TPN zmniejszył obciążenie wozów konnych do Morskiego Oka
Tatrzański Park Narodowy zmniejszył ilość dorosłych osób, jakie mogą podróżować wozami konnymi do Morskiego, z 14 do 12. Obniżka dotyczyła tylko wozów jadących pod górę – informuje TPN. To absolutnie minimalna poprawa sytuacji zwierząt. – komentuje Beata Czerska z Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
W ubiegłym roku niezależni eksperci dokonali na zlecenie Fundacji MRNZW Viva! i Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami analizy obciążenia koni wykorzystywanych do transportu turystów na do Morskiego Oka. Okazało się, że obciążenie wozu prowadzi nieuchronnie do wystąpienia drastycznych przeciążeń u koni. Podważyło to wcześniejszą ekspertyzę wykonaną przez dra Macieja Jackowskiego z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.
̶ Rozpoczęliśmy poszukiwania zootechnika, który zechciałby zająć stanowisko wobec ekspertyzy dra Jackowskiego, jednak nikt ze środowiska nie chciał się podjąć tego zadania – mówi Cezary Wyszyński, prezes Fundacji MRNRZ Viva! – W końcu trafiliśmy do prof. Ryszarda Kolstrunga, który opracował nową ekspertyzę na temat obciążeń koni pracujących na drodze do Morskiego Oka. Również ona wykazała błędy popełnione przez dra Jackowskiego i tej opinii dyrekcja TPN nie mogła już zlekceważyć.
Organizacje pro zwierzęce przekazały dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego wyniki niezależnej ekspertyzy dr Władysława Pewcy, który jest osobą kompetentną w zakresie wyliczeń sił uciągu. Dostarczyły również wezwanie do bezzwłocznej likwidacji konnych zaprzęgów wożących turystów do Morskiego Oka w czerwcu 2013 roku. Dyrekcja TPN zignorowała jednak zarówno wyliczenia jak i wezwanie. Uznała bowiem, że ekspertyza niezależnego specjalisty z zakresu mechaniki nie jest wiarygodna, bo „mechanik nie zna się na koniach”.
Ekspertyza profesora Ryszarda Kolstrunga, hipologa z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, została przekazana dyrekcji TPN w październiku 2013 r. Jej przekazanie zainicjowało szereg spotkań w Warszawie i w Zakopanem z udziałem przedstawicieli Tatrzańskiego Parku Narodowego, fiakrów, ekspertów i organizacji pro zwierzęcych, które od lat walczą o poprawę losu „koni z Morskiego Oka”.
W efekcie rozmów i negocjacji fiakrzy, wożący turystów na trasie do Morskiego Oka, mogą od kwietnia zabierać na wozy konne 12 osób, wcześniej mogło jechać 14 turystów. Nowy regulamin przewozów zawiera także zakaz kłusowania pod górę. Wprowadzone zmiany to zdecydowanie niewystarczająca poprawa losu zwierząt – uważają organizacje prozwierzęce.
– Niestety konie zostały odciążone tylko podczas jazdy pod górę To absolutnie minimalna poprawa sytuacji zwierząt. – komentuje Beata Czerska z Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. – Nadal nie znamy ciężaru fasiągów i nikt nie kontroluje stanu technicznego wozów. Poza tym nie zmniejszono dopuszczalnej liczby pasażerów podczas jazdy w dół a tymczasem z wyliczeń dra Pewcy wynika, że przy skuteczności hamowania rzędu 80 proc. konie pracowałyby na granicy siły normalnej w jeździe w dół z nieduża prędkością. Tymczasem, w Morskim Oku mamy jazdę kłusem w dół z prędkością bliską 15km/h i niską skuteczność hamowania hamulców fasiąga równą 33 proc.. A to oznacza drastyczne przeciążenie – wyjaśnia Beata Czerska.
– Obawiamy się, że niektóre zmiany wprowadzone zostaną jedynie na papierze, na przykład obowiązkowy postój i nakaz pojenia koni na górze, na Polanie Włosienica – mówi Cezary Wyszyński. – Nie jestem przekonany, że każdy z fiakrów pofatyguje się po wiadro wody 200 metrów wyżej. Niestety Dyrekcja Parku nie planuje doprowadzenia wody dla koni na Polanę. Nadal nie ma wiat czy zadaszonych boksów, gdzie konie mogłyby odpocząć w cieniu podczas upałów. Nie do zaakceptowania jest również odsprzedawanie wyeksploatowanych koni do rzeźni. To jest dramat, że konie pracujące na terenie Parku Narodowego po 2-3 sezonach kończą życie na haku w rzeźni. Będziemy walczyć, dopóki warunki ich pracy nie zostaną ucywilizowane albo transport konny nie zostanie całkowicie zlikwidowany – dodaje Cezary Wyszyński.
Spór między Tatrzańskim Parkiem Narodowym a obrońcami zwierząt, dotyczący wykorzystywania koni do transportu turystów na drodze do Morskiego Oka, toczy się od 2009 roku. Wówczas jeden z turystów sfilmował na Włosienicy śmierć konia, który kilka minut wcześniej wciągnął na górę wóz pełen turystów.
Organizacje pro zwierzęce zapowiadają dalsze monitorowanie sytuacji koni pracujących na trasie do Morskiego Oka i dążenie do poprawy ich bytu.
Jak ktoś wybiera się w góry to niech porusza się na własnych nogach, a nie ruszać się nie chce.
Jak na mój gust to powinni jeździć tylko inwalidzi, osoby po sześćdziesiątce i małe dzieci + jeden opiekun.
Cała reszta – na piechotkę. Przyzwyczaiło się towarzystwo nawet do kiosku po gazetę jeździć samochodem. Niedługo będą się domagać asfaltowej drogi na Kasprowy albo przynajmniej na Czerwone Wierchy.
W końcu taki spacer to samo zdrowie. Troszkę brzuszka można zostawić…
Jak byliśmy z małym dzieckiem to mąż pchał wózek i szliśmy …po prostu… ;)
To niestety prawda zdrowe 20-latki 100 m nie przejdą:)
Miejmy nadzieję, że los koni rzeczywiście się poprawi:)