczysz w tym procederze??

Tylko że jest różnica między bryczką a kilkunastoosobowym wozem…