Podatek niekoniecznie ekologiczny?
Rząd wznowił prace nad wprowadzeniem tzw. podatku ekologicznego. Tymczasem pomysł ten wzbudza wiele kontrowersji.
– W tej chwili mamy podatek akcyzowy, który jest tylko i wyłącznie fiskalny, w związku z czym my postulujemy, że akcyzę trzeba zastąpić podatkiem, którego wysokość byłaby uzależniona od parametrów ekologicznych samochodu – mówi Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego – Krótko mówiąc: likwidujemy akcyzę, a żeby dochody budżetu były w stosunku 1:1, wprowadzamy podatek, którego wymiar byłby uzależniony od tego, czy im mniej truje samochód, im mniej spala paliwa, im mniej emituje CO2, tym mniejszy wymiar podatku – opisuje.
Nie chodzi tutaj o pozbywanie się starych samochodów, ale o uruchomienie pewnego mechanizmu ekonomicznego, którego efektem byłaby powolna wymiana aut na nowsze. To z kolei ma zwiększyć bezpieczeństwo na drogach, ponieważ mamy jedną z najstarszych flot samochodowych w Europie.
– Wychodzimy z takiego założenia, że jeżeli już ten podatek być musi, niechaj oprócz funkcji fiskalnych ma jeszcze walor podatku, który będzie odmładzał park samochodowy – podkreśla Faryś.
Z planami wprowadzenia podatku ekologicznego nie zgadza się natomiast Instytut Globalizacji, według którego jest on po prostu nieskuteczny. Z wyliczeń Instytutu wynika, że nowe samochody emitują o o 40 g mniej dwutlenku węgla na każdy przejechany kilometr od samochodów starych, już używanych. Zatem dopiero po przejechaniu pół miliona kilometrów wyprodukowanie nowego samochodu spełniającego normy obniżające o 40 g/km zwróci się dla środowiska.
Do rządowego pomysłu sceptyczny stosunek mają także ekolodzy. – Nie jestem przeciwny podatkowi, ale jestem za tym, żeby się przyjrzeć, czy jest on wynikiem presji wielkich firm, które chcą sobie uwolnić rynek od starszych samochodów – mówi Bohdan Szymański z Polskiego Klubu Ekologicznego, tegoroczny laureat konkursu „Człowiek Roku Polskiej Ekologii” – Może musimy się zastanowić, czy moce produkcyjne w światowym przemyśle motoryzacyjnym są zanadto rozdęte? Może trzeba produkować mniej samochodów, ale solidniej? – dodaje.
Zwraca także uwagę na fakt, że w całym procesie produkcji nowych samochodów wykorzystywana jest ogromna ilość energii i surowców. Dlatego racjonalne podejście byłoby tylko wtedy, gdyby człowiek był w stanie skalkulować, co mu się więcej opłaci: spalić pół litra więcej paliwa, czy analogiczną ilość energii poświecić na wyprodukowanie nowego, chociaż zużywającego mniej paliwa, auta. – Nazwa „ekologiczny” jest przesadą, ponieważ prowadzi do tego, że na ekologów piętrzy się potem różne złośliwości – podkreśla.
Od rozmowy na temat prac nad podatkiem ekologicznym odżegnuje się natomiast Ministerstwo Gospodarki. Jak zaznaczył Ryszard Kwieciński z biura prasowego ministerstwa, nie ma czegoś takiego jak podatek ekologiczny, więc nie można mówić, na jakich zasadach będzie się opierał.
mamy najstarszą flotę samochodową w Europie, bo niestety samochody są tak drogie, że nikogo na nowy nie stać!
Na razie mówią, że nie wiadomo, nie ma szczegółów. Ale przecież była powódź i kasa państwa jest pusta. No to niedługo rząd zacznie sięgać do kieszeni podatników.
haha…. o jakieś 5 milionów samochodów za późno
Zgadzam się, że za późno wzięli się za tą ustawę! Trzeba było pomyśleć o tym jakieś parę lattemu
A co to ma wspólnego z ekologią, przecież mamy już opłatę recyklingową! Najlepiej znieść wszystkie opłaty dotyczące nowych samochodów, by biedny Polak mógł sobie kupić młodszy model, a co za tym idzie bardziej przyjazny środowisku!
I w sumie dalej nie wiem – będzie tylko podatek czy podatek + akcyza?